Polonia Amerykańska
Maraton to za mało: Polka z NYC chce zdobyć Antarktydę biegiem
W niedzielę 27 kwietnia Urszula Musik, Polka mieszkająca w Nowym Jorku, przebiegła w Londynie swój 31 maraton. Zaledwie tydzień wcześniej biegła w Bostonie, a jeszcze tydzień przed tym – w Milwaukee.
Nie wystarcza jej już jednak przebiegnięcie maratonu i kilka miesięcy temu podjęła wyzwanie – jako pierwsza Polka planuje przebiec w ciągu roku siedem największych maratonów świata (World Marathon Majors). Rozpoczęła maratonem w Tokio w marcu tego roku. Za sobą ma także Boston i Londyn, a przed sobą bieg w Sydney, Berlinie, Chicago i Nowym Jorku. Ambitna biegaczka mierzy jednak wyżej.
– Dwa lata temu postawiłam sobie za cel, że jako szósta Polka przebiegnę lodowy maraton (Ice Marathon) na Antarktydzie – zdradza.
Przygotowania do Antarktydy trwają, a na razie Ula opowiada jak się biegło w Bostonie i Londynie. “Zarówno w Bostonie jak i Londynie było dość ciepło i to mocno utrudniało bieg” – opowiada Ula. –”W tym roku na londyńskiej trasie było dość ciasno, bo biegło nas ponad 56 tysięcy, ludzie mdleli na trasie, ale ja dałam radę, chociaż wolniej niż rok temu, i ukończyłam z czasem 3:46:35.
Z kolei w Bostonie, oprócz wysokich temperatur, wyższego poziomu trudności dodaje pagórkowaty teren. Ukończyłam maraton z czasem 3:42:43, więc jestem zadowolona. Podczas jednego i drugiego maratonu nie brakowało na ulicach dopingujących kibiców. W Bostonie wśród nich byli moi rodzice, którzy wspierają mnie jak tylko mogą.”
Kim jest ta niesamowita kobieta, która cały czas biegnie?
Ula, z wykształcenia kosmetolog i pielęgniarka, od najmłodszych lat była za pan brat ze sportem, ale kiedy w 2018 roku przebiegła po raz pierwszy nowojorski maraton, już się nie zatrzymała i zatrzymać nie zamierza. Swoją pasją, uporem i naturą wojowniczki jest inspiracją dla wielu.
Ma 42 lata, ale energia i młodzieńczy błysk w oku sprawiają, że wygląda na 30. Jej smukła, umięśniona sylwetka to efekt tysięcy przebiegniętych kilometrów. Twarz zwykle opalona, z delikatnymi zmarszczkami wokół oczu od uśmiechu i wiatru podczas biegów, zawsze wyraża zainteresowanie światem i drugim człowiekiem.
Jej znakiem rozpoznawczym jest kaskada kruczoczarnych włosów spływających miękko do pasa. Ale to tylko wtedy, kiedy Ula akurat nie biega, ani nie pracuje, bo wówczas zwykle nosi je upięte w kucyk lub warkocz, czasem z kolorowymi opaskami.
Iwona Hejmej: Skąd pochodzisz z Polski i skąd u Ciebie ta pasja biegania?
Urszula Musik: Urodziłam się 17 października 1982 roku w Krakowie, ale dorastałam w Trzebini, gdzie jest mój dom rodzinny, pod czujnym okiem rodziców i starszego brata Krzysztofa. Byłam ruchliwym i energicznym dzieckiem i kiedy miałam zaledwie 4 lata mama postanowiła rozejrzeć się za jakimiś zajęciami, podczas których mogłabym spożytkować nadmiar energii. Zapisała mnie do szkółki tańca towarzyskiego, która działała przy Domu Kultury w Trzebini.
Od pierwszych zajęć pokochałam taniec i moja przygoda z nim trwała 13 lat. W tym samym czasie zaczęłam też jeździć na nartach. Chciałabym przytoczyć naszą rodzinną anegdotę o tym, jak pierwsze kroki na stoku stawiałam z mamą, która sama na nartach nie jeździ. Zakończyło się to tak, że mama prawie połamała narty, a mnie niczego nie nauczyła. Za to bardzo skutecznie zrobił to mój brat. Zabrał mnie do Wisły, na Czantorię, zostawił płacząca na górze i powiedział, że jak mi przejdzie mazgajstwo, to sobie sama zjadę albo wsiądę na kolejkę linową.
Miałam zaledwie 6 lat, ale już byłam uparta i postanowiłam udowodnić bratu, że dam radę. Zajęło mi to kilka godzin, po drodze ludzie pomagali mi wygrzebywać się z krzaków, zaliczyłam kilka upadków i nieźle się poobijałam, ale zjechałam. Byłam bardzo z siebie dumna i kiedy Krzysiek powiedział, że wjeżdżamy jeszcze raz, zgodziłam się bez oporu. Drugi zjazd okazał się łatwiejszy. Na nartach jeżdżę do dzisiaj. Miłość do aktywności fizycznej wpajał we mnie tato, który biegał na 100 metrów i podnosił ciężary.

IH: A kiedy zaczęłaś biegać?
UM: Bieganie nie było mi obce, bo już w szkole podstawowej o profilu sportowym biegałam na krótkie dystanse, czyli na 100 i 400 metrów i byłam w tym najlepsza. Grałam też w siatkówkę. Nie stawiałam jednak na karierę sportową i po podstawówce wybrałam liceum ogólnokształcące w Trzebini z poszerzonym językiem angielskim.
Zaraz po maturze wyjechałam na 2-letnie stypendium do Danii, gdzie uczyłam się języka duńskiego. Było to możliwe, bo Trzebinia miała w tym kraju swoje partnerskie miasto i najlepsi uczniowie z powiatu wyjeżdżali na edukacyjne wyjazdy stypendialne.
Mieszkałam u duńskiej rodziny, która się mną wspaniale opiekowała. Dużo podróżowałam po tym pięknym kraju, chodziłam do szkoły językowej, odbyłam praktyki w urzędzie miasta i polskim konsulacie w Danii, ukończyłam kursy nauk politycznych i duńskiej ekonomii na kopenhaskim uniwersytecie. Po powrocie do Polski zatrudniono mnie w trzebińskim urzędzie miasta w dziale współpracy z zagranicą jako tłumacza polsko-duńskiego i w Wojewódzkiej Stary Pożarnej w Krakowie. Pomimo, że była to satysfakcjonująca posada, zrezygnowałam z niej, bo chciałam dalej się kształcić.
IH: Mogłoby się wydawać naturalnym, że wybierzesz lingwistykę lub AWF, tymczasem studiowałaś coś zupełnie innego. Dlaczego?
UM: Studiowałam kosmetologię i promocję zdrowia. Branża urody i medycyny estetycznej, tak jak i sport, też mnie interesowała od dziecka, bo moja mama prowadzi swój salon kosmetyczny w Trzebini. I chętnie podglądałam jak wykonuje zabiegi, jak dba o klientki, które z zadowoleniem i uśmiechem na ustach opuszczały salon. Dorastając coraz bardziej mnie to fascynowało, chciałam zgłębiać wiedzę o wpływie kosmetyków na skórę i o medycynie estetycznej. Szło to w w parze z tematami zdrowotnymi i stąd wybór kierunku studiów.
IH: Kariera w Polsce stała przed Tobą otworem. Skąd w takim razie pomysł na wyjazd do Stanów?
UM: Można powiedzieć, że był dziełem przypadku. Kupiłam jakąś kolorową gazetę i tam znalazłam ogłoszenie wraz z aplikacją na wyjazd do USA w charakterze au pair, czyli niani. Stwierdziłam, że się zgłoszę i nawet nie robiłam sobie nadziei, że mi się uda. Tymczasem znalazłam się w grupie szczęśliwców, którzy dostali się do programu.
Termin wyjazdu zbiegł się z zakończeniem studiów i rodzice odbierali w moim imieniu dyplom wraz z nagrodą za najlepsze wyniki w nauce. Wyjechałam w 2007 roku z założeniem, że zostanę tylko rok, tak jak przewidywał program, ale życie potoczyło się inaczej.
IH: Jak wyglądały Twoje początki w Stanach?
UM: Trafiłam do przemiłej rodziny w Westchester, gdzie opiekowałam się dwójką dzieci i równocześnie chodziłam do szkoły językowej. Jednak mój angielski był na dość wysokim poziomie i nudziłam się na zajęciach. Dlatego moi opiekunowie zasponsorowali mi kurs na Medical Office Assistant, co pozwoliło mi uzyskać wizę studencką. Jestem im za to bardzo wdzięczna.
W 2009 roku, kiedy oni przeprowadzili się do Bostonu, ja już byłam tak zachwycona Nowym Jorkiem, że postanowiłam w tu budować swoje życie. Znalazłam pracę w salonie kosmetycznym, gdzie mogłam wykorzystać wiedzę i praktykę ze studiów, a równocześnie nabywałam kolejnych umiejętności. Myślałam też o dalszej edukacji. Podjęłam studia w Westchester Community College, a następnie na University of Bridgeport, który ukończyłam z licencjatem z pielęgniarstwa (bachelor’s of science in nursing degree) z ukierunkowaniem na psychologię i psychiatrię.
IH: Jak w tym nawale nauki i pracy znajdowałaś czas na sport i kiedy postanowiłaś przebiec maraton nowojorski?
UM: Sport daje mi siłę do nauki, pracy i innych codziennych obowiązków, bo ruch zawsze sprawiał, że moja głowa lepiej pracowała. Dlatego codziennie muszę albo pójść na siłownię, na basen czy pobiegać. Myśl o tym, że chciałabym przebiec maraton nowojorski pojawiła się w 2017 roku, kiedy kibicowałam koledze. Stwierdziłam, że chcę sprawdzić czy podołam takiemu wyzwaniu. Wskazówki do treningów ściągnęłam z internetu. Nie miałam za bardzo pojęcia na temat biegania na długie dystanse, na temat dobrych butów, odpowiedniego ubioru, odżywiania się. Niestety w szkole nas tego nie uczono.

Pierwszym moim dłuższym biegiem był bieg 5K (5 kilometrów), a potem pół maraton, który przebiegłam w pierwszych lepszych trampkach, jakie miałam pod ręką. Na szczęście obyło się bez problemów ze stopami, a wręcz biegło mi się bardzo dobrze. To mnie upewniło, że poradzę sobie z maratonem. Wtedy też trafiłam na polonijny klub biegaczy Polska Running Team. Poznałam Artura Tyszuka, który był wówczas jego prezesem, a obecnie jest moim trenerem. Biegacze z klubu udzielili mi wielu cennych wskazówek jak najlepiej przygotowywać się do maratonu.
IH: Jak wspominasz ten dziewiczy maraton?
UM: Moim pierwszym maratonem był nowojorski w 2018 roku i niewątpliwie było to ogromne przeżycie. Kibicowali mi moi rodzice, którzy specjalnie z tej okazji przylecieli z Polski. Pamiętam niemalże całą trasę, ale najbardziej zapamiętałam spotkanie z tatą na 10 mili. Ze łzami w oczach powiedział mi “córeczko, baw się dobrze!”. To był wzruszający moment. Do dnia dzisiejszego to zdanie jest moim maratonowym motto.
Tato też udzielał mi ostatnich, ważnych porad, jak chociażby o węglowodanach, których zawsze jadłam mało, bo nie lubię. A przed takim wysiłkiem fizycznym wręcz powinno opychać się chlebem czy makaronem. Zapytałam go co mam zrobić, a on powiedział: “Jeżeli tego nie robiłaś w trakcie treningów, to lepiej teraz nie zaczynaj, bo nie wiadomo jak zachowa się twój organizm”. Posłuchałam go i bardzo dobrze mi się biegło.
Na mecie pani wręczająca medal, zapytała czy jak faktycznie biegłam, bo nawet spocona nie byłam. Uzyskałam też dość dobry czas – 4:07 i od razu postanowiłam, że kolejny maraton muszę przebiec w czasie poniżej 4 godzin. Tak się stało cztery miesiące później w Krakowie. Każdy maraton biegnę z jakąś intencją, zwykle za kogoś. Biegnę za tych co nie mogą nie tylko biegać, ale zmagają się z życiowymi problemami.
IH: Dlaczego Ice Marathon jest taki ważny dla Ciebie?
UM: Bo w normalnych warunkach przebiegłam już 30 maratonów. I wiem, że ten będzie inny – tu naprawdę będę się mogła zmierzyć sama ze sobą. To test ludzkiej wytrzymałości w ekstremalnych warunkach. Antarktyda to najbardziej nieprzewidywalny i surowy kontynent na Ziemi. Bieg w temperaturze sięgającej -30°C, wśród lodowych wiatrów, to coś, co wymaga nie tylko przygotowania fizycznego, ale też ogromnej determinacji.
Chcę udowodnić sobie i innym, że nawet najtrudniejsze cele są osiągalne, jeśli się w nie wierzy.
Ze względu na surowy klimat na Antarktydzie nic nie jest pewne. Nawet data biegu. Najpierw lecimy do Chile i tam będziemy czekać na pogodę sprzyjającą biegaczom. Kiedy już dostaniemy zielone światło, to specjalny samolot czarterowy przewiezie nas na Antarktydę, gdzie spędzimy noc w namiotach i następnego dnia pobiegniemy, o ile nie nadejdzie nieoczekiwana załamanie pogody, co jest bardzo możliwe.
Aby poczuć chociaż namiastkę tego, co mnie czeka na Antarktydzie przebiegłam zeszłej zimy maraton w Tromso w Norwegii. Chciałam sprawdzić jak się zachowa mój organizm, zorientować się jaka odzież będzie mi potrzebna. Biegłam w czasie nocy polarnej, więc było nie tylko zimno, ale jeszcze ciemno. Na 30 kilometrze zaskoczyła mnie burza śnieżna. Żeby mi woda nie zamarzła w butelce, to sobie do niej dolałam wódki. To też pomagało trzymać ciepło. Dobiegłam do mety i wierzę, że Ice Marathon też przebiegnę. Bieg na Antarktydzie chciałabym dedykować młodzieży, która boryka się ze słabą odpornością psychiczną.
Radio Rampa
Rozmawiała Iwona Hejmej
Foto: Archiwum Uli Musik
Ciekawostki
Obraz kupiony za 30 USD sprzedano za 1,35 mln. Niezwykła historia dzieła chicagowskiej artystki
Przez ponad 70 lat nie było wiadomo, co stało się z obrazem cenionej chicagowskiej artystki Gertrude Abercrombie. Dzieło niespodziewanie pojawiło się na wyprzedaży majątku w Michigan, gdzie zostało kupione za zaledwie 30 dolarów. Teraz obraz osiągnął na aukcji zawrotną cenę 1,35 miliona dolarów, ustanawiając nowy światowy rekord aukcyjny dla prac artystki.
Obraz „Alderman Merriam’s Shells” Gertrude Abercrombie powstał w 1951 roku. Przedstawia kolekcję muszli należących do chicagowskiego radnego Roberta Merriama, który w latach 1947–1955 reprezentował 5. Okręg miejski, obejmujący między innymi Hyde Park.
To właśnie w Hyde Park mieszkała Abercrombie, która była ważną postacią chicagowskiego środowiska artystycznego i muzycznego. Rok po namalowaniu obrazu, w 1952 roku, artystka przekazała go lekarzowi z Kalamazoo w stanie Michigan w zamian za świadczone jej usługi medyczne.
Obraz zniknął na ponad 70 lat
W latach 1952–1953 dzieło było prezentowane na wystawach w Nowym Jorku, Chicago, Milwaukee i Evanston. Ostatni znany publiczny pokaz odbył się w 1953 roku w Chicago Design Center. Później ślad po obrazie zaginął i przez kolejne dekady nie było wiadomo, gdzie się znajduje.
Przełom nastąpił dopiero w tym roku. Na wyprzedaż majątku w Kalamazoo przyszedł mężczyzna poszukujący przede wszystkim płyt winylowych. Jego uwagę przyciągnął jednak obraz. Po odwróceniu płótna zauważył na odwrocie nazwisko, które wydało mu się znajome.
Postanowił zaryzykować i zapłacił za dzieło 30 dolarów. Zakup okazał się niezwykłym odkryciem. W czwartek ten sam obraz został sprzedany na aukcji za 1,35 miliona dolarów.
Nowy rekord dla Gertrude Abercrombie
Aukcję przeprowadził dom aukcyjny Freeman’s. Przedstawiciel firmy poinformował, że cena uzyskana za „Alderman Merriam’s Shells” ustanowiła nowy światowy rekord aukcyjny dla dzieł Gertrude Abercrombie. Rezultat znacznie przekroczył wcześniejsze oczekiwania. Przed aukcją wartość obrazu szacowano na od 15 tysięcy do 250 tysięcy dolarów. Ostateczna cena była wielokrotnie wyższa od górnej granicy wyceny.
Ważny moment w twórczości chicagowskiej artystki
Eksperci uznają „Alderman Merriam’s Shells” za dzieło dokumentujące ważny zwrot w karierze Abercrombie, gdy artystka zaczęła coraz wyraźniej kierować swoją twórczość w stronę surrealizmu. Obraz przedstawia kilka muszli umieszczonych na ciemnym tle.

Gertrude Abercrombie
Choć na pierwszy rzut oka kompozycja może przypominać prostą martwą naturę, zastosowane przez artystkę rozwiązania nadają jej tajemniczy i niemal nierzeczywisty charakter. Każda z muszli ma własne źródło światła, padające pod różnymi kątami. Czarne tło otaczające pojedynczą zawieszoną muszlę sprawia natomiast wrażenie nieskończonej przestrzeni.
Obraz ma także szczególne znaczenie dla późniejszej twórczości Abercrombie. To właśnie w nim po raz pierwszy pojawiła się pęknięta muszla, która później stała się jednym z powracających motywów w jej pracach.
Wyprzedaż należała do lekarza, który otrzymał obraz
Historia odkrycia jest tym bardziej niezwykła, że wyprzedaż majątku, na której odnaleziono obraz, dotyczyła rzeczy należących do dr. Johna T. Reynoldsa. Był to ten sam lekarz, któremu Abercrombie przekazała dzieło ponad 70 lat wcześniej w zamian za opiekę medyczną.
30 dolarów zamieniło się w 1,35 miliona
Zakup za 30 dolarów okazał się wart 45 tysięcy razy więcej. Jednocześnie odnalezienie dzieła przywróciło historii sztuki ważną pracę jednej z najbardziej charakterystycznych artystek związanych z Chicago. Gertrude Abercrombie zmarła w 1977 roku.
Źródło: cbs
Foto: Carl Van Vechten, Freeman’s
News USA
Backpack królem Fat Bear Week 2026. Niedźwiedź z Alaski zdobył ponad 103 tys. głosów
Niedźwiedź 89 Backpack został zwycięzcą Fat Bear Week 2026 w Parku Narodowym i Rezerwacie Katmai na Alasce. W finale trwającego tydzień internetowego konkursu pokonał niedźwiedzicę 910, zdobywając ponad 103 tys. głosów. Tegoroczna rywalizacja cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, że już podczas pierwszej rundy przeciążona została strona do głosowania.
W finałowym pojedynku Backpack otrzymał 103 334 głosy, natomiast samica 910 zgromadziła 98 253 głosy. Tym samym niedźwiedź dołączył do grona zwycięzców jednego z najbardziej niezwykłych konkursów przyrodniczych w Stanach Zjednoczonych.
Przedstawiciele Katmai National Park & Preserve podkreślili, że tegoroczna edycja stała się wspólną historią tworzoną przez tysiące osób, które głosowały, prowadziły kampanie swoich ulubionych niedźwiedzi i dzieliły się zainteresowaniem dziką przyrodą Alaski. W 2026 roku organizatorzy zwracali szczególną uwagę na odporność niedźwiedzi i znaczenie chronionych krajobrazów.
16 niedźwiedzi walczyło o zwycięstwo
W Fat Bear Week 2026 uczestniczyło łącznie 16 niedźwiedzi. Backpack od początku należał do faworytów i w dwóch pierwszych rundach wygrywał swoje pojedynki przewagą przekraczającą 100 tys. głosów.
Rywalizacja stała się znacznie bardziej wyrównana w półfinale. Backpack nieznacznie pokonał niedźwiedzia 164 Bucky, natomiast niedźwiedzica 910 zdecydowanie wygrała z 132. Ostatecznie to Backpack zdobył tytuł, kontynuując rodzinną tradycję sukcesów w konkursie.
Jego matka również wygrała Fat Bear Week
Matką Backpacka jest 435 Holly, zwyciężczyni Fat Bear Week z 2019 roku. To właśnie ona w 2006 roku po raz pierwszy przyprowadziła młodego niedźwiedzia nad Brooks River w Parku Narodowym i Rezerwacie Katmai.
Imię Backpack nawiązuje do zachowania niedźwiadka podczas przepraw przez rzekę. Jako młode zwierzę wspinał się na grzbiet Holly, kiedy razem brodzili w wodzie, przypominając wówczas plecak niesiony przez matkę.
Gdy miał około dwóch lat, doznał poważnego urazu nogi. Strażnicy parku mieli wówczas wątpliwości, czy zdoła przeżyć. Niedźwiedź jednak wyzdrowiał, a w 2008 roku usamodzielnił się. Z czasem wyrósł na dużego dorosłego samca, który teraz trafił do galerii mistrzów Fat Bear Week.
Zainteresowanie przeciążyło internetowe głosowanie
Tegoroczna drabinka została powiększona w porównaniu z 2025 rokiem, kiedy rywalizowało 12 niedźwiedzi. Głosowanie, o którym informowaliśmy tutaj, rozpoczęło się we wtorek 22 września. Zainteresowanie pierwszą rundą było tak duże, że strona internetowa nie wytrzymała napływu użytkowników.

Organizatorzy przedłużyli pierwszą rundę o dodatkowy dzień, ponieważ część osób nie mogła dostać się do systemu głosowania. Aby oddany głos został zaliczony, uczestnicy musieli za każdym razem podać adres e-mail.
Fat Bear Week rozpoczął się w 2014 roku jako jednodniowa inicjatywa prezentująca niedźwiedzie żyjące w południowo-zachodniej części Alaski. Z czasem wydarzenie przekształciło się w międzynarodowy internetowy konkurs. W 2025 roku oddano ponad 1,7 mln głosów z przeszło 100 krajów.
Otis pozostaje rekordzistą konkursu
W ciągu 12 lat Fat Bear Week miał sześciu różnych zwycięzców, a trzech z nich zdobywało tytuł więcej niż raz. Najbardziej utytułowany pozostaje 480 Otis, który wygrał pierwszą edycję w 2014 roku, a następnie triumfował również w 2016, 2017 i 2021 roku.

Otis należy do starszych niedźwiedzi związanych z Brooks River i nie był obserwowany od czasu swojego ostatniego zwycięstwa. Jedną z jego największych rywalek była 409 Beadnose, która zdobyła tytuł w 2015 i 2018 roku. Jest ona także matką tegorocznej finalistki 910.
Beadnose była oceniana na ponad 20 lat i również nie była widziana od czasu swojego ostatniego zwycięstwa. Niedźwiedzie brunatne żyjące na wolności mogą osiągać wiek około 30 lat.
Rodzinne tradycje mistrzów Katmai
Po kilku latach popularności wśród uczestników głosowania 435 Holly zwyciężyła w 2019 roku, stając się pierwszą triumfatorką od początku konkursu inną niż Otis lub Beadnose. Siedem lat później jej syn Backpack powtórzył ten sukces.

Do wielokrotnych zwycięzców należą również 747, który triumfował w 2020 i 2022 roku, oraz 128 Grazer, zdobywczyni tytułu w 2023 i 2024 roku. Grazer jest także matką jednego z niedźwiedzi uczestniczących w tegorocznej rywalizacji.
Zwycięzca Fat Bear Week 2025, niedźwiedź 32 Chunk, również pojawił się w tegorocznym konkursie. Tym razem nie zdołał jednak obronić tytułu i odpadł już w pierwszej rundzie. W 2026 roku miejsce na szczycie należy do 89 Backpacka.
Źródło: cbs
Foto: Fat Bear Week
News Chicago
Historyczny most nad Missisipi został wysadzony po ponad 80 latach
Po ponad ośmiu dekadach z krajobrazu pogranicza Illinois i Missouri zniknął Chester Bridge. Historyczna przeprawa przez Missisipi została w poniedziałek wysadzona przy użyciu materiałów wybuchowych. Jej funkcję przejął nowy, znacznie szerszy Don Welge Memorial Bridge, otwarty tego lata.
Setki osób zgromadziły się w poniedziałek nad brzegiem rzeki, aby zobaczyć ostatnie chwile charakterystycznej przeprawy. Cała operacja trwała zaledwie kilka sekund. Eksplozje przecięły konstrukcję, która runęła prosto do Missisipi, czemu towarzyszyły okrzyki obserwującego wydarzenie tłumu.
Ekipy rozbiórkowe rozmieściły ładunki w taki sposób, aby most zawalił się pionowo, a jego elementy pozostały w wyznaczonej i kontrolowanej strefie. Kolejnym etapem prac będzie wydobycie i usunięcie z rzeki pozostałości stalowej konstrukcji.
Most służył kierowcom od 1942 roku
Chester Bridge został otwarty w 1942 roku i przez ponad 80 lat łączył Missouri z południową częścią Illinois. Dwupasmowa przeprawa z czasem coraz gorzej odpowiadała potrzebom współczesnego ruchu samochodowego.
Most był stosunkowo wąski, co szczególnie odczuwali kierowcy dużych ciężarówek. Mijanie się pojazdów ciężarowych wymagało ostrożności, a niewielka szerokość przeprawy stała się jednym z jej najbardziej charakterystycznych problemów.
Nowa przeprawa jest dwa razy szersza
Rolę starego Chester Bridge przejął Don Welge Memorial Bridge, który został otwarty tego lata w pobliżu dotychczasowej przeprawy. Nowy most jest dwukrotnie szerszy od poprzednika i ma zapewniać kierowcom bezpieczniejszy oraz wygodniejszy przejazd przez Missisipi.
Budowa nowej przeprawy kosztowała 307,1 mln dolarów. Projekt został zrealizowany wspólnie przez Missouri, Illinois oraz władze federalne, zastępując konstrukcję pamiętającą pierwszą połowę XX wieku.
Most nosi imię Dona Welge
Nową przeprawę nazwano na cześć zmarłego Dona Welge, prezesa i dyrektora generalnego firmy Gilster-Mary Lee. Przez wiele lat zabiegał on o zastąpienie starego Chester Bridge nowocześniejszym i bezpieczniejszym mostem.
Poniedziałkowe wysadzenie starej konstrukcji symbolicznie zakończyło ponad 80-letnią historię jednej z przepraw łączących Illinois i Missouri. Choć Chester Bridge zniknął z krajobrazu Missisipi w ciągu kilku sekund, przez dziesięciolecia pozostawał ważnym elementem lokalnej infrastruktury i codziennych podróży mieszkańców obu stanów.
Źródło: capitolnewsillinois
Foto: Kbh3rd
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
News Chicago2 dni temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
News USA3 tygodnie temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News USA3 tygodnie temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago3 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News Chicago6 dni temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago











