Połącz się z nami

News USA

Depresja to głód miłości

Opublikowano

dnia

Depresja – nieoczekiwana i trudna wędrówka wewnątrz siebie, smutek, ból, podcięte skrzydła, człowiek za burtą. Ale kiedy ustępuje, wszystko ulega zmianie…

O depresji wiemy już prawie wszystko, a mimo to nie przestaje ona nękać ludzkości, więcej nawet, jak na ironię wydaje się nasilać. Można o niej mówić precyzyjnym językiem psychiatrii i psychologii, ale można też wieloznacznym i symbolicznym językiem Biblii. Chociaż bowiem jako dobrze opisaną jednostkę chorobową depresję można rozpoznać i odpowiednio leczyć, to jednak pod wieloma względami przywodzi na myśl biblijne plagi, które nękały ludzi i zmuszały ich do zmiany postępowania i nawrócenia.

Istotnie, depresja spada na człowieka jak plaga – nieoczekiwanie i bez zapowiedzi i zawsze zastaje go nieprzygotowanym. Jest jak anioł spustoszenia, który przechadza się między ludźmi i rozkłada swój namiot ciemności i mroku nad niektórymi, kierując się przy tym własnymi niezrozumiałymi kryteriami. Dla człowieka, nad którym go rozpostarł, w jednej chwili wszystko traci sens. Dopiero gdy ciemność zacznie ustępować, z mroków powoli wyłania się kształt rzeczy, taki sam, ale już nie ten sam, co dawniej. Wszystko uległo zmianie.

Często spotykam ludzi w depresji. Niektórym jest mi dane towarzyszyć i dzięki ich świadectwu otrzeć się o ten tajemniczy i porażający stan ludzkiego ducha i ciała. Nie można tego oddać słowami. Ale poprzez słowa -często trudne i bolesne – odbywa się dialog z nimi i poprzez słowa dokonuje się uzdrowienie. Poniższe refleksje są rodzajem osobistego notatnika, w którym na marginesie jakby jednej z dość typowych historii depresji zapisywałem krótkie uwagi. Zawierają one kilka ważnych dla mnie pojęć, rodzaj słów-kluczy do tajemnicy depresji. Ufam, że pomogą choć trochę zarówno tym, którzy są w depresji, jak i tym, którzy żyją obok, często jak gdyby nic się nie działo.

Szok

Przestraszyłaś mnie. Nie należę do osób lękliwych, ale na twój widok poczułem się nieswojo. Czy to aby na pewno ty? W wymiętej sukience, z niedbale zaczesanymi włosami, znużonym wyrazem twarzy i spłoszonym wzrokiem wcale nie przypominałaś mi rezolutnej i żywiołowej studentki, którą poznałem kilka lat wcześniej. Dobrze, że spotkaliśmy się w ciemnym holu naszego domu zakonnego i moje zmieszanie nie było nazbyt widoczne. Poprosiłaś wtedy o kierownictwo duchowe, tłumacząc, że się pogubiłaś. Zgodziłem się, ale od początku czułem, że dopóki nie wyjdziesz z tego, o żadnym kierownictwie nie ma mowy. Nie pamiętam, czy już wtedy użyłem słowa „depresja”, jednak aura „uciążliwej nocy”, jaką jest owa dzisiejsza plaga, wyraźnie roztaczała się wokół ciebie. Długo nie mogłem uwierzyć, że właśnie ty znalazłaś się w depresji. Jak to możliwe? Co się stało? Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jestem jednym z długiej listy „przyjaciół Hioba”, którzy współczując (nieświadomie?) szukają jednocześnie winnych.

Trud rozmowy

Ciężkie i mozolne były nasze pierwsze rozmowy, prawie jak nauka obcego języka. Każde nieostrożne słowo, wspomnienie radosnej przeszłości lub miłych doświadczeń w grupie przyjaciół wywoływało cierpienie i smutek na twojej twarzy. A mimo to chciałaś rozmawiać. Mimo bólu i jakiegoś niewyrażalnego ciężaru, który wydawałaś się dźwigać, smutnym i wygasłym głosem opowiedziałaś mi nieznaną wersję własnej historii, tak odmienną od tej, którą pamiętałem z czasów pierwszej znajomości. Człowiek zawsze jest tajemnicą, ale w depresji staje się „tajemnicą do kwadratu”, bo wtedy jest jakby kliszą fotograficzną własnego obrazu – co było jasne, teraz jest ciemne, a ciemne – teraz wszystko „wyjaśnia”. Powoli uczyłem się języka, jakim się posługiwałaś, i w wolnych chwilach powtarzałem nowe słówka – te dobre, budzące nadzieję, by ci je często powtarzać, oraz te złe, drażniące i raniące, by ich unikać, tak jak się unika wypowiadania imion osób zmarłych, gdy obecni są ich najbliżsi. Słów złych było zdecydowanie więcej, bo człowiek w depresji to „człowiek pozbawiony”, pozbawiony osób, rzeczy, miejsc, możliwości. Pozbawiony czegoś rzeczywistego lub wyimaginowanego, częściej może nawet tego drugiego.

Zdradzona miłość

Słowo „miłość” budziło najwięcej emocji. Gdy cichym głosem snułaś opowieść o nim – „miłości twego życia” – i o tym, jak ważny był dla ciebie, wciąż jeszcze mogłem wyczuć ogromną siłę i ciężar uczucia, którym go obdarzyłaś. Uczucia mają swój ciężar gatunkowy, podobny do tego z dziecięcych wyliczanek „kocha, lubi, szanuje…”. Zapewne w tym przypadku był to ciężar zbyt wielki jak na barki młodego człowieka. Tak bardzo potrzebowałaś miłości, że gdy pojawił się na horyzoncie on – „wyśniony ideał mężczyzny” – całą siłą swego pragnienia rzuciłaś się w jego ramiona i chciałaś, by cię z nich już nigdy nie wypuścił. Zapewne on właśnie miał zastąpić ci chłodnego i nieobecnego przez długie lata ojca, ciągle zapracowaną mamę, rodzeństwo zajęte swoimi sprawami i kilka innych nieudanych miłości. A on ledwie potrafił kochać za siebie samego. Nawet nie zauważyłaś, kiedy go to przerosło. Przestraszył się, zawahał, ale w końcu odszedł… A ciebie ciężar pociągnął na dno rozpaczy, w otchłań depresji. Czy to była jego wina? Nie! Choć na pewno jego „winą” było to, że rozbudził w Tobie owo głębokie pragnienie miłości przez długie lata tłumione i kontrolowane. Depresja to choroba braku miłości – uleczyć ją można tylko miłością i z miłością.

Milcząca obecność

Gdy przychodziłaś na kolejne spotkania i snułaś swoje urywane i smutne opowieści, często milczałem. Trochę z obawy, by cię niepotrzebnie nie dotknąć jakimś słowem, częściej z bezsilności, bo cóż można było tu powiedzieć; za którymś razem tanie słowa pociechy więzną w gardle. Widziałem, jak cię raniły „dobre rady” twoich bliskich: „Weź się w garść!”, „Postaraj się!”, „Przecież zawsze tak dobrze sobie radziłaś!”. A ty tymczasem pragnęłaś ciszy, w której można zniknąć, po prostu nie być. Dlatego na długie godziny zaszywałaś się we własnym łóżku, szukając upragnionego niebytu. Ale oni tego nie rozumieli i odmieniali przez wszystkie możliwe czasy i przypadki pojęcia: lenistwo, wina, a nawet grzech. To tylko wzmagało nieznośny ciężar istnienia. Osoba w depresji jest jak człowiek z rozległymi oparzeniami – gdzie byś nie dotknął, tam będzie bardziej bolało. Dlatego – zwłaszcza na początku – trzeba ograniczyć do minimum konieczny kontakt, ale nie wolno z niego rezygnować. Trzeba być obok, pielęgnować, cierpliwie czekać, nasłuchiwać, po prostu kochać.
Trochę to trwało, zanim udało się nam przekonać rodzinę, że to choroba, a nie zła wola czy lenistwo. „To nie twoja wina!” – powtarzałem im aż do znudzenia, prosząc, by poczekali, by nie robili zdziwionych min, ale okazywali życzliwość i byli cierpliwi. Tylko mama rozumiała to bez tłumaczenia.

To nie twoja wina!

Gdy się popełniło błąd lub nawet zgrzeszyło, czymś naturalnym i oczywistym wydają się wyrzuty sumienia i odpowiednia kara. Ale jak znosić poczucie winy, które nie ma żadnej wyraźnej przyczyny, w którym nie wiadomo za jakie grzechy ponosi się nieproporcjonalnie wielką karę? A ten mechanizm nierzadko jest jądrem depresji. Całymi tygodniami zamęczałaś się litaniami samooskarżeń i ostrych wyrzutów kierowanych pod własnym adresem. „Zawsze byłam do niczego! Słusznie ludzie mnie nie lubią! Byłam zbyt wyniosła i ambitna! Jestem nic niewarta! Nic nie potrafię! To moja wina! Moja bardzo wielka wina!…”. Oczywiście, nigdy nie jest tak, że jesteśmy zupełnie bez winy, ale też nie jesteśmy winni wszystkiemu, co złe na tym świcie! „To nie twoja wina, że jesteś w depresji!” – powtarzałem ci to tak wiele razy, że w końcu stało się to twoją mantrą, która uwalniała stopniowo od poczucia winy. „To nie twoja wina, że nie czułaś się dostatecznie kochana przez rodziców! To nie twoja wina, że on odrzucił twoją miłość! To nie twoja wina, że…”. Skąd brałem pewność, że to dobra formuła? Pomyśl sama: czy poczucie winy, które nie prowadzi do nawrócenia, ale do samozniszczenia, może pochodzić od Boga? Czy Boży Duch przynosi w duszy takie owoce?

Kryjówka – „Bądź dla siebie dobra!”

Czasem, by przetrwać najgorsze godziny, trzeba uciec i schronić się przed całym światem. Najlepiej w miejscu z góry upatrzonym. Ustaliliśmy wspólnie tę strategię, zakładając jednocześnie, że nie jest to sposób na życie, ale na przetrwanie. Jak rozbitek na bezludnej wyspie zebrałaś w twojej kryjówce rzeczy, które według ciebie najpotrzebniejsze były do przeżycia -śmieszną maskotkę-przytulankę, zasuszony bukiet róż, śliczny album parków narodowych Ameryki, zdjęcia ukochanych miejsc i osób, zabawne a mądre wiersze ks. Twardowskiego i parę innych czytadeł, kilka płyt CD z ulubioną (ckliwą) muzyką. Patrząc z boku – bezładny zbiór sentymentalno-infantylnych elementów, ale dla ciebie to były synonimy ziemi, wody, powietrza i podobnych elementów życia, „dziurki od kluczy do raju miłości”. Mając to wszystko na wyciągnięcie ręki, by posłużyć się tym w chwili największej udręki, czułaś się bezpieczniej. To nie grzech mieć takie miejsce. To był też początek nowej filozofii, którą ochrzciliśmy hasłem „Bądź dla siebie dobra!”. Tak stworzyłaś sobie kryjówkę, z której wychodziłaś do pracy i czasem w lepszych momentach nieśmiało jak ślimak ze skorupy wychylałaś się w stronę zagubionego gdzieś świata.

Przeżyję najbliższe 15 minut!

Depresja – jak wszystko na tym świecie – też kiedyś mija! Marna to pociecha, zwłaszcza dla kogoś, kto stracił zmysł czasu, a nie osiągnął szczęścia wiecznego. Mimo to kryje się w tym głęboka prawda: nawet najgłębsza, najstraszniejsza depresja kiedyś minie! Dlatego przede wszystkim trzeba wytrwać. Warto wytrwać!
Wbrew pozorom depresja ma też swoje niże i wyże. Dla ciebie najtrudniejsze były wczesne poranki, ale wieczory już były znośne, prawie z innej rzeczywistości. To zmusiło cię do rozmyślań nad tajemnicą czasu i do stworzenia pewnej prostej zasady. Pamiętam, że w najtrudniejszych chwilach zaczęłaś powtarzać sobie: „Po pierwsze – przeżyj najbliższe 15 minut!” i szłaś zrobić cokolwiek, chociażby herbatę lub umyć zęby. I zakazywałaś sobie myśleć o tym, co będzie za kwadrans. Św. Ignacy z Loyoli radził człowiekowi w strapieniu czekać cierpliwie na pocieszenie – to rzecz niemożliwa dla człowieka w depresji. Ale twoje „Przeżyj najbliższe 15 minut!” wydaje się trafną modyfikacją tej cennej reguły. Ignacy byłby z ciebie dumny!

Lamentuj, ale nie rozpaczaj!

„Chyba sobie Ojciec żarty stroi!” – odcięłaś się ostro, gdy pierwszy raz powiedziałem ci o psalmach i o tym, że można się nimi modlić, angażując cały arsenał negatywnych emocji, którymi biło twoje serce. Ty byłaś wściekła i miałaś wątpliwości, czy On w ogóle istnieje, a ja namawiałem cię, by do Niego mimo wszystko mówić. Nie mogłaś uwierzyć, że taka może być modlitwa – agresywna, niecierpliwa, bolesna, pełna wyrzutów wobec Boga i całego świata, a mimo to kierowana do Boga. Czy Bóg wysłuchuje takich modlitw? Jeśli nie takich, to jakich?… Spora część ludzkości tylko w taki sposób się modli, więc czemu i ty byś nie mogła? Jaki obraz Boga nosisz w tej smutnej głowie? Obraz sklerotycznego i zazdrosnego Starca z siwą brodą, który zapomniał o tobie i całym świecie i umila sobie wieczność słuchaniem anielskiego „Święty, Święty, Święty”? Bóg jest bliżej ciebie teraz niż kiedykolwiek wcześniej, bo dziś ty jesteś zagubioną owieczką, której zatroskany poszukuje. Gdy ciało choruje, dusza modli się o zdrowie dla ciała, gdy choruje dusza, kto się modli za nią? Ciało?… A może Duch Święty, który modli się w nas, gdy sami nie potrafimy się modlić! Ten sam Duch, który zachęcał mnie do modlitwy w twojej intencji. Ten sam Duch, który pobudza Kościół do nieustannej modlitwy. I to psalmami.

Rutyna

Pod koniec drugiego miesiąca poczułaś się lepiej. „Chyba lekarstwa zaczynają działać!” – mówiłaś, choć miesiąc wcześniej bez wielkiego przekonania poszłaś do psychiatry. „Przecież nie ześwirowałam!” – broniłaś się nawet. Poranna walka o przetrwanie trwała jednak niezmiennie dalej i zaczynała się regularnie przedwczesną pobudką o 4.00 lub 5.00 nad ranem. Budziłaś się i nie mogłaś dłużej spać. Zamiast tradycyjnej porannej kawy wypijałaś gorzką filiżankę smutnych łez, beznadziei i głuchego bólu.
Z czasem jednak coś się zmieniło. Zaczęłaś mówić o swoim stanie jakby innym językiem, z większą akceptacją i zgodą. Smutne słowa psalmu
– Łzy stały się dla mnie chlebem we dnie i w nocy, gdy [ludzie] mówią mi co dzień: „Gdzie jest twój Bóg?” (Ps 42, 4) – które wcześniej lubiłaś cytować, żaląc się na Boga i siebie, w twoich ustach nie brzmiały już teraz tak tragicznie jak dawniej, ale zaczęły przypominać modlitewny lament.

Chemia depresji a głód miłości

Lekarze mówię, że depresja to problem zaburzonego działania neuroprzekaźników w systemie nerwowym. Chodzi o rodzaj anomalii na styku komórek nerwowych, gdzie chemiczny przekaz sygnałów zaczyna szwankować. Właśnie dlatego warto wesprzeć proces zdrowienia pomocą farmakologiczną. O to samo w uproszczeniu chodzi w makroskali: człowiek zaczyna cierpieć na deficyt miłości w życiu. Zamiast kilku wystarczających dotychczas ciepłych słów i gestów zaczynasz potrzebować ich tysiące, jeśli nie miliony. A otoczenie nie ma na to czasu, bo zajęte jest sobą. Ty miałaś to szczęście, że blisko była mama. Nie wiem jak, ale potrafiła ci dać wystarczająco dużo ciepła i wsparcia, byś mogła przetrwać kilka pierwszych tygodni. To siłą jej woli wstawałaś każdego ranka i szłaś do pracy. To dzięki jej determinacji zwróciłaś się w końcu o pomoc do mnie, do psychiatry, do grupy wsparcia. Nawiasem mówiąc, do dziś nie wiem, jak to robiłaś, że nie wyrzucili cię z pracy. Nikt nawet nie zorientował się, że jesteś chora, że cierpisz na depresję. Czyżbyśmy doszli już do takiego znieczulenia?

Przyjaciele

W końcu zaufałaś moim radom i zadzwoniłaś do dawnych przyjaciół. Tylko jedna osoba nie miała czasu, ale inne – mile zaskoczone – bardzo serdecznie odpowiedziały na twoją propozycję spotkania. Depresja to samospełniająca się przepowiednia – mówisz „Nikt mnie nie kocha!” i robisz wszystko, żeby to sobie udowodnić, poczynając od najbliższych, a kończąc na ludziach spotkanych przypadkowo na ulicy. Mało kto patrzy na doświadczenie depresji jako na szansę, możliwość pogłębienia relacji z innymi. Spotkania z dawnymi przyjaciółmi szybko cię przekonały, że i oni mają swoje trudne chwile, a nawet ktoś miał krótki epizod depresyjny. Aż miło było patrzeć, jak wraz z rozkwitem kontaktów z nimi powoli wraca w ciebie życie. Wspólny spacer, zakupy, pierwsza od wielu miesięcy wizyta u fryzjera czy krótka wyprawa w góry dokonywały małych cudów. To takie proste, ale jakże prawdziwe: najlepszym lekarstwem na smutek i depresję jest miłość i przyjaźń.

Humor

Kolejną jaskółką powracającego zdrowia były nawroty twego charakterystycznego, to znaczy złośliwego, poczucia humoru. Dobrze pamiętam tę pierwszą, nieśmiałą i niewyraźną, ale jakże sympatyczną, bo wypowiedzianą na zakończenie szczególnie smutnego spotkania. Powiedziałaś – „No to sobie ojciec nazbierał dziś materiałów do ignacjańskiej medytacji o piekle!”. Albo gdy przyniosłaś rysunek znanego krakowskiego kpiarza i śmiałaś się na głos z jego dowcipnej treści – „Twoja depresja w porównaniu z moją depresją jest wprost śmieszna!”. Lub gdy odpierałaś moje argumenty: „To nie twoja wina…”, mówiąc: „Nieźle mnie ojciec wychowuje! To ja godzinami leżę w łóżku, zawalam obowiązki, odcinam się od świata, a ojciec mi mówi «Nie martw się dziecko! Poleż sobie! To tylko depresja!». Czy to jest ta słynna pedagogika jezuicka?”. „Nie wiem – odparłem skonsternowany, bo życzliwość nie jest moją najmocniejszą stroną. Ale od razu dodałem: – Podobno sąd ostateczny też tak ma wyglądać!”. I śmialiśmy się już razem.

Boże, o ileż uboższy byłby ten świat bez śmiechu i humoru! I o dziwo, im większego wcześniej smutku się doświadcza, tym późniejsza radość jest większa. To dobrze wróży tym naszym smutnym czasom! Doświadczyłaś tego, co to są „usta pełne śmiechu”, o których mówi psalmista, bo jak nikt inny znasz też smak gorzkich łez.

Kim jestem?

Depresja jest smutną wędrówką w głąb siebie, odkrywaniem najgłębszych pokładów ciemności, smutku i bólu, doświadczeniem najciemniejszej strony własnego ja. Paradoksalnie właśnie dlatego jest szansą na odkrycie głębokiej tajemnicy istnienia i własnego „ja”. Bo gdy już nie masz żadnego szacunku do samej siebie, gdy we własnych oczach straciłaś zupełnie wartość i powtarzasz „Jestem zerem, chcę umrzeć!”, właśnie wtedy możesz odkryć swoją jedyną i niepowtarzalną wartość, bo nawet wtedy, a właściwie najbardziej wtedy otwarta jesteś na przyjęcie tej wstrząsającej prawdy, że mimo wszystko jesteś godna miłości. Być na dnie i doświadczyć miłości – to zmienia postać rzeczy.

Jak to dokonało się w twojej historii? Może najbardziej doszło do głosu wtedy, gdy opowiedziałaś mi o nieudanych próbach samobójczych. Bardzo kosztowało czy wprost bolało cię to wyznanie, ale przyniosło niewysłowioną ulgę. Bałaś się potępienia i odrzucenia, a doświadczyłaś czegoś odwrotnego – przyjęcia, zrozumienia i serdecznej wyrozumiałości. Każdy na moim miejscu odczułby to samo, gdyby usłyszał o twym geście rozpaczy. Żałowałem, że w tamtych momentach nie było mnie blisko ciebie, że w żaden sposób nie mogłem cię powstrzymać. Wszyscy żałujemy, gdy jest już za późno. Dobrze, że Opatrzność Boża zawsze działa na czas i czuwa ciągle nad nami tak, jak czuwała nad tobą wtedy.

Tajemnica

Nigdy nie mówiłem ci o tym, jak przeżywam spotkania z tobą. To wbrew zasadom pomagania innym. Może jednak warto, byś wiedziała, że podczas spotkań towarzyszyły mi nie tylko uczucia smutku czy przygnębienia wynikającego z bezsilności (chcąc nie chcąc ten, który pomaga, zawsze bierze na własne ramiona coś z depresji tego, komu pomaga). To jednak też istotna część życia i doświadczenia, szczególnie kapłańskiego. Wbrew temu, co myślisz, bardzo wiele skorzystałem w ciągu tych długich miesięcy kontaktu z tobą i bardzo wiele się nauczyłem. I to nie tylko w zbieraniu materiałów do medytacji o piekle. Przeciwnie, odkryłem wiele zapoznanych prawd o człowieku, o Bogu, o świecie i o miłości, która jest kluczem do zrozumienia wszystkich poprzednich. Wiem, że nie rozwiązałem tajemnicy cierpienia, ale nauczyłem się na nie patrzeć inaczej, twoimi oczyma, dziś już spokojniejszymi i skupionymi. Teraz, kiedy widuję cię już rzadko, cieszę się twoją odzyskaną żywotnością i radością życia, która jednak wydaje się inna od tej sprzed lat, jakby dojrzalsza. Boisz się jeszcze mówić głośno o depresji, ale nie lękasz się już trudniejszych dni i nawrotów smutku. Jakbyś po swojemu odkryła znane zasady życia duchowego, że strapienie – nawet to tragiczne, jakim jest depresja kliniczna – jest tylko odwrotną stroną pocieszenia, że kruche życie tutaj jest zapowiedzią czegoś trwałego tam, po drugiej stronie życia, i że Panem wszystkiego jest Bóg. I już nie każesz Mu się tłumaczyć ze wszystkiego, ale akceptujesz więcej i przyjmujesz z pogodą ducha to, co przynosi nowy dzień. Czy nie na tym polega życie?

Zamiast zakończenia

Czy z depresji można wyjść? Samo pytanie nieco sugeruje odpowiedź – zakłada osobiste zaangażowanie, a to trąci niezamierzoną ironią. W depresji bowiem, jak w żadnej innej chorobie, doświadcza się bolesnego bycia przedmiotem, a nie podmiotem własnego działania. Dlatego poprawniej jest mówić, że depresję można przeżyć lub przetrwać, bo ona w końcu minie, aniżeli że się z niej wychodzi. Kto myśli inaczej, co innego ma chyba na myśli. Wytłumaczmy to prostym obrazem: człowiek za burtą, by przeżyć, może próbować utrzymać się na powierzchni wody, ale nie może uciszyć żywiołu, który go wyrzucił na zewnątrz. Kiedy wróci z powrotem do łodzi, odłowiony przez współtowarzyszy podróży, już nigdy nie spojrzy na żywioł z takim samym naiwnym spokojem jak dawniej. Chyba że… – ale to już zupełnie inna historia – spotka kogoś, komu nawet żywioły są posłuszne. Takie spotkanie mogłoby przewartościować wszystko, bo wtedy -jak dowodzą znane skądinąd źródła – nawet chodzenie po wodzie, pośród szalejącego żywiołu, jest możliwe.

Źródło: http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/depresja/art,1,depresja-to-glod-milosci.html

News USA

Ford ogłasza kolejne akcje serwisowe – naprawy wymaga ponad 450 tysięcy aut

Opublikowano

dnia

Autor:

Ford_Explorer

Ford zapowiedział dwie odrębne akcje serwisowe obejmujące łącznie ponad 450 tysięcy pojazdów na rynku amerykańskim. Decyzja wynika z problemów technicznych, które – według federalnych regulatorów – mogą zwiększać ryzyko wypadku.

Największa akcja dotyczy Ford Explorer

Najszersza akcja obejmuje 412 774 egzemplarze modeli Ford Explorer z lat produkcyjnych 2017–2019. Powodem jest element tylnego zawieszenia, tzw. toe link, który w określonych warunkach może ulec pęknięciu.

Komponent ten odpowiada za utrzymanie prawidłowego ustawienia tylnych kół. Jego uszkodzenie może prowadzić do zmian w zachowaniu pojazdu na drodze oraz pogorszenia stabilności jazdy.

Bezpłatna naprawa w autoryzowanych serwisach

Dealerzy Forda mają wymieniać wadliwe elementy zawieszenia na wzmocnioną, zmodyfikowaną wersję. Naprawy będą realizowane bezpłatnie dla właścicieli objętych pojazdów. Producent poinformował, że nie odnotowano dotąd przypadków obrażeń związanych z opisywaną usterką.

Harmonogram powiadomień

Procedura informowania sieci dealerskiej ma rozpocząć się pod koniec lutego. Właściciele pojazdów objętych akcją mają otrzymywać listowne powiadomienia od początku marca.

Druga akcja serwisowa

Równolegle Ford ogłosił kolejną akcję obejmującą 40 655 pojazdów. W tym przypadku zgłoszone problemy dotyczą awarii akumulatorów oraz usterek związanych z pedałem hamulca. Tego rodzaju defekty mogą wpływać na bezpieczeństwo jazdy i potencjalnie zwiększać ryzyko kolizji.

Rekordowa liczba wycofań

Ostatnie decyzje wpisują się w wyjątkowo intensywny okres działań serwisowych koncernu. W 2025 roku Ford ogłosił 103 akcje serwisowe, przekraczając swoje wcześniejsze roczne rekordy jeszcze przed zakończeniem roku kalendarzowego.

 

Źródło; foxbusiness
Foto: IFCAR
Czytaj dalej

News USA

Nowe zasady wjazdu do Wielkiej Brytanii dla podwójnych obywateli

Opublikowano

dnia

Autor:

lotnisko Heathrow

Od środy obywatele brytyjscy posiadający drugie obywatelstwo muszą dostosować się do nowych wymogów dokumentacyjnych. W wyniku wprowadzonych zmian nie mogą już wjeżdżać do Wielkiej Brytanii wyłącznie na podstawie zagranicznego paszportu.

Obowiązkowy brytyjski paszport

Nowe przepisy wprowadzają jednoznaczny obowiązek potwierdzania prawa wjazdu do kraju. Podwójni obywatele będą musieli okazać jeden z trzech dokumentów:

  • Ważny paszport brytyjski
  • Ważny paszport irlandzki
  • Zagraniczny paszport zawierający Certificate of Entitlement

W praktyce oznacza to koniec możliwości korzystania wyłącznie z paszportu innego państwa przy podróżach do Wielkiej Brytanii.

Powiązanie z systemem ETA

Zmiana zasad jest bezpośrednio związana z wdrażaniem systemu Electronic Travel Authorisation ETA. Mechanizm ten, funkcjonujący na podobnych zasadach jak amerykański ESTA, wymaga od podróżnych z krajów bezwizowych uzyskania wcześniejszej autoryzacji przed podróżą.

Podwójni obywatele brytyjscy nie kwalifikują się do programu ETA. Tym samym nie będą mogli wykorzystywać zagranicznego paszportu do ubiegania się o elektroniczną zgodę na podróż.

Konsekwencje dla podróżnych

Linie lotnicze oraz przewoźnicy zostali zobowiązani do rygorystycznej kontroli dokumentów. Przewoźnicy, narażeni na kary finansowe za wpuszczenie pasażerów bez wymaganych dokumentów, mogą odmówić wejścia na pokład osobom niespełniającym nowych wymogów.

Certificate of Entitlement

Certificate of Entitlement to dokument umieszczany w zagranicznym paszporcie, potwierdzający prawo stałego pobytu w Wielkiej Brytanii. Uzyskanie certyfikatu wiąże się z opłatą oraz czasem oczekiwania, który może wynosić kilka tygodni.

Podobnie jak paszport brytyjski, dokument ten nie jest wydawany automatycznie po uzyskaniu obywatelstwa, co dla wielu podwójnych obywateli może oznaczać konieczność dopełnienia formalności po raz pierwszy.

Kogo dotyczą nowe regulacje

Nowe zasady obejmują wszystkich obywateli brytyjskich posiadających drugie obywatelstwo, niezależnie od miejsca zamieszkania. Wymogi dotyczą również dzieci oraz osób na stałe mieszkających poza granicami kraju.

Wyjątek przewidziano dla posiadaczy paszportów irlandzkich. Osoby posiadające obywatelstwo brytyjskie i irlandzkie będą mogły nadal wjeżdżać do Wielkiej Brytanii na podstawie paszportu irlandzkiego.

Zalecenia dla podróżnych

Osoby posiadające podwójne obywatelstwo brytyjskie powinny z odpowiednim wyprzedzeniem zweryfikować ważność swoich dokumentów. W przypadku paszportów zbliżających się do terminu wygaśnięcia zalecane jest wcześniejsze złożenie wniosku o odnowienie.

Alternatywą pozostaje uzyskanie Certificate of Entitlement, jednak procedura ta wymaga czasu oraz dodatkowych kosztów.

Wyzwania dla pracodawców

Zmiany mogą mieć istotne znaczenie dla firm zatrudniających pracowników mobilnych, ekspatów oraz osoby pracujące zdalnie. Nieoczekiwana odmowa wejścia na pokład może oznaczać zakłócenia w realizacji obowiązków służbowych, opóźnienia projektów oraz komplikacje organizacyjne.

Eksperci ds. mobilności międzynarodowej wskazują na konieczność wcześniejszego planowania podróży oraz uwzględniania potencjalnych opóźnień administracyjnych.

 

Źródło: boundless
Foto: Citizen59
Czytaj dalej

News USA

Na nocnym niebie zobaczymy paradę planet, choć nie idealną

Opublikowano

dnia

Autor:

parada planet

W ostatnich dniach media społecznościowe i nagłówki serwisów informacyjnych zdominowały doniesienia o rzekomym „idealnym ustawieniu sześciu planet”, który możemy zaobserwować. Choć zjawisko określane jako parada planet rzeczywiście ma teraz miejsce, astronomowie studzą emocje. Planety nie tworzą prostej linii, a część z nich pozostaje praktycznie niewidoczna bez odpowiedniego sprzętu.

Czym właściwie jest parada planet

Zjawisko polega na tym, że kilka planet pojawia się jednocześnie w jednym obszarze nieba. To efekt perspektywy obserwatora na Ziemi, a nie rzeczywistego „wyrównania” ciał niebieskich w przestrzeni kosmicznej. Termin ma charakter potoczny i nie funkcjonuje jako ścisłe pojęcie naukowe.

Kiedy obserwować planety

Kulminacja widowiska przypadnie na sobotni wieczór. Przy sprzyjających warunkach pogodowych po zachodzie słońca w zachodniej części nieba będzie można dostrzec kilka jasnych obiektów. Gołym okiem widoczne mają być Merkury, Wenus, Jowisz oraz Saturn. Uran i Neptun pozostaną bardzo słabe – do ich obserwacji potrzebne będą lornetki lub teleskopy.

Gdzie skierować wzrok

Najłatwiejszym punktem orientacyjnym będzie Wenus, najjaśniejsza z planet. Pojawia się tuż po zachodzie słońca i znika około pół godziny później. W pobliżu Wenus można odnaleźć Saturna oraz Merkurego.

Neptun znajduje się w sąsiedztwie Saturna, jednak jego słaba jasność sprawia, że bez teleskopu pozostaje praktycznie niewidoczny. Uran pojawia się niżej, w rejonie południowego nieba. Jowisz natomiast wyróżnia się jasnością w części południowo-wschodniej.

Czy to naprawdę rzadkie zjawisko

Choć widowisko budzi zainteresowanie, podobne konfiguracje nie należą do wyjątkowych. Ostatnia szeroko komentowana parada siedmiu planet miała miejsce w ubiegłym roku. Kolejne zbliżone zjawisko prognozowane jest na rok 2028.

Astronomowie przypominają, że planety na niebie nie ustawiają się w geometryczną linię, jak często sugerują uproszczone wizualizacje.

Całkowite zaćmienie Księżyca z 13-14 marca 2025 r. widziane z Olympii w stanie Waszyngton. Zdjęcie wykonano w momencie maksymalnej głębokości zaćmienia.

Kolejne widowisko już wkrótce

Miłośnicy obserwacji nocnego nieba nie będą musieli długo czekać na następne spektakularne wydarzenie. Kilka dni po paradzie planet prognozowane jest całkowite zaćmienie Księżyca.

Zjawisko, często określane jako „krwawy Księżyc”, ma nastąpić we wtorkowy poranek. Srebrny glob przybierze czerwonawy odcień pomiędzy godziną 5 a 6 rano. Faza całkowita zakończy się około 6, po czym zaćmienie przejdzie w etap częściowy.

Wszystko zależy od pogody

Widoczność zarówno planet, jak i zaćmienia pozostaje uzależniona od zachmurzenia. Nawet najbardziej efektowne zjawiska astronomiczne mogą zostać całkowicie przesłonięte przez chmury, co w okresie zimowym bywa częstym scenariuszem.

 

Źródło: cna
Foto: Marcus Humberg, Sweeper76
Czytaj dalej
Reklama

Popularne

Kalendarz

styczeń 2014
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Nasz profil na fb

Popularne w tym miesiącu