News USA
Pro-Life Spider-Man: “Trochę się boję ale myślę o tym o co toczy się gra.” Kim jest Maison DesChamps?
10 października 24-letni Maison DesChamps wspinał się bez żadnych zabezpieczeń po zewnętrznej stronie zabytkowego 40-piętrowego Accenture Tower w Chicago z jedną myślą: uratować życie nienarodzonego dziecka. Wyczyn, który wykonał już kilka razy na różnych drapaczach chmur w całym kraju, zakończył się aresztowaniem przez policję, ale też zebraniem ponad 20 tys. USD dla kobiety o imieniu Sierra, która była pod presją aborcji ze względu na brak wsparcia materialnego. O aktywiście pro-life mówi Jezuita, Ojciec Paweł Kosiński.
Wspinaczka Maison DesChamps miała na celu zebranie funduszy dla ciężarnej Sierry w imieniu organizacji pro-life Let Them Live. Ustalono kwotę 27 000 dolarów, ale nadal napływają datki.
Wspinaczka bez zabezpieczeń, jaką wykonuje mężczyzna, to tzw. free climbing. Styl, który charakteryzuje się brakiem użycia jakichkolwiek urządzeń pomocniczych.
DesChamps, będący od prawie dwóch lat publicznym aktywistą pro-life, ze względu na swoje liczne wyczyny przyjął przydomek „Pro-life Spider-Man”. Ale kim jest ten ryzykowny wspinacz? I skąd wziął pomysł na wspinanie się po drapaczach chmur dla nienarodzonych?
„Trochę się boję”
Maison DesChamps ukończył już siedem ekstremalnie niebezpiecznych wspinaczek po miejskich drapaczach chmur w ramach zbiórki pieniędzy na rzecz sprawy pro-life, co zazwyczaj kończyło się zarówno jego występami w lokalnych wieczornych wiadomościach, jak i więzieniem.
Po aresztowaniu w maju 2022 r. za wejście na 61-piętrowy Salesforce Tower w San Francisco DesChamps powiedział, że w czasie aborcji „lekarze dosłownie zabijają te dzieci na stole i zostawiają je na śmierć”.
Za każdym razem, gdy Pro-life Spider-Man wspina się na wieżowiec, zbierane są tysiące dolarów dla kobiety rozważającej aborcję, aby wesprzeć ją finansowo do końca ciąży a także po porodzie.
Podczas tych akrobacji naraża swoje życie na znaczne ryzyko.
Maison DesChamps jest świadomy ryzyka, jakie wiąże się z podejmowaniem niebezpiecznych wspinaczek bez lin i uprzęży.
„Prawda jest taka, że trochę się boję. Trochę się denerwuję, ale przezwyciężam to (…) bo myślę o stawce, o którą toczy się gra”
– powiedział mężczyzna w wywiadzie z 12 października.
W 2022 roku otrzymał pracę w Let Them Live, organizacji pro-life, której misją jest wspieranie finansowe i emocjonalne matek w ciąży rozważających aborcję, aby mogły czuć się pewnie wybierając życie. Do jego obowiązków jako „ambasadora” należy promowanie organizacji w każdy możliwy sposób.
DesChamps porzucił więc po trzech latach studiowanie finansów na Uniwersytecie Nevada w Las Vegas i zaczął pracować na pełny etat w obronie życia.
Trening wspinania się na drapacze chmur
Trenując przed swoją ostatnią wspinaczką, pochodzący z Michigan aktywista, wspinał się po skalnej ścianie w lokalnej siłowni, aż pokonał wysokość około 1000 stóp. Mający 5 stóp i 7 cali wzrostu i ważący 135 funtów DesChamps odbywał tę wędrówkę dwa do trzech razy dziennie, dopóki nie poczuł, że jest przygotowany.
Podczas treningu zerwał ścięgno w dłoni i rozważał odłożenie wspinaczki, ale nie zrezygnował z zadania.
Harmonogram treningów DesChampsa jest ciągły przez cały rok, więc przed wspinaczką nie ma sezonu na rozgrzewkę. Co więcej, aktywista nawet nie odwiedza budynków osobiście, zanim podejmie się wspinaczki na nie. Czasami studiuje je tylko za pomocą Map Google.
„Radykalny punkrockowy protest”
Maison DesChamps wpadł na pomysł wspinania się po budynkach w imię działalności pro-life dzięki Francuzowi nazwiskiem Alain Robert, który w 2008 roku wszedł na szczyt budynku New York Timesa na Times Square, wieszając na szczycie baner z napisem „Światowe ocieplenie zabija co tydzień więcej ludzi niż 11 września”. Robert występuje pod pseudonimem „Francuski Spider-Man”.
DesChamps pomyślał wtedy, że “fajnie byłoby zorganizować tego rodzaju punkrockowy, radykalny protest na rzecz ruchu pro-life”
W tym momencie narodził się „Pro-life Spider-Man”.
Aktywista sam wspiął się na budynek New York Timesa w 2022 roku i przedstawił hasło na wzór Roberta, brzmiące: „ABORCJA ZABIJA WIĘCEJ NIŻ 11 września KAŻDEGO TYGODNIA!”
Chrześcijański mówca
DesChamps, były katolik, który stał się zreformowanym baptystą, w każdy weekend jeździ po całym kraju i przemawia na temat sprawy pro-life, odwiedzając około 40 kościołów rocznie w ramach inicjatywy Let Them Live.
W sierpniu był gościem na wiecu w Ohio przed listopadowym głosowaniem w stanie, w którym zaproponowano wprowadzenie prawa do aborcji.
„To ważna bitwa, w której zagrożone jest życie naszych dzieci” – powiedział DesChamps podczas wiecu, którego głównymi bohaterami byli także gwiazda „Pasji” Jim Caviezel, aktywistka pro-life Abby Johnson i biskup diecezji Tyler w Teksasie, Joseph Strickland.
Niezrażony aresztowaniami
Maison DesChamps został aresztowany podczas sześciu z siedmiu wspinaczek w obronie życia, ale nigdy go to nie zmartwiło.
„Nie mam nic przeciwko pójściu do więzienia, jeśli ma to uratować życie” – powiedział CNA.
„Nie zachęcam ludzi do łamania prawa. Ale prawda jest taka, że możemy przestrzegać prawa tylko do czasu, gdy prawo naszego rządu stanie na drodze prawu naszego Boga” – podkreślił.
Źródło: cna
Foto: Maison DesChamps, YouTube
News USA
Trump i Xi Jinping przy jednym stole w Białym Domu. Ciepłe słowa, ale spory pozostają
Prezydent USA Donald Trump i przywódca Chin Xi Jinping wymieniali uprzejmości podczas wystawnej kolacji państwowej w Białym Domu, jednak spotkanie nie przyniosło wyraźnych sygnałów przełomu w najtrudniejszych kwestiach dzielących oba mocarstwa. W centrum rozmów pozostają m.in. sztuczna inteligencja, Tajwan oraz przyszłość stosunków amerykańsko-chińskich.
Podczas czwartkowej kolacji w Białym Domu obaj przywódcy podkreślali znaczenie współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Donald Trump mówił o przyszłości opartej na harmonii, pokoju i sukcesie obu państw, natomiast Xi Jinping wskazywał na konieczność działania przez Waszyngton i Pekin jak odpowiedzialne światowe mocarstwa.
Chiński przywódca szczególną uwagę zwrócił na rozwój sztucznej inteligencji. Podkreślił, że technologia ta powinna pozostawać pod kontrolą człowieka, a oba państwa mają szczególną odpowiedzialność za sposób, w jaki będzie ona rozwijana i wykorzystywana.
Tajwan pozostaje jednym z głównych punktów spornych
Za dyplomatycznymi uprzejmościami nadal kryją się poważne różnice. Jedną z najważniejszych pozostaje Tajwan, demokratycznie rządzona wyspa, którą Pekin uważa za część swojego terytorium. Wcześniej tego samego dnia Xi wezwał Trumpa do zajęcia – jak to określił – właściwego stanowiska w tej sprawie.
Kwestia Tajwanu nabiera dodatkowego znaczenia w związku z dużym amerykańskim pakietem uzbrojenia dla wyspy, którego realizacja została wstrzymana przez Trumpa. Wizyta Xi odbywa się również w czasie rywalizacji obu państw w dziedzinie nowych technologii, handlu i sztucznej inteligencji.
Trump: relacje z Xi są bardzo dobre
Donald Trump podziękował Xi Jinpingowi za podróż do Stanów Zjednoczonych i podkreślił siłę ich osobistych relacji. Ocenił, że jeszcze nigdy nie układały się one tak dobrze. Nawiązał również do długiej historii stosunków amerykańsko-chińskich.
Trump niespodziewanie wspomniał także o powstającej sali balowej Białego Domu. Zaproponował, aby Xi i jego żona Peng Liyuan jako pierwsi zagraniczni goście zobaczyli znajdujący się jeszcze w budowie obiekt, którego ukończenie planowane jest za około rok.

Amerykański prezydent wręczył Xi rzeźbę przedstawiającą bielika amerykańskiego, narodowy symbol Stanów Zjednoczonych. Trump wyjaśnił, że rzeźba ma symbolizować wolnego i wzbijającego się wysoko ducha Ameryki, a w jej projektowaniu uczestniczyli on oraz pierwsza dama Melania Trump.
Xi Jinping mówi o strategicznej stabilności
Xi podziękował gospodarzom za staranne przygotowanie wizyty jego i żony, podkreślając, że zostali przyjęci z wyjątkową troską. Ocenił również, że spotkania z Trumpem zapisują nowy rozdział w historii dwustronnych kontaktów.
Według chińskiego przywódcy obie strony zgodziły się dążyć do konstruktywnych stosunków opartych na strategicznej stabilności. Xi Jinping mówił o szczerych i pogłębionych rozmowach, które jego zdaniem mogą przyczynić się do poprawy relacji pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem.

Xi przypomniał również wspólną historię obu krajów podczas walki przeciwko Japonii w czasie II wojny światowej oraz późniejszą dyplomację pingpongową z okresu administracji Richarda Nixona. Przekonywał, że cele Chin i Stanów Zjednoczonych nie muszą pozostawać ze sobą w sprzeczności i mogą wzajemnie się wzmacniać.
Elon Musk, Sam Altman, Tim Cook i inni na kolacji
Kolacja państwowa zgromadziła przedstawicieli amerykańskiej administracji, świata biznesu, finansów i największych firm technologicznych. Wśród gości znaleźli się m.in. Sekretarz Stanu Marco Rubio, Sekretarz Obrony Pete Hegseth, Szefowa Personelu Białego Domu Monica Crowley oraz Jared Kushner.
Obecni byli również członkowie rodziny Donalda Trumpa, w tym Ivanka Trump, Eric Trump i Tiffany Trump. Szczególnie liczna była reprezentacja sektora technologicznego, który odgrywa coraz większą rolę w gospodarczej i strategicznej rywalizacji Stanów Zjednoczonych z Chinami.
Na kolację przybyli m.in. Tim Cook z Apple, Sam Altman z OpenAI, Sundar Pichai z Google, Jeff Bezos z Amazon, Jensen Huang z Nvidia, Elon Musk oraz Mark Zuckerberg. Wśród gości był także amerykański miliarder Jeff Yass, posiadający udziały w TikToku.
Tim Cook, Jensen Huang i Elon Musk zostali posadzeni przy tym samym stole co Trump i Xi. Zaproszenia otrzymali także przedstawiciele General Motors, Visa, Paramount Skydance i ExxonMobil. Zwracała natomiast uwagę nieobecność przedstawicieli Anthropic, jednej z największych firm zajmujących się sztuczną inteligencją.
Protesty podczas wizyty chińskiego przywódcy
Uroczystej oprawie wizyty towarzyszyły protesty w pobliżu Białego Domu. Demonstranci wykrzykiwali hasła w czasie przyjazdu gości, a część uczestników protestu została zatrzymana.
Trump jeszcze przed kolacją podkreślał ogromne zainteresowanie wydarzeniem ze strony przedstawicieli biznesu. Według prezydenta na spotkaniu reprezentowany był praktycznie cały amerykański sektor technologiczny i finansowy, a chętnych do udziału w wydarzeniu było bardzo wielu.
Amerykańskie menu z chińskimi akcentami
Za przygotowanie kolacji odpowiadało Biuro Pierwszej Damy Melanii Trump. Menu oparto na amerykańskich składnikach połączonych z subtelnymi wpływami kuchni chińskiej. Stoły przykryto czerwonymi obrusami, nawiązując do znaczenia czerwieni jako symbolu szczęścia i pomyślności w chińskiej kulturze.
Na pierwsze danie podano potrawę z żółtej dyni z dzikimi grzybami i chrupiącą pancettą. Danie główne stanowił okoń morski w sezamowej panierce, podawany z duszonym bok choy i pieczonym bakłażanem. Na deser przygotowano waniliowe crémeux z konfiturą z kwaśnych wiśni, frangipane z orzechów włoskich oraz lody przygotowane z miodu zebranego w Białym Domu.
Nawiązanie do historycznej wizyty Nixona w Chinach
Wybór wina również miał znaczenie symboliczne. Podczas kolacji podano Schramsberg Blanc de Noir. Wybór nawiązywał do historycznego toastu za pokój z 1972 roku, kiedy Prezydent Richard Nixon i chiński premier Zhou Enlai podczas przełomowej wizyty amerykańskiego przywódcy w Chinach pili wino z tej samej winnicy.

Oprawa wizyty Xi Jinpinga ma podkreślać znaczenie relacji między dwoma największymi rywalami gospodarczymi świata, ale uroczystości nie oznaczają końca dzielących ich sporów. Rozmowy odbywają się w czasie napięć dotyczących handlu, Tajwanu i globalnej rywalizacji technologicznej, a także przyszłości sztucznej inteligencji.
Herbata w Białym Domu i wizyta w Archiwach Narodowych
W piątek Donald i Melania Trump mają ponownie spotkać się z Xi Jinpingiem i Peng Liyuan. Dzień rozpocznie wspólna herbata w Czerwonym Pokoju Białego Domu, po której obie pary udadzą się do amerykańskich Archiwów Narodowych.
W Archiwach Narodowych przechowywane są najważniejsze dokumenty związane z powstaniem i historią Stanów Zjednoczonych, w tym Konstytucja USA, Deklaracja Niepodległości oraz Karta Praw. Po zakończeniu programu Xi Jinping i jego żona opuszczą Waszyngton, kończąc wizytę państwową w Stanach Zjednoczonych.
Źródło: BBC
Foto: The White House, YouTube
News USA
Burzliwe wystąpienie Netanjahu w ONZ i atak na Mamdaniego. Część delegatów wyszła z sali
Czwartkowe wystąpienie Premiera Izraela Benjamina Netanjahu podczas Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku wywołało gwałtowne reakcje na sali. Dziesiątki delegatów opuściły ją, gdy izraelski przywódca rozpoczynał przemówienie. Netanjahu bronił działań Izraela w Gazie i przeciwko Iranowi, ostro odpowiedział krytykom swojego rządu, a szczególnie dużo miejsca poświęcił Burmistrzowi Nowego Jorku Zohranowi Mamdaniemu.
Gdy Benjamin Netanjahu pojawił się przy mównicy, na sali rozległy się zarówno oklaski, jak i głosy sprzeciwu. Wielu przedstawicieli państw demonstracyjnie opuściło miejsca, a przewodniczący obrad Khalilur Rahman kilkakrotnie wzywał uczestników do zachowania porządku.
Premier Izraela określił wychodzących delegatów mianem moralnych tchórzy i stwierdził, że jeśli na sali pozostali jeszcze przedstawiciele państw, którzy chcą protestować przeciwko jego obecności, również mogą ją opuścić. Palestyńska misja przy ONZ wcześniej zachęcała delegacje do wspólnego wyjścia w momencie rozpoczęcia przemówienia Netanjahu.
Netanjahu broni ataku na Iran
Jednym z głównych tematów przemówienia były działania militarne przeciwko Iranowi. Netanjahu stwierdził, że decyzja o zaatakowaniu Iranu była jedną z najłatwiejszych, jakie musiał podjąć jako premier, mimo że sama operacja była niezwykle trudna do przeprowadzenia.
Przekonywał, że Izrael, broniąc własnego bezpieczeństwa, chronił również wiele państw, których przedstawiciele chwilę wcześniej opuścili salę. Twierdził również, że przywódcy części tych krajów prywatnie dziękowali Izraelowi za działania wymierzone w irański program nuklearny.
Benjamin Netanjahu podziękował Prezydentowi Donaldowi Trumpowi za zdecydowane działania wobec Iranu. Oświadczył również, że Izrael będzie kontynuował swoją politykę, ponieważ – w jego ocenie – nie ma innego wyboru.
Ostry atak na Zohrana Mamdaniego
Znaczną część wystąpienia Netanjahu poświęcił Burmistrzowi Nowego Jorku Zohranowi Mamdaniemu, którego nazwał antysemickim burmistrzem miasta. Zarzucił mu rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na temat Izraela i przekonywał, że część żydowskich mieszkańców Nowego Jorku przestała czuć się bezpiecznie po objęciu przez niego urzędu.
Konflikt między oboma politykami trwa od dłuższego czasu. Zohran Mamdani, pierwszy muzułmański burmistrz Nowego Jorku, wielokrotnie krytykuje działania izraelskich sił zbrojnych w Gazie i nazywa Netanjahu zbrodniarzem wojennym. Oskarża również izraelskiego premiera o odpowiedzialność za ludobójstwo Palestyńczyków, czemu Izrael zdecydowanie zaprzecza.
Mamdani utrzymuje, że krytyka izraelskiego rządu oraz jego poparcie dla praw Palestyńczyków nie są przejawami antysemityzmu. Po wystąpieniu Netanjahu ponownie oskarżył izraelskiego premiera o próbę usprawiedliwiania działań w Gazie i przypomniał, że Netanjahu jest objęty nakazem aresztowania Międzynarodowego Trybunału Karnego w związku z zarzutami dotyczącymi zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.
Spór o możliwość aresztowania premiera Izraela
Jeszcze podczas kampanii wyborczej Mamdani deklarował, że w przypadku przyjazdu Benjamina Netanjahu do Nowego Jorku poleci policji wykonanie nakazu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Później przyznał jednak, że władze miasta nie mają kompetencji do zatrzymania izraelskiego premiera na tej podstawie.
Burmistrz zaczął następnie apelować do władz federalnych o wykonanie nakazu. Prezydent Donald Trump zapowiedział jednak, że Benjamin Netanjahu nie zostanie aresztowany. Izraelski premier podczas wystąpienia w ONZ oskarżył Mamdaniego o próbę uniemożliwienia mu przyjazdu i uciszenia go.
Netanjahu jednocześnie bardzo pozytywnie wypowiedział się o Trumpie, określając go najważniejszym partnerem Izraela. Mamdani spotkał się z amerykańskim prezydentem w Nowym Jorku w tym samym tygodniu, a rozmowy obu polityków koncentrowały się między innymi na kwestiach mieszkaniowych.
Netanjahu przypomina atak z 7 października
Premier Izraela przypomniał także atak Hamasu z 7 października 2023 roku, w którym zginęło około 1200 osób, a 251 zostało uprowadzonych. Aby zobrazować skalę tragedii w stosunku do liczby mieszkańców Izraela, porównał ją do sytuacji, w której w ciągu jednej doby zginęłoby około 40 tys. Amerykanów.

Prezydent Izraela Jicchak Herzog podczas wizyty w kibucu Be’eri 15 października 2023 roku
Netanjahu przypomniał również atak z 17 września 2024 roku, kiedy zdalnie zdetonowano tysiące pagerów używanych przez wspierany przez Iran Hezbollah w Libanie. W wyniku eksplozji rannych zostało ponad 3 tys. osób, a 12 zginęło, w tym dwoje dzieci.
Wojna w Gazie i zarzuty wobec Izraela
Wojna w Gazie rozpoczęła się po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku. Według ministerstwa zdrowia w Gazie, działającego w strukturach administracji kontrolowanej przez Hamas, w późniejszej izraelskiej ofensywie zginęło co najmniej 73 922 Palestyńczyków. Dane te nie rozróżniają w pełni ludności cywilnej i bojowników, ale są powszechnie wykorzystywane przez organizacje międzynarodowe.
Izrael odrzuca oskarżenia o ludobójstwo i zbrodnie wojenne oraz twierdzi, że jego działania są wymierzone w Hamas.
Zawieszenie broni uzgodnione przez Izrael i Hamas w październiku ubiegłego roku ograniczyło najcięższe walki i doprowadziło do uwolnienia pozostałych zakładników, jednak kolejne etapy porozumienia utknęły w martwym punkcie.
Izrael nadal kontroluje większość Strefy Gazy i przeprowadza naloty w pobliżu stref pozostających pod kontrolą wojska. Hamas nie został rozbrojony ani nie zrezygnował z władzy, a odbudowa w dużej części zniszczonego terytorium praktycznie się nie rozpoczęła.
Mahmoud Abbas: Palestyńczycy nie opuszczą swojej ziemi
Kilka godzin przed Benjaminem Netanjahu do uczestników Zgromadzenia Ogólnego zwrócił się prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmoud Abbas. Jego przemówienie zostało wcześniej nagrane w Ramallah, ponieważ Stany Zjednoczone drugi rok z rzędu nie wydały wiz jemu i innym wysokim rangą palestyńskim urzędnikom.
Abbas oświadczył, że Palestyńczycy nie opuszczą swojej ojczyzny, nie zaakceptują przesiedlenia i nie pozwolą innym decydować o swojej przyszłości. Wezwał społeczność międzynarodową do podjęcia konkretnych działań i pytał, jak długo część państw będzie dostarczać Izraelowi broń wykorzystywaną w konflikcie.
Palestyński przywódca opisywał zniszczenia w Gazie, wskazując na zrujnowane dzielnice, miasta, obozy dla uchodźców, szkoły, uniwersytety, szpitale, meczety i kościoły. Jego zdaniem Palestyńczycy znajdują się obecnie w jednym z najniebezpieczniejszych okresów swojej historii.
Abbas ponownie apeluje o dwa państwa
Mahmoud Abbas ponowił apel o rozwiązanie konfliktu poprzez utworzenie dwóch państw. Zadeklarował, że Palestyńczycy mogą żyć obok państwa Izrael. Benjamin Netanjahu konsekwentnie sprzeciwia się jednak utworzeniu państwa palestyńskiego pod swoim przywództwem i argumentuje, że Autonomia Palestyńska nie jest partnerem do zawarcia pokoju.
Abbas przekonywał również, że Strefa Gazy nie może w dłuższej perspektywie pozostawać politycznie oddzielona od Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy. Jego zdaniem wszystkie te terytoria powinny podlegać jednemu państwu, jednemu rządowi i jednemu systemowi prawnemu, z jedną legalną strukturą uprawnioną do posiadania broni.
Izrael zdobył Zachodni Brzeg i Wschodnią Jerozolimę podczas wojny w 1967 roku. Palestyńczycy chcą, aby oba obszary stały się częścią przyszłego państwa palestyńskiego. Osiedla izraelskie na okupowanym Zachodnim Brzegu są uznawane za nielegalne przez znaczną część społeczności międzynarodowej, podczas gdy rząd Izraela kwestionuje taką interpretację.
Przyszłość Palestyny nadal bez politycznego przełomu
Mahmoud Abbas stoi na czele Autonomii Palestyńskiej od 2005 roku, jednak jego poparcie wśród Palestyńczyków znacząco osłabło. Przyczyniły się do tego zarzuty dotyczące korupcji oraz niezadowolenie ze współpracy palestyńskich służb bezpieczeństwa z Izraelem.
Za jego rządów Palestyna została uznana za państwo przez większość członków ONZ, ale nie doprowadziło to do zakończenia izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu. W czasie wojny w Gazie Abbas i Autonomia Palestyńska pozostają w dużej mierze poza najważniejszymi negocjacjami dotyczącymi przyszłości tego terytorium.
Źródło: baynews9
Foto; YouTube, Haim Zach,
News USA
Pełna emerytura Social Security już od 60. roku życia? Nowy projekt dla pracujących fizycznie
W czasie gdy w Stanach Zjednoczonych pojawiają się propozycje podnoszenia wieku uprawniającego do pełnych świadczeń Social Security, Kongresmenka Haley Stevens proponuje rozwiązanie idące w przeciwnym kierunku. Przedstawiony przez nią projekt pozwoliłby osobom wykonującym przez wiele lat ciężką pracę fizyczną przechodzić na pełną emeryturę już w wieku 60 lat.
Demokratyczna Kongresmenka z Michigan Haley Stevens przedstawiła w czwartek projekt ustawy Blue Collar Social Security Fairness Act. Obejmowałby on między innymi pracowników budowlanych, dekarzy, osoby zatrudnione w produkcji, pielęgniarki oraz przedstawicieli innych zawodów wymagających znacznego wysiłku fizycznego.
Obecnie osoby urodzone po 1960 roku mogą otrzymywać pełne świadczenia emerytalne Social Security od 67. roku życia. Emeryturę można zacząć pobierać już po ukończeniu 62 lat, ale oznacza to trwałe obniżenie świadczenia. W przypadku rozpoczęcia pobierania go w wieku 62 lat redukcja może wynieść 30 procent.
Pełne świadczenie siedem lat wcześniej
Propozycja Stevens umożliwiłaby kwalifikującym się pracownikom otrzymywanie pełnych świadczeń nawet siedem lat wcześniej niż przewidują obecne przepisy. Kongresmenka argumentuje, że osoby wykonujące ciężką pracę fizyczną często nie są w stanie kontynuować jej aż do 67. roku życia.
Według Stevens ludzie, którzy przez dziesięciolecia pracują fizycznie, nie powinni być zmuszani do czekania z przejściem na emeryturę do momentu, gdy ich organizm nie pozwala już na dalsze wykonywanie zawodu. Projekt ma uwzględnić szczególne obciążenia związane z wieloletnią pracą wymagającą dużego wysiłku.
Stevens przedstawiła ustawę w Waszyngtonie kilka tygodni po tym, jak w sierpniu przegrała z Abdulem El-Sayedem prawybory Demokratów do Senatu USA w Michigan.
Specjalny system punktowy
Projekt nie oznaczałby automatycznego obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla wszystkich pracowników fizycznych. Przewiduje stworzenie systemu punktowego, uwzględniającego zarówno liczbę lat przepracowanych w wymagającym fizycznie zawodzie, jak i wiek pracownika w tym okresie.

Haley Stevens
Przykładowo za każdy rok wykonywania kwalifikującej się pracy pomiędzy 35. a 44. rokiem życia pracownik otrzymywałby jeden punkt. Aby uzyskać prawo do pełnych świadczeń Social Security w wieku 60 lat, należałoby zgromadzić co najmniej 15 punktów lub przepracować przynajmniej 20 lat w określonych zawodach, takich jak produkcja czy dekarstwo.
Lista zawodów objętych nowymi zasadami miałaby zostać opracowana przez komisarza Administracji Ubezpieczeń Społecznych. Agencja byłaby zobowiązana do aktualizowania jej co trzy lata, aby uwzględniać zmiany zachodzące na rynku pracy.
Kto mógłby skorzystać z nowych przepisów?
Zgodnie z projektem na liście powinny znaleźć się zawody wiążące się ze znacznym obciążeniem fizycznym, które wraz z wiekiem może ograniczać zdolność pracownika do dalszego wykonywania dotychczasowej pracy lub innych zajęć wymagających podobnego wysiłku.

Wśród wskazywanych przykładów znajdują się budownictwo, dekarstwo, pielęgniarstwo i produkcja. Ostateczny wykaz kwalifikujących się profesji nie byłby jednak zapisany raz na zawsze w ustawie, lecz podlegałby regularnym przeglądom.
Social Security stoi przed poważnym problemem finansowym
Projekt pojawia się w czasie szerokiej debaty o przyszłości finansowej Social Security. Wydatki programu przewyższają jego dochody, a najnowsze prognozy wskazują, że fundusz Old-Age and Survivors Insurance, z którego finansowane są świadczenia emerytalne i świadczenia dla rodzin zmarłych pracowników, może wyczerpać rezerwy pod koniec 2032 roku.
Nie oznaczałoby to całkowitego zakończenia wypłacania emerytur. Przy braku zmian w prawie bieżące wpływy wystarczyłyby jednak wówczas na pokrycie około 78 procent zaplanowanych świadczeń. Problem finansowania programu zwiększa presję na Kongres, aby przed wyczerpaniem rezerw wprowadził zmiany.
Według danych Administracji Ubezpieczeń Społecznych przeciętny emerytowany pracownik otrzymywał w styczniu około 2071 dolarów miesięcznie w ramach Social Security.

Trwa dyskusja o sposobach ratowania systemu
Obniżenie wieku emerytalnego dla części pracowników jest tylko jedną z propozycji pojawiających się w debacie nad Social Security. Eksperci i politycy wskazują również na możliwość zwiększenia dochodów systemu poprzez zmianę zasad pobierania podatku finansującego świadczenia.
Jednym z rozważanych rozwiązań jest zniesienie lub podwyższenie limitu dochodów objętych podatkiem Social Security, który obecnie wynosi 184 500 dolarów. Inną możliwością jest podniesienie samej stawki podatku od wynagrodzeń przeznaczanego na finansowanie programu.
W lipcu demokratyczna Senator Elizabeth Warren z Massachusetts oraz republikański Senator Bernie Moreno z Ohio wspólnie opowiedzieli się za podniesieniem limitu dochodów podlegających temu podatkowi. Argumentowali, że dzięki temu osoby o wysokich dochodach odprowadzałyby do systemu podobną część swoich zarobków jak pracownicy o niskich i średnich dochodach.

Zmiany mają poparcie części wyborców obu partii
Badanie Bipartisan Policy Center przeprowadzone w 2025 roku wśród ponad 4 tys. Amerykanów wykazało, że propozycja podniesienia lub całkowitego zniesienia limitu dochodów podlegających podatkowi Social Security ma zwolenników wśród wyborców obu głównych partii.
Takie rozwiązanie popierało 65 procent Demokratów i 62 procent Republikanów. Za zmianą opowiedziała się również większość rodzin osiągających roczne dochody przekraczające 200 tys. dolarów.
Blue Collar Social Security Fairness Act otwiera kolejny kierunek debaty o przyszłości amerykańskich emerytur. Tym razem dyskusja dotyczy nie tylko tego, jak zapewnić Social Security stabilne finansowanie, ale także czy osoby wykonujące przez dziesięciolecia najbardziej obciążające fizycznie zawody powinny być zobowiązane do czekania na pełne świadczenia aż do 67. roku życia.
Źródło: cbs
Foto: Social Security, Phi Nguyen, istock/tfoxfoto/lorozco3D/Amorn Suriyan/
-
News Chicago4 tygodnie temu57 osób szuka Marcina Bachledę-Błaszczaka z Illinois. Polak zaginął w Great Smoky Mountains
-
News USA2 tygodnie temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 dni temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 dni temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW6 dni temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News Chicago2 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News USA1 tydzień temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News USA3 dni temuApple zgodził się na ugodę za 250 mln USD. Właściciele wybranych iPhone’ów mogą otrzymać pieniądze











