Połącz się z nami

News USA

Senator blokuje ustawę mającą chronić Amerykanów przed kosztami energii zużywanej przez centra danych

Opublikowano

dnia

Próba szybkiego przyjęcia w Senacie ustawy mającej chronić Amerykanów przed przerzucaniem na nich kosztów infrastruktury energetycznej potrzebnej centrom danych zakończyła się niepowodzeniem. Demokrata Martin Heinrich z Nowego Meksyku zablokował w czwartek procedurę, argumentując, że projekt nie zapewnia wystarczająco silnych zabezpieczeń. Dzień wcześniej Izba Reprezentantów przyjęła go przytłaczającą większością 417 do 3.

Ratepayer Protection Act ma odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na energię generowane przez centra danych, w tym obiekty obsługujące sztuczną inteligencję. Celem projektu jest ograniczenie sytuacji, w której koszty rozbudowy infrastruktury energetycznej potrzebnej dużym firmom technologicznym trafiają do rachunków zwykłych odbiorców.

Projekt zdobył szerokie poparcie przedstawicieli obu partii w Izbie Reprezentantów. W środę za jego przyjęciem zagłosowało 417 kongresmenów, a przeciwko było trzech. O jego przegłosowaniu informowaliśmy tutaj. W czwartek republikański Senator Jon Husted z Ohio próbował przeprowadzić ustawę przez Senat w trybie jednomyślnej zgody.

Jeden sprzeciw wystarczył do zatrzymania ustawy

Procedura jednomyślnej zgody pozwala na szybkie procedowanie, ale oznacza również, że sprzeciw jednego senatora wystarcza do jej zatrzymania. Z możliwości tej skorzystał Martin Heinrich, najwyższy rangą Demokrata w senackiej Komisji Energii i Zasobów Naturalnych.

Heinrich zgodził się z Hustedem, że rozwój centrów danych AI może zwiększać koszty energii ponoszone przez amerykańskie rodziny i że w części kraju już się to dzieje. Uznał jednak, że Ratepayer Protection Act nie idzie wystarczająco daleko, ponieważ w zbyt dużym stopniu opiera się na dobrowolnych rozwiązaniach i działaniach podejmowanych na poziomie stanowym.

Kto powinien płacić za rozbudowę sieci?

Centralnym punktem sporu jest odpowiedzialność za kosztowną rozbudowę sieci energetycznej potrzebną do obsługi ogromnych centrów danych. Heinrich uważa, że duzi odbiorcy energii powinni być zobowiązani do finansowania infrastruktury niezbędnej do ich podłączenia, zamiast przenosić te wydatki na gospodarstwa domowe i małe firmy.

Senator z Nowego Meksyku argumentował, że same deklaracje przedsiębiorstw technologicznych oraz zalecenia kierowane do stanów nie gwarantują ochrony konsumentów. Jego zdaniem potrzebne są obowiązkowe przepisy określające, kto pokrywa koszty nowych przyłączy i modernizacji sieci.

Heinrich proponuje własny GRID Savings Act

Alternatywą przedstawioną przez Martina Heinricha jest GRID Savings Act. Projekt ma zobowiązać największych nowych odbiorców energii, takich jak centra danych, do płacenia za infrastrukturę niezbędną do podłączenia ich obiektów do sieci energetycznej.

Heinrich chce również większego zaangażowania operatorów centrów danych w rozmowy z lokalnymi społecznościami na wszystkich etapach realizacji inwestycji. Wskazuje przy tym na konieczność ochrony lokalnych zasobów, szczególnie wody, oraz ograniczania zanieczyszczenia powietrza poprzez wykorzystanie czystych źródeł energii i magazynów energii.

Republikanie blokują konkurencyjny projekt

Po sprzeciwie wobec Ratepayer Protection Act Heinrich sam zwrócił się o jednomyślną zgodę na przyjęcie swojego GRID Savings Act. Tym razem sprzeciw zgłosił republikański Senator Bernie Moreno z Ohio, dlatego również ten projekt nie został przyjęty w tej procedurze.

Moreno skrytykował decyzję Heinricha o zatrzymaniu projektu, który dzień wcześniej uzyskał 417 głosów w Izbie Reprezentantów. Jego zdaniem Ratepayer Protection Act dawał możliwość szybkiego podjęcia działań mających chronić Amerykanów przed dodatkowymi kosztami energii.

Jon Husted: projekt miał chronić konsumentów

Jon Husted określił Ratepayer Protection Act jako znaczący, ponadpartyjny krok, który Kongres mógł podjąć w celu ochrony mieszkańców przed wzrostem cen energii elektrycznej. Po zablokowaniu szybkiego przyjęcia projektu ocenił, że Senat zmarnował okazję do działania.

Debata o centrach danych nabiera znaczenia wraz z szybkim rozwojem sztucznej inteligencji i wzrostem zapotrzebowania na energię. Jednocześnie koszty życia i wysokość rachunków pozostają istotnym tematem politycznym przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu.

Oba projekty pozostają bez rozstrzygnięcia

Czwartkowe wydarzenia nie zakończyły debaty nad tym, jak podzielić koszty gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię ze strony branży technologicznej. Pokazały natomiast, że przedstawiciele obu partii dostrzegają problem, ale różnią się w kwestii mechanizmów, które powinny zostać zastosowane.

Ratepayer Protection Act nie został przyjęty w Senacie w trybie jednomyślnej zgody, podobnie jak konkurencyjny GRID Savings Act Heinricha. Spór o to, w jaki sposób zagwarantować, aby rozwój centrów danych nie zwiększał rachunków zwykłych odbiorców energii, będzie więc kontynuowany.

 

Źródło; cbs
Foto: YouTube, istock/business wire/

News USA

Demokraci faworytami wyborów do Kongresu USA. Czy sondaże znów się mylą?

Opublikowano

dnia

Autor:

donald-trump

Na dzień przed wyborami do Kongresu Stanów Zjednoczonych sondaże wskazują na wyraźną przewagę Demokratów. Niska popularność Prezydenta Donalda Trumpa oraz niezadowolenie Amerykanów z rosnących kosztów życia sprzyjają opozycji. Eksperci ostrzegają jednak, że wyniki głosowania 3 listopada mogą przynieść niespodzianki.

Demokraci liczą na przejęcie Kongresu

Według najnowszych badań opinii publicznej kandydaci Partii Demokratycznej prowadzą w liczbie okręgów wystarczającej do zdobycia większości w Izbie Reprezentantów, gdzie do kontroli potrzebnych jest 218 mandatów. W kilku kluczowych wyścigach do Senatu Demokraci również mają niewielką przewagę lub remisują z Republikanami.

Szczególną uwagę zwracają wyniki z tradycyjnie konserwatywnych stanów. Sondaż New York Times wskazał na remis w wyborach do Senatu w Karolinie Południowej, gdzie Donald Trump wygrał w 2024 roku przewagą 18 punktów procentowych. Z kolei badania CNN pokazały przewagę Demokratów w Teksasie, Kansas i Maine.

Takie wyniki wzmacniają nadzieje opozycji na sukces, ale jednocześnie rodzą pytania o wiarygodność prognoz. W ostatnich latach amerykańskie sondaże wielokrotnie nie doszacowały poparcia dla Republikanów.

Historia pokazuje, że sondaże bywają zawodne

Donald Trump osiągał lepsze wyniki, niż przewidywały badania, podczas zwycięskich wyborów prezydenckich w 2016 i 2024 roku. Również w 2020 roku jego porażka z Joe Bidenem okazała się znacznie mniejsza, niż sugerowała większość przedwyborczych prognoz.

Niespodzianki zdarzały się także podczas tegorocznych prawyborów. W Michigan sondaże zapowiadały dwucyfrową przewagę Demokraty Abdula El-Sayeda w rywalizacji o nominację do Senatu, tymczasem ostateczna różnica wyniosła zaledwie jeden punkt procentowy. W Wisconsin kandydat prowadzący w badaniach niemal 20 punktami przegrał prawybory na gubernatora minimalną różnicą głosów.

Dlaczego coraz trudniej przewidzieć zachowanie wyborców?

Clifford Young, prezes Ipsos Public Affairs, wyjaśnia, że prowadzenie wiarygodnych badań staje się coraz trudniejsze. Amerykanie rezygnują z telefonów stacjonarnych, filtrują połączenia i coraz rzadziej zgadzają się na udział w ankietach.

Problem dotyczy szczególnie części konserwatywnych wyborców, którzy nie ufają instytucjom i niechętnie uczestniczą w badaniach. Jeśli ankieterzy nie uwzględnią odpowiednio tej grupy, wyniki mogą sztucznie zawyżać poparcie dla Demokratów.

W poprzednich wyborach prezydenckich Donald Trump potrafił również zmobilizować osoby, które wcześniej rzadko głosowały. Ich nieoczekiwanie wysoka frekwencja była jednym z powodów błędów sondażowych. W wyrównanych wyścigach nawet różnica kilku punktów procentowych może przesądzić o zwycięstwie.

Republikanie mają kilka istotnych atutów

Chociaż partia urzędującego prezydenta zazwyczaj traci mandaty w wyborach środka kadencji, tegoroczna sytuacja jest bardziej skomplikowana. Wiele okręgów, w których Demokraci próbują zwyciężyć, zdecydowanie poparło Trumpa zaledwie dwa lata temu.

Dodatkowo zmiany granic okręgów wyborczych ograniczyły liczbę miejsc, w których możliwa jest zmiana partyjnej reprezentacji. Rosnąca polaryzacja polityczna sprawia natomiast, że coraz mniej wyborców jest skłonnych zmienić swoje preferencje.

Republikanie dysponują również znaczną przewagą finansową, która pozwoliła im przeznaczyć setki milionów dolarów na reklamy wyborcze w ostatnich tygodniach kampanii.

Doświadczenia z 2022 roku dają Demokratom nadzieję

Sondaże dotyczące wyborów do Kongresu w połowie kadencji prezydenckiej były w ostatnich latach dokładniejsze niż prognozy wyborów prezydenckich. W 2022 roku trafnie wskazywały, że Demokraci unikną dotkliwej porażki mimo niskiej popularności Joe Bidena. Partia straciła wówczas większość w Izbie Reprezentantów, ale utrzymała kontrolę nad Senatem.

Zdaniem ekspertów większą wartość prognostyczną mają średnie z wielu sondaży niż pojedyncze badania. Nawet jeśli obecne prognozy nieco zawyżają poparcie dla Demokratów, ich przewaga może wystarczyć do osiągnięcia dobrego wyniku 3 listopada.

Ostateczny wynik zależy od frekwencji

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Donald Trump w ostatnich dniach kampanii organizuje wiece również w stanach, w których zdecydowanie zwyciężył w 2024 roku. Demokraci interpretują to jako sygnał, że Republikanie obawiają się utraty poparcia nawet na swoich tradycyjnych terenach.

Clifford Young podkreśla jednak, że wyborcy mogą zmieniać decyzje do ostatniej chwili, a osoby niezdecydowane potrafią masowo poprzeć jedną stronę. Dlatego nawet najbardziej zaawansowane modele statystyczne nie eliminują niepewności.

Wybory odbędą się we wtorek, 3 listopada. Ich wyniki zdecydują o układzie sił w Kongresie na drugą połowę kadencji Donalda Trumpa i pokażą, czy przedwyborcze prognozy ponownie nie doszacowały republikańskiego elektoratu.

 

Źródło: bbc
Foto: YouTube, The White House
Czytaj dalej

News USA

Katastrofa prywatnego odrzutowca na Florydzie. Śmierć poniosło dziewięć osób

Opublikowano

dnia

Autor:

katastrofa-west-palm-beach

Dziewięć osób zginęło w katastrofie samolotu Learjet 60, który w niedzielę po południu rozbił się w powiecie Palm Beach na Florydzie. Maszyna leciała z Teksasu na Bahamy. Tuż przed tragedią piloci zgłaszali oblodzenie, silne turbulencje i gwałtowną utratę wysokości. Po uderzeniu w ziemię samolot stanął w płomieniach.

Samolot rozbił się na drodze

Do katastrofy doszło w niedzielę, 1 listopada, w pobliżu Military Trail, między Cresthaven Boulevard a 10th Avenue North. Według Biura Szeryfa Powiatu Palm Beach odrzutowiec uderzył w jezdnię z ogromną siłą, powodując powstanie krateru i poważne uszkodzenie nawierzchni.

Maszyna typu Learjet 60 wystartowała z międzynarodowego lotniska Austin-Bergstrom w Teksasie i zmierzała na Bahamy. Według Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) samolot był zarejestrowany na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością w stanie Delaware i figurował w internetowych ofertach wynajmu lotów czarterowych.

W katastrofie zginęło wszystkich dziewięć osób. Według danych Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) była to druga najtragiczniejsza katastrofa lotnicza w Stanach Zjednoczonych w 2026 roku. W czerwcu w Butler w stanie Missouri rozbił się samolot przewożący skoczków spadochronowych, zabijając 12 osób.

Oblodzenie i dramatyczne wezwanie pomocy

Z nagrań korespondencji radiowej zarejestrowanych przez LiveATC.net wynika, że na kilka minut przed katastrofą pilot zgłosił oblodzenie samolotu oraz umiarkowane turbulencje. Temperatura powietrza na zewnątrz maszyny wynosiła minus 52 stopnie Fahrenheita, a turbulencje powodowały zmiany wysokości sięgające 700 stóp.

Początkowo załoga informowała kontrolerów ruchu lotniczego w Miami, że oblodzenie pozostaje pod kontrolą. Wkrótce jednak pilot zgłosił opady atmosferyczne i poprosił o zgodę na zwiększenie wysokości lotu.

Chwilę później sytuacja gwałtownie się pogorszyła. Załoga nadała sygnał alarmowy Mayday, informując o utracie wysokości z prędkością początkowo 10 tysięcy, a następnie nawet 20 tysięcy stóp na minutę. Piloci zgłaszali również przekroczenie dopuszczalnej prędkości i nieuchronne zderzenie z ziemią.

Według danych serwisu ADS-B Exchange odrzutowiec stracił około 27 tysięcy stóp wysokości w ciągu jednej minuty, po czym sygnał śledzenia lotu zanikł.

Burze w rejonie katastrofy

W chwili wypadku w rejonie Palm Beach występowały rozproszone burze. Samolot przeleciał przez silniejszą komórkę burzową na kilka minut przed rozpoczęciem gwałtownego opadania. Nie ustalono jednak, czy warunki atmosferyczne bezpośrednio przyczyniły się do katastrofy.

Miejsce wypadku znajduje się około czterech mil na południe od lotniska w West Palm Beach, które wcześniej w tym roku otrzymało nazwę na cześć Prezydenta Donalda Trumpa. Prezydent przebywał tego dnia w West Palm Beach, ale odleciał samolotem Air Force One nieco ponad godzinę przed katastrofą.

Federalne śledztwo i zamknięta droga

Okoliczności tragedii zbadają Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) oraz Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Śledczy będą ustalać między innymi przyczyny gwałtownej utraty wysokości oraz możliwy wpływ oblodzenia i turbulencji na przebieg lotu.

 

Źródło: scrippsnews
Foto: YouTube
Czytaj dalej

News USA

Hakerzy ujawnili dane ponad 40 tysięcy pracowników DHS. Departament próbuje usunąć je z internetu

Opublikowano

dnia

Autor:

haker, kradzież danych

W Stanach Zjednoczonych ujawniono bazę danych zawierającą informacje dotyczące ponad 40 tysięcy obecnych i byłych pracowników Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS), w tym osób związanych z Immigration and Customs Enforcement (ICE) oraz Customs and Border Protection (CBP).

Co zostało ujawnione?

Według doniesień medialnych opublikowana baza zawiera między innymi nazwiska pracowników, zajmowane stanowiska, służbowe adresy e-mail oraz numery telefonów. Nie potwierdzono niezależnie autentyczności wszystkich informacji ani tego, czy cała baza jest aktualna.

Kto opublikował dane?

Informacje zostały udostępnione przez organizację Distributed Denial of Secrets (DDoSecrets), która zajmuje się publikowaniem materiałów pochodzących z wycieków. Do uzyskania danych przyznała się grupa określająca się jako Department of Peace.

Osoby odpowiedzialne za ujawnienie informacji przedstawiają swoje działania jako próbę zwiększenia przejrzystości funkcjonowania federalnych służb imigracyjnych.

Departament Bezpieczeństwa Krajowego potwierdził, że jest świadomy potencjalnego naruszenia bezpieczeństwa i podejmuje działania mające chronić swoich pracowników.

30 października „The Washington Post” poinformował, że po ujawnieniu danych w internecie pojawiły się groźby wobec pracowników służb imigracyjnych i członków ich rodzin.

Sprawa wywołuje dyskusję dotyczącą granic jawności działalności instytucji państwowych oraz ochrony prywatności osób zatrudnionych w administracji federalnej. Prawo obywateli do informacji i krytyki działań organów państwowych stanowi istotny element demokratycznego systemu. Nie oznacza jednak przyzwolenia na groźby, nękanie ani przemoc wobec konkretnych osób.

Autorka: Mecenas Magdalena Grobelski
Petycje imigracyjne i konsultacje dostępne online
[email protected]

 

Źródła: Reuters, The Washington Post,DHS.
Foto: istock/mdisk/
Czytaj dalej

Popularne

Kalendarz

wrzesień 2026
P W Ś C P S N
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Popularne w tym miesiącu