Połącz się z nami

News Chicago

W Chicago będą rozdane ordery Św. Stanisława. O uroczystej inwestyturze mówi Wiesław Żółtowski

Opublikowano

dnia

1 maja, w Chicago, w sanktuarium cystersów Jana Pawła II odbędzie się uroczysta Inwestytura. Po dwóch latach przerwy związanej z COVID, wyjątkowe osobistości zostaną uhonorowane orderem Św. Stanisława za swoją działalność na rzecz Kościoła. O wielkim wydarzeniu w Radio Deon Chicago opowiada Wiesław Żółtowski Komandor orderu Św. Stanisława, filantrop i biznesmen.

Inwestytura to ważne wydarzenie kościelne z udziałem wybitnych gości. 1 maja, o godzinie 12 w południe, w czasie uroczystej mszy, zostaną uhonorowane w Chicago szczególne osobistości za swoją działalność na rzecz Kościoła. Każdy ze zwycięzców dostanie order Św. Stanisława i zaszczytny tytuł. Na początku kwietnia będzie znana lista osób nagrodzonych. Aby być nagrodzonym trzeba wcześniej przejść roczny nowicjat.

Order jest przyznawany w 5 kategoriach. Nagradzane są osoby za swoją pracę charytatywną, wspierający finansowo, darczyńcy i fundatorzy dla kościołów i sanktuariów. W pięknej symbolice, każdy nagrodzony otrzymuje płaszcz.

Uroczyste wydarzenie będzie miało miejsce 1 maja w Sanktuarium pod wezwaniem Jana Pawła II ojców cystersów. Wezmą w nim udział specjalni goście z całego świata. Po uroczystości w kościele spotkanie z poczęstunkiem.

REKLAMA REKLAMA

Inwestytura jest też inspiracją dla tych co są w Kościele mobilizującą do działania na rzecz jego dobra.

Przyznawanie orderu Św. Stanisława zostało reaktywowane od 1979r. Jest ono nadzorowane przez Prymasa Polski. W 30 krajach jest obecnie ponad 1500 uhonorowanych tym zaszczytnym tytułem.

O wspaniałym wydarzeniu będziemy jeszcze informować.

 

Źródło: inf.wł

Foto: You Tube

 

 

 

 

 

REKLAMA REKLAMA

Kościół

Bp Turzyński: duszpasterstwo polonijne to niezwykłe bogactwo inicjatyw

Opublikowano

dnia

Autor:

Ważnym wyzwaniem duszpasterstwa polonijnego jest dziś towarzyszenie młodym, którzy doświadczają słabości i kruchości życia wiary i modlitwy – czytamy w komunikacie na zakończenie Zebrania Plenarnego Polonijnej Rady Duszpasterskiej Europy. Spotkanie miało miejsce w Zakopanem w dniach od 30 września do 2 października. Wzięli w nim udział m.in. rektorzy i przedstawiciele Polskich Misji Katolickich, siostry zakonne oraz świeccy zaangażowani w duszpasterstwo.

Tematem tegorocznego spotkania było duszpasterstwo dzieci i młodzieży, szczególnie zagadnienie przekazu wiary następnemu pokoleniu i sprawa wychowania religijnego. Spotkanie to kończy trzyletni cykl zagadnień dotyczących małżeństwa i rodziny.

„Podsumowaliśmy to, co udało się zrobić przez ostatnie lata w dziedzinie strategii i budowania duszpasterstwa rodzin w parafiach polonijnych. Księża wraz ze świeckimi opowiadali o nadziejach i trudnościach duszpasterstwa rodzin polonijnych w różnych krajach. Uderza fakt, że duszpasterstwo polonijne to niezwykłe bogactwo inicjatyw”

– powiedział Family News Service delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej bp Piotr Turzyński.

REKLAMA REKLAMA

W poprzednich latach zaproponowano powołanie księdza koordynatora i pary małżeńskiej, którzy byliby odpowiedzialni za duszpasterstwo małżeństw i rodzin w krajach, gdzie są parafie i wspólnoty polonijne.

„Na przestrzeni lat udało się zorganizować wiele szkoleń doradców małżeńskich i spotkań pogłębiających duchowość małżeńską. Dziś widzimy, że szkolenia te przynoszą owoce. Trzeba przyznać, że w wielu miejscach duszpasterstwo rodzin i poradnie działają z wielkim zaangażowaniem” – dodał bp Piotr Turzyński.

Członkami Polonijnej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej są zarówno duchowni i osoby świeckie.

Aneta i Arkadiusz Siemionek z Belgii byli zaskoczeni mnogością inicjatyw przedstawianych na spotkaniu.

„Pracujemy przy Katolickim Centrum Rodziny i prowadzimy kursy dla narzeczonych. Oprócz tego jest poradnia rodzinna oraz katechezy. Podczas spotkania Rady mogliśmy posłuchać jak wygląda praca w parafiach polonijnych oraz wyciągnąć wnioski również dla siebie” – opowiedzieli małżonkowie.

„Próbujemy podejmować różne działania, żeby przyciągnąć dzieci do Kościoła, żeby w nim zostały, ale też żeby polskością żyły na co dzień.”

„Mamy przy parafii szkołę polską, gdzie przekazujemy wiedzę o języku, historii i geografii Polski. Są też lekcje religii. W naszej parafii odbywają się przygotowania zarówno do Pierwszej Komunii jak i do bierzmowania. Niestety widzimy duży problem z zatrzymaniem tej młodzieży w parafii po bierzmowaniu. W październiku chcemy rozpocząć cykl spotkań dla młodzieży przygotowującej się do bierzmowania i tej już po bierzmowaniu”

– powiedziała dla Family News Service Agnieszka z parafii św. Jana Ewangelisty z Londynu, jedna z uczestniczek zakopiańskiego spotkania.

Obrady Zebrania Plenarnego Polonijnej Rady Duszpasterskiej Europy rozpoczęły się w piątek 30 września wieczorem.

W dniu 1 października bp Piotr Turzyński przewodniczył Mszy świętej w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem.

Członkowie Polonijnej Rady Duszpasterskiej Europy zawierzyli Bogu sprawy wychowania religijnego dzieci i młodzieży oraz rodziny polonijne.

W czasie spotkania słuchali wykładów profesorów specjalistów z KUL z zakresu wychowania dzieci i młodzieży oraz szukali zrozumienia mechanizmów wpływających na styl życia młodego pokolenia.

Polonijna Rada Duszpasterska Europy PRDE została utworzona w 1992 roku, w jej skład wchodzi obecnie 75 osób. Są tu przedstawiciele duchowieństwa, osób konsekrowanych i laikatu z ponad 20 krajów Europy.

Na czele Rady stoi Delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji, którego wspiera 8-osobowe Prezydium Rady. Celem PRDE jest wspieranie Delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej w wykonywaniu jego funkcji oraz służenie mu radą.

Pełna treść komunikatu Biura Delegata KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej: https://opoka.news/zebranie-plenarne-polonijnej-rady-duszpasterskiej-europy

Family News Service

 

Foto: Duszpasterstwo Emigracji Polskiej

REKLAMA REKLAMA
Czytaj dalej

Kościół

Historia życia Matki Teresy od dziś w kinach! Film opowiada o pracy świętej i Misjonarzy Miłosierdzia

Opublikowano

dnia

Autor:

Film prezentujący życie św. Teresy z Kalkuty, zwanej potocznie Matką Teresą, będzie miał premierę w kinach przez dwa dni od 3 do 4 października. „Matka Teresa: Nie ma większej miłości” będzie emitowany w ponad 960 miejscach w Stanach Zjednoczonych. O filmie, którego warto obejrzeć, mówi Jezuita, Ojciec Paweł Kosiński.

Film dokumentalny został wyprodukowany przez Rycerzy Kolumba, największą na świecie katolicką organizację braterską.

Obraz pokazuje życie świętej XX wieku i wpływ, jaki zarówno ona, jak i jej Misjonarze Miłosierdzia wywarli na ludzi, którym służyli na całym świecie. Misjonarze Miłosierdzia to wspólnota religijna oddana służbie najbiedniejszym w społeczeństwie.

Misjonarze Miłosierdzia nie szukają rozgłosu” – mówi David Naglieri, reżyser filmu. „Tak więc, aby mieć możliwość podkreślenia niesamowitej pracy, którą wykonują i sposobu, w jaki żyją Ewangelią, myślę, że ta historia może pozytywnie wpłynąć na życie ludzi i zbliżyć ich do wiary”.

REKLAMA REKLAMA

Film „Matka Teresa: Nie ma większej miłości”, nakręcony na pięciu kontynentach, przedstawia pracę apostolatów prowadzonych przez Misjonarzy Miłosierdzia. Np. w Kenii, gdzie opiekują się dziećmi z deformacjami i poważnymi upośledzeniami rozwojowymi.

W filmie znajduje się komentarz wielu głosów katolickich, w tym:

Najwyższego Rycerza Patricka Kelly’ego z Rycerzy Kolumba; biskupa Roberta Barrona z Winona-Rochester; Jima Wahlberga, filmowca, który przypisuje Matce Teresie kluczową rolę w swoim nawróceniu; Jima Towey’a, przyjaciela Matki Teresy; o. Briana Kolodiejchuka, postulatora procesu kanonizacyjnego Matki Teresy; i ks. Donalda Haggerty’ego z Archidiecezji Nowojorskiej.

Bilety na dokument można kupić online w Fathom Events, który jest dystrybutorem.

Film powstał 25 lat po śmierci Matki Teresy z Kalkuty, dlatego, wg jego twórców jest pierwszym filmem, który miał szansę całkowicie zanurzyć się w jej życiu,  dziedzictwie, a także objawieniach które pojawiły się później.

Niektóre z tych informacji obejmują wgląd w życie duchowe świętej a także w jej przyjaźń ze św. Janem Pawłem II.

Św. Teresa z Kalkuty urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje, na terenie dzisiejszej Macedonii Północnej. Wstąpiła do Sióstr Loretańskich w wieku 17 lat i założyła zgromadzenie Misjonarzy Miłosierdzia w 1950 roku w Kalkucie w Indiach.

Dziś siedziba gminy nadal znajduje się w Kalkucie, a domy znajdują się na całym świecie.

Święta została uhonorowana Pokojową Nagrodą Nobla w 1979 roku za służbę ubogim.

Zmarła 5 września 1997 r. i została kanonizowana przez papieża Franciszka 4 września 2016 r.

„Jedną z moich nadziei związanych z tym filmem jest to, że może ponownie rozpalić oddanie Matce Teresie i, co ważniejsze”, powiedziała Naglieri, „zainspiruje ludzi do powrotu do wiary”.

Film „Matka Teresa: Nie ma większej miłości” będzie grany do 3 listopada.

 

 

Źródło: cna
Foto: You Tube, cna

REKLAMA REKLAMA
Czytaj dalej

Ciekawostki

Mistrzyni Polski w wyciskaniu sztangi leżąc: Życie z niepełnosprawnością nie wyklucza mnie z bycia szczęśliwą

Opublikowano

dnia

Autor:

Aleksandra Zielińska, wielokrotna mistrzyni Polski w wyciskaniu sztangi w leżeniu, urodziła się z rozszczepem kręgosłupa. Porusza się za pomocą kul lub wózka inwalidzkiego. Choroba nie przeszkadza jej w spełnianiu marzeń i osiąganiu kolejnych sukcesów.

W rozmowie z Family News Service Aleksandra Zielińska opowiada m.in. o sportowych sukcesach, o tym, dlaczego niepełnosprawności nie postrzega jako problemu oraz planach na przyszłość.

Jest pani wielokrotną mistrzynią Polski w podnoszeniu ciężarów leżąc. Czuje się pani szczęśliwą i spełnioną kobietą?

Aleksandra Zielińska: Tak, bo robię to, co lubię. Niepełnosprawność nie przeszkadza w tym, aby moje życie było pełne i bogate.

REKLAMA REKLAMA

Mówi pani, że dzięki determinacji rodziców nie postrzega pani niepełnosprawności jako problemu.

Kiedy się urodziłam moi rodzice byli w szoku. Lekarz z jakiejś przyczyny nie zauważył tej przepukliny, która była dość duża. Miałam także problemy z biodrami.

W szpitalu zdecydowano, abym przyszła na świat poprzez cesarskie cięcie, bo porodu naturalnego w ogóle mogłabym nie przeżyć. Moi rodzice mają jednak naturę zadaniowców i wiedzieli, że w takich sytuacjach należy natychmiast rozpocząć rehabilitację.

Rehabilitacja rozpoczęła się w drugim tygodniu życia.

Tak. Na początku sześć razy dziennie, co dwie godziny. Zakładano, że będę musiała być rehabilitowana do 18. roku życia, ale ten czas znacznie się skrócił.

A jak jest teraz?

Mam przepuklinę oponowo-rdzeniową. Nerwy rdzeniowe są uszkodzone na odcinku lędźwiowym. Od tego miejsca nie mam czucia. Nie wszystkie stawy i mięśnie dobrze funkcjonują.

Przez nieruchome stopy mam problemy z zachowaniem równowagi. Przy przepuklinie oponowo-rdzeniowej częstą przypadłością jest też zwichnięcie stawów biodrowych. Powoduje to trudności w dłuższym chodzeniu oraz staniu.

Wiara pomaga mi w życiu

Bała się pani, że przez chorobę nie będzie mogła w pełni realizować swoich marzeń?

Nie byłam wychowywana w lęku. Rodzice nie mówili mi, że czegoś nie będę mogła robić i że coś jest poza moim zasięgiem.

Owszem, kiedy opowiadałam im, że kiedyś zostanę chirurgiem i będę stała przy stole operacyjnym, to oni tłumaczyli mi, że niekoniecznie jest to praca dla mnie. Nie dlatego, że się do niej nie nadaję, ale że fizycznie nie będę w stanie pewnych czynności wykonać.

Zawsze mi powtarzali, że jak będę miała pracę, jak będę miała męża to wtedy na pewne rzeczy spojrzę z innej perspektywy. Ograniczenia pojawiały się ze strony innych ludzi. Odnosili się do mnie różnie. Nie zawsze to były pozytywne reakcje. Dlatego z czasem pojawiły się u mnie momenty zwątpienia.

Miała pani pretensje i żal do Boga?

W tej relacji pojawiły się pewne trudności. Pochodzę z wierzącej rodziny, moja babcia była bardzo religijna. Na pewnym etapie życia jej postawa wobec Boga zaczęła mnie irytować. Najważniejsza była dla niej modlitwa i chodzenie do kościoła.

Ja zaś uważałam, że mam kiepskie życie. Obraziłam się na Boga, bo spodziewałam się spektakularnego uzdrowienia.

Pytałam, dlaczego to przytrafiło się właśnie mnie? Dlaczego nie zabierze ode mnie choroby, skoro Go tak gorliwie proszę?

Z czasem w ogóle przestałam chodzić do kościoła. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy poznałam moją przyjaciółkę. Ona odczarowała moje postrzeganie wiary.

Zdałam sobie sprawę, że na mszę świętą nie chodzą tylko starsze panie. Poza tym ona też żyła Bogiem na co dzień. Wierzyła w świętych obcowanie. I dzięki niej zaczęłam stopniowo poznawać Boga i rozwiewać swoje wątpliwości.

Oczywiście łatwiej jest iść swoją drogą i nie liczyć się z nikim i niczym, mieć swój plan. Ale generalnie wiara bardzo mi pomaga w życiu.

Trzykrotna rekordzistka

W pewnym momencie w pani życiu pojawiła się sportowa pasja. Jak się zaczęła ta przygoda?

Już w dzieciństwie nie lubiłam chodzić na basen. Krępowało mnie to, że z powodu choroby, muszę tam być przy innych osobach jedynie w kostiumie kąpielowym. Trener zaproponował mi, żebym może spróbowała zaprzyjaźnić się z siłownią.

Miałam wtedy 14 lat. Moją uwagę przykuła ławka. Tata wyjaśnił mi do czego ona służy i jak wyciska się sztangę. Spodobało mi się to bardzo i od razu chciałam dokładać ciężar.

W porównaniu z mężczyznami, którzy zaczynali rozgrzewkę od ciężaru będącego moim maksimum, czułam się bardzo słabo. Trener widział jednak we mnie potencjał. Zaproponował wyjazd na zawody.

Co było dalej?

Okazały się totalną porażką. Osiągnęłam najgorszy wynik. Obiecałam sobie, że nigdy już nie wezmę udziału w kolejnych zawodach.

Trener jednak nie odpuszczał.

Zapisał mnie na mistrzostwa Polski. Zdobyłam tam pierwsze miejsce! Od tego wszystko się zaczęło. Przez kolejne lata wszędzie, gdzie pojechałam zdobywałam pierwsze lub drugie miejsca. Zdałam sobie sprawę, że ja też mogę coś robić.

Nie miałam wcześniej poczucia, że jestem w czymś dobra. Owszem dobrze się uczyłam, moim ulubionym przedmiotem była biologia, ale nie odczuwałam z tego powodu dumy.

Dopiero sport pokazał mi, że to ciało, które nie domaga w jednej sferze, może nadrobić je w innej, a ja nie jestem na straconej pozycji.

Nie ma ludzi, którzy nie mieliby talentów

Jak z nadzieją spojrzeć w przyszłość i pokonywać trudności dnia codziennego?

Rzeczywistość zależy od tego, jak ją postrzegamy. Trudności zawsze będą, ale większość z nich jest do ogarnięcia. Warto pamiętać, że nie ma ludzi, którzy nie mieliby talentów.

Jeśli znajdziemy w sobie ciekawe zainteresowania i pasje, to należy się w tym kierunku rozwijać, bo to daje szczęście i radość.

Przed zawodami powtarzam sobie, że podczas nich nie tylko staram się być lepsza od innych, ale przede wszystkim od samej siebie, z poprzedniego dnia. Wynik nie jest do końca zależny ode mnie. Mogę się skupić na tym, aby był jak najlepszy. Zależy to jednak od wielu czynników.

Podczas jednych zawodów zajęłam 6. miejsce i zrobiłam taki wynik, którego bym się nigdy nie spodziewała.

Kilka lat temu przeczytałam jedną z wypowiedzi amerykańskiej pisarki, Arianny Huffington, które wciąż we mnie rezonują:

„Nie staram się tańczyć lepiej niż ktokolwiek inny. Staram się jedynie tańczyć lepiej niż ja sama”.

W realizacji kolejnych planów i marzeń warto patrzeć na własne możliwości, nie odpuszczać i robić swoje.

Jest pani psychologiem i pracuje w szkole specjalnej. To dla pani misja?

Dla mnie praca to powołanie. Jest momentami wyczerpująca, ale i daje mi dużo satysfakcji i radości.

Choroba pomaga pani w tej pracy?

Bardziej pomaga mi mój sposób wychowania. Uczniom przekazuję to, czego nauczyli mnie rodzice.

Nie dawali mi taryfy ulgowej tylko ze względu na chorobę. Robili wszystko, abym w przyszłości była jak najbardziej samodzielna.

W podobny sposób chcę traktować swoich podopiecznych. Pracuję w szkole dla dzieci z autyzmem. Jestem terapeutką behawioralną. To, że jeżdżę na wózku sprawia, że jestem też wobec nich bardziej empatyczna.

Niepełnosprawność nie jest przeszkodą w byciu szczęśliwym

Niektórzy mówią, że dzieciom z niepełnosprawnościami nie powinno pozwalać się narodzić ze względu na cierpienie, które jest przed nimi. Co Pani na to?

Chciałabym ich zapytać o to, czy naprawdę mają wiedzę o tym, jak mogą żyć osoby z niepełnosprawnością. Mam wrażenie, że ludzie tego nie wiedzą. Posługują się określonymi tekstami, bo mają swoje przekonania, których nie weryfikują pod względem prawdziwości.

Co by pani powiedziała tym, którzy dyskutują na temat aborcji eugenicznej, czyli zabijania dzieci nienarodzonych podejrzewanych o chorobę lub niepełnosprawność?

Mam ogromny dystans do tych wszystkich przewidywań i stawiania diagnoz. Zastanawia mnie również to, gdzie przebiega granica, że czyjeś życie jest wartościowe, a inne już nie jest. Jestem dowodem, że nie zawsze takie jasnowidztwo się spełnia.

Funkcjonowanie człowieka z niepełnosprawnością w dużej mierze zależy od tego, co jego bliscy zrobią z tą chorobą.

Zawsze możemy takim osobom pomóc. Przykro mi jest, gdy czytam o matkach, które poświęcają swoje życie dla dzieci, które rzekomo nie mają przyszłości.

Chodzę, żyję w miarę normalnie.

Bycie kobietą z niepełnosprawnością nie wyklucza mnie z bycia szczęśliwą.

Przecież nikt nie wie co nas czeka w życiu. Czasami jeden wypadek zmienia dotychczasową codzienność.

Dyskutując o prawie do aborcji eugenicznej zapominamy o tym, że rozmawiamy też o ludziach, którzy żyją i to słyszą. Często słyszę: „Wiesz, ja to jestem za wyborem, ale nie chodzi mi o ciebie”. To nie jest prawda. Chodzi o taką samą osobę jak ja.

Unikam takich rozmów, bo sprawiają ból.

Każdy człowiek ma bowiem prawo do życia, bo każde życie jest wartościowe, bez wyjątków.

Skutki chorób się minimalizuje, a chorych się leczy, a nie zabija.

Jakie wyzwania przed panią?

Za kilka tygodni zostanę żoną, a więc nowa rola przede mną. Ponadto otwierają się przede mną nowe perspektywy zawodowe.

Family News Service

 

 

Foto:  Archiwum prywatne Aleksandry Zielińskiej

REKLAMA REKLAMA
Czytaj dalej
REKLAMA REKLAMA

Facebook Florida

Facebook Chicago

Reklama

Kalendarz 2021

luty 2022
P W Ś C P S N
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28  

Popularne w tym miesiącu