Połącz się z nami

News USA

Lotnisko Washington Dulles będzie lotniskiem im Donalda J. Trumpa?

Opublikowano

dnia

Grupa Republikanów w Izbie Reprezentantów wprowadziła ustawodawstwo dotyczące nazwy Międzynarodowego Lotniska Washington Dulles w Wirginii, które dostałoby imię na cześć byłego prezydenta Donalda Trumpa.

Projekt ustawy, złożony w piątek, jest sponsorowany przez Kongresmena Guya Reschenthalera z Pensylwanii, głównego zastępcę przywódcy większości, a jego współautorami jest 6 innych Republikanów, Kongresmeni: Michael Waltz z Florydy; Andrew Ogles z Tennessee; Chuck Fleischmann z Tennessee; Paul Gosar z Arizony; Barry Moore z Alabamy i Troy Nehls z Teksasu.

Ustawa, która mówi, że „oznaczy Międzynarodowe Lotnisko Washington Dulles w Wirginii jako „Międzynarodowe Lotnisko im. Donalda J. Trumpa”, została teraz przekazana do dalszego rozpatrzenia Komisji Transportu i Infrastruktury Izby Reprezentantów.

„Wolność. Dobrobyt. Siła. To właśnie reprezentowała Ameryka pod przywództwem prezydenta Donalda J. Trumpa – najlepszego prezydenta mojego życia” – napisał Reschenthaler we wtorek w poście na serwisie X. „I dlatego wprowadzam ustawodawstwo zmieniające nazwę Dulles jako międzynarodowe lotnisko Donalda J. Trumpa.”

Niektórzy Demokraci w Izbie Reprezentantów wyrazili swoje niedowierzanie w związku z decyzją o zmianie nazwy lotniska, położonego 26 mil na zachód od centrum Waszyngtonu.

„Ten pomysł jest absurdalny, ale niestety realny” – napisała we wtorek w poście na portalu X Kongresmenka Abigail Spanberger, która kandyduje na gubernatorkę Wirginii, dodając, że Kongres powinien raczej skupić się na ważniejszych sprawach niż nazwa lotniska.

Swoją krytykę tego pomysłu wyraził również Kongresmen Don Beyer ze stanu Wirginia i były Kongresmen Wirginii, Denver Riggleman.

Międzynarodowe Lotnisko Washington Dulles otwarto w grudniu 1962 r. i nazwano go na cześć Johna Fostera Dullesa, który w latach 1953–1959 pełnił funkcję sekretarza stanu za prezydenta Dwighta D. Eisenhowera.

 

Źródło: nbc
Foto: YouTube, istock/VitalyEdush/

News USA

Senator blokuje ustawę mającą chronić Amerykanów przed kosztami energii zużywanej przez centra danych

Opublikowano

dnia

Autor:

Próba szybkiego przyjęcia w Senacie ustawy mającej chronić Amerykanów przed przerzucaniem na nich kosztów infrastruktury energetycznej potrzebnej centrom danych zakończyła się niepowodzeniem. Demokrata Martin Heinrich z Nowego Meksyku zablokował w czwartek procedurę, argumentując, że projekt nie zapewnia wystarczająco silnych zabezpieczeń. Dzień wcześniej Izba Reprezentantów przyjęła go przytłaczającą większością 417 do 3.

Ratepayer Protection Act ma odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na energię generowane przez centra danych, w tym obiekty obsługujące sztuczną inteligencję. Celem projektu jest ograniczenie sytuacji, w której koszty rozbudowy infrastruktury energetycznej potrzebnej dużym firmom technologicznym trafiają do rachunków zwykłych odbiorców.

Projekt zdobył szerokie poparcie przedstawicieli obu partii w Izbie Reprezentantów. W środę za jego przyjęciem zagłosowało 417 kongresmenów, a przeciwko było trzech. O jego przegłosowaniu informowaliśmy tutaj. W czwartek republikański Senator Jon Husted z Ohio próbował przeprowadzić ustawę przez Senat w trybie jednomyślnej zgody.

Jeden sprzeciw wystarczył do zatrzymania ustawy

Procedura jednomyślnej zgody pozwala na szybkie procedowanie, ale oznacza również, że sprzeciw jednego senatora wystarcza do jej zatrzymania. Z możliwości tej skorzystał Martin Heinrich, najwyższy rangą Demokrata w senackiej Komisji Energii i Zasobów Naturalnych.

Heinrich zgodził się z Hustedem, że rozwój centrów danych AI może zwiększać koszty energii ponoszone przez amerykańskie rodziny i że w części kraju już się to dzieje. Uznał jednak, że Ratepayer Protection Act nie idzie wystarczająco daleko, ponieważ w zbyt dużym stopniu opiera się na dobrowolnych rozwiązaniach i działaniach podejmowanych na poziomie stanowym.

Kto powinien płacić za rozbudowę sieci?

Centralnym punktem sporu jest odpowiedzialność za kosztowną rozbudowę sieci energetycznej potrzebną do obsługi ogromnych centrów danych. Heinrich uważa, że duzi odbiorcy energii powinni być zobowiązani do finansowania infrastruktury niezbędnej do ich podłączenia, zamiast przenosić te wydatki na gospodarstwa domowe i małe firmy.

Senator z Nowego Meksyku argumentował, że same deklaracje przedsiębiorstw technologicznych oraz zalecenia kierowane do stanów nie gwarantują ochrony konsumentów. Jego zdaniem potrzebne są obowiązkowe przepisy określające, kto pokrywa koszty nowych przyłączy i modernizacji sieci.

Heinrich proponuje własny GRID Savings Act

Alternatywą przedstawioną przez Martina Heinricha jest GRID Savings Act. Projekt ma zobowiązać największych nowych odbiorców energii, takich jak centra danych, do płacenia za infrastrukturę niezbędną do podłączenia ich obiektów do sieci energetycznej.

Heinrich chce również większego zaangażowania operatorów centrów danych w rozmowy z lokalnymi społecznościami na wszystkich etapach realizacji inwestycji. Wskazuje przy tym na konieczność ochrony lokalnych zasobów, szczególnie wody, oraz ograniczania zanieczyszczenia powietrza poprzez wykorzystanie czystych źródeł energii i magazynów energii.

Republikanie blokują konkurencyjny projekt

Po sprzeciwie wobec Ratepayer Protection Act Heinrich sam zwrócił się o jednomyślną zgodę na przyjęcie swojego GRID Savings Act. Tym razem sprzeciw zgłosił republikański Senator Bernie Moreno z Ohio, dlatego również ten projekt nie został przyjęty w tej procedurze.

Moreno skrytykował decyzję Heinricha o zatrzymaniu projektu, który dzień wcześniej uzyskał 417 głosów w Izbie Reprezentantów. Jego zdaniem Ratepayer Protection Act dawał możliwość szybkiego podjęcia działań mających chronić Amerykanów przed dodatkowymi kosztami energii.

Jon Husted: projekt miał chronić konsumentów

Jon Husted określił Ratepayer Protection Act jako znaczący, ponadpartyjny krok, który Kongres mógł podjąć w celu ochrony mieszkańców przed wzrostem cen energii elektrycznej. Po zablokowaniu szybkiego przyjęcia projektu ocenił, że Senat zmarnował okazję do działania.

Debata o centrach danych nabiera znaczenia wraz z szybkim rozwojem sztucznej inteligencji i wzrostem zapotrzebowania na energię. Jednocześnie koszty życia i wysokość rachunków pozostają istotnym tematem politycznym przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu.

Oba projekty pozostają bez rozstrzygnięcia

Czwartkowe wydarzenia nie zakończyły debaty nad tym, jak podzielić koszty gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię ze strony branży technologicznej. Pokazały natomiast, że przedstawiciele obu partii dostrzegają problem, ale różnią się w kwestii mechanizmów, które powinny zostać zastosowane.

Ratepayer Protection Act nie został przyjęty w Senacie w trybie jednomyślnej zgody, podobnie jak konkurencyjny GRID Savings Act Heinricha. Spór o to, w jaki sposób zagwarantować, aby rozwój centrów danych nie zwiększał rachunków zwykłych odbiorców energii, będzie więc kontynuowany.

 

Źródło; cbs
Foto: YouTube, istock/business wire/
Czytaj dalej

News USA

Ameryka zwęża drogi legalnej imigracjii

Opublikowano

dnia

Autor:

urzędnik amerykański konsulat

Przez wiele miesięcy uwagę opinii publicznej przyciągały przede wszystkim deportacje, działania ICE i zaostrzenie egzekwowania prawa wobec osób przebywających w Stanach Zjednoczonych nielegalnie. W cieniu tych wydarzeń dokonuje się jednak druga, mniej spektakularna, ale równie istotna zmiana. Administracja zaostrza politykę także wobec osób, które przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych legalnie — aby pracować, studiować, dołączyć do rodziny lub ubiegać się o stały pobyt.

Nie oznacza to końca legalnej imigracji. Oznacza natomiast zmianę filozofii, według której legalny wjazd do Stanów Zjednoczonych nie stawia już danej kategorii imigrantów poza polityką ograniczania imigracji.

Wiceprezydent J.D. Vance ujął tę filozofię wyjątkowo jasno. Mówiąc o legalnej imigracji, stwierdził, że Stany Zjednoczone przyjmują zbyt wielu imigrantów i że ich ogólna liczba powinna zostać znacząco zmniejszona. W odniesieniu do programu H-1B argumentował, że powinien on służyć zatrzymywaniu w Ameryce osób o wyjątkowych kwalifikacjach, a nie — jak twierdził — umożliwiać zastępowanie amerykańskich pracowników tańszą siłą roboczą.

To stanowisko nie pozostało jedynie elementem politycznej retoryki. Administracja rozszerzyła kontrolę osób ubiegających się o wizy, w tym analizę ich aktywności w mediach społecznościowych. Departament Stanu objął dodatkową weryfikacją kolejne kategorie wizowe, uzasadniając te działania bezpieczeństwem narodowym oraz potrzebą dokładniejszej oceny osób ubiegających się o wjazd do Stanów Zjednoczonych.

Szczególnie widoczne zmiany dotyczą legalnej imigracji pracowniczej. Program H-1B został objęty dodatkowymi ograniczeniami i kontrolą, a administracja konsekwentnie argumentuje, że amerykański system wiz pracowniczych powinien przede wszystkim chronić interesy pracowników amerykańskich.

Najnowszym przykładem jest propozycja Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego dotycząca likwidacji 60-dniowego okresu ochronnego po utracie pracy dla cudzoziemców posiadających m.in. status H-1B, L-1, O-1, TN, E-1, E-2, E-3 i H-1B1.

Na razie jest to propozycja, a nie obowiązujące prawo. Jeżeli zostanie przyjęta, zakończenie zatrudnienia będzie mogło oznaczać utratę statusu już od następnego dnia, chyba że cudzoziemiec będzie posiadał inną podstawę legalnego pobytu. Nie oznacza to automatycznie rozpoczęcia naliczania nielegalnego pobytu, ale może mieć poważne konsekwencje dla możliwości pozostania w Stanach Zjednoczonych lub zmiany statusu.

Wiza H1B

Podobny kierunek widać w polityce wobec studentów zagranicznych i uczestników programów wymiany. Administracja próbowała zakończyć obowiązującą od dziesięcioleci zasadę pozwalającą wielu z nich pozostawać w Stanach Zjednoczonych przez czas trwania statusu i zastąpić ją określonymi terminami pobytu. Ta regulacja została jednak 14 września zablokowana przez sąd federalny, dlatego dotychczasowe zasady pozostają na razie w mocy.

Zaostrzenie polityki sięga również procesu uzyskiwania zielonej karty. Od 18 września 2026 r. wchodzi w życie nowa regulacja dotycząca tzw. public charge — oceny, czy cudzoziemiec może w przyszłości stać się osobą zależną od pomocy publicznej lub obciążeniem dla państwa.

Nowe przepisy odchodzą od bardziej szczegółowych ograniczeń przyjętych w 2022 r. i pozostawiają urzędnikom większą możliwość indywidualnej oceny całokształtu sytuacji osoby ubiegającej się o stały pobyt.

Dla części osób starających się o zieloną kartę oznacza to większe znaczenie takich czynników jak sytuacja finansowa, zdrowie, wiek, zatrudnienie, zasoby oraz korzystanie z określonych świadczeń. Nowe zasady stały się już przedmiotem sporu sądowego.

Każda z tych zmian dotyczy innej części prawa imigracyjnego. Razem pokazują jednak wyraźny kierunek.

Przez lata amerykańska debata imigracyjna była często przedstawiana jako spór o nielegalne przekraczanie granicy: z jednej strony osoby naruszające przepisy imigracyjne, z drugiej ci, którzy przyjeżdżają legalnie i przechodzą przez przewidziane prawem procedury.

Dzisiaj to rozróżnienie przestaje wystarczać do opisania amerykańskiej polityki imigracyjnej. Administracja nie ogranicza się do walki z nielegalną imigracją. Jednocześnie zwiększa kontrolę nad legalnym wjazdem, próbuje zaostrzać warunki utrzymania legalnego statusu, zmienia zasady dotyczące pracowników i studentów oraz zwiększa wymagania wobec części osób starających się o stały pobyt.

Legalne drogi do Stanów Zjednoczonych nadal istnieją. Są jednak bardziej kontrolowane, bardziej selektywne i — w niektórych przypadkach — węższe niż wcześniej. To jedna z najważniejszych, a jednocześnie mniej zauważanych zmian zachodzących obecnie w amerykańskim systemie imigracyjnym.

Debata nie dotyczy już wyłącznie tego, jak ograniczyć nielegalną imigrację. Coraz wyraźniej dotyczy również tego, kogo — i ilu nowych imigrantów — Stany Zjednoczone chcą przyjmować, nawet jeśli przyjeżdżają oni całkowicie legalnie.

Autorka: Mecenas Magdalena Grobelski
Petycje imigracyjne i konsultacje dostępne online
[email protected]

 

Foto: istock/Evgenia Parajanian/mediaphotos/
Czytaj dalej

News USA

Medyczne długi obciążają miliony Amerykanów. Także osoby z ubezpieczeniem zdrowotnym

Opublikowano

dnia

Autor:

rachunek medyczny

Coraz więcej Amerykanów zmaga się z zadłużeniem wynikającym z kosztów leczenia, mimo że posiada ubezpieczenie zdrowotne. Nowa analiza pokazuje, że rachunki za opiekę medyczną stają się poważnym obciążeniem finansowym dla milionów osób, zmuszając część z nich do uszczuplania oszczędności, ograniczania podstawowych wydatków, a nawet rezygnacji z dalszego leczenia.

Badanie przeprowadzone na reprezentatywnej grupie 6353 dorosłych Amerykanów wykazało, że jedna trzecia osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne – uzyskane za pośrednictwem pracodawcy, rynku Affordable Care Act ACA lub indywidualnych polis – spłaca obecnie zadłużenie związane z opieką medyczną.

Niemal dwie trzecie respondentów posiadających medyczne długi wskazało koszty związane z opieką szpitalną jako główną przyczynę zadłużenia.

Nie tylko szpitale generują rachunki

Badanie pokazuje, że zadłużenie nie wynika wyłącznie z poważnych problemów zdrowotnych wymagających hospitalizacji. Wielu pacjentów ma również do spłacenia rachunki związane z rutynową opieką medyczną, taką jak wizyty lekarskie, badania laboratoryjne czy testy diagnostyczne.

Kluczowym problemem pozostaje wysokość kosztów ponoszonych przez pacjentów z własnej kieszeni. Nawet osoby posiadające ubezpieczenie często muszą pokrywać znaczną część wydatków samodzielnie.

Tysiące dolarów długu i trudne decyzje finansowe

Wśród osób posiadających medyczne zadłużenie niemal połowa jest winna co najmniej 2000 dolarów. Grupa ta stanowi około 15 procent wszystkich dorosłych Amerykanów w wieku produkcyjnym posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne.

Aby poradzić sobie z rachunkami, 37 procent respondentów przyznało, że wykorzystało swoje oszczędności. Kolejne 30 procent ograniczyło wydatki na podstawowe potrzeby życiowe, takie jak żywność, ogrzewanie czy czynsz.

Taki sam odsetek badanych zadeklarował również, że opóźnił leczenie lub całkowicie z niego zrezygnował ze względu na sytuację finansową. Dla wielu gospodarstw domowych nieoczekiwane rachunki medyczne okazują się wydatkiem, którego nie są w stanie pokryć bez poważnych wyrzeczeń.

Najbardziej zagrożone osoby o niższych dochodach

Eksperci zwracają uwagę, że większość Amerykanów nie dysponuje znacznymi wolnymi środkami finansowymi. Gdy pojawia się niespodziewany wydatek medyczny, może on całkowicie zaburzyć domowy budżet, szczególnie w rodzinach o niższych dochodach.

Osoby żyjące w oparciu o ściśle zaplanowane wydatki są szczególnie narażone na problemy finansowe związane z leczeniem. Nawet pojedynczy wysoki rachunek może zmusić je do rezygnacji z innych ważnych wydatków.

Jak walczyć z wysokimi rachunkami?

Eksperci podkreślają, że osoby obciążone wysokimi rachunkami medycznymi nie powinny automatycznie zakładać, że wszystkie naliczone opłaty są prawidłowe. W niektórych przypadkach rachunki mogą zawierać błędy, które warto zakwestionować i wyjaśnić z placówką medyczną.

Pacjenci, którym odmówiono pokrycia kosztów leczenia przez ubezpieczyciela, mogą również kontaktować się zarówno z firmą ubezpieczeniową, jak i placówką medyczną w celu wynegocjowania planu spłat. Takie rozwiązania mogą pomóc w rozłożeniu kosztów na raty i ograniczeniu obciążenia finansowego dla gospodarstw domowych.

 

Źródło: cbs
Foto: istock/alfexe/AntonioGuillem/
Czytaj dalej

Popularne

Kalendarz

kwiecień 2024
P W Ś C P S N
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Popularne w tym miesiącu