News USA
Hutchinson odpadł z jutrzejszej debaty ale nie rezygnuje z wyścigu o prezydencki fotel
Były gubernator Arkansas Asa Hutchinson nie zakwalifikował się do drugiej debaty prawyborów prezydenckich Partii Republikańskiej, ale nie rezygnuje z prowadzenia kampanii wyborczej. Siedmiu innych kandydatów, którzy byli obecni na pierwszej debacie w sierpniu, zobaczymy już w środę na scenie w Kalifornii.
Gubernator Dakoty Północnej Doug Burgum, były gubernator New Jersey Chris Christie, gubernator Florydy Ron DeSantis, była ambasador ONZ Nikki Haley, były wiceprezydent Mike Pence, przedsiębiorca Vivek Ramaswamy i senator Tim Scott, R-S.C., wszyscy zakwalifikowali się do drugiej debaty, która odbędzie się w środę, 27 września, w Bibliotece Prezydenckiej Ronalda Reagana w Simi Valley w Kalifornii, poinformował w oświadczeniu Komitet Narodowy Republikanów RNC.
Oznacza to, że spełnili wszystkie trzy kryteria kwalifikacyjne partii – próg darczyńców, minimalne wymagania dotyczące głosowania i podpisane zobowiązania, które obejmują wsparcie ostatecznego kandydata partii.
Z analizy NBC News wynika, że były prezydent Donald Trump, który również pominął pierwszą debatę GOP, z łatwością przekroczył dwa pierwsze wymagania. Odmówił jednak podpisania zobowiązań partii, bez których nie może się zakwalifikować.
Większość kandydatów, którzy mieli się spotkać w środę, z łatwością przekroczyła każdy próg, ale Doug Burgum nie uzyskał punktów we wszystkich swoich sondażach kwalifikacyjnych aż do weekendu poprzedzającego debatę.
Szereg innych kandydatów Partii Republikańskiej – w tym były republikanin Will Hurd z Teksasu, konserwatywny komentator Larry Elder, biznesmen ze stanu Michigan Perry Johnson i Ryan Binkley, pastor i przedsiębiorca – nie zakwalifikowało się do żadnej z debat.
Głównym problemem dla Asy Hutchinsona – i problemem, który prawie zablokował Douga Burguma – był próg wyborczy, który wymagał od kandydatów uzyskania wyższego wyniku w mniejszej liczbie sondaży niż kryteria pierwszej debaty. Ten próg to 3% poparcia w sondażach na szczeblu krajowym lub stanowym.
Hutchinson, jeden ze słabszych organizatorów zbiórek, powiedział niedawno reporterom w New Hampshire, że opuszczenie debaty będzie oznaczało, że będzie musiał zastanowić się nad swoją kampanią.
Jednak wkrótce po tym, jak rozeszła się wiadomość, że nie zakwalifikuje się do niej, Asa Hutchinson oświadczył, że będzie kontynuował swoją kampanię.
„Moim celem jest zwiększenie liczby moich wyborców do 4% na początku przed Świętem Dziękczynienia. Jeśli ten cel zostanie osiągnięty, pozostanę konkurencyjny i będę mógł rywalizować” – powiedział Hutchinson.
„Przystąpiłem do tego wyścigu, ponieważ dla przywódcy Partii Republikańskiej niezwykle ważne jest przeciwstawienie się Donaldowi Trumpowi i potępienie go za wprowadzanie w błąd swoich zwolenników i narodu amerykańskiego. Zamierzam to kontynuować”, dodał były gubernator Arkansas.
Pierwsza debata kandydatów GOP przyciągnęła przed ekrany 12,8 miliona widzów.
Republikański Komitet Narodowy wybrał Fox Business Network na gospodarza drugiego publicznego starcia kandydatów GOP. Spotkanie będzie także transmitować Univision, hiszpańskojęzyczny kanał telewizyjny z siedzibą w USA, a także Rumble, internetowa platforma wideo popularna wśród konserwatystów.
Dwugodzinna debata rozpocznie się o godzinie 9:00PM ET.
Źródło: nbc
Foto: YouTube
News USA
Senator blokuje ustawę mającą chronić Amerykanów przed kosztami energii zużywanej przez centra danych
Próba szybkiego przyjęcia w Senacie ustawy mającej chronić Amerykanów przed przerzucaniem na nich kosztów infrastruktury energetycznej potrzebnej centrom danych zakończyła się niepowodzeniem. Demokrata Martin Heinrich z Nowego Meksyku zablokował w czwartek procedurę, argumentując, że projekt nie zapewnia wystarczająco silnych zabezpieczeń. Dzień wcześniej Izba Reprezentantów przyjęła go przytłaczającą większością 417 do 3.
Ratepayer Protection Act ma odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na energię generowane przez centra danych, w tym obiekty obsługujące sztuczną inteligencję. Celem projektu jest ograniczenie sytuacji, w której koszty rozbudowy infrastruktury energetycznej potrzebnej dużym firmom technologicznym trafiają do rachunków zwykłych odbiorców.
Projekt zdobył szerokie poparcie przedstawicieli obu partii w Izbie Reprezentantów. W środę za jego przyjęciem zagłosowało 417 kongresmenów, a przeciwko było trzech. O jego przegłosowaniu informowaliśmy tutaj. W czwartek republikański Senator Jon Husted z Ohio próbował przeprowadzić ustawę przez Senat w trybie jednomyślnej zgody.
Jeden sprzeciw wystarczył do zatrzymania ustawy
Procedura jednomyślnej zgody pozwala na szybkie procedowanie, ale oznacza również, że sprzeciw jednego senatora wystarcza do jej zatrzymania. Z możliwości tej skorzystał Martin Heinrich, najwyższy rangą Demokrata w senackiej Komisji Energii i Zasobów Naturalnych.
Heinrich zgodził się z Hustedem, że rozwój centrów danych AI może zwiększać koszty energii ponoszone przez amerykańskie rodziny i że w części kraju już się to dzieje. Uznał jednak, że Ratepayer Protection Act nie idzie wystarczająco daleko, ponieważ w zbyt dużym stopniu opiera się na dobrowolnych rozwiązaniach i działaniach podejmowanych na poziomie stanowym.
Kto powinien płacić za rozbudowę sieci?
Centralnym punktem sporu jest odpowiedzialność za kosztowną rozbudowę sieci energetycznej potrzebną do obsługi ogromnych centrów danych. Heinrich uważa, że duzi odbiorcy energii powinni być zobowiązani do finansowania infrastruktury niezbędnej do ich podłączenia, zamiast przenosić te wydatki na gospodarstwa domowe i małe firmy.
Senator z Nowego Meksyku argumentował, że same deklaracje przedsiębiorstw technologicznych oraz zalecenia kierowane do stanów nie gwarantują ochrony konsumentów. Jego zdaniem potrzebne są obowiązkowe przepisy określające, kto pokrywa koszty nowych przyłączy i modernizacji sieci.
Heinrich proponuje własny GRID Savings Act
Alternatywą przedstawioną przez Martina Heinricha jest GRID Savings Act. Projekt ma zobowiązać największych nowych odbiorców energii, takich jak centra danych, do płacenia za infrastrukturę niezbędną do podłączenia ich obiektów do sieci energetycznej.
Heinrich chce również większego zaangażowania operatorów centrów danych w rozmowy z lokalnymi społecznościami na wszystkich etapach realizacji inwestycji. Wskazuje przy tym na konieczność ochrony lokalnych zasobów, szczególnie wody, oraz ograniczania zanieczyszczenia powietrza poprzez wykorzystanie czystych źródeł energii i magazynów energii.
Republikanie blokują konkurencyjny projekt
Po sprzeciwie wobec Ratepayer Protection Act Heinrich sam zwrócił się o jednomyślną zgodę na przyjęcie swojego GRID Savings Act. Tym razem sprzeciw zgłosił republikański Senator Bernie Moreno z Ohio, dlatego również ten projekt nie został przyjęty w tej procedurze.

Moreno skrytykował decyzję Heinricha o zatrzymaniu projektu, który dzień wcześniej uzyskał 417 głosów w Izbie Reprezentantów. Jego zdaniem Ratepayer Protection Act dawał możliwość szybkiego podjęcia działań mających chronić Amerykanów przed dodatkowymi kosztami energii.
Jon Husted: projekt miał chronić konsumentów
Jon Husted określił Ratepayer Protection Act jako znaczący, ponadpartyjny krok, który Kongres mógł podjąć w celu ochrony mieszkańców przed wzrostem cen energii elektrycznej. Po zablokowaniu szybkiego przyjęcia projektu ocenił, że Senat zmarnował okazję do działania.
Debata o centrach danych nabiera znaczenia wraz z szybkim rozwojem sztucznej inteligencji i wzrostem zapotrzebowania na energię. Jednocześnie koszty życia i wysokość rachunków pozostają istotnym tematem politycznym przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu.

Oba projekty pozostają bez rozstrzygnięcia
Czwartkowe wydarzenia nie zakończyły debaty nad tym, jak podzielić koszty gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię ze strony branży technologicznej. Pokazały natomiast, że przedstawiciele obu partii dostrzegają problem, ale różnią się w kwestii mechanizmów, które powinny zostać zastosowane.
Ratepayer Protection Act nie został przyjęty w Senacie w trybie jednomyślnej zgody, podobnie jak konkurencyjny GRID Savings Act Heinricha. Spór o to, w jaki sposób zagwarantować, aby rozwój centrów danych nie zwiększał rachunków zwykłych odbiorców energii, będzie więc kontynuowany.
Źródło; cbs
Foto: YouTube, istock/business wire/
News USA
Ameryka zwęża drogi legalnej imigracjii
Przez wiele miesięcy uwagę opinii publicznej przyciągały przede wszystkim deportacje, działania ICE i zaostrzenie egzekwowania prawa wobec osób przebywających w Stanach Zjednoczonych nielegalnie. W cieniu tych wydarzeń dokonuje się jednak druga, mniej spektakularna, ale równie istotna zmiana. Administracja zaostrza politykę także wobec osób, które przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych legalnie — aby pracować, studiować, dołączyć do rodziny lub ubiegać się o stały pobyt.
Nie oznacza to końca legalnej imigracji. Oznacza natomiast zmianę filozofii, według której legalny wjazd do Stanów Zjednoczonych nie stawia już danej kategorii imigrantów poza polityką ograniczania imigracji.
Wiceprezydent J.D. Vance ujął tę filozofię wyjątkowo jasno. Mówiąc o legalnej imigracji, stwierdził, że Stany Zjednoczone przyjmują zbyt wielu imigrantów i że ich ogólna liczba powinna zostać znacząco zmniejszona. W odniesieniu do programu H-1B argumentował, że powinien on służyć zatrzymywaniu w Ameryce osób o wyjątkowych kwalifikacjach, a nie — jak twierdził — umożliwiać zastępowanie amerykańskich pracowników tańszą siłą roboczą.
To stanowisko nie pozostało jedynie elementem politycznej retoryki. Administracja rozszerzyła kontrolę osób ubiegających się o wizy, w tym analizę ich aktywności w mediach społecznościowych. Departament Stanu objął dodatkową weryfikacją kolejne kategorie wizowe, uzasadniając te działania bezpieczeństwem narodowym oraz potrzebą dokładniejszej oceny osób ubiegających się o wjazd do Stanów Zjednoczonych.
Szczególnie widoczne zmiany dotyczą legalnej imigracji pracowniczej. Program H-1B został objęty dodatkowymi ograniczeniami i kontrolą, a administracja konsekwentnie argumentuje, że amerykański system wiz pracowniczych powinien przede wszystkim chronić interesy pracowników amerykańskich.
Najnowszym przykładem jest propozycja Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego dotycząca likwidacji 60-dniowego okresu ochronnego po utracie pracy dla cudzoziemców posiadających m.in. status H-1B, L-1, O-1, TN, E-1, E-2, E-3 i H-1B1.
Na razie jest to propozycja, a nie obowiązujące prawo. Jeżeli zostanie przyjęta, zakończenie zatrudnienia będzie mogło oznaczać utratę statusu już od następnego dnia, chyba że cudzoziemiec będzie posiadał inną podstawę legalnego pobytu. Nie oznacza to automatycznie rozpoczęcia naliczania nielegalnego pobytu, ale może mieć poważne konsekwencje dla możliwości pozostania w Stanach Zjednoczonych lub zmiany statusu.

Wiza H1B
Podobny kierunek widać w polityce wobec studentów zagranicznych i uczestników programów wymiany. Administracja próbowała zakończyć obowiązującą od dziesięcioleci zasadę pozwalającą wielu z nich pozostawać w Stanach Zjednoczonych przez czas trwania statusu i zastąpić ją określonymi terminami pobytu. Ta regulacja została jednak 14 września zablokowana przez sąd federalny, dlatego dotychczasowe zasady pozostają na razie w mocy.
Zaostrzenie polityki sięga również procesu uzyskiwania zielonej karty. Od 18 września 2026 r. wchodzi w życie nowa regulacja dotycząca tzw. public charge — oceny, czy cudzoziemiec może w przyszłości stać się osobą zależną od pomocy publicznej lub obciążeniem dla państwa.
Nowe przepisy odchodzą od bardziej szczegółowych ograniczeń przyjętych w 2022 r. i pozostawiają urzędnikom większą możliwość indywidualnej oceny całokształtu sytuacji osoby ubiegającej się o stały pobyt.
Dla części osób starających się o zieloną kartę oznacza to większe znaczenie takich czynników jak sytuacja finansowa, zdrowie, wiek, zatrudnienie, zasoby oraz korzystanie z określonych świadczeń. Nowe zasady stały się już przedmiotem sporu sądowego.

Każda z tych zmian dotyczy innej części prawa imigracyjnego. Razem pokazują jednak wyraźny kierunek.
Przez lata amerykańska debata imigracyjna była często przedstawiana jako spór o nielegalne przekraczanie granicy: z jednej strony osoby naruszające przepisy imigracyjne, z drugiej ci, którzy przyjeżdżają legalnie i przechodzą przez przewidziane prawem procedury.
Dzisiaj to rozróżnienie przestaje wystarczać do opisania amerykańskiej polityki imigracyjnej. Administracja nie ogranicza się do walki z nielegalną imigracją. Jednocześnie zwiększa kontrolę nad legalnym wjazdem, próbuje zaostrzać warunki utrzymania legalnego statusu, zmienia zasady dotyczące pracowników i studentów oraz zwiększa wymagania wobec części osób starających się o stały pobyt.

Legalne drogi do Stanów Zjednoczonych nadal istnieją. Są jednak bardziej kontrolowane, bardziej selektywne i — w niektórych przypadkach — węższe niż wcześniej. To jedna z najważniejszych, a jednocześnie mniej zauważanych zmian zachodzących obecnie w amerykańskim systemie imigracyjnym.
Debata nie dotyczy już wyłącznie tego, jak ograniczyć nielegalną imigrację. Coraz wyraźniej dotyczy również tego, kogo — i ilu nowych imigrantów — Stany Zjednoczone chcą przyjmować, nawet jeśli przyjeżdżają oni całkowicie legalnie.
Autorka: Mecenas Magdalena Grobelski
Petycje imigracyjne i konsultacje dostępne online
[email protected]
Foto: istock/Evgenia Parajanian/mediaphotos/
News USA
Medyczne długi obciążają miliony Amerykanów. Także osoby z ubezpieczeniem zdrowotnym
Coraz więcej Amerykanów zmaga się z zadłużeniem wynikającym z kosztów leczenia, mimo że posiada ubezpieczenie zdrowotne. Nowa analiza pokazuje, że rachunki za opiekę medyczną stają się poważnym obciążeniem finansowym dla milionów osób, zmuszając część z nich do uszczuplania oszczędności, ograniczania podstawowych wydatków, a nawet rezygnacji z dalszego leczenia.
Badanie przeprowadzone na reprezentatywnej grupie 6353 dorosłych Amerykanów wykazało, że jedna trzecia osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne – uzyskane za pośrednictwem pracodawcy, rynku Affordable Care Act ACA lub indywidualnych polis – spłaca obecnie zadłużenie związane z opieką medyczną.
Niemal dwie trzecie respondentów posiadających medyczne długi wskazało koszty związane z opieką szpitalną jako główną przyczynę zadłużenia.
Nie tylko szpitale generują rachunki
Badanie pokazuje, że zadłużenie nie wynika wyłącznie z poważnych problemów zdrowotnych wymagających hospitalizacji. Wielu pacjentów ma również do spłacenia rachunki związane z rutynową opieką medyczną, taką jak wizyty lekarskie, badania laboratoryjne czy testy diagnostyczne.
Kluczowym problemem pozostaje wysokość kosztów ponoszonych przez pacjentów z własnej kieszeni. Nawet osoby posiadające ubezpieczenie często muszą pokrywać znaczną część wydatków samodzielnie.
Tysiące dolarów długu i trudne decyzje finansowe
Wśród osób posiadających medyczne zadłużenie niemal połowa jest winna co najmniej 2000 dolarów. Grupa ta stanowi około 15 procent wszystkich dorosłych Amerykanów w wieku produkcyjnym posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne.
Aby poradzić sobie z rachunkami, 37 procent respondentów przyznało, że wykorzystało swoje oszczędności. Kolejne 30 procent ograniczyło wydatki na podstawowe potrzeby życiowe, takie jak żywność, ogrzewanie czy czynsz.
Taki sam odsetek badanych zadeklarował również, że opóźnił leczenie lub całkowicie z niego zrezygnował ze względu na sytuację finansową. Dla wielu gospodarstw domowych nieoczekiwane rachunki medyczne okazują się wydatkiem, którego nie są w stanie pokryć bez poważnych wyrzeczeń.
Najbardziej zagrożone osoby o niższych dochodach
Eksperci zwracają uwagę, że większość Amerykanów nie dysponuje znacznymi wolnymi środkami finansowymi. Gdy pojawia się niespodziewany wydatek medyczny, może on całkowicie zaburzyć domowy budżet, szczególnie w rodzinach o niższych dochodach.

Osoby żyjące w oparciu o ściśle zaplanowane wydatki są szczególnie narażone na problemy finansowe związane z leczeniem. Nawet pojedynczy wysoki rachunek może zmusić je do rezygnacji z innych ważnych wydatków.
Jak walczyć z wysokimi rachunkami?
Eksperci podkreślają, że osoby obciążone wysokimi rachunkami medycznymi nie powinny automatycznie zakładać, że wszystkie naliczone opłaty są prawidłowe. W niektórych przypadkach rachunki mogą zawierać błędy, które warto zakwestionować i wyjaśnić z placówką medyczną.
Pacjenci, którym odmówiono pokrycia kosztów leczenia przez ubezpieczyciela, mogą również kontaktować się zarówno z firmą ubezpieczeniową, jak i placówką medyczną w celu wynegocjowania planu spłat. Takie rozwiązania mogą pomóc w rozłożeniu kosztów na raty i ograniczeniu obciążenia finansowego dla gospodarstw domowych.
Źródło: cbs
Foto: istock/alfexe/AntonioGuillem/
-
News Chicago3 tygodnie temu57 osób szuka Marcina Bachledę-Błaszczaka z Illinois. Polak zaginął w Great Smoky Mountains
-
News USA7 dni temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 tygodnie temuTymek Kucharczyk walczy o mistrzostwo Indy NXT i milion dolarów. „Plan jest prosty – wygrać”
-
News Chicago4 dni temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News USA3 dni temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago3 dni temuChicago pozywa administrację Trumpa o nowe zasady przyznawania zielonych kart i wiz
-
News Chicago2 tygodnie temuDziura w budżecie Chicago przekroczyła 882 mln USD. Johnson może podnieść podatek od nieruchomości
-
News USA4 tygodnie temuUjawniono informacje o amerykańskiej współpracy z Iranem przy deportacjach











