News USA
McGuinness Blvd. na Greenpoincie zostanie zmieniony na całej długości
Greenpoint zapisał się na nowo na mapie miejskich zmian. Trzeciego dnia urzędowania nowy burmistrz Nowego Jorku, Zochran Mamdani, ogłosił w tej dzielnicy dokończenie długo oczekiwanej przebudowy McGuinness Boulevard – na całym odcinku od Meeker Avenue do Pulaski Bridge. Decyzja została zaprezentowana podczas spotkania z mieszkańcami na placu imienia ojca Studzińskiego, polskiego księdza związanego z parafią św. Stanisława Kostki w Greenpoincie.
– Ulice są dla ludzi. A my jesteśmy ludźmi, którzy będą je kształtować i definiować w nadchodzących latach – mówił burmistrz, podkreślając rolę lokalnej społeczności w doprowadzeniu do tej zmiany. Jak zaznaczył, to dzięki wieloletniej mobilizacji mieszkańców i aktywistów projekt, który przez lata budził kontrowersje, zostanie teraz dokończony.
W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele społeczności Greenpointu na wszystkich szczeblach – od doradców lokalnych radnych, przez prezydenta Brooklynu, aż po nowo powołanego komisarza Departamentu Transportu (DOT). To właśnie komisarz DOT przedstawił konkretne rozwiązania, które zostaną wdrożone wraz z nadejściem cieplejszych miesięcy.
Zgodnie z zapowiedziami, na McGuinness Boulevard powstaną chronione pasy rowerowe oddzielone od ruchu samochodowego, a sama arteria ma przestać pełnić rolę „miejskiej autostrady” dzielącej Greenpoint na dwie części. Celem projektu jest poprawa bezpieczeństwa pieszych – szczególnie dzieci i rodzin – oraz ograniczenie niebezpiecznej, szybkiej jazdy.
– McGuinness Boulevard powinien łączyć Greenpoint, a nie go rozcinać – podkreślali przedstawiciele miasta. Zmiany mają uspokoić ruch i przekształcić ulicę w bardziej przyjazną przestrzeń sąsiedzką.
Projekt przebudowy McGuinness Boulevard od lat wywoływał silne emocje. Część mieszkańców i właścicieli lokalnych biznesów obawiała się zwiększonego ruchu na bocznych ulicach oraz negatywnego wpływu na handel.
Politycy obecni na spotkaniu, w odpowiedzi na pytania Radio RAMPA, przywołali konkretne dane z już zrealizowanego odcinka na południe od Calyer Street.
Wynika z nich, że czas przejazdu wydłużył się jedynie o około minutę w każdą stronę w godzinach szczytu, a ruch samochodowy na sąsiednich ulicach wzrósł nieznacznie. Co więcej, liczba wypadków znacząco spadła, co – zdaniem urzędników – jest mocnym argumentem za kontynuacją projektu.
Za sprawą decyzji burmistrza Zohrana Mamdaniego – który odwiedził Greenpoint w trakcie kampanii wyborczej i dokończenie zmian przy McGuinness ustanowił jedną ze swoich kampanijnych obietnic – zmiany zostaną wprowadzone na całej długości bulwaru, od Meeker Street do Pulaski Bridge.
– Jedna minuta więcej jazdy to niewielka cena za bezpieczeństwo wszystkich – podkreślali lokalni przedstawiciele władz, zaznaczając, że dane DOT potwierdzają skuteczność tzw. „road diet” w ratowaniu życia i ograniczaniu liczby kolizji.
Przebudowa McGuinness Boulevard ma rozpocząć się wiosną 2026 roku. Jak zapowiada miasto, projekt ten ma być początkiem szerszych, ambitnych działań na rzecz bezpieczniejszych ulic w całym Nowym Jorku.
Monika Adamski/Radio RAMPA
Foto: YouTube, NYC Mayor’s Office
News USA
Dom ze współwłaścicielem zamiast małżonka? 71 procent Amerykanów rozważyłoby taki zakup
Rosnące koszty zakupu nieruchomości skłaniają Amerykanów do poszukiwania nowych sposobów na zdobycie własnego domu. Badanie Neighbors Bank pokazuje, że aż 71 procent respondentów byłoby gotowych kupić nieruchomość wspólnie z osobą inną niż małżonek. Najczęściej wybór pada na rodziców i rodzeństwo, ale część badanych dopuszcza nawet zakup domu z nieznajomym.
Współwłasność nieruchomości cieszy się największą akceptacją w przypadku członków najbliższej rodziny. 44 procent ankietowanych zadeklarowało, że rozważyłoby zakup domu wspólnie z rodzicem. Dokładnie taki sam odsetek byłby gotowy na zakup nieruchomości wspólnie z bratem lub siostrą. Respondenci wskazywali także przyjaciół oraz partnerów, z którymi pozostają w związku, ale nie zawarli małżeństwa.
Nawet nieznajomy może zostać współwłaścicielem
Badanie pokazuje, że dla części Amerykanów bariera związana z dostępnością mieszkań jest na tyle duża, że są gotowi rozważyć znacznie mniej tradycyjne rozwiązania. Około jedna osoba na dziesięć zadeklarowała możliwość zakupu domu z nieznajomym.
Mogłaby to być na przykład osoba poznana za pośrednictwem aplikacji. Taki model oznaczałby wspólny zakup nieruchomości przede wszystkim ze względów finansowych, bez wcześniejszych więzi rodzinnych czy partnerskich między współwłaścicielami.
Podział raty kredytu ułatwia zakup domu
Najważniejszym argumentem przemawiającym za współwłasnością są pieniądze. Ponad połowa respondentów uznała, że podzielenie miesięcznej raty kredytu hipotecznego sprawiłoby, że posiadanie własnego domu stałoby się bardziej przystępne finansowo. Inni uczestnicy badania wskazywali, że wspólny zakup pozwoliłby im pozwolić sobie na większy dom.
Połączenie możliwości finansowych kilku osób może również zwiększyć szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego.
Pisemna umowa ma chronić współwłaścicieli
Wspólny zakup nieruchomości wymaga jednak dokładnego określenia praw i obowiązków każdej ze stron. Biuro Ochrony Finansowej Konsumentów (CFPB) zaleca przygotowanie jasnej umowy regulującej zasady współwłasności.
Dokument powinien między innymi określać sposób podziału nieruchomości w przypadku jej sprzedaży. Powinien również regulować sytuację, w której współwłasność przestanie funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami uczestniczących w niej osób.

Świadomość tego ryzyka jest wśród badanych bardzo wysoka. Aż 94 procent respondentów zadeklarowało, że przed wejściem w układ współwłasności chciałoby mieć podpisaną pisemną umowę określającą jego zasady.
Własny dom coraz częściej oznacza wspólny zakup
Wyniki badania pokazują, że tradycyjny model zakupu domu przez małżeństwo nie jest już jedyną opcją rozważaną przez Amerykanów. Rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, nieformalni partnerzy, a nawet osoby wcześniej sobie obce mogą stać się współwłaścicielami jednej nieruchomości.
Dla wielu osób kluczowym argumentem pozostaje możliwość podzielenia kosztów i zwiększenia swoich szans na kredyt. Jednocześnie zdecydowana większość badanych chce zabezpieczyć taki układ formalną umową, zanim zdecyduje się na wspólne zobowiązanie finansowe.
Źródło: scrippsnews
Foto: istock/Wasan Tita/Chalirmpoj Pimpisarn/
News USA
Dynamicznie rozwijająca się ciastkarnia Chip City zamknęła wszystkie lokale w USA
Chip City, nowojorska sieć znana z dużych ciastek i dziesiątek zmieniających się smaków, zamknęła wszystkie swoje lokale w Stanach Zjednoczonych. Decyzja oznacza nagły koniec firmy, która w ciągu niespełna dekady rozrosła się z jednego punktu w Queens do sieci działającej w kilku stanach i jeszcze na początku tego roku zapowiadała dalszą ekspansję.
Firma poinformowała w piątek, że mimo szeroko zakrojonych prób ustabilizowania działalności w obliczu poważnych problemów makroekonomicznych podjęła trudną decyzję o zamknięciu wszystkich lokali Chip City. Podziękowała również pracownikom oraz klientom, którzy wspierali markę przez ostatnią dekadę.
Zamknięcie stanowi gwałtowny zwrot w historii firmy, która jeszcze niedawno należała do szybko rozwijających się sieci gastronomicznych. Chip City przyciągnęło także miliony dolarów zewnętrznych inwestycji przeznaczonych na otwieranie kolejnych placówek.
Od jednego lokalu w Queens do sieci w kilku stanach
Chip City założyli w 2017 roku Peter Phillips i Teddy Gailas, przyjaciele z dzieciństwa. Pierwszy lokal powstał w Astorii w nowojorskim Queens, a marka szybko zdobyła popularność dzięki charakterystycznym, dużym ciastkom.
Jednym z elementów wyróżniających sieć było regularnie zmieniające się menu. W ciągu działalności Chip City zaoferowało klientom ponad 180 różnych smaków ciastek. Firma stopniowo wychodziła poza Nowy Jork. Jej lokale pojawiły się między innymi w New Jersey, Connecticut, Maryland i Wirginii.
10 milionów dolarów na rozwój
Szybka ekspansja zwróciła uwagę Enlightened Hospitality Investments, funduszu inwestycyjnego powiązanego z Union Square Hospitality Group restauratora Danny’ego Meyera. W 2022 roku Enlightened Hospitality Investments ogłosił inwestycję w Chip City w wysokości 10 milionów dolarów. Pieniądze miały pomóc w przyspieszeniu rozwoju sieci i wejściu na kolejne rynki.
W momencie ogłoszenia inwestycji Chip City prowadziło 14 lokali i przygotowywało się do ekspansji poza swój macierzysty rynek w Nowym Jorku.

Jeszcze w tym roku firma mówiła o kolejnej fazie wzrostu
Problemy zakończone zamknięciem całej sieci nastąpiły stosunkowo szybko. Jeszcze wcześniej w tym roku Chip City publicznie koncentrowało się na dalszym rozwoju działalności. Przy okazji awansu Nicolasa Baizana na stanowisko prezesa firma informowała, że będzie on kierował kolejną fazą rozwoju, ze szczególnym naciskiem na poprawę przychodów oraz rentowności. W tym czasie sieć miała 39 lokali.
Jeszcze dzień przed ogłoszeniem zamknięcia konta Chip City w mediach społecznościowych reklamowały oferowane produkty. W czwartek promowano między innymi sezonowe ciastko Crisp Apple Fritter Cookie.
Spór sądowy z jednym z założycieli
Zamknięcie sieci następuje również w czasie sporu prawnego z Peterem Phillipsem, współzałożycielem i byłym dyrektorem generalnym Chip City. Phillips zrezygnował ze stanowiska CEO w marcu. W pozwie złożonym 28 września twierdzi, że firma nie wypłaciła mu wynagrodzenia oraz świadczeń, które według niego należały mu się po odejściu ze stanowiska.

Wśród pozwanych znaleźli się również Enlightened Hospitality Investments oraz przedstawiciele kierownictwa firmy Nicolas Baizan i Fred LeFranc. Phillips domaga się wypłaty pieniędzy i świadczeń, które – jak twierdzi – pozostają nieuregulowane. Zarzuty zawarte w pozwie nie zostały udowodnione przed sądem.
Koniec sieci po niespełna dekadzie działalności
Decyzja o zamknięciu wszystkich placówek kończy historię marki, która z niewielkiego sklepu w Astorii przekształciła się w sieć działającą w wielu stanach.
Źródło: foxbusiness
Foto: YouTube, Chip City
News USA
Śmierć pracownicy rosyjskiego laboratorium badającego dżumę wywołała obawy
Stany Zjednoczone monitorują sytuację po śmierci młodej pracownicy laboratorium w rosyjskim Irkucku, gdzie prowadzone są badania nad dżumą. Donald Trump poinformował, że jego administracja bardzo uważnie przygląda się sprawie, a Sekretarz Stanu Marco Rubio potwierdził obawy związane z możliwością rozprzestrzenienia się dżumy płucnej. Rosyjskie władze zapewniają jednak, że nie stwierdzono zagrożenia biologicznego.
Sprawa dotyczy pracownicy Instytutu Przeciw Dżumie Syberii i Dalekiego Wschodu w Irkucku. Rosyjskie media podały, że kobieta miała na imię Daria, była przed trzydziestką i niedawno odwiedziła Buriację, region położony przy granicy z Mongolią.
Po jej śmierci pojawiły się niepotwierdzone doniesienia, że mogła zachorować po rozbiciu probówki zawierającej patogen albo po powrocie z terenu, gdzie bakteria wywołująca dżumę występuje naturalnie wśród dzikich gryzoni.
Rosjanie podają inną przyczynę śmierci
Gubernator obwodu irkuckiego Igor Kobzev poinformował, że oficjalnie przyczynę śmierci określono jako zapalenie płuc o nieustalonej etiologii. Według niego w próbkach biologicznych pobranych od kobiety nie znaleziono mikroorganizmów związanych z jej pracą.
Kobzev, powołując się na rosyjski urząd nadzoru sanitarnego Rospotrebnadzor, przekazał również, że po śmierci pracownicy nie odnotowano innych przypadków osób zatrudnionych w instytucie, które zgłosiłyby się po pomoc medyczną.
Zespół bezpieczeństwa biologicznego skontrolował Instytut Przeciw Dżumie Syberii i Dalekiego Wschodu. Rospotrebnadzor poinformował, że podczas inspekcji nie stwierdzono sytuacji awaryjnej.
Prawie 200 osób pod obserwacją
Rosyjskie media informowały jednak w ubiegłym tygodniu, że blisko 200 osób, które miały kontakt ze zmarłą kobietą, zostało objętych obserwacją medyczną. Działanie to miało mieć charakter zapobiegawczy. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zaapelował, aby nie kierować się pojawiającymi się pogłoskami i opierać informacje o sytuacji na oficjalnych komunikatach Rospotrebnadzoru.
Donald Trump: USA są gotowe pomóc
Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone bardzo uważnie przyglądają się rosyjskiej sprawie. Przyznał jednocześnie, że nie rozmawiał na ten temat z Kremlem. Prezydent zadeklarował, że USA są gotowe udzielić pomocy w przypadku tego rodzaju problemu. Nie przedstawił jednak szczegółów dotyczących ewentualnego zaangażowania amerykańskich władz.
Marco Rubio: nie ma powodów do alarmu
Sekretarz Stanu USA Marco Rubio potwierdził, że Waszyngton monitoruje sytuację. Według niego pojawiły się informacje o zakażeniu pracownika laboratorium oraz obawy, że infekcja mogła rozprzestrzenić się przynajmniej w obrębie placówki, co miało doprowadzić do zastosowania środków kwarantannowych.
Rubio zaznaczył, że gdyby tego rodzaju choroba wydostała się poza kontrolowane środowisko, mogłaby szybko się rozprzestrzeniać. Jednocześnie podkreślił, że obecnie nie ma powodów do alarmu, choć sytuacja wymaga uwagi i dalszego monitorowania.
Bakteria dżumy występuje w tym regionie
Bakteria Yersinia pestis, wywołująca dżumę, występuje wśród gryzoni żyjących między innymi na obszarze Buriacji. Jednym z jej naturalnych gospodarzy w tym regionie są świstaki. To właśnie ona odpowiadała za pandemię znaną jako Czarna Śmierć, która w XIV wieku zabiła nawet połowę mieszkańców Europy.
Choroba nie zniknęła i nadal występuje w niektórych częściach świata. Instytut Przeciw Dżumie Syberii i Dalekiego Wschodu został utworzony w Irkucku ponad 100 lat temu w odpowiedzi na epidemię, która wystąpiła w latach 20. XX wieku.
Dżuma płucna może przenosić się między ludźmi
Dr Simon Clarke, profesor nadzwyczajny mikrobiologii komórkowej na University of Reading, wyjaśnił, że płucna postać zakażenia Yersinia pestis bez leczenia jest niemal zawsze śmiertelna. Chorobę można jednak skutecznie leczyć antybiotykami.
Największe obawy wynikają z faktu, że dżuma płucna może przenosić się bezpośrednio z człowieka na człowieka. Clarke zaznaczył jednak, że obecnej sytuacji nie należy porównywać z pandemią COVID-19 ani zakładać, że doprowadzi ona do masowych lockdownów.
Naukowiec podkreślił, że dżuma nie jest wyłącznie chorobą historyczną. Nadal istnieje i w niektórych regionach świata pozostaje zagrożeniem dla zdrowia ludzi, dlatego prowadzenie badań nad bakterią jest potrzebne.

Instytut Przeciw Dżumie Syberii i Dalekiego Wschodu w Irkucku
Czy bakteria mogła być badana jako broń biologiczna?
Clarke został również zapytany, czy patogen mógł być badany pod kątem potencjalnego wykorzystania jako broń biologiczna. Przyznał, że teoretycznie jest to możliwe, ale zaznaczył, że bardziej prawdopodobne jest wyjaśnienie związane ze standardowymi badaniami nad naturalnie występującą chorobą.
Nie ma obecnie potwierdzenia, że incydent w Irkucku miał jakikolwiek związek z programem broni biologicznej. Rosyjskie władze utrzymują natomiast, że kontrola laboratorium nie wykazała sytuacji awaryjnej.
Dżuma płucna może rozwijać się bardzo szybko
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) okres inkubacji dżumy płucnej jest bardzo krótki i może wynosić zaledwie 24 godziny. Choroba może prowadzić do śmierci, jeśli nie zostanie odpowiednio wcześnie rozpoznana i leczona.
Do zakażenia może dojść przez ukąszenie zakażonej pchły, kontakt z płynami ustrojowymi lub skażonym materiałem, a także przez wdychanie zakaźnych cząstek oddechowych.

Instytut Przeciw Dżumie Syberii i Dalekiego Wschodu w Irkucku
Do charakterystycznych objawów należą duszność i kaszel, któremu może towarzyszyć krwawa plwocina. Amerykańskie władze zapowiadają dalsze monitorowanie sytuacji w Rosji, natomiast tamtejsze służby sanitarne zapewniają, że obecnie nie stwierdzono zagrożenia w instytucie w Irkucku.
Źródło: BBC
Foto: YouTube, Instytut Przeciw Dżumie Syberii i Dalekiego Wschodu w Irkucku, istock/gorodenkoff/
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
News Chicago5 dni temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
News USA4 tygodnie temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News USA3 tygodnie temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago3 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News Chicago1 tydzień temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago











