Połącz się z nami

Zdrowie

„Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić”. Dlaczego nie potrafimy zaufać drugiemu człowiekowi

Opublikowano

dnia

Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Zastanówmy się, co takiego stoi na przeszkodzie w zaufaniu. Dlaczego nie potrafimy zaufać, co przez to tracimy, a co zyskujemy?

„Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić”. Trudno się zatem dziwić, że wielu z nas na samą myśl o tym woli wycofać się i ukryć za „grubym murem”. Bo tylko tam czują się bezpieczni. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że izolacja oznacza również doświadczenie samotności. W takim stanie nie przyjmuje się już niczego z zewnątrz, również niczego pozytywnego! Boleśnie odczuwa się wtedy brak jakichkolwiek przyjemności. Zaczynają się narzekania na „zły świat”, który nie oferuje niczego przyjemnego. A stąd już tylko jeden krok do depresji. To prawdziwa ślepa uliczka. Często spotykam się ze stwierdzeniem: „Bardzo chciałbym/chciałabym przeżyć coś pięknego, ale nie chcę lub też nie potrafię się otworzyć, bo łatwo byłoby mnie wtedy zranić!” Przypomina mi to zdanie: „Umyj mnie, ale mnie nie zmocz!”

Bez otwarcia na ludzi nie możecie otrzymać niczego, dotyczy to również zaufania

REKLAMA REKLAMA

Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Jest to jednak uczucie, z którym są już przynajmniej zaznajomieni, stąd też dość łatwo przychodzi im przypisać potem całą winę za nie swemu otoczeniu. Bo przecież – gdyby mogli być pewni, że inni ludzie ich nie zranią, mogliby się otworzyć! A ponieważ nie są w stanie nic na to poradzić, umacniają się tylko w swym przekonaniu i wysuwają zarzuty wobec innych. Z pewnością nie jest to droga, która pomoże osiągnąć komuś radość życia. Chodzi więc o strach przed tym, by nie być zranionym, gdy otworzymy się pełni zaufania. Muszę omówić tu teraz zagadnienie, które stanowi dla mnie podstawę stosunków międzyludzkich: zależność własnych odczuć od zachowania innych ludzi. Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.

Posłużę się moimi doświadczeniami, zebranymi w klinice psychosomatycznej podczas terapii grupowej pacjentów, poświęconej tematowi „zaufanie”. Wtedy też dała się zauważyć szczególna trudność tej sytuacji – z jednej strony wszyscy mocno życzyli sobie, aby ich problemy znalazły zrozumienie u innych ludzi. Z drugiej strony istniały obawy, że relacjonowanie swych osobistych problemów i związane z tym „otwarcie się” wobec innych zwiększy prawdopodobieństwo zranienia opowiadających. Często przytaczano przykład złamania „obietnicy milczenia”, zgodnie z którą nie wolno było mówić o problemach grupy poza nią, co było odbierane jako nadużycie zaufania. W jaki sposób należało więc rozwiązać cały ten problem? Istniała przecież przemożna potrzeba bycia zrozumianym przez drugich, czyli potrzeba otrzymywania czegoś!

Moje obserwacje poszły w dwóch kierunkach: To prawda, że niektórzy lubią sobie czasami poplotkować. Prawdą jest również, że złamanie obietnicy milczenia przez członków grupy jest poważnym złamaniem zasady i że nie jest to w porządku. Jeśli można byłoby dotrzeć do tej osoby, to, również w trosce o jej własne dobro, należało jej uświadomić, że takie zachowanie jest nie do przyjęcia i że nie można nadal postępować w ten sposób. Jeśli zrobimy to w odpowiedni – rzeczowy i jasny (a nie niezgrabny i agresywny) – sposób, to nie będziemy długo czekać na rezultat naszych działań. Wtedy pozostali członkowie grupy będą mieć mniejsze problemy z otwarciem się na otoczenie.

Szczerze mówiąc, bardzo trudno jest jednak znaleźć ów „przeciek”. Co wtedy? Odważyłem się więc zapytać wprost: „Jaką ponosicie stratę (która napawa Was lękiem), jeśli pan Kowalski i pani Nowak, siedząc na ławce w parku, porozmawiają sobie o Waszych małżeńskich problemach?” Słyszałem wtedy oburzone głosy: „To nie ich sprawa!” Jasne, że nic ich to nie obchodzi i złamanie obietnicy milczenia jest absolutnie nie w porządku. Ale to nie jest jeszcze odpowiedź na moje pytanie! Zapytałem ponownie: „Nawet jeśli nie jest to ich sprawa i nie jest w porządku, że o tym rozmawiają, na czym, konkretnie, polegać będzie Wasza strata?” Po dłuższej chwili najczęściej docierała do mnie następująca odpowiedź: „W zasadzie (konkretnie) na niczym”.

Skutek tej odpowiedzi przechodził najśmielsze oczekiwania. Członkowie grupy chętniej się otwierali i opowiadali o swoich zmartwieniach. W zamian otrzymywali zrozumienie, pocieszenie i nowe spostrzeżenia kolegów, a one pomagały im dotrzeć do rozwiązania swych problemów. To był taki „przedsmak zaufania”. I tu, nie będąc już dla nikogo zaskoczeniem, zadziałała zasada rezonansu.

Zastanówmy się, co się wydarzyło. Okazało się, że niestosowne zachowanie innych ludzi może mieć na nas i na nasze emocje o wiele mniejszy wpływ i mniejsze znaczenie, niż nam się początkowo wydawało. W życiu ciągle spotykamy się przecież z zachowaniem i wypowiedziami innych ludzi, które wcale nie są po naszej myśli. Taka jest rzeczywistość. Czy musimy jednak z tego powodu być wiecznie niezadowoleni i dostosowywać nasze zachowanie do takiej a nie innej sytuacji? Jeśli tak, to godzimy się równocześnie na to, żeby wszystkie te niepomyślne dla nas wydarzenia zupełnie nas zdominowały! (Dotyczy to, rzecz jasna, tylko ludzi dorosłych. Nie chcę przez to umniejszać ani kwestionować duchowej przemocy dorosłych nad dziećmi).

Zachowanie i słowa innych ludzi mają na Was tylko taki wpływ, na jaki sami im pozwolicie. Są to klucze, które otwierają drzwi tylko wtedy, kiedy podstawicie pasujące zamki. Jeśli ktoś podsunie Wam do nałożenia cudzy but, będziecie się dziwić (i zarzucać innym), że but Was uwiera i na Was nie pasuje. Jeśli ktoś zarzuci Wam coś niesłusznego, możecie odpowiedzieć: „To mnie nie dotyczy, nie jestem taki” – zamykając tym samym całą sprawę. (Chyba że boicie się, iż osoba, która to powiedziała, odwróci się od Was, przestanie Was rozumieć i poniesiecie stratę).

Możecie również dojść do wniosku, że ten ktoś ma rację, a przez swoją uwagę poruszył Wasze własne bolesne odczucia. Są to jednak Wasze własne emocje, za które tylko Wy jesteście odpowiedzialni. Istnieje również możliwość, że „powstaną” w Was uczucia, które od dawna już nosicie w sobie. Możecie jednak zrzucić z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy, obarczając nim kogoś innego, kto np. powiedział coś, co Wam o tym przypomniało. To również Wasza własna decyzja. Jakże często obciążamy naszych bliźnich decyzjami, które tak naprawdę podejmujemy zupełnie samodzielnie!

Pojawiające się emocje mogą być dla Was również wskazówkami prowadzącymi do zrealizowania przez Was pewnych zadań, po których poczujecie się znacznie lepiej. Wtedy można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że takie a nie inne zachowanie otoczenia było dla Was nawet pewnego rodzaju pomocą!

Członkowie grupy terapeutycznej nauczyli się inaczej spoglądać na fakt, że ktoś sobie za dużo na ich temat poplotkował i że, jak to często w takich sytuacjach bywa, dodał jeszcze to i owo od siebie. Udawało się to nawet w sytuacji, gdy plotki przekraczały już pewne ramy przyzwoitości. Pamiętajmy o zasadzie podstawowej: aby coś mogło zaistnieć między jednym a drugim człowiekiem, konieczne są dwa kroki: dawanie i branie. Dopiero wtedy możemy mówić o „transakcji”. Jeśli nie zdecydujecie się, żeby wziąć, to to się po prostu nie stanie! Chyba, że ktoś będzie w stanie „wstrzyknąć” Wam z zewnątrz odpowiednie emocje.

Opowiadam Wam o tym tak szczegółowo po to, żebyście stopniowo nabierali coraz więcej odwagi i próbowali się otworzyć. Chodzi o otrzymanie zaufania. Bez otwarcia się na innych jest to bardzo trudne, a tak naprawdę – niemożliwe. Kiedy uświadomicie sobie, że nie musicie się niczego bać i że w rzeczywistości nic nie tracicie, otwierając się na drugich, nawet jeśli nie zawsze zachowują się oni fair, z pewnością będziecie czynić to częściej! Osiągniecie wtedy większą niezależność, a w końcu prawdziwą wolność. Z tym związana jest również redukcja Waszych lęków. Zastanówmy się raz jeszcze nad tym, co takiego stoi na przeszkodzie zaufaniu. Tego typu pytania w wielu wypadkach doprowadziły do zdobycia większej jasności, a także do bardzo ciekawych wniosków. Mogą znaleźć zastosowanie również w wielu innych sytuacjach, szczególnie wtedy, kiedy sami nie wiecie, dlaczego decydujecie się na zrobienie tej a niezrobienie innej rzeczy.

Zadajmy więc sobie pytanie: Dlaczego nie macie zaufania? Jeśli trudno jest Wam znaleźć na nie odpowiedź, zapytajcie inaczej: Co zyskujecie na tym, że nie macie zaufania?

No właśnie: musicie spodziewać się jakiegoś zysku bądź profitu – gdyby tak nie było, nie brakowałoby Wam przecież zaufania. Ludzie często niechętnie reagowali na te pytania i w zasadzie trudno się było temu dziwić. Ktoś zachowuje się w pewien określony sposób, sam się z tym męczy, a tu na dodatek pyta się go jeszcze, jaki ma z tego zysk! Można to uznać po prostu za bezczelność. Nie zmienię jednak mojego stanowiska w tej sprawie. Człowiek nie posiadający zaufania, narzekający na wszystko i całkowicie bezbronny (przynajmniej takie robi wrażenie) zyskuje już chociażby tyle, że drudzy okazują mu więcej uwagi. Otrzymuje więc upragnione uznanie, zgadzając się jednak (podświadomie) na to, że ciążyć mu będą te wieczne skargi i one to właśnie będą ponownym powodem do … narzekań.

Brak zaufania może mieć poza tym na przykład taki plus, że nie musimy otwierać się na drugich. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy przykłada się zbyt dużą wagę do zachowania innych i jest się w związku z tym bardziej niż zwykle narażonym na zranienie. Najpewniej i najbezpieczniej można czuć się wtedy tylko we własnym zamku o grubych murach – można sobie tam urządzić przytulne schronienie.

Nie okazując zaufania, nie będziecie również przeżywać rozczarowań. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy nie radzicie sobie z rozczarowaniami i traktujecie je jak prawdziwą katastrofę. Staracie się więc z góry ich unikać, lecz postępując w ten sposób unikacie również rozwiązania związanych z nimi problemów. Zachowując się w ten sposób, pozbawiacie się wszelkiej odpowiedzialności za kształtowanie własnego życia i własnych emocji (któż z nas lubi brać na siebie odpowiedzialność?). W razie czego zawsze macie pod ręką kilka zgrabnych wymówek i możliwość przesunięcia winy na kogoś innego. Jest oczywiste, że uwolnienie się od odpowiedzialności sprawi, iż Wasza sytuacja praktycznie nie ulegnie zmianie, ale tego się nie dostrzega.

Istnieje jednak jeszcze odwrotne pytanie, na które również możemy doczekać się bardzo interesujących odpowiedzi. Co możecie stracić, obdarzając kogoś zaufaniem? Czy „obdarzanie zaufaniem” jest niebezpieczne? Podczas mojej wieloletniej współpracy z ludźmi odniosłem wrażenie, że wielu z nich uważa zaufanie za coś niebezpiecznego. Tak bardzo się tego boją, że wolą iść przez życie, żywiąc nieufność i sceptycyzm. Jeśli wiecie coś na temat zasady rezonansu i wpływu myśli na zachowanie człowieka, bez trudu możecie sobie wyobrazić, jak może wyglądać życie takich osób.

To prawda, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, czy też możliwość, że inni ludzie potraktują Wasze otwarcie się na drugich bez zachowania dostatecznej ostrożności. Może się zdarzyć, że inni ludzie zareagują w nieodpowiedni sposób. A to z kolei może być bardzo bolesne. Jest to z pewnością bardzo przykre doświadczenie. Czuć się urażonym – to na pewno nie jest przyjemne uczucie, przeciwnie: może bardzo zaboleć. Ale czy jest ono niebezpieczne? A może warto przyjrzeć się bliżej mechanizmowi powstawania tych urazów, aby w przyszłości skutecznie im przeciwdziałać? Z pewnością dojdziecie wtedy do przekonania, że sami możecie zdecydować o tym, czy słowa innych Was zabolały – czy też wcale nie. A jeśli osiągniecie ten stan, poczujecie się trochę bardziej niezależni i wolni – i wyzwoleni również od lęków!

Bolesne doświadczenie kryje w sobie pomoc i szansę w kształtowaniu Waszego przyszłego życia. Sami widzicie, jak „niebezpieczeństwo” zaufania powoli samo rozsypuje się w kawałki. Nasuwa się wniosek: jeśli zaufacie życiu, życie zaufa Wam. To warunek rozwiązania Waszych życiowych problemów. Prawda, że ufając, często narażacie się na przykre doświadczenia. Ufacie jednak, że będziecie w stanie odpowiednio je wykorzystać w przyszłości. Zaufanie jest konstruktywną energią, którą możecie wysyłać w świat. Reakcją na to jest możliwość pozytywnych przekazów zwrotnych, skierowanych na Wasze życie. Dostrzegam różnorodne życiowe problemy. Wykorzystuję moją wrażliwość po to, aby uzyskać jasny ogląd rzeczywistości, bez patrzenia przez „różowe okulary”. Pomaga mi to widzieć rzeczy w całej ich wyrazistości.

Źródło: deon.pl
Foto: Flickr.com/  Gerald Gabernig

News USA

Wiosną pożegnamy COVID-19. Stan wyjątkowy w USA zakończy się 11 maja

Opublikowano

dnia

Autor:

11 maja Biały Dom planuje zakończyć stan wyjątkowy związany z COVID-19. Deklaracje dotyczące pandemii były wielokrotnie przedłużane, od czasu pierwszego uchwalenia zagrożenia zdrowia publicznego przez administrację Trumpa w 2020 r. Republikanie w Kongresie Stanów Zjednoczonych chcieli natychmiastowego zakończenia stanu wyjątkowego.

Prezydent Joe Biden poinformował w poniedziałek Kongres, że 11 maja zakończy stan wyjątkowy związany z COVID-19, ponieważ większość świata wróciła do normalności prawie trzy lata po pierwszym ogłoszeniu pandemii.

Posunięcie zmieni federalną reakcję na koronawirusa, który będzie od tej pory traktowany jako endemiczne zagrożenie dla zdrowia publicznego, którym można zarządzać za pośrednictwem normalnych władz agencji.

Spowoduje także zakończenie bezpośredniego zarządzania federalnego rozwojem szczepionek i leczenia.

REKLAMA REKLAMA

Ogłoszenie Bidena pojawiło się w opozycji do rezolucji przedstawionych w tym tygodniu przez Republikanów Kongresu w celu natychmiastowego zakończenia stanu wyjątkowego.

Republikanie Izby Reprezentantów również przygotowują się do wszczęcia dochodzenia w sprawie reakcji rządu federalnego na COVID-19.

Sekretarz ds. zdrowia i opieki społecznej ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa, Alex Azar, po raz pierwszy ogłosił stan zagrożenia zdrowia publicznego 31 stycznia 2020 r., a później Trump ogłosił pandemię COVID-19 jako stan wyjątkowy w marcu tego roku.

Sytuacja nadzwyczajna była wielokrotnie przedłużana przez Bidena od czasu objęcia urzędu w styczniu 2021 r.

Według Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w Stanach Zjednoczonych od 2020 roku na COVID-19 zmarło ponad 1,1 miliona osób, w tym około 3700 w zeszłym tygodniu.

Kongres już ograniczył zasięg zagrożenia zdrowia publicznego, który miał najbardziej bezpośredni wpływ na Amerykanów. Ustawodawcy od miesięcy odmawiają spełnienia prośby administracji Bidena o dodatkowe miliardy dolarów na rozszerzenie bezpłatnych szczepionek i testów na COVID.

Oczekuje się, że koszty szczepionek przeciwko COVID-19 gwałtownie wzrosną, gdy rząd przestanie je kupować, a firma Pfizer twierdzi, że będzie pobierać nawet 130 USD za dawkę. Tylko 15% Amerykanów otrzymało  zaktualizowaną dawkę oferowaną od zeszłej jesieni.

Zakończą się również bezpłatne domowe testy na obecność COVID-19. A szpitale nie dostaną dopłat za leczenie pacjentów z COVID.

Liczba przypadków zachorowań na koronawirusa w USA spadła po niewielkim wzroście w okresie świąt zimowych i jest znacznie poniżej poziomów obserwowanych w ciągu ostatnich dwóch zim.

W poniedziałek Światowa Organizacja Zdrowia stwierdziła, że koronawirus pozostaje globalnym zagrożeniem zdrowotnym, choć kluczowy panel doradczy grupy stwierdził, że pandemia zbliża się do „punktu przegięcia”, w którym wyższy poziom odporności może obniżyć liczbę zgonów związanych z wirusami.

Na przykład Chiny odnotowały bezprecedensowy wzrost w grudniu po zniesieniu większości ograniczeń związanych z COVID-19.

 

Źródło: suntimes
Foto: YouTube
Czytaj dalej

News Chicago

Mama z Arlington Heights urodziła bliźnięta pomimo niepłodności spowodowanej leczeniem raka

Opublikowano

dnia

Autor:

W lutym 2020 roku 34-letnia Shelly Battista z Arlington Heights, mama małej córeczki, dostała druzgocącą diagnozę raka piersi i mutacji genu BRCA 1. Kobieta przeszła ratującą życie chemioterapię, która pozbawiła ją płodności. Mimo tego w zeszłym roku urodziła dwie zdrowe dziewczynki.

Ponieważ chemioterapia atakuje szybko dzielące się komórki, poza komórkami nowotworowymi dotyka komórek jajnika, z których ograniczoną liczbą kobiety się rodzą. Jeśli leczona osoba straci komórki jajowe podczas chemioterapii, nie da się ich uzupełnić.

Dlatego przed rozpoczęciem chemioterapii Battista rozpoczęła proces pobierania komórek jajowych.

9 grudnia 2020 roku Battista została uznana za wolną od raka, po przejściu chemioterapii i podwójnej mastektomii. Jednak chemioterapia uszkodziła jej jajniki, powodując stan, w którym przestają działać przed 40 rokiem życia. Mutacja BRCA 1 zwiększyła również szanse kobiety na raka jajnika, więc zdecydowano na usunięcie jajników i jajowodów.

REKLAMA REKLAMA

Battista przyjmowała hormony uzupełniające, które przygotowały jej macicę do ciąży. Po dwóch nieudanych transferach trzecia próba się udała. USG potwierdziło, że Shelly i jej mąż Robert spodziewali się identycznych bliźniaczek.

Nina i Margot urodziły się 9 grudnia 2022 roku, dokładnie dwa lata po dniu, w którym Shelly została uznana za wolną od raka.

Opieka medyczna związana z płodnością u Shelly została pokryta przez jej ubezpieczenie.

Teraz, z dwiema nowonarodzonymi córeczkami i ich trzyletnią siostrą, Shelly i Robert Battista, mają troje dzieci, o których zawsze marzyli.

 

Źródło: nbc
Foto: nbc screenshot
Czytaj dalej

News USA

Nie siedź zbyt długo. Krótkie przerwy na ruch, sprawią cuda dla Twojego zdrowia

Opublikowano

dnia

Autor:

Jeśli cały dzień siedzisz przy komputerze, a wieczorem spędzasz jeszcze więcej czasu przed ekranem na kanapie, Twoje zdrowie może poważnie ucierpieć. Wiele dowodów łączy siedzący tryb życia ze zwiększonym ryzykiem cukrzycy, demencji i śmierci z powodu chorób serca. Rozwiązaniem jest krótka ale częsta aktywność fizyczna.

Niezależnie czy ćwiczysz czy nie, jeśli siedzisz przez ponad 12-13 godzin dziennie, jesteś ponad dwukrotnie bardziej narażony na przedwczesną śmierć w porównaniu z osobami, które siedzą najmniej.

Jednak nowe badanie naukowe pokazało, że można zmniejszyć to ryzyko za pomocą uderzająco małej ilości aktywności. Jego wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie American College of Sports Medicine, Medicine & Science in Sports & Exercise.

Badacz Keith Diaz z Columbia University Medical Center wraz ze współpracownikami postanowili dowiedzieć się, jaka jest najmniejsza aktywność fizyczna, jaką człowiek musi wykonywać, aby zrównoważyć ryzyko zdrowotne związane z siedzeniem.

REKLAMA REKLAMA

Zrekrutowali ochotników, którzy przychodzili do ich laboratorium i naśladowali typowy dzień pracy. Zostali oni podłączeni do ciągłych monitorów poziomu glukozy we krwi, a także mierzono im ciśnienie. Następnie uczestnicy robili przerwy na spacery o różnej długości i częstotliwości.

Naukowcy odkryli, że pięciominutowy spacer co pół godziny był w stanie zrekompensować wiele szkód związanych z siedzeniem.

Uczestnicy szli na bieżni w spokojnym tempie – około 1,9 mil na godzinę, a badacze byli pod wrażeniem tego, jak wielkie były efekty.

Skoki cukru we krwi po posiłku zmniejszyły się o prawie 60%.

Taka redukcja do tej pory była obserwowana tylko po lekach. Powszechnie wiadomo, że ćwiczenia mogą pomóc kontrolować poziom cukru we krwi, ale nowością jest to, jak korzystne mogą być częste, krótkie okresy ruchu.

Według Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom CDC więcej niż jedna trzecia dorosłych w USA ma stan przedcukrzycowy, a prawie połowa dorosłych ma wysokie ciśnienie krwi. Oba stany zwiększają ryzyko chorób serca, które są główną przyczyną zgonów w USA.

Zaleca się, aby dorośli poświęcali 150 minut w tygodniu na aktywność fizyczną o umiarkowanej intensywności.

CDC podaje, że możesz podzielić ten czas na mniejsze części, na przykład 30 minut dziennie, pięć razy w tygodniu.

A by zwiększyć intensywność wysiłku w trakcie chodzenia można zwiększyć jego tempo, dodać pokonaniu kilku schodów, czy wymachy ramion. Kolejna wskazówka: włącz muzykę, ponieważ rytm może skłonić Cię do przyspieszenia tempa.

Wcześniejsze badania Loretty DiPietro, profesorki na Milken Institute School of Public Health, również wykazały, że spacery po posiłkach pomagają poprawić kontrolę poziomu cukru we krwi.

Wyjaśnia ona dobrze poznany mechanizm, dzięki któremu ćwiczenia prowadzą do tych korzyści: Kiedy ćwiczymy, nasze mięśnie potrzebują glukozy – cukru – jako źródła paliwa. Aktywność fizyczna pomaga usunąć glukozę z krwioobiegu do mięśni, gdzie może być przechowywana i wykorzystywana. A to pomaga obniżyć poziom cukru we krwi.

W czasach, gdy pracodawcy szukają sposobów na zatrzymanie pracowników, DiPietro mówi, że zachęcanie do ruchu w ciągu dnia pracy przynosi wyraźne korzyści.

„Ludzkie ciało nie zostało zaprojektowane do siedzenia przez osiem godzin” – mówi DiPietro. „To, co pracodawcy mogą zrobić, to zapewnić ludziom opcje”, mówi, takie jak zachęcanie do spacerów i promowanie większej elastyczności pracy, która stała się bardziej powszechna od czasu pandemii.

Pracodawcy powinni mieć świadomość, że krótkie, częste przerwy mają jeszcze jedną zaletę: polepszały nastrój pracowników, którzy dzięki nim czuli się mniej zmęczeni.

Tak więc ruch się w ciągu dnia pracy nie jest stratą czasu  – może uczynić nas lepszymi i zdrowszymi pracownikami.

 

Źródło: npr
Foto: istock/Wavebreakmedia/ Ibrakovic/SeventyFour/ Drazen Zigic/AndreyPopov AndreyPopov
Czytaj dalej
Reklama

Facebook Florida

Facebook Chicago

Kalendarz 2021

lipiec 2015
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Popularne w tym miesiącu