Prawo imigracyjne
Czy rozwód z obywatelem amerykańskim wpływa na szanse dostania Zielonej Karty?
Dostajemy dużo anonimowych pytań dotyczących Waszych osobistych, nieraz trudnych sytuacji życiowych i prawa imigracyjnego. Na pytania i problemy odpowiada Mecenas Magdalena Grobelski. Tylko w Radio Deon Chicago możecie dzwonić i pytać, anonimowo i bezpłatnie – pamiętajcie o środzie imigracyjnej i dyżurze telefonicznym specjalisty od prawa imigracyjnego.
Pani, która zawarła małżeństwo z obywatelem amerykańskim pyta czy może się starać o Zieloną Kartę, skoro jej mąż nie złożył dla niej petycji, natomiast po kilku miesiącach związku wystąpił o rozwód.
Najlepiej zgłosić się do adwokata, ponieważ każdy przypadek jest indywidualny – radzi Mecenas Magdalena Grobelski. Zwłaszcza w przypadku przemocy domowej jej ofiary często są tak zastraszane, że boją się zrobić cokolwiek.
Adwokatów obowiązuje tajemnica i nie należy się bać powiedzieć o swojej trudnej sytuacji.
Rozwód w takim przypadku nie musi zostać sfinalizowany. W związku przemocowym jest często kolejnym sposobem nękania współmałżonka. Jak najbardziej taka osoba ma szansę na zdobycie Zielonej Karty.
Jeśli jednak dojdzie do rozwodu, to taka osoba ma tylko 2 lata na złożenie petycji o Zieloną Kartę i jest to rygorystycznie przestrzegany termin.

Pani Karolina dostała Zieloną Kartę przez małżeństwo, będzie teraz zdawać egzamin na obywatelstwo. Pyta czy może wyjść za mąż za byłego męża i go sponsorować.
To bardzo trudna sytuacja i konieczna jest w tym przypadku konsultacja z adwokatem – mówi Mecenas Magdalena Grobelski, zdecydowanie odradzając rozwody i ponowne zawieranie związku z tą samą osobą w celach sponsorowania.
Takie sytuacje Urząd Imigracyjny szczególnie dokładnie sprawdza.
Jeśli Pani Karolina zrobiłaby to co zamierza może jej nawet grozić utrata obywatelstwa, gdyż jest to traktowane jako oszustwo federalne.

Pan Waldemar, który sponsoruje petycję jako sponsor finansowy, pyta kiedy kończy się jego odpowiedzialność.
Mecenas Magdalena Grobelski zachęca do sponsorowania, zarówno do bycia głównym sponsorem ja i tym posiłkowym, związanym z zabezpieczeniem strony finansowej. Dla wielu osób jest to jedyna szansa na zdobycie Zielonej Karty – mieć tych sponsorów.
Sponsorowanie finansowe kończy się gdy sponsorowana osoba wyrobi sobie 40 kwartałów składek i ma prawo do Social Security. Bardzo często się dzieje wraz już z dostaniem Zielonej Karty lub wcześniej.
Kończy się także z dostaniem obywatelstwa przez tą osobę, z jej śmiercią, lub np. powrotem na stałe do Polski.

Pan Waldemar opisuje taką sytuację: żona dostała pozwolenie na pracę, ale nie wiedząc o tym wyjechali do Polski na wesele brata. Adwokat zrezygnował z prowadzenia sprawy podając za powód konflikt interesów. Co robić?
W tej chwili pozwolenie na wyjazd jest rozdzielone z pozwoleniem na pracę. Jeżeli na pozwoleniu na pracę pisze, że można wyjeżdżać to nie powinno być problemów, ale lepiej tą sprawę skonsultować z adwokatem.
Wyjazdy jednak mogą być czasem problematyczne.
Mecenas Magdalena Grobelski prowadzi program na naszej antenie w każdą środę o godzinie 7.45 rano. Po godzinie ósmej rozpoczyna się dyżur imigracyjny. Słuchacze mogą dzwonić poza anteną i anonimowo mogą pytać o swoje sprawy imigracyjne.
Porady telefoniczne są bezpłatne.
Telefon imigracyjny to 312-217-6824.
Foto: istock/Prostock-Studio/ Evgenia Parajanian/ eggeeggjiew
News USA
Administracja Trumpa może wznowić deportacje migrantów do państw trzecich
We wtorek Sąd Najwyższy USA tymczasowo zezwolił administracji Prezydenta Donalda Trumpa na wznowienie deportacji części migrantów do krajów, z którymi nie mają żadnych wcześniejszych związków. Jednocześnie sędziowie zdecydowali, że w grudniu wysłuchają argumentów dotyczących legalności tej budzącej spory polityki.
Wtorkowa decyzja wstrzymuje wykonanie lutowego orzeczenia federalnego sądu niższej instancji. Sąd ten uznał, że przed deportacją do tzw. państwa trzeciego władze imigracyjne powinny zapewnić osobie objętej nakazem wydalenia odpowiednie gwarancje proceduralne, w tym możliwość zakwestionowania takiej decyzji.
Stanowisko to zostało w dużej części podtrzymane wcześniej we wrześniu przez federalny sąd apelacyjny. Sądy niższych instancji uznały, że migranci powinni zostać poinformowani o planowanym miejscu deportacji i otrzymać możliwość przedstawienia argumentów przeciwko wysłaniu ich do kraju innego niż państwo pochodzenia.
Polityka deportacji do państw trzecich może być kontynuowana
Administracja Trumpa argumentuje, że wcześniejsze orzeczenia utrudniały Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego sprawne przeprowadzanie deportacji, także wobec osób posiadających przeszłość kryminalną. Według Departamentu Sprawiedliwości ograniczenia doprowadziły między innymi do odwołania lotu, którym do trzech państw miało zostać deportowanych 70 migrantów.
Decyzja Sądu Najwyższego oznacza, że administracja może ponownie stosować politykę wprowadzoną w marcu 2025 roku. Pozwala ona kierować migrantów do państw trzecich bez wcześniejszego informowania ich o miejscu docelowym, jeżeli kraj przyjmujący udzielił rządowi USA ogólnych zapewnień, że deportowanym nie grożą tam prześladowania ani tortury.
Sędziny Sonia Sotomayor, Elena Kagan i Ketanji Brown Jackson opowiedziały się przeciwko przyznaniu administracji nadzwyczajnej ochrony prawnej, o którą zwrócił się rząd. Sąd Najwyższy zdecydował jednak, że polityka może obowiązywać do czasu dalszego rozpatrzenia sprawy.
Argumenty przed Sądem Najwyższym w grudniu
Sędziowie wysłuchają argumentów stron w grudniu. Prawnicy Departamentu Sprawiedliwości oraz migrantów kwestionujących politykę deportacji mają odnieść się między innymi do tego, czy praktyka ta narusza prawo federalne, konstytucyjną zasadę należytego procesu prawnego oraz obowiązujące przepisy.

Ostatecznego rozstrzygnięcia można spodziewać się do lata 2027 roku. Do tego czasu wtorkowa decyzja pozwala władzom federalnym kontynuować deportacje do państw trzecich na zasadach kwestionowanych przez migrantów przed sądami.
Departament Bezpieczeństwa Krajowego zadowolony z decyzji
Główny radca prawny Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego James Percival uznał decyzję za kolejne zwycięstwo administracji przed Sądem Najwyższym. Potwierdził, że polityka deportowania do państw trzecich ponownie obowiązuje, a osoby przebywające w USA nielegalnie zachęcił do dobrowolnego wyjazdu.
Rządowy program oferuje osobom decydującym się na samodzielny wyjazd 3 tys. dolarów oraz pokrycie kosztów lotu do kraju pochodzenia.
Migranci trafiają do krajów, z którymi nie mają żadnych związków
W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy administracja Trumpa zawarła porozumienia z wieloma państwami, głównie w Afryce i Ameryce Łacińskiej, które zgodziły się przyjmować osoby deportowane ze Stanów Zjednoczonych, mimo że nie są one obywatelami tych krajów.

Porozumienia umożliwiły władzom USA kierowanie między innymi obywateli Kuby, Kolumbii i Wenezueli do państw afrykańskich, a migrantów pochodzących z Azji oraz innych części świata do krajów Ameryki Łacińskiej. Część tych ustaleń nie została szczegółowo ujawniona opinii publicznej.
Niektórzy deportowani trafili do państw uznawanych za szczególnie niebezpieczne, w tym Republiki Środkowoafrykańskiej i Sudanu Południowego. Migranci z Brazylii, Kolumbii, Gwatemali, Hondurasu i Wenezueli wysłani do Liberii relacjonowali, że o deportacji do Afryki dowiedzieli się zaledwie kilka godzin przed startem samolotu, a w niektórych przypadkach dopiero podczas lotu.
Tysiące osób objętych polityką deportacyjną
Administracja szacuje, że w ostatnich miesiącach w ramach tej polityki deportowano tysiące osób, a kolejne tysiące mogą kwalifikować się do wydalenia do państw trzecich.
Program jest częścią szerszego zaostrzenia polityki imigracyjnej prowadzonej podczas drugiej kadencji Donalda Trumpa. Administracja przekonuje, że możliwość kierowania migrantów do państw trzecich jest potrzebna między innymi wtedy, gdy ich kraje pochodzenia nie przyjmują ich z powrotem lub szybka deportacja bezpośrednio do ojczyzny nie jest możliwa.

Wtorkowa decyzja Sądu Najwyższego nie przesądza jednak, czy obecny system jest zgodny z prawem. Ostateczny spór będzie dotyczył przede wszystkim tego, jakie prawa proceduralne przysługują deportowanym przed wysłaniem ich do kraju, z którym wcześniej nie byli związani.
Źródło: cbs
Foto: presssec, DHS, istock/Sean Pavone/
News USA
Rejestry wyborców pod federalną kontrolą. Co zmienia rozszerzony system SAVE?
SAVE nie jest nowym systemem. Jego historia sięga reformy imigracyjnej uchwalonej przez Kongres w 1986 roku, a sam system zaczął działać w 1987 roku. Początkowo chodziło przede wszystkim o umożliwienie urzędom sprawdzania w federalnych bazach danych, czy osoba ubiegająca się o określone świadczenia publiczne rzeczywiście posiada taki status imigracyjny, jaki deklaruje. Była to przede wszystkim weryfikacja konkretnej osoby w konkretnej sprawie.
Z czasem zastosowanie SAVE zaczęło się rozszerzać. Już od 2009 roku niektóre stany korzystały z niego również przy rejestracji wyborców i aktualizowaniu list wyborczych.
Dzisiaj mówimy jednak o czymś znacznie większym. W Illinois, podobnie jak w wielu innych stanach, obywatelstwo amerykańskie jest warunkiem rejestracji do głosowania. Dotychczas system w dużej mierze opierał się jednak na oświadczeniu osoby rejestrującej się, że spełnia wymóg obywatelstwa. Osoba już prawidłowo zarejestrowana nie przechodzi przy każdych wyborach ponownej weryfikacji obywatelstwa poprzez przedstawienie amerykańskiego paszportu czy certyfikatu naturalizacji.
Rozszerzony SAVE zmienia sposób, w jaki taka weryfikacja może wyglądać. W 2025 roku administracja federalna znacznie rozszerzyła możliwości systemu. SAVE zaczął umożliwiać masowe sprawdzanie wielu rekordów jednocześnie oraz wyszukiwanie osób przy użyciu numerów Social Security. W praktyce daje to możliwość porównywania dużych zbiorów danych ze stanowych rejestrów wyborców z federalnymi informacjami dotyczącymi obywatelstwa i historii imigracyjnej.
Kontrola nie musi więc odbywać się przy urnie wyborczej. Może nastąpić wcześniej — poprzez masowe porównanie danych.
25 września 2026 roku Sąd Najwyższy USA, stosunkiem 6–3, pozwolił na ponowne korzystanie z rozszerzonej wersji SAVE podczas dalszego postępowania sądowego. Administracja argumentuje, że daje to stanom skuteczniejsze narzędzie do identyfikowania osób niebędących obywatelami USA, które nie mają prawa głosować w wyborach federalnych.
Głosowanie przez osoby niebędące obywatelami USA w wyborach federalnych jest nielegalne. Takie przypadki rzeczywiście się zdarzają. Dostępne analizy nie wskazują jednak, aby było to zjawisko powszechne.
I tutaj pojawia się druga strona tej historii. SAVE nie jest nieomylny. Według materiałów przedstawionych w sporze sądowym w Travis County w Teksasie około 25% osób oznaczonych przez SAVE jako potencjalnie nieposiadające obywatelstwa wcześniej przedstawiło dowód obywatelstwa USA.
W materiałach dotyczących St. Louis County wskazywano na jeszcze wyższy odsetek problematycznych wskazań. Jednocześnie Departament Bezpieczeństwa Krajowego nie podał Reutersowi ogólnego wskaźnika błędów systemu SAVE.
Ma to szczególne znaczenie dla naturalizowanych obywateli. Ktoś może przez wiele lat figurować w federalnych bazach jako posiadacz zielonej karty lub osoba posiadająca inny status imigracyjny, a następnie zostać obywatelem USA. Powstaje więc pytanie, jak dokładnie poszczególne federalne bazy aktualizują i porównują te informacje. I właśnie dlatego ta sprawa jest znacznie ciekawsza niż sama dyskusja o wyborach.
System, który powstał prawie 40 lat temu jako narzędzie prawa imigracyjnego, staje się dzisiaj narzędziem wykorzystywanym do masowej weryfikacji obywatelstwa osób znajdujących się w rejestrach wyborców.

Pytanie nie brzmi więc wyłącznie: czy państwo powinno sprawdzać, czy głosują tylko osoby do tego uprawnione? Jest jeszcze drugie pytanie: jak przeprowadzić taką kontrolę, aby wykrywając osoby nieuprawnione, nie zakwestionować prawa do głosowania obywatela USA?
Spór o SAVE jeszcze się nie zakończył. Decyzja Sądu Najwyższego z 25 września nie jest ostatecznym rozstrzygnięciem sprawy.
Autorka: Mecenas Magdalena Grobelski
Petycje imigracyjne i konsultacje dostępne online
[email protected]
Foto: YouTube, istock/wirestock/Drazen Zigic/
News USA
Obywatelstwo amerykańskie może zostać odebrane. W 2026 roku rząd federalny wyraźnie zwiększył liczbę spraw o denaturalizację
Jeszcze niedawno były to sprawy stosunkowo rzadkie. W całym 2025 roku wniesiono 8 pozwów o denaturalizację. Tymczasem tylko w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku wniesiono ich co najmniej 105. Aż 50 spraw wszczęto w samym lipcu — w 23 stanach. To ogromna zmiana skali. I nie jest to temat, który omija Polaków.
Polacy również tracili obywatelstwo USA
Bronisław Hajda, urodzony w Polsce, przez lata mieszkał w Schiller Park pod Chicago. Został naturalizowanym obywatelem Stanów Zjednoczonych, ale wiele lat później rząd federalny wszczął przeciwko niemu postępowanie. Zarzucono mu zatajenie swojej działalności podczas II wojny światowej. W 1997 roku federalny sąd w Chicago odebrał mu obywatelstwo amerykańskie. Od jego naturalizacji minęły wtedy dziesięciolecia.
Ale mamy również znacznie nowszy przykład. Józef Bronisław Bogacki, urodzony w Polsce w 1962 roku, został obywatelem USA w 2000 roku. W 2012 roku rząd federalny wniósł przeciwko niemu Complaint to Revoke Naturalization. Zarzucono mu m.in., że dopuścił się przestępstw przed naturalizacją i zataił istotne informacje. W grudniu 2012 roku sąd federalny odebrał mu naturalizację i unieważnił jego Certificate of Naturalization.
A teraz mamy sprawę z 2026 roku. Marcin Stanisław Garbacz, również urodzony w Polsce, został stałym rezydentem w 2008 roku, a obywatelem USA w 2014 roku. W lipcu 2026 roku Departament Sprawiedliwości wniósł przeciwko niemu pozew o denaturalizację. Tutaj trzeba podkreślić jedną rzecz: sprawa Garbacza jest postępowaniem w toku. Samo wniesienie pozwu nie oznacza, że obywatelstwo zostało mu już odebrane.
Jak po wielu latach można odkryć oszustwo?
Świetnie pokazuje to jeszcze jedna, bardzo świeża sprawa. Gurdev Singh Sohal został obywatelem USA w 2005 roku. Według dokumentów rządowych wcześniej, pod inną tożsamością, otrzymał nakaz deportacji. Nie wyjechał.
Posłużył się inną tożsamością, zmieniając m.in. nazwisko, datę urodzenia i informacje dotyczące wjazdu do Stanów Zjednoczonych. Pod nową tożsamością przeszedł proces imigracyjny i ostatecznie został obywatelem USA.
Przez lata sprawa pozostawała niewykryta. A potem technologia dogoniła stare dokumenty. DHS zdigitalizował stare papierowe karty odcisków palców znajdujące się w aktach imigracyjnych. Analiza wykazała, że odciski złożone pod dwiema różnymi tożsamościami należały do tej samej osoby. 13 kwietnia 2026 roku sąd federalny odebrał Sohalowi obywatelstwo.

Ta historia pokazuje coś niezwykle ważnego. Dokumenty imigracyjne sprzed 10, 20 czy 30 lat nie znikają. Stare akta są digitalizowane. Odciski palców mogą być ponownie porównywane. Informacje znajdujące się kiedyś w oddzielnych papierowych teczkach mogą dziś zostać ze sobą połączone przy użyciu technologii, której wiele lat temu po prostu nie było.
Ale trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie: Pozew o denaturalizację nie oznacza automatycznie utraty obywatelstwa.
W postępowaniu cywilnym rząd zwraca się do sądu federalnego o odebranie obywatelstwa. Samo wniesienie pozwu jest początkiem postępowania — nie wyrokiem. Prawo pozwala na odebranie naturalizowanego obywatelstwa m.in. wtedy, gdy zostało ono uzyskane niezgodnie z prawem albo poprzez zatajenie istotnego faktu lub świadome wprowadzenie władz w błąd.
Ale skala działań federalnych jest dziś zupełnie inna niż jeszcze rok temu. Departament Sprawiedliwości podał, że od 20 stycznia 2025 roku wniósł około 123 cywilnych pozwów o denaturalizację. W jednym zaledwie okresie — od 20 lipca do 3 sierpnia 2026 roku — DOJ poinformował o wniesieniu 25 takich spraw.

To nie oznacza, że naturalizowani obywatele powinni obawiać się o swoje obywatelstwo. Oznacza natomiast coś innego: jeżeli obywatelstwo zostało uzyskane na podstawie oszustwa, fałszywej tożsamości albo zatajenia istotnych faktów, upływ wielu lat nie musi oznaczać, że sprawa nigdy nie zostanie odkryta.
Przykłady Hajdy i Bogackiego pokazują, że dotyczyło to również osób urodzonych w Polsce. Sprawa Garbacza pokazuje natomiast, że postępowania o denaturalizację dotyczą Polaków także dzisiaj.
Rok 2026 pokazuje bardzo wyraźnie, że rząd federalny zaczął znacznie intensywniej korzystać z postępowań o denaturalizację. A rozwój technologii sprawia, że to, co kiedyś pozostawało ukryte w starych papierowych aktach, dzisiaj może zostać odnalezione i połączone nawet po wielu latach.
Autorka: Mecenas Magdalena Grobelski
Petycje imigracyjne i konsultacje dostępne online
[email protected]
Źródła: U.S. Department of Justice (DOJ)TRAC Immigration
Foto: USCIS, istock/mmorell/
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW1 tydzień temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
News USA3 tygodnie temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW1 tydzień temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News USA2 tygodnie temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago2 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News Chicago3 dni temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago
-
News USA1 tydzień temuApple zgodził się na ugodę za 250 mln USD. Właściciele wybranych iPhone’ów mogą otrzymać pieniądze






