News USA
Budowa domu w USA jest coraz dłuższa. Trwa nawet do 14 miesięcy
Średni czas budowy domu w USA coraz częściej przekracza rok, a w części regionów zbliża się do 14 miesięcy – wynika z danych National Association of Home Builders opartych na statystykach 2024 roku. Kluczowe przyczyny to restrykcyjne przepisy, niedobory siły roboczej oraz bariery administracyjne, które spowalniają proces inwestycyjny.
Najdłuższe terminy na Wschodzie
Najdłużej na ukończenie domu czekają inwestorzy w regionie Middle Atlantic, gdzie średni czas od formalnego zatwierdzenia projektu do jego zakończenia wynosi 13,7 miesiąca. Dane pochodzą z badania Survey of Construction prowadzonego przez U.S. Census Bureau.
Niewiele krócej trwa budowa w Nowej Anglii, gdzie średnia przekracza 13 miesięcy. W regionie Pacyfiku proces ten zajmuje około 10,8 miesiąca, a w regionach Mountain i East North Central odpowiednio 10 miesięcy oraz 9,4 miesiąca. Wszystkie te wyniki są wyższe od średniej krajowej, która wynosi 9,1 miesiąca.
Rynek próbuje zwiększyć podaż
Publikacja danych zbiegła się z nasilonymi próbami zwiększenia podaży mieszkań w USA, co ma złagodzić problemy z dostępnością cenową dla sprzedających i potencjalnych nabywców. Długi czas realizacji inwestycji pozostaje jednak istotną barierą dla szybkiego zwiększenia liczby nowych domów.
Gdzie buduje się najszybciej
Najkrótszy średni czas budowy odnotowano w regionie South Atlantic, gdzie dom powstaje przeciętnie w 7,8 miesiąca. Różnice występują także na etapie oczekiwania od uzyskania pozwolenia do rozpoczęcia prac. Najkrócej trwa to w regionie East North Central – 0,9 miesiąca, a najdłużej w regionie Pacyfiku – 2,1 miesiąca.
Regulacje głównym problemem
Według Realtor.com, kluczową rolę odgrywa otoczenie regulacyjne. Starszy ekonomista portalu, Joel Berner, podkreśla, że uzyskanie faktycznych pozwoleń na budowę w północno-wschodniej części kraju, w regionie Middle Atlantic oraz na Pacyfiku trwa znacznie dłużej niż w centralnych stanach USA.

Jako przykład Berner wskazuje Kalifornię, gdzie złożone regulacje środowiskowe i planistyczne znacząco wydłużają proces inwestycyjny. Podobnie jest w północno-wschodniej części kraju, gdzie – jak zauważa – przepisy planistyczne są szczególnie skomplikowane i uciążliwe, co zniechęca deweloperów już na etapie planowania.
Zoning i nakładające się kompetencje
Ekspert zwraca uwagę na ogromną liczbę aktów prawnych regulujących to, co i gdzie można budować, a także na nakładanie się kompetencji powiatów, gmin i władz stanowych. W efekcie inwestorzy muszą przechodzić przez znacznie więcej procedur niż w regionach takich jak West South Central. Dla kontrastu Berner przywołuje Houston, które uchodzi za przykład miasta o bardzo ograniczonych regulacjach planistycznych.
Skutki dla podaży mieszkań
Skomplikowane wymogi planistyczne są poważnym czynnikiem odstraszającym deweloperów i pogłębiają problemy rynku, który już zmaga się z ograniczoną podażą. To właśnie niedobór mieszkań zwiększa konkurencję między kupującymi i wywiera presję na wzrost cen oraz czynszów.

Region północno-wschodni, charakteryzujący się jednym z najbardziej restrykcyjnych środowisk regulacyjnych, należy jednocześnie do obszarów z największym deficytem mieszkań. Zdaniem Bernera, usunięcie sztucznych barier tworzonych przez władze lokalne mogłoby skłonić deweloperów do intensywniejszej budowy w tym regionie, który jest dla nich bardziej dochodowy.
Indywidualne projekty też wydłużają budowę
Poza regulacjami znaczenie ma również struktura rynku. W regionach takich jak północny wschód i Pacyfik dominuje budownictwo indywidualne i niestandardowe, a nie masowa produkcja podobnych domów na przedmieściach. Jak podkreśla Berner, tego typu inwestycje naturalnie wymagają więcej czasu, co dodatkowo wydłuża cały proces budowy.
Źródło: foxbusiness
Foto: istock/Feverpitched/ tfoxfoto/
News USA
Rząd zawiesza Microsoft w programie zielonych kart. Zarzuca firmie nadużywanie wiz H-1B
W czwartek administracja Prezydenta Donalda Trumpa zawiesiła Microsoft oraz siedem innych firm technologicznych i outsourcingowych w programie umożliwiającym pracownikom z zagranicy ubieganie się o zielone karty. Wiceprezydent JD Vance zarzuca firmom nadużywanie wiz H-1B kosztem amerykańskich pracowników. Jednocześnie wszczęto dochodzenie dotyczące wiz J-1 na dziewięciu czołowych amerykańskich uczelniach.
Wiceprezydent JD Vance, który kieruje powołaną przez Biały Dom grupą zadaniową do walki z oszustwami, poinformował o zawieszeniu Microsoft w programie stałej certyfikacji zatrudnienia PERM. Program umożliwia między innymi pracownikom posiadającym wizy H-1B pozostanie w USA i uzyskanie zielonej karty.
Administracja twierdzi, że programy wizowe stworzone po to, aby amerykańskie przedsiębiorstwa mogły zatrudniać najlepszych specjalistów z całego świata, nie mogą być wykorzystywane do obniżania wynagrodzeń obywateli USA.
Vance oskarżył Microsoft o zatrudnianie zagranicznych pracowników za pensje niższe o dziesiątki tysięcy dolarów od wynagrodzeń Amerykanów wykonujących te same obowiązki.
JD Vance: stanowiska nie wymagają wyjątkowych kwalifikacji
Wiceprezydent zarzucił Microsoftowi również zatrudnianie cudzoziemców na stanowiskach, które jego zdaniem nie spełniają wymogu programu H-1B dotyczącego wyjątkowych, wysoko wyspecjalizowanych zawodów. Według Vance’a w wielu przypadkach sprowadzani do USA pracownicy nie posiadają umiejętności, których nie można znaleźć na amerykańskim rynku pracy.
Vance podał, że Microsoft zwolnił w ubiegłym roku 6 tysięcy amerykańskich pracowników, a jednocześnie korzystał z 6,3 tys. wiz H-1B oraz 3 tys. zielonych kart. Ocenił, że w praktyce na każdego zwolnionego pracownika przypadało około półtora zagranicznego pracownika sprowadzonego w ramach systemu imigracyjnego.
Wizy H-1B są przeznaczone dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów wykonujących pracę, na którą trudno znaleźć odpowiednich kandydatów wśród Amerykanów. Największymi użytkownikami programu są przedsiębiorstwa technologiczne, a prawie trzy czwarte zatwierdzonych wiz trafia do pracowników pochodzących z Indii.
Microsoft odpiera zarzuty administracji
Microsoft przedstawił własne dane dotyczące korzystania z programu H-1B. Firma poinformowała w czwartek, że 80 procent z 6 tysięcy wniosków H-1B złożonych w poprzednim roku podatkowym dotyczyło przedłużenia lub zmiany statusu już zatrudnionych osób, a nie nowych pracowników.
Pozostałe wnioski miały dotyczyć osób, które już legalnie przebywały w Stanach Zjednoczonych. Microsoft zapowiedział przekazanie administracji Trumpa dodatkowych informacji, które mają wyjaśnić sposób korzystania przez firmę z programu wizowego.
Firma podkreśliła, że zdecydowaną większość jej pracowników w Stanach Zjednoczonych stanowią Amerykanie. Zapewniła również, że składa wnioski o wizy H-1B wyłącznie dla osób spełniających rygorystyczne wymagania tej kategorii.
Microsoft utrzymuje, że wynagrodzenia oferowane jego pracownikom należą do najwyższych w sektorze technologicznym, a stawki deklarowane we wnioskach H-1B są jednymi z najwyższych wśród przedsiębiorstw korzystających z programu. Firma zapewnia także, że pracownicy posiadający wizy H-1B otrzymują takie same wynagrodzenia jak osoby wykonujące porównywalną pracę.

Osiem firm zawieszonych w programie PERM
Sekretarz Pracy Keith Sonderling poinformował, że działania administracji nie ograniczają się do Microsoftu. Z programu PERM zawieszono także firmy outsourcingowe z sektora technologii informacyjnych Cognizant, Infosys, Tata, Wipro, HCL i Capgemini oraz producenta oprogramowania Adobe.
Departament Pracy nie będzie przyjmował nowych ani rozpatrywał oczekujących wniosków o certyfikację zatrudnienia dotyczących tych ośmiu przedsiębiorstw. Według Sonderlinga firmy te miały łącznie wystąpić o możliwość zatrudnienia prawie 3 milionów zagranicznych pracowników.
Otrzymały one ponad 230 tysięcy zatwierdzonych wiz H-1B oraz co najmniej 100 tysięcy stałych certyfikatów zatrudnienia.
Dziewięć znanych uczelni objętych dochodzeniem
Administracja rozszerza działania również na amerykańskie szkolnictwo wyższe. Anthony D’Esposito, inspektor generalny Departamentu Pracy, poinformował o dochodzeniu dotyczącym możliwych nadużyć związanych z wizami J-1 na dziewięciu uczelniach.
- University of Pittsburgh
- Yale University
- Harvard University
- Brown University
- Stanford University
- University of California-Davis
- California Institute of Technology
- Arizona State University
- Massachusetts Institute of Technology

D’Esposito poinformował, że zostały już doręczone wezwania do przedstawienia dokumentów, a dochodzenia są w toku. Zapowiedział, że prestiż i pozycja uczelni nie będą miały wpływu na prowadzone postępowania.
Według inspektora generalnego niewłaściwe wykorzystywanie kategorii wiz J-1 w celu obchodzenia obowiązków związanych z zatrudnieniem, korzystania z programów finansowanych przez podatników oraz działania na niekorzyść amerykańskich pracowników nie będzie tolerowane.
61 procent badaczy to cudzoziemcy
D’Esposito podał, że 61 procent badaczy podoktorskich i pracowników finansowanych ze środków federalnych na dziewięciu uczelniach objętych dochodzeniem stanowią cudzoziemcy.

Harvard University
Administracja proponuje opłatę 70 tysięcy dolarów za studentów zagranicznych
Nowe działania dotyczące wiz ogłoszono dzień po przedstawieniu przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA propozycji wprowadzenia opłaty w wysokości 70 tysięcy dolarów związanej z podejmowaniem pracy w Stanach Zjednoczonych przez studentów zagranicznych.
Proponowane przepisy zobowiązywałyby szkoły do zapłacenia 70 tysięcy dolarów za każdego studenta uczestniczącego w programie Optional Practical Training (OPT). Program pozwala zagranicznym studentom podejmować pracę związaną z kierunkiem studiów w czasie nauki lub po jej zakończeniu.
Źródło: baynews9
Foto: YouTube, istock/tupungato/XiXinXing/HABesen/
News Chicago
Lululemon otworzy duży sklep przy Magnificent Mile. Zajmie 12 tysięcy stóp kwadratowych w Tribune Tower
Lululemon zwiększa swoją obecność w Chicago i szykuje się do otwarcia kolejnego dużego sklepu. Marka podpisała umowę najmu powierzchni handlowej w historycznym Tribune Tower przy North Michigan Avenue. Nowy lokal będzie miał 12 tysięcy stóp kwadratowych i stanie się częścią odradzającej się handlowej części Magnificent Mile.
Lululemon ma już kilka sklepów w popularnych częściach Chicago, między innymi w Lincoln Park oraz w 900 North Michigan Shops na Gold Coast. Teraz marka oficjalnie dołączy również do najemców Tribune Tower przy 435 N. Michigan Ave.
Nowy sklep zajmie 12 tysięcy stóp kwadratowych powierzchni. Lokalizacja przy jednej z najbardziej znanych ulic handlowych Chicago dodatkowo zwiększy obecność firmy w centrum miasta.
Nowi najemcy w Tribune Tower
Lululemon jest jedną z kilku nowych firm, które zdecydowały się wynająć powierzchnię handlową w Tribune Tower. Do kompleksu wprowadzają się zarówno sklepy, jak i firmy oferujące usługi oraz gastronomię.
Restauracja typu fast-casual Fare zajęła niedawno dawny lokal Foxtrot o powierzchni 1 800 stóp kwadratowych, położony od strony placu. Umowy najmu w Tribune Tower podpisały również Big City Optical oraz Intuit TurboTax.
Inwestor postawił na powrót klientów
Handlową część Tribune Tower kupił w ubiegłym roku chicagowski inwestor North American Real Estate, kierowany przez Savasa Era. Firma zdecydowała się na inwestycję, zakładając odbicie rynku i ponowny wzrost zainteresowania lokalami handlowymi w tej części miasta.
Kolejne umowy najmu mogą być sygnałem, że sytuacja przy Magnificent Mile stopniowo się poprawia. Ruch pieszy wraca, a kolejne powierzchnie, które wcześniej pozostawały niewykorzystane, znajdują nowych najemców.

Tribune Tower (po prawej) nad rzeką Chicago
Magnificent Mile stopniowo wypełnia puste lokale
Wejście Lululemon do Tribune Tower jest kolejną zmianą w handlowym krajobrazie North Michigan Avenue. Duża powierzchnia wynajęta przez popularną markę odzieży sportowej może dodatkowo zwiększyć ruch klientów w historycznym budynku i jego najbliższym otoczeniu.
Wraz z pojawieniem się Lululemon, Fare, Big City Optical i Intuit TurboTax liczba pustych lokali w Tribune Tower będzie się zmniejszać. Nowi najemcy wpisują się w stopniowy powrót działalności handlowej i usługowej na Magnificent Mile.
Źródło: scretchicago
Foto: atramos, istock/FinkAvenue/
News Chicago
Amazon kupił ogromny magazyn w Chicago za 195 mln USD. Dostawy mają być jeszcze szybsze
Amazon przejmuje jeden z najbardziej charakterystycznych nowych obiektów logistycznych w Chicago. Firma kupiła pięciopiętrowy magazyn przy 1237 W. Division St., w pobliżu Goose Island, za 195 milionów dolarów. Inwestycja ma pomóc w rozwijaniu dostaw realizowanych jeszcze tego samego dnia, a uruchomienie obiektu może przynieść miastu od 600 do 800 nowych miejsc pracy.
Nowy obiekt Amazon ma około 1,2 miliona stóp kwadratowych powierzchni i jest pierwszym nowoczesnym wielopiętrowym magazynem tego typu w Chicago. Zamiast zajmować rozległy teren, jak tradycyjne centra logistyczne na przedmieściach, budynek rozwija się przede wszystkim w pionie.
Samochody dostawcze mogą poruszać się po dużej spiralnej rampie prowadzącej na poszczególne poziomy. Konstrukcja przypomina pod tym względem wielopiętrowy garaż, ale została zaprojektowana z myślą o składowaniu, sortowaniu i dystrybucji przesyłek.
Pierwszy taki magazyn w Chicago
Koncepcja wielopoziomowych magazynów wywodzi się z gęsto zabudowanych azjatyckich metropolii, gdzie dostępność gruntów jest ograniczona. Podobne rozwiązania zaczynają jednak pojawiać się także w Stanach Zjednoczonych, między innymi w San Francisco, Seattle i Nowym Jorku.
Obiekt przy Division Street został ukończony pod koniec 2024 roku, ale od tego czasu pozostawał pusty. Po niemal dwóch latach znalazł nabywcę i użytkownika w postaci jednego z największych przedsiębiorstw zajmujących się handlem internetowym i logistyką.
Goose Island daje Amazon strategiczną lokalizację
Jednym z największych atutów nieruchomości jest jej położenie. Magazyn znajduje się około minuty jazdy od autostrady I-90/94 i mniej więcej pięć minut od centrum Chicago, co daje łatwy dostęp do wielu gęsto zaludnionych części miasta.
W bezpośrednim zasięgu centrum logistycznego znajdują się między innymi Wicker Park, Lincoln Park, West Town i River North. Takie położenie może skrócić czas potrzebny na dostarczenie zamówień do klientów mieszkających w centralnej i północnej części Chicago.

Celem Amazon jest zwiększenie możliwości realizowania zamówień jeszcze tego samego dnia. Bliskość najgęściej zaludnionych dzielnic pozwala ograniczyć dystans między magazynem a miejscem dostawy, co ma szczególne znaczenie w przypadku szybkich zamówień.
Amazon wraca w okolice swojego pierwszego magazynu w Chicago
Przejęcie obiektu w rejonie Goose Island oznacza również powrót Amazon do miejsca, z którym firma była związana od początku swojej działalności logistycznej w Chicago. Niemal dekadę temu przedsiębiorstwo otworzyło swój pierwszy chicagowski magazyn przy pobliskiej Cherry Avenue.
Tamten obiekt został zamknięty w 2024 roku. Teraz Amazon ponownie inwestuje w tej części miasta, ale tym razem wykorzysta znacznie większy i nowocześniejszy magazyn o pionowej konstrukcji.

Od 600 do 800 nowych miejsc pracy
Uruchomienie centrum logistycznego ma przynieść również nowe miejsca pracy. Według przedstawionych informacji w obiekcie może powstać od 600 do 800 stanowisk.
Zatrudnienie ma obejmować między innymi pracowników magazynowych, kierowców dostawczych oraz osoby zajmujące się logistyką i działalnością operacyjną. Szczegóły dotyczące rekrutacji nie zostały jeszcze przedstawione. Nie podano również dokładnej daty rozpoczęcia działalności centrum.
Źródło: secretchicago
Foto: Google Maps, istock/Daria Nipot/
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW3 tygodnie temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
News Chicago1 tydzień temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW3 tygodnie temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
News USA2 dni temuICE postrzeliło mężczyznę w Nowym Jorku. Burmistrz żąda likwidacji federalnej agencji
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW3 tygodnie temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News USA4 tygodnie temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago4 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News Chicago2 tygodnie temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago











