Ciekawostki
W parku wodnym w Wisconsin Dells zerwała się gruba lina w „KATAPULCIE”. Kilka sekund od tragedii…
Kilka sekund a doszłoby do wielkiej tragedii w popularnym Parku Wodnym w Wisconsin Dells w stanie Wisconsin. W wagoniku, który wyrzucany jest w górę pękły liny mocujące. Rodzice z przerażeniem patrzyli na awarie. Jak wynika z danych stanowego Urzędu Kontroli do incydentu doszło w środę 8 lipca.
W katapulcie siedziała mama z chłopcem w wieku około 10 lat. „Te liny wyglądają na postrzępione” – zauważył ktoś z tłumu. „Boisz się? Nie bój się” – powiedział ktoś inny po czym w ułamku sekundy pękła naciągnięta do granic możliwości gruba podwójna lina, dzięki której w specjalnym wagoniku dzieci miały być wyrzucone wysoko w górę. „O mój Boże” – wyszeptał jeden z rodziców, który zdał sobie sprawę z tragedii, która mogła rozegrać się na jego oczach. Na szczęście obsługujący katapultę pracownik nie zwolnił naprężonych czterech lin zbyt wcześnie i pękły same.
Zobacz film:
[youtube id=”VnjsLjjLmH8″ width=”620″ height=”360″]
Jedna z atrakcji Wisconsin Dells „Katapulta” był wielokrotnie sprawdzana pod względem bezpieczeństwa. Ze stanowych dokumentów wynika, że ostatnio została poddana specjalnej kontroli w roku 2013. Niektóre elementy „Katapulty” zostały wymienione, ale nie wiadomo dokładnie co uległo uszkodzeniu. Urządzenia zostały wymienione i skontrolowano przez osobę trzecią tak wynika z raportów Wisconsin State Journal. Zachowały się także informacje z roku 2011 o złym stanie technicznym i o przeprowadzonych pracach konserwacyjnych. Przeprowadzona kontrola „Katapulty” przed czterema laty niczego niebezpiecznego nie ujawniła.
Wisconsin Dells to miasto w stanie Wisconsin położone 200 mil na północny-zachód od Chicago. Jest ono popularnym ośrodkiem turystycznym, zwanym często “światową stolicą parków wodnych”. Parki wodne oraz atrakcje turystyczne, krajoznawcze i wypoczynkowe powodują, ze miasto z populacją około 2000 osób zamienia się w stolicę wakacyjną Środkowego Zachodu. Rocznie Wisconsin Dells jest odwiedzane przez 3 miliony Amerykanów.
Sławomir Budzik
[email protected]
źródło: WGN, wikipedia
foto: youtube
News Chicago
Zobacz największy i najbardziej luksusowy klub magii na świecie. Otwarto go w dawnej rezydencji McCormicków
Historyczna rezydencja McCormicków w chicagowskiej dzielnicy Gold Coast zyskała nowe życie. W liczącym ponad 30 tys. stóp kwadratowych budynku działa The Hand and The Eye, określane jako największe i najbardziej wystawne miejsce poświęcone magii na świecie. Na renowację i stworzenie niezwykłej przestrzeni przeznaczono około 50 mln dolarów.
Już od wejścia goście mają poczuć atmosferę Chicago z końca XIX wieku. Wrażenie potęgują zasady obowiązujące wewnątrz. Wymagany jest formalny strój, telefony powinny pozostać schowane, a wykonywanie zdjęć jest zabronione. Twórcy chcą w ten sposób zachować tajemnicę i sprawić, aby goście skupili się na tym, co dzieje się wokół nich.
Magia może pojawić się w każdym pomieszczeniu
The Hand and The Eye nie oferuje jednego ustalonego przedstawienia. Pokazy mogą odbywać się w różnych częściach rezydencji, dlatego dwie wizyty w tym miejscu nie muszą wyglądać tak samo.
Jednym z pierwszych przystanków jest zazwyczaj główny lounge, gdzie prezentowana jest magia barowa. Ten rodzaj iluzji ma w Chicago długą tradycję i był szczególnie popularny już w latach 1910-tych. Goście mogą z bliska obserwować sztuczki wykonywane rękami oraz inne kameralne formy iluzji.
Ponad 30 tys. stóp kwadratowych w stylu Gilded Age
Rezydencja ma ponad 30 tys. stóp kwadratowych, a każde pomieszczenie otrzymało własny charakter, wystrój oraz ukryte niespodzianki i sztuczki. Wszystkie elementy zostały dobrane świadomie i mają opowiadać określoną historię.
Twórcy podkreślają jednocześnie, że The Hand and The Eye nie jest typową atrakcją łączącą kolację z przedstawieniem. Najważniejsze są sama rezydencja, atmosfera tajemnicy oraz magia pojawiająca się w różnych miejscach podczas wizyty.

The Hand and The Eye
50 mln dolarów na przywrócenie rezydencji do życia
Za projektem stoi Glen Tullman, założyciel The Hand and The Eye, pochodzący z Chicago miłośnik magii. Na przywrócenie historycznego budynku do życia przeznaczył około 50 mln dolarów, traktując przedsięwzięcie jako osobisty projekt i coś, co chce pozostawić miastu.
Historyczna rezydencja była wcześniej związana z rodziną McCormicków, działały w niej również puppet opera oraz Lawry’s, a teraz kolejnym rozdziałem jej historii jest The Hand and The Eye.
Źródło; nbc
Foto: The Hand and The Eye
News USA
15-latek przeżył dwa dni na przewróconej łodzi na Morzu Beringa. Stracił brata i kuzyna
15-letni Derek Parker Aghnaanga przez około dwa dni walczył o życie na przewróconej łodzi na lodowatych wodach Morza Beringa u wybrzeży Alaski. Nastolatek trzymał się kadłuba przez noc, zimno i fale, podczas gdy jego starszy brat oraz kuzyn zginęli. 7 września chłopca odnalazła załoga rybackiej jednostki w pobliżu wyspy St. Lawrence.
Dramat rozegrał się w rejonie jednej z najbardziej odizolowanych części Alaski. St. Lawrence Island znajduje się na Morzu Beringa i leży bliżej Rosji niż kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Derek Parker Aghnaanga wypłynął na ryby razem ze swoim starszym bratem i kuzynem.
Ich niewielka łódź przewróciła się w sobotę wieczorem, gdy znajdowali się daleko od brzegu. 15-latek zdołał wdrapać się na odwrócony kadłub i pozostał na nim przez kolejne godziny, czekając na pomoc.
Kuzyn również trzymał się przewróconej łodzi
Przez pewien czas na kadłubie znajdował się również kuzyn nastolatka. Nie zdołał jednak doczekać ratunku. Derek przekazał później jednemu z ratowników, że kuzyn stracił siły i ześlizgnął się do morza w nocy poprzedzającej akcję ratunkową.
Kapitan jednostki The Northwest Explorer Adam White relacjonował, że chłopiec przetrwał noc, trzymając się przewróconej łodzi w wodzie o temperaturze około 50 stopni Fahrenheita. Później określił 15-latka jako wyjątkowo odpornego i wytrzymałego.
Mimo silnego wychłodzenia Derek był w stanie przekazać ratownikom informacje o swoich bliskich. Powiedział, że jego brat nadal znajduje się pod przewróconą łodzią, a kuzyn zniknął w wodzie poprzedniej nocy.
Wypłynęli w piątek, mieli wrócić w niedzielę
Trzej członkowie rodziny wypłynęli w piątek z miejscowości Savoonga na St. Lawrence Island. Planowali wrócić wcześnie w niedzielę, jednak nie pojawili się w domu. Zaniepokojona rodzina zgłosiła ich zaginięcie w niedzielę wieczorem.
W poniedziałek rano U.S. Coast Guard rozpoczęła poszukiwania z wykorzystaniem samolotów i śmigłowców. Jedna z załóg lotniczych dostrzegła nastolatka na przewróconej łodzi, zrzuciła mu tratwę oraz zapasy, a następnie skontaktowała się z jednostką The Northwest Explorer.

The Northwest Explorer.
Rybołówstwo jest częścią życia mieszkańców Savoonga
W Savoonga, liczącej około 800 mieszkańców, połów halibuta jest czymś więcej niż zajęciem rekreacyjnym. Stanowi ważną część lokalnej kultury i pomaga mieszkańcom w codziennym utrzymaniu, szczególnie że możliwości zatrudnienia w tej odległej społeczności są ograniczone.
Collen Walker, ciotka Dereka i jego brata, wyjaśniła, że mieszkańcy dzielą się złowionymi rybami z rodzinami oraz sąsiadami. Podkreślała, że wzajemna pomoc pozostaje podstawą życia społeczności, która mimo zmian zachodzących na świecie nadal pielęgnuje tradycyjny sposób życia.

Położenie miejscowości Savoonga
35-letni brat był dla Dereka jak ojciec
Derek często wypływał na ryby ze swoim 35-letnim bratem Sidneyem Kulowiyiem. Po śmierci ich ojca, Sidney przyjął rolę ojca dla nastolatka i był jedną z najważniejszych osób w jego życiu.
Sidney Kulowiyi był kapitanem komercyjnej jednostki rybackiej. Collen Walker wspominała go jako skromnego, kochającego człowieka, który troszczył się o mieszkańców Savoonga i pomagał innym. Rodzina nie zdecydowała się ujawnić nazwiska kuzyna, który również pochodził z tej miejscowości.
Rodzina słuchała akcji ratunkowej przez radio
W poniedziałek matka Dereka słuchała transmisji radiowej z prowadzonej akcji, podczas gdy pozostali członkowie rodziny zgromadzili się przy telefonie. W pewnym momencie usłyszeli informację od kapitana, że odnaleziono dziecko i że chłopiec żyje.
Rodzina zareagowała płaczem i ogromną radością. Niemal natychmiast pojawiło się jednak pytanie o dwóch pozostałych mężczyzn. Ciała brata i kuzyna nastolatka również zostały odnalezione.

Savoonga Alaska
Klęczał na odwróconym kadłubie w żółtej kurtce
Nagranie z akcji ratunkowej pokazuje Dereka w jaskrawożółtej kurtce, klęczącego na przewróconej łodzi. Załoga statku rzuciła mu linę i stopniowo przyciągała niewielką jednostkę do burty, aż ratownicy mogli umieścić nastolatka w koszu ratunkowym i wciągnąć go na pokład.
Po wejściu na statek 15-latek miał objawy hipotermii. Załoga natychmiast rozpoczęła jego ogrzewanie, wykorzystując koce oraz pakiety grzewcze. Po około dwóch dobach spędzonych na Morzu Beringa Derek Parker Aghnaanga był wreszcie bezpieczny.
Źródło: scrippsnews
Foto: Carlos Alexis Escartin, NOAA, ShoreZone
News Chicago
Na O’Hare wykopano 50-tonowy głaz sprzed 400 milionów lat. Teraz lotnisko szuka dla niego imienia
Budowa nowego terminalowego concourse na lotnisku O’Hare przyniosła nieoczekiwane odkrycie. Około 30 stóp pod powierzchnią lotniska ekipy budowlane natrafiły na ogromny, ważący około 50 ton głaz, którego wiek oszacowano na około 400 milionów lat.
Znalezisko ma około 11,5 stopy długości, 8 stóp szerokości i 7,5 stopy wysokości. Po wydobyciu głaz został zbadany przez geologa pracującego przy projekcie rozbudowy O’Hare. Analiza wykazała, że jest to dolomit, czyli twarda skała stanowiąca podłoże pod znaczną częścią polodowcowych osadów pokrywających Illinois.
Skała pochodzi z czasów, gdy Chicago było tropikalnym obszarem
Dolomit powstał w okresie syluru ery paleozoicznej, około 400 milionów lat temu. W tamtym czasie obszar dzisiejszego Chicago znajdował się w znacznie cieplejszym, tropikalnym środowisku.
Odkrycie tak dużego fragmentu pradawnej skały podczas współczesnej inwestycji lotniskowej zwróciło uwagę władz Chicago Department of Aviation. Komisarz Mike McMurray uznał, że głaz tej wielkości zasługuje na własne imię.
Ruszył konkurs na nazwę
Chicago Department of Aviation rozpoczął w środę konkurs, w którym mieszkańcy mogą proponować nazwę dla niezwykłego znaleziska. Zgłoszenia będą przyjmowane przez formularz internetowy przez najbliższe trzy tygodnie. Po zakończeniu pierwszego etapu urzędnicy przejrzą wszystkie propozycje i wybiorą pięciu finalistów. Następnie ostateczna nazwa zostanie wyłoniona w publicznym głosowaniu.
Władze lotniska planują również przygotowanie specjalnej ekspozycji poświęconej głazowi i jego historii.
„BaRock Obama”, „Dwayne Johnson” i inne propozycje
Pierwsze pomysły zaczęły szybko pojawiać się w mediach społecznościowych. Wśród propozycji znalazło się imię Butch, nawiązujące do Edwarda „Butcha” O’Hare, od którego nazwiska pochodzi nazwa lotniska.
Inni internauci zaproponowali między innymi BaRock Obama, Dwayne Johnson oraz Chip. Pojawiła się również żartobliwa propozycja Rocky McRock Face, nawiązująca do słynnych internetowych konkursów na nadawanie nazw.
Źródło: wttw
Foto: Chicago Department of Aviation
-
News Chicago2 tygodnie temu57 osób szuka Marcina Bachledę-Błaszczaka z Illinois. Polak zaginął w Great Smoky Mountains
-
News USA5 dni temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
News USA4 tygodnie temuTrwa śledztwo w sprawie nagłej śmierci 36-letniej aktorki Hayden Panettiere
-
News Chicago2 dni temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 tygodnie temuTymek Kucharczyk walczy o mistrzostwo Indy NXT i milion dolarów. „Plan jest prosty – wygrać”
-
News USA4 tygodnie temuOkres negocjacji z Iranem zakończył się fiaskiem. Co dalej z Cieśniną Ormuz?
-
News Chicago2 tygodnie temuDziura w budżecie Chicago przekroczyła 882 mln USD. Johnson może podnieść podatek od nieruchomości
-
News USA4 tygodnie temuUjawniono informacje o amerykańskiej współpracy z Iranem przy deportacjach
















