News USA
Nowe dane: Niewielki odsetek zatrzymanych przez ICE to sprawcy brutalnych przestępstw
Mniej niż 14 procent spośród niemal 400 tysięcy imigrantów zatrzymanych przez amerykańską Służbę Imigracyjną i Celną w pierwszym roku drugiej prezydentury Donalda Trumpa miało zarzuty lub wyroki za brutalne przestępstwa. Wynika to z wewnętrznego dokumentu Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego DHS, który po raz pierwszy daje szczegółowy wgląd w skalę i strukturę aresztowań prowadzonych w ramach szeroko zakrojonych operacji deportacyjnych.
Masowe aresztowania, ale nie brutalni przestępcy
Z dokumentu wynika, że ICE znacząco zwiększyła liczbę zatrzymań po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu. Od 21 stycznia 2025 roku do końca stycznia 2026 roku zatrzymano około 393 tysiące osób. Około 60 procent z nich miało jakiekolwiek zarzuty lub wyroki karne, jednak w większości nie dotyczyły one przestępstw z użyciem przemocy.
Dane te stoją w sprzeczności z powtarzanymi przez administrację twierdzeniami, że głównym celem działań ICE są „najgorsi z najgorszych”, czyli mordercy, gwałciciele i członkowie gangów.
Według wewnętrznych zestawień, mniej niż 2 procent osób zatrzymanych przez ICE miało zarzuty lub wyroki za zabójstwo albo przestępstwa seksualne. Kolejne około 2 procent było podejrzewanych o przynależność do gangów przestępczych. Łącznie osoby oskarżone lub skazane za najpoważniejsze przestępstwa z użyciem przemocy stanowiły około 13,9 procent wszystkich aresztowanych.
Wielu zatrzymanych bez jakiejkolwiek kartoteki
Prawie 40 procent wszystkich osób zatrzymanych w analizowanym okresie nie miało żadnej historii kryminalnej. Były to osoby oskarżone wyłącznie o naruszenia prawa imigracyjnego o charakterze cywilnym, takie jak nielegalny pobyt czy przekroczenie dozwolonego czasu pobytu. Sprawy te są rozpatrywane w postępowaniach cywilnych, a nie karnych.
Zmiana proporcji wobec poprzednich lat
Choć liczba administracyjnych zatrzymań – zarówno osób z kartoteką, jak i bez – była ponad trzykrotnie wyższa niż w roku fiskalnym 2024, odsetek aresztowanych z historią kryminalną spadł. W ostatnim roku rządów Joe Bidena osoby z zarzutami lub wyrokami stanowiły 72 procent zatrzymanych, podczas gdy w pierwszym roku obecnej administracji było to niespełna 60 procent.
Gangsterzy rzadkością wśród zatrzymanych
Dane wskazują, że tylko około 7,5 tysiąca osób, czyli niespełna 2 procent wszystkich zatrzymanych, było podejrzewanych o przynależność do gangów. Wśród nich niewielki odsetek stanowili domniemani członkowie organizacji Tren de Aragua, którą administracja Trumpa uczyniła jednym z symboli swojej polityki migracyjnej.
Rodzaje zarzutów i wyroków
Najliczniejszą kategorią wśród zatrzymanych z kartoteką były osoby z zarzutami określanymi jako „inne”, obejmującymi m.in. przestępstwa imigracyjne. Wysokie były także liczby dotyczące prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu, przestępstw narkotykowych oraz napaści. Przestępstwa takie jak porwania czy podpalenia stanowiły ułamek całości.

Rosnąca krytyka społeczna
Choć program deportacyjny cieszył się większościowym poparciem podczas kampanii wyborczej w 2024 roku, nastroje społeczne uległy zmianie. Sondaże pokazują spadek poparcia dla działań ICE oraz rosnące obawy dotyczące metod stosowanych przez agentów i tego, kto faktycznie jest obejmowany operacjami.
Zakres danych i kontrowersje
Przedstawione statystyki nie obejmują zatrzymań dokonywanych przez straż graniczną, która została skierowana także do miast oddalonych od granicy. W tych miejscach dochodziło do szeroko zakrojonych akcji, obejmujących również osoby bez zarzutów karnych, co dodatkowo podsyca debatę na temat rzeczywistego charakteru polityki deportacyjnej.
Źródło: cbs
Foto: usicegov, DHS
News USA
Burzliwe wystąpienie Netanjahu w ONZ i atak na Mamdaniego. Część delegatów wyszła z sali
Czwartkowe wystąpienie Premiera Izraela Benjamina Netanjahu podczas Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku wywołało gwałtowne reakcje na sali. Dziesiątki delegatów opuściły ją, gdy izraelski przywódca rozpoczynał przemówienie. Netanjahu bronił działań Izraela w Gazie i przeciwko Iranowi, ostro odpowiedział krytykom swojego rządu, a szczególnie dużo miejsca poświęcił Burmistrzowi Nowego Jorku Zohranowi Mamdaniemu.
Gdy Benjamin Netanjahu pojawił się przy mównicy, na sali rozległy się zarówno oklaski, jak i głosy sprzeciwu. Wielu przedstawicieli państw demonstracyjnie opuściło miejsca, a przewodniczący obrad Khalilur Rahman kilkakrotnie wzywał uczestników do zachowania porządku.
Premier Izraela określił wychodzących delegatów mianem moralnych tchórzy i stwierdził, że jeśli na sali pozostali jeszcze przedstawiciele państw, którzy chcą protestować przeciwko jego obecności, również mogą ją opuścić. Palestyńska misja przy ONZ wcześniej zachęcała delegacje do wspólnego wyjścia w momencie rozpoczęcia przemówienia Netanjahu.
Netanjahu broni ataku na Iran
Jednym z głównych tematów przemówienia były działania militarne przeciwko Iranowi. Netanjahu stwierdził, że decyzja o zaatakowaniu Iranu była jedną z najłatwiejszych, jakie musiał podjąć jako premier, mimo że sama operacja była niezwykle trudna do przeprowadzenia.
Przekonywał, że Izrael, broniąc własnego bezpieczeństwa, chronił również wiele państw, których przedstawiciele chwilę wcześniej opuścili salę. Twierdził również, że przywódcy części tych krajów prywatnie dziękowali Izraelowi za działania wymierzone w irański program nuklearny.
Benjamin Netanjahu podziękował Prezydentowi Donaldowi Trumpowi za zdecydowane działania wobec Iranu. Oświadczył również, że Izrael będzie kontynuował swoją politykę, ponieważ – w jego ocenie – nie ma innego wyboru.
Ostry atak na Zohrana Mamdaniego
Znaczną część wystąpienia Netanjahu poświęcił Burmistrzowi Nowego Jorku Zohranowi Mamdaniemu, którego nazwał antysemickim burmistrzem miasta. Zarzucił mu rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na temat Izraela i przekonywał, że część żydowskich mieszkańców Nowego Jorku przestała czuć się bezpiecznie po objęciu przez niego urzędu.
Konflikt między oboma politykami trwa od dłuższego czasu. Zohran Mamdani, pierwszy muzułmański burmistrz Nowego Jorku, wielokrotnie krytykuje działania izraelskich sił zbrojnych w Gazie i nazywa Netanjahu zbrodniarzem wojennym. Oskarża również izraelskiego premiera o odpowiedzialność za ludobójstwo Palestyńczyków, czemu Izrael zdecydowanie zaprzecza.
Mamdani utrzymuje, że krytyka izraelskiego rządu oraz jego poparcie dla praw Palestyńczyków nie są przejawami antysemityzmu. Po wystąpieniu Netanjahu ponownie oskarżył izraelskiego premiera o próbę usprawiedliwiania działań w Gazie i przypomniał, że Netanjahu jest objęty nakazem aresztowania Międzynarodowego Trybunału Karnego w związku z zarzutami dotyczącymi zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.
Spór o możliwość aresztowania premiera Izraela
Jeszcze podczas kampanii wyborczej Mamdani deklarował, że w przypadku przyjazdu Benjamina Netanjahu do Nowego Jorku poleci policji wykonanie nakazu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Później przyznał jednak, że władze miasta nie mają kompetencji do zatrzymania izraelskiego premiera na tej podstawie.
Burmistrz zaczął następnie apelować do władz federalnych o wykonanie nakazu. Prezydent Donald Trump zapowiedział jednak, że Benjamin Netanjahu nie zostanie aresztowany. Izraelski premier podczas wystąpienia w ONZ oskarżył Mamdaniego o próbę uniemożliwienia mu przyjazdu i uciszenia go.
Netanjahu jednocześnie bardzo pozytywnie wypowiedział się o Trumpie, określając go najważniejszym partnerem Izraela. Mamdani spotkał się z amerykańskim prezydentem w Nowym Jorku w tym samym tygodniu, a rozmowy obu polityków koncentrowały się między innymi na kwestiach mieszkaniowych.
Netanjahu przypomina atak z 7 października
Premier Izraela przypomniał także atak Hamasu z 7 października 2023 roku, w którym zginęło około 1200 osób, a 251 zostało uprowadzonych. Aby zobrazować skalę tragedii w stosunku do liczby mieszkańców Izraela, porównał ją do sytuacji, w której w ciągu jednej doby zginęłoby około 40 tys. Amerykanów.

Prezydent Izraela Jicchak Herzog podczas wizyty w kibucu Be’eri 15 października 2023 roku
Netanjahu przypomniał również atak z 17 września 2024 roku, kiedy zdalnie zdetonowano tysiące pagerów używanych przez wspierany przez Iran Hezbollah w Libanie. W wyniku eksplozji rannych zostało ponad 3 tys. osób, a 12 zginęło, w tym dwoje dzieci.
Wojna w Gazie i zarzuty wobec Izraela
Wojna w Gazie rozpoczęła się po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku. Według ministerstwa zdrowia w Gazie, działającego w strukturach administracji kontrolowanej przez Hamas, w późniejszej izraelskiej ofensywie zginęło co najmniej 73 922 Palestyńczyków. Dane te nie rozróżniają w pełni ludności cywilnej i bojowników, ale są powszechnie wykorzystywane przez organizacje międzynarodowe.
Izrael odrzuca oskarżenia o ludobójstwo i zbrodnie wojenne oraz twierdzi, że jego działania są wymierzone w Hamas.
Zawieszenie broni uzgodnione przez Izrael i Hamas w październiku ubiegłego roku ograniczyło najcięższe walki i doprowadziło do uwolnienia pozostałych zakładników, jednak kolejne etapy porozumienia utknęły w martwym punkcie.
Izrael nadal kontroluje większość Strefy Gazy i przeprowadza naloty w pobliżu stref pozostających pod kontrolą wojska. Hamas nie został rozbrojony ani nie zrezygnował z władzy, a odbudowa w dużej części zniszczonego terytorium praktycznie się nie rozpoczęła.
Mahmoud Abbas: Palestyńczycy nie opuszczą swojej ziemi
Kilka godzin przed Benjaminem Netanjahu do uczestników Zgromadzenia Ogólnego zwrócił się prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmoud Abbas. Jego przemówienie zostało wcześniej nagrane w Ramallah, ponieważ Stany Zjednoczone drugi rok z rzędu nie wydały wiz jemu i innym wysokim rangą palestyńskim urzędnikom.
Abbas oświadczył, że Palestyńczycy nie opuszczą swojej ojczyzny, nie zaakceptują przesiedlenia i nie pozwolą innym decydować o swojej przyszłości. Wezwał społeczność międzynarodową do podjęcia konkretnych działań i pytał, jak długo część państw będzie dostarczać Izraelowi broń wykorzystywaną w konflikcie.
Palestyński przywódca opisywał zniszczenia w Gazie, wskazując na zrujnowane dzielnice, miasta, obozy dla uchodźców, szkoły, uniwersytety, szpitale, meczety i kościoły. Jego zdaniem Palestyńczycy znajdują się obecnie w jednym z najniebezpieczniejszych okresów swojej historii.
Abbas ponownie apeluje o dwa państwa
Mahmoud Abbas ponowił apel o rozwiązanie konfliktu poprzez utworzenie dwóch państw. Zadeklarował, że Palestyńczycy mogą żyć obok państwa Izrael. Benjamin Netanjahu konsekwentnie sprzeciwia się jednak utworzeniu państwa palestyńskiego pod swoim przywództwem i argumentuje, że Autonomia Palestyńska nie jest partnerem do zawarcia pokoju.
Abbas przekonywał również, że Strefa Gazy nie może w dłuższej perspektywie pozostawać politycznie oddzielona od Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy. Jego zdaniem wszystkie te terytoria powinny podlegać jednemu państwu, jednemu rządowi i jednemu systemowi prawnemu, z jedną legalną strukturą uprawnioną do posiadania broni.
Izrael zdobył Zachodni Brzeg i Wschodnią Jerozolimę podczas wojny w 1967 roku. Palestyńczycy chcą, aby oba obszary stały się częścią przyszłego państwa palestyńskiego. Osiedla izraelskie na okupowanym Zachodnim Brzegu są uznawane za nielegalne przez znaczną część społeczności międzynarodowej, podczas gdy rząd Izraela kwestionuje taką interpretację.
Przyszłość Palestyny nadal bez politycznego przełomu
Mahmoud Abbas stoi na czele Autonomii Palestyńskiej od 2005 roku, jednak jego poparcie wśród Palestyńczyków znacząco osłabło. Przyczyniły się do tego zarzuty dotyczące korupcji oraz niezadowolenie ze współpracy palestyńskich służb bezpieczeństwa z Izraelem.
Za jego rządów Palestyna została uznana za państwo przez większość członków ONZ, ale nie doprowadziło to do zakończenia izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu. W czasie wojny w Gazie Abbas i Autonomia Palestyńska pozostają w dużej mierze poza najważniejszymi negocjacjami dotyczącymi przyszłości tego terytorium.
Źródło: baynews9
Foto; YouTube, Haim Zach,
News USA
Pełna emerytura Social Security już od 60. roku życia? Nowy projekt dla pracujących fizycznie
W czasie gdy w Stanach Zjednoczonych pojawiają się propozycje podnoszenia wieku uprawniającego do pełnych świadczeń Social Security, Kongresmenka Haley Stevens proponuje rozwiązanie idące w przeciwnym kierunku. Przedstawiony przez nią projekt pozwoliłby osobom wykonującym przez wiele lat ciężką pracę fizyczną przechodzić na pełną emeryturę już w wieku 60 lat.
Demokratyczna Kongresmenka z Michigan Haley Stevens przedstawiła w czwartek projekt ustawy Blue Collar Social Security Fairness Act. Obejmowałby on między innymi pracowników budowlanych, dekarzy, osoby zatrudnione w produkcji, pielęgniarki oraz przedstawicieli innych zawodów wymagających znacznego wysiłku fizycznego.
Obecnie osoby urodzone po 1960 roku mogą otrzymywać pełne świadczenia emerytalne Social Security od 67. roku życia. Emeryturę można zacząć pobierać już po ukończeniu 62 lat, ale oznacza to trwałe obniżenie świadczenia. W przypadku rozpoczęcia pobierania go w wieku 62 lat redukcja może wynieść 30 procent.
Pełne świadczenie siedem lat wcześniej
Propozycja Stevens umożliwiłaby kwalifikującym się pracownikom otrzymywanie pełnych świadczeń nawet siedem lat wcześniej niż przewidują obecne przepisy. Kongresmenka argumentuje, że osoby wykonujące ciężką pracę fizyczną często nie są w stanie kontynuować jej aż do 67. roku życia.
Według Stevens ludzie, którzy przez dziesięciolecia pracują fizycznie, nie powinni być zmuszani do czekania z przejściem na emeryturę do momentu, gdy ich organizm nie pozwala już na dalsze wykonywanie zawodu. Projekt ma uwzględnić szczególne obciążenia związane z wieloletnią pracą wymagającą dużego wysiłku.
Stevens przedstawiła ustawę w Waszyngtonie kilka tygodni po tym, jak w sierpniu przegrała z Abdulem El-Sayedem prawybory Demokratów do Senatu USA w Michigan.
Specjalny system punktowy
Projekt nie oznaczałby automatycznego obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla wszystkich pracowników fizycznych. Przewiduje stworzenie systemu punktowego, uwzględniającego zarówno liczbę lat przepracowanych w wymagającym fizycznie zawodzie, jak i wiek pracownika w tym okresie.

Haley Stevens
Przykładowo za każdy rok wykonywania kwalifikującej się pracy pomiędzy 35. a 44. rokiem życia pracownik otrzymywałby jeden punkt. Aby uzyskać prawo do pełnych świadczeń Social Security w wieku 60 lat, należałoby zgromadzić co najmniej 15 punktów lub przepracować przynajmniej 20 lat w określonych zawodach, takich jak produkcja czy dekarstwo.
Lista zawodów objętych nowymi zasadami miałaby zostać opracowana przez komisarza Administracji Ubezpieczeń Społecznych. Agencja byłaby zobowiązana do aktualizowania jej co trzy lata, aby uwzględniać zmiany zachodzące na rynku pracy.
Kto mógłby skorzystać z nowych przepisów?
Zgodnie z projektem na liście powinny znaleźć się zawody wiążące się ze znacznym obciążeniem fizycznym, które wraz z wiekiem może ograniczać zdolność pracownika do dalszego wykonywania dotychczasowej pracy lub innych zajęć wymagających podobnego wysiłku.

Wśród wskazywanych przykładów znajdują się budownictwo, dekarstwo, pielęgniarstwo i produkcja. Ostateczny wykaz kwalifikujących się profesji nie byłby jednak zapisany raz na zawsze w ustawie, lecz podlegałby regularnym przeglądom.
Social Security stoi przed poważnym problemem finansowym
Projekt pojawia się w czasie szerokiej debaty o przyszłości finansowej Social Security. Wydatki programu przewyższają jego dochody, a najnowsze prognozy wskazują, że fundusz Old-Age and Survivors Insurance, z którego finansowane są świadczenia emerytalne i świadczenia dla rodzin zmarłych pracowników, może wyczerpać rezerwy pod koniec 2032 roku.
Nie oznaczałoby to całkowitego zakończenia wypłacania emerytur. Przy braku zmian w prawie bieżące wpływy wystarczyłyby jednak wówczas na pokrycie około 78 procent zaplanowanych świadczeń. Problem finansowania programu zwiększa presję na Kongres, aby przed wyczerpaniem rezerw wprowadził zmiany.
Według danych Administracji Ubezpieczeń Społecznych przeciętny emerytowany pracownik otrzymywał w styczniu około 2071 dolarów miesięcznie w ramach Social Security.

Trwa dyskusja o sposobach ratowania systemu
Obniżenie wieku emerytalnego dla części pracowników jest tylko jedną z propozycji pojawiających się w debacie nad Social Security. Eksperci i politycy wskazują również na możliwość zwiększenia dochodów systemu poprzez zmianę zasad pobierania podatku finansującego świadczenia.
Jednym z rozważanych rozwiązań jest zniesienie lub podwyższenie limitu dochodów objętych podatkiem Social Security, który obecnie wynosi 184 500 dolarów. Inną możliwością jest podniesienie samej stawki podatku od wynagrodzeń przeznaczanego na finansowanie programu.
W lipcu demokratyczna Senator Elizabeth Warren z Massachusetts oraz republikański Senator Bernie Moreno z Ohio wspólnie opowiedzieli się za podniesieniem limitu dochodów podlegających temu podatkowi. Argumentowali, że dzięki temu osoby o wysokich dochodach odprowadzałyby do systemu podobną część swoich zarobków jak pracownicy o niskich i średnich dochodach.

Zmiany mają poparcie części wyborców obu partii
Badanie Bipartisan Policy Center przeprowadzone w 2025 roku wśród ponad 4 tys. Amerykanów wykazało, że propozycja podniesienia lub całkowitego zniesienia limitu dochodów podlegających podatkowi Social Security ma zwolenników wśród wyborców obu głównych partii.
Takie rozwiązanie popierało 65 procent Demokratów i 62 procent Republikanów. Za zmianą opowiedziała się również większość rodzin osiągających roczne dochody przekraczające 200 tys. dolarów.
Blue Collar Social Security Fairness Act otwiera kolejny kierunek debaty o przyszłości amerykańskich emerytur. Tym razem dyskusja dotyczy nie tylko tego, jak zapewnić Social Security stabilne finansowanie, ale także czy osoby wykonujące przez dziesięciolecia najbardziej obciążające fizycznie zawody powinny być zobowiązane do czekania na pełne świadczenia aż do 67. roku życia.
Źródło: cbs
Foto: Social Security, Phi Nguyen, istock/tfoxfoto/lorozco3D/Amorn Suriyan/
News USA
Wynajem domu tańszy niż jego zakup. Różnica przekracza 1000 dolarów miesięcznie
Wynajęcie domu lub mieszkania jest obecnie w Stanach Zjednoczonych znacznie tańsze w ujęciu miesięcznym niż zakup własnej nieruchomości. Z analizy Zillow wynika, że różnica między przeciętnym czynszem a miesięcznymi kosztami ponoszonymi przez nowego właściciela przekracza 1000 dolarów. Tendencja jest widoczna we wszystkich 50 największych obszarach metropolitalnych kraju.
Według Zillow Observed Rent Index przeciętny miesięczny czynsz w USA wynosił w sierpniu 1948 dolarów. Tymczasem typowe miesięczne wydatki osoby kupującej obecnie dom, obejmujące kredyt hipoteczny, podatki oraz ubezpieczenie, sięgały 3014 dolarów.
Oznacza to różnicę wynoszącą średnio 1066 dolarów miesięcznie, czyli aż 12 792 dolary rocznie na korzyść wynajmu. Według Zillow dysproporcja zwiększa się, ponieważ koszty kredytów hipotecznych rosną szybciej niż czynsze.
Podobna sytuacja w największych metropoliach
Przewaga wynajmu pod względem bieżących miesięcznych wydatków występuje obecnie we wszystkich 50 największych obszarach metropolitalnych Stanów Zjednoczonych. Jednym z przykładów jest Tampa, gdzie jednocześnie zwiększa się liczba dostępnych do wynajęcia domów i mieszkań.
Dobrze pokazuje to porównanie typowego domu z trzema sypialniami i dwiema łazienkami. Przeciętna cena takiej nieruchomości w Tampie wynosi około 390 tys. dolarów. Miesięczne koszty związane z kredytem wynoszą w takim przypadku około 3000 dolarów. To mniej więcej o 500 dolarów więcej niż koszt wynajęcia porównywalnego domu.
Dane Zillow obejmujące cały obszar metropolitalny Tampy wskazują na jeszcze większą różnicę.
Co można zrobić z zaoszczędzonymi pieniędzmi?
Zillow zwraca uwagę, że osoby wynajmujące nieruchomości mogłyby wykorzystać różnicę pomiędzy czynszem a kosztami zakupu do budowania własnego majątku. Warunkiem jest jednak systematyczne oszczędzanie i inwestowanie tych pieniędzy zamiast przeznaczania ich na bieżącą konsumpcję.
Według przedstawionych wyliczeń inwestowanie miesięcznej różnicy wynoszącej 1066 dolarów mogłoby przynieść dodatkowe 322 dolary już w pierwszym roku. Po pięciu latach skumulowana wartość mogłaby wynieść około 72 tys. dolarów, przy założeniu, że wysokość czynszów i koszty zakupu domu pozostaną stabilne.

Tampa, Floryda
Do potencjalnych oszczędności dochodzą również wydatki, których najemca nie musi ponosić w takim zakresie jak właściciel nieruchomości. Chodzi między innymi o koszty zamknięcia transakcji przy zakupie domu oraz późniejsze wydatki związane z jego utrzymaniem i naprawami.
Zakup domu nadal może budować majątek
Niższe miesięczne koszty wynajmu nie oznaczają jednak, że zakup nieruchomości przestaje mieć finansowy sens. Właściciel, spłacając kredyt, buduje własny majątek, podczas gdy najemca poprzez czynsz w praktyce finansuje nieruchomość należącą do kogoś innego.
Eksperci uważają, że dla rodzin i osób planujących pozostać w jednym miejscu przez kilka lub kilkanaście lat nieruchomości nadal mogą być jednym z najważniejszych sposobów długoterminowego budowania majątku. Podkreślają jednak, że przyszłych zmian na rynku nie można przewidzieć z całkowitą pewnością.

Czynsze spadają, a oferta wynajmu rośnie
Analiza pojawia się w czasie, gdy ceny najmu w skali kraju wykazują tendencję spadkową. Według wcześniejszych danych Realtor.com przeciętne ceny wynajmu w USA spadały przez ponad 35 kolejnych miesięcy.
Jednocześnie na niektórych rynkach, w tym w rejonie Tampa Bay, zwiększa się liczba dostępnych domów i mieszkań na wynajem. Większa podaż nieruchomości w połączeniu z wysokimi kosztami finansowania zakupu dodatkowo zwiększa różnicę pomiędzy miesięcznym kosztem wynajmu i posiadania domu.
Duże różnice na drogich rynkach
Zillow wskazuje, że kalkulacja może mieć szczególne znaczenie dla osób, które przewidują przeprowadzkę w ciągu najbliższych pięciu lat. W niektórych częściach kraju różnica w przepływach pieniężnych pomiędzy wynajmem a zakupem może w takim okresie wynosić dziesiątki, a nawet setki tysięcy dolarów.

Największe dysproporcje występują na części drogich rynków nadmorskich. W San Jose najemcy wydają według Zillow przeciętnie aż 94 596 dolarów mniej rocznie niż osoby kupujące nieruchomość. Zainwestowanie powstałych w ten sposób oszczędności mogłoby przynieść dodatkowe 2381 dolarów.
Analiza podkreśla jednocześnie, że porównując zakup i wynajem, nie należy kierować się wyłącznie wysokością miesięcznej raty lub czynszu. Znaczenie mają również koszty transakcji i utrzymania nieruchomości, długość planowanego zamieszkania w danym miejscu, możliwość inwestowania oszczędności oraz długoterminowe korzyści wynikające z posiadania własnego domu.
Źródło: fox13
Foto: istock/Angel Soto/Feverpitched/Daenin Arnee/Diamond Dogs/
-
News Chicago4 tygodnie temu57 osób szuka Marcina Bachledę-Błaszczaka z Illinois. Polak zaginął w Great Smoky Mountains
-
News USA2 tygodnie temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 dni temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 dni temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW6 dni temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News Chicago2 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News USA1 tydzień temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News USA3 dni temuApple zgodził się na ugodę za 250 mln USD. Właściciele wybranych iPhone’ów mogą otrzymać pieniądze











