News USA
Paradoks tanich mieszkań w USA. Lokale stoją puste, a najbiedniejszych nadal nie stać na czynsz
Stany Zjednoczone zmagają się z poważnym niedoborem mieszkań dostępnych dla osób o najniższych dochodach. Jednocześnie część lokali oficjalnie uznawanych za przystępne cenowo pozostaje pusta, ponieważ ich czynsze są zbyt wysokie dla najbiedniejszych, a w niektórych miastach zbliżają się już do stawek obowiązujących na wolnym rynku.
Problem szczególnie dotyka gospodarstw domowych o skrajnie niskich dochodach. Według najnowszego dorocznego raportu National Low Income Housing Coalition na około 11 milionów takich rodzin przypadają w całych Stanach Zjednoczonych zaledwie około 4 miliony dostępnych cenowo mieszkań na wynajem.
Do tej grupy zaliczane są osoby, których roczne dochody nie przekraczają federalnego progu ubóstwa, wynoszącego niespełna 16 tysięcy dolarów dla jednoosobowego gospodarstwa domowego, albo 30 procent mediany dochodów w danym regionie – w zależności od tego, która z tych wartości jest wyższa.
Stanowią one około jednej czwartej wszystkich gospodarstw wynajmujących mieszkania w USA. W tej grupie znajduje się wielu pracowników otrzymujących niskie wynagrodzenia, seniorów oraz osób z niepełnosprawnościami utrzymujących się ze stałych świadczeń.
Ponad połowa dochodów przeznaczana na mieszkanie
Około trzy czwarte gospodarstw o skrajnie niskich dochodach wydaje ponad połowę swoich pieniędzy na czynsz i media. Po opłaceniu mieszkania pozostaje im więc niewiele środków na żywność, transport, opiekę zdrowotną oraz inne podstawowe potrzeby.
Mimo skali problemu tylko około 12 procent mieszkań sfinansowanych w 2024 roku w ramach federalnego programu Low-Income Housing Tax Credit przeznaczono dla osób należących do najuboższej grupy.
Program zapewnia deweloperom ulgi podatkowe w zamian za utrzymywanie niższych czynszów przez co najmniej 30 lat. Od jego utworzenia 40 lat temu w całym kraju sfinansowano w ten sposób niemal 4 miliony mieszkań.
Większość mieszkań trafia do osób o wyższych dochodach
Większość mieszkań powstających w ramach programu przeznaczona jest dla osób zarabiających co najmniej 50 procent mediany dochodów w swoim regionie, określanej jako AMI. Różnica pomiędzy tą grupą a najuboższymi mieszkańcami może być bardzo duża.

Austin, Texas
Na przykład w Austin próg 50 procent AMI odpowiada dochodowi jednoosobowego gospodarstwa na poziomie około 47 tysięcy dolarów rocznie. Tymczasem za osobę o skrajnie niskich dochodach uznaje się tam kogoś zarabiającego mniej niż 28 tysięcy dolarów rocznie.
Spór o skuteczność ulg podatkowych
Niektórzy eksperci uważają, że system ulg podatkowych dla budownictwa mieszkaniowego jest zbyt skomplikowany i kosztowny. Rozbudowane przepisy podnoszą koszty budowy i doprowadziły do powstania całego sektora kancelarii prawnych oraz firm księgowych zajmujących się obsługą programu.
Natomiast w przypadku publicznego wspierania mieszkań bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby przekazywanie pomocy bezpośrednio lokatorom poprzez bony mieszkaniowe.
Inni eksperci wskazują jednak, że oba rozwiązania mogą się uzupełniać. Nieruchomości budowane z wykorzystaniem federalnych ulg podatkowych muszą bowiem akceptować bony mieszkaniowe, podczas gdy w wielu stanach właściciele mieszkań wynajmowanych na zasadach rynkowych nie mają takiego obowiązku.

Tylko jedna na cztery uprawnione rodziny otrzymuje bon
Problemem pozostaje jednak niewystarczające finansowanie federalne. Według szacunków zaledwie jedna na cztery rodziny kwalifikujące się do otrzymania bonów mieszkaniowych faktycznie je dostaje.
Bony mogą umożliwić najbiedniejszym wynajęcie mieszkań przeznaczonych formalnie dla osób o wyższych dochodach. Listy oczekujących na taką pomoc mogą jednak liczyć wiele osób, a oczekiwanie na przyznanie świadczenia może trwać latami.
Deweloperzy wskazują na prosty problem finansowy
Część deweloperów zajmujących się budownictwem przystępnym cenowo przekonuje, że bez dodatkowych dopłat tworzenie mieszkań dla osób o skrajnie niskich dochodach jest ekonomicznie bardzo trudne. True Ground Housing Partners z rejonu Waszyngtonu przedstawiło wyliczenie pokazujące skalę problemu.

Mieszkanie przeznaczone dla osoby zarabiającej 60 procent mediany dochodów w regionie, czyli niemal 70 tysięcy dolarów rocznie, przynosi miesięcznie 1715 dolarów czynszu. Po odjęciu 1575 dolarów kosztów kredytu hipotecznego i utrzymania nieruchomości pozostaje jedynie 140 dolarów.
Według True Ground Housing Partners, osoba osiągająca jedynie 30 procent AMI mogłaby płacić mniej więcej połowę takiego czynszu. Jednak bez wyjątkowo wysokich dodatkowych dopłat koszty funkcjonowania takich mieszkań uniemożliwiają tworzenie ich na większą skalę.
Tanie mieszkania zaczynają konkurować z rynkowymi
Jednocześnie w takich miastach jak Austin, Denver i Portland czynsze w części mieszkań przeznaczonych dla osób osiągających 60 procent AMI zaczynają zbliżać się do stawek rynkowych.

Denver Colorado
W rezultacie niektórzy najemcy wolą zapłacić nieco więcej za zwykłe mieszkanie, unikając przy tym skomplikowanej weryfikacji dochodów i długiego procesu zatwierdzania wniosku. Prowadzi to do sytuacji, w której część mieszkań objętych programami dostępnego cenowo budownictwa pozostaje pusta.
W Austin wskaźnik pustostanów w całym sektorze mieszkań przystępnych cenowo wynosi prawie 16 procent, co odpowiada ponad 4500 wolnym lokalom. Za zdrowy dla rynku poziom uznaje się około 5 procent.
W Denver wskaźnik pustostanów wśród mieszkań dla osób osiągających 60 procent AMI, finansowanych za pomocą federalnego programu ulg podatkowych, wynosi 13 procent. Wśród lokali przeznaczonych dla osób osiągających 80 procent AMI jest jeszcze wyższy i sięga 21 procent.
Jednocześnie w mieście nadal brakuje mieszkań dla najbiedniejszych mieszkańców. Podobna sytuacja występuje w Portland, gdzie niedobór lokali dla osób o najniższych dochodach współistnieje z ponad 1700 pustymi mieszkaniami zaliczanymi do przystępnych cenowo.

Portland, Oregon
Ogólny wskaźnik pustostanów w tym segmencie w Portland wynosi 7,5 procent. Większość tych lokali przeznaczona jest dla osób osiągających 60 procent AMI, czyli około 54 tysiące dolarów rocznie w przypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego.
Różnica w czynszu wynosi niewiele ponad 100 dolarów
Maksymalny czynsz w takich mieszkaniach w Portland wynosi 1444 dolary miesięcznie. Tymczasem średnia cena wynajmu rynkowego mieszkania z jedną sypialnią to około 1581 dolarów.
Najbiedniejsi nadal czekają na własne mieszkanie
Konsekwencje niedoboru najbardziej dostępnych cenowo mieszkań ponoszą osoby, które nie są w stanie sprostać nawet obniżonym stawkom czynszów. Część z nich trafia do schronisk lub pozostaje bezdomna, a inni przeznaczają na mieszkanie tak dużą część dochodów, że brakuje im pieniędzy na pozostałe podstawowe potrzeby.
Źródło: baynews9
Foto: Spicypepper999, istock/ monkeybusinessimages/tfoxfoto/Quintin Soloviev/ Gregory Clifford/
News USA
Nowe szczegóły nieudanej egzekucji w Tennessee. Christa Pike przeszła tortury
Nowe dokumenty sądowe ujawniają szczegóły nieudanej egzekucji 50-letniej Christy Pike w Tennessee. Kobieta przeżyła podanie dwóch dawek pentobarbitalu, a wcześniej personel przez niemal godzinę miał problemy z założeniem wkłuć dożylnych. Po egzekucji Pike trafiła do szpitala, gdzie przez kilka dni była podłączona do respiratora.
Egzekucję przeprowadzono 30 września. Christa Pike została skazana na śmierć za torturowanie i zamordowanie w 1995 roku swojej koleżanki Colleen Slemmer. Zbrodni dopuściła się wspólnie ze swoim chłopakiem, mając zaledwie 18 lat. Była jedną z najmłodszych kobiet, wobec których orzeczono karę śmierci w Stanach Zjednoczonych.
W czwartek jej adwokat Randy Spivey przedstawił sądowi dokument szczegółowo opisujący przebieg egzekucji. Wynika z niego, że personel wielokrotnie bezskutecznie próbował założyć wkłucia dożylne, a część żył mogła zostać uszkodzona jeszcze przed podaniem śmiertelnego środka.
Niemal godzina prób założenia wkłuć
Według relacji adwokata przygotowania rozpoczęły się o 6:34 PM. Zgodnie z procedurami obowiązującymi w Tennessee personel miał założyć dwa wkłucia dożylne. Pierwsze, w prawym ramieniu, udało się wykonać po około sześciu minutach. Znacznie większe trudności pojawiły się przy próbach uzyskania dostępu do żyły w lewym ramieniu.
Personel wykorzystał około dziesięciu igieł, próbując różnych miejsc na obu rękach. Christa Pike sama podpowiadała, aby poszukać odpowiedniej żyły w górnej części ramienia. Podczas kolejnych prób kobieta krzywiła się z bólu, a członkowie zespołu wyrażali wątpliwości, czy wkłucia zostały wykonane prawidłowo.
O 6:57 PM jeden z pracowników podejrzewał uszkodzenie żyły, jednak pozostali nie byli w stanie tego potwierdzić. Podczas następnej próby wyciągnięta igła miała być wyraźnie wygięta. O 7:07 PM ponownie pojawiło się podejrzenie uszkodzenia naczynia krwionośnego.
Dopiero o 7:13 PM zespół uznał, że udało się prawidłowo założyć wkłucie w lewym ramieniu. Następnie unieruchomiono ręce skazanej i podłączono ją do monitora pracy serca. Adwokat zaznaczył jednak, że personel miał również trudności z przepuszczeniem roztworu soli fizjologicznej przez ostatnie wkłucie.

Christa Pike
Skazana skarżyła się na silny ból i pieczenie
Około pięciu minut po zakończeniu przygotowań do komory egzekucyjnej zaczęły napływać telefony z sąsiedniego pomieszczenia, w którym personel odpowiadał za podawanie pentobarbitalu. Według Spiveya rozmowy dotyczyły prawdopodobnie konieczności ponownego sprawdzania wkłucia w lewym ramieniu.
Nie ustalono dokładnie, kiedy rozpoczęto podawanie leku. O 7:34 PM Christa Pike zgłosiła jednak silny ból i pieczenie ramienia, opisując wrażenie, jakby miało ono pęknąć. Przez następne dziesięć minut pozostawała w kontakcie ze swoim doradcą duchowym, po czym zaczęła wydawać niepokojące odgłosy przypominające chrapanie.
Przez kolejne pół godziny kobieta napinała ciało, wzdrygała się, poruszała głową i sprawiała wrażenie, że ma trudności z oddychaniem. Spivey próbował w tym czasie skontaktować się telefonicznie z innymi prawnikami, ale zamiast skorzystać z telefonu w pomieszczeniu dla świadków egzekucji, został przeprowadzony przez więzienie trasą, której pokonanie zajęło około siedmiu minut.

Christa Pike
Adwokaci domagali się przerwania egzekucji
O 8:22 PM Randy Spivey skontaktował się z pozostałymi obrońcami i zwrócił się o podjęcie działań zmierzających do zatrzymania egzekucji. Wskazał, że procedury Tennessee przewidują podanie drugiej dawki pentobarbitalu, jeśli pierwsza nie spowoduje śmierci, ale nie określają dalszego postępowania w przypadku przeżycia obu dawek.
Po powrocie do pomieszczenia dla świadków adwokat poinformował zastępcę prokuratora generalnego, że Christa Pike wymaga natychmiastowej pomocy medycznej. O 8:50 PM przekazano mu informację, że karetka jest już w drodze. Dwadzieścia minut później dowiedział się, że personel medyczny prowadzi działania ratujące życie.
O 9:14 PM zauważono karetkę przybywającą do szpitala. Pike przeżyła podanie dwóch dawek pentobarbitalu i została hospitalizowana. Przez kilka dni oddychała przy pomocy respiratora, a jej stan był na tyle poważny, że obrońcy nie spodziewali się, iż przeżyje. Ostatecznie kobieta odzyskała przytomność. Po zakończeniu leczenia została wypisana ze szpitala i przewieziona z powrotem do więzienia.
Nieudana egzekucja wywołała kolejne pytania
Sprawa ponownie zwróciła uwagę na sposób wykonywania wyroków śmierci w Tennessee. Dokument przedstawiony przez Spiveya został złożony w ramach odrębnego postępowania, w którym więźniowie skazani na śmierć kwestionują obowiązujące w stanie procedury podawania śmiertelnych zastrzyków.
Kit Thomas, prawnik reprezentujący skazanych w tej sprawie, ocenił, że nieudana egzekucja potwierdza wcześniejsze ostrzeżenia dotyczące ryzyka poważnych błędów podczas wykonywania kary śmierci. Jego zdaniem bez zasadniczych zmian podobne sytuacje mogą się powtarzać.
Przypadek Christy Pike stawia również pytania o przygotowanie personelu medycznego, skuteczność stosowanych procedur oraz zasady udzielania pomocy osobie, która przeżyje podanie przewidzianych protokołem dawek śmiertelnego leku.
Źródło: AP
Foto: YouTube
News USA
Rząd deportował około 660 tysięcy osób w ciągu roku. Nowy raport ujawnia skalę działań
Administracja Prezydenta Donalda Trumpa znacząco zwiększyła liczbę deportacji ze Stanów Zjednoczonych. Według opublikowanego w czwartek raportu Migration Policy Institute w ostatnim roku fiskalnym deportowano około 660 tysięcy osób. To jednak znacznie mniej niż milion deportacji rocznie zapowiadany przez Biały Dom.
Analiza Migration Policy Institute (MPI) wskazuje, że w ciągu pierwszych 18 miesięcy drugiej kadencji Donalda Trumpa amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego przeprowadził około 980 tysięcy deportacji. W pierwszym roku drugiej administracji prezydenta liczba ta wyniosła około 620 tysięcy.
W ostatnim roku fiskalnym, gdy działania służb imigracyjnych zostały wyraźnie zintensyfikowane, liczba deportacji wzrosła do szacowanych 660 tysięcy. To o 26 procent więcej niż średnia roczna z lat 2021–2024, przypadających na prezydenturę Joe Bidena.
Więcej deportacji, ale daleko do historycznego rekordu
Mimo wzrostu liczby zatrzymań obecne wyniki pozostają poniżej historycznych rekordów. W 2000 roku, za prezydentury Billa Clintona, odnotowano 1,86 miliona deportacji. Administracja Trumpa nie osiągnęła również zapowiadanego poziomu miliona deportacji rocznie, mimo otrzymania od Kongresu wielomiliardowych środków na zaostrzenie polityki imigracyjnej.
Eksperci wskazują, że realizację tych planów utrudnia zmieniająca się struktura migracji. Dawniej większość osób przebywających w USA bez odpowiedniego statusu pochodziła z Meksyku. Obecnie migranci przybywają z wielu państw, co komplikuje procedury ich odsyłania. Dodatkowym problemem są ogromne zaległości w sądach imigracyjnych.
Coraz więcej zatrzymań wewnątrz Stanów Zjednoczonych
Raport pokazuje również, że służby coraz częściej zatrzymują osoby mieszkające w USA od dłuższego czasu, a nie tylko migrantów przekraczających granicę. W 2025 roku około 28 procent deportowanych stanowiły osoby zatrzymane wewnątrz kraju. Do lipca 2026 roku odsetek ten wzrósł do 39 procent.
Jednocześnie osoby zatrzymane początkowo na południowej granicy nadal stanowią większość deportowanych. Między 20 stycznia 2025 roku a 31 lipca 2026 roku odpowiadały za 69 procent wszystkich deportacji.
Osoby mieszkające w Stanach Zjednoczonych od wielu lat mają zazwyczaj więcej możliwości kwestionowania decyzji o wydaleniu przed sądem. W przypadku migrantów zatrzymanych na granicy władze federalne mogą częściej korzystać z przyspieszonych procedur deportacyjnych.

Rekordowa liczba dobrowolnych wyjazdów
Migration Policy Institute odnotował także rekordowy poziom dobrowolnych wyjazdów. Od powrotu Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 roku około 170 tysięcy osób zrezygnowało z dalszego prowadzenia spraw przed sądami imigracyjnymi i zgodziło się opuścić Stany Zjednoczone.
Dobrowolny wyjazd może w niektórych przypadkach umożliwić późniejszy legalny powrót do USA. Organizacje wspierające imigrantów oraz prawnicy zwracają jednak uwagę, że część zatrzymanych podejmuje taką decyzję przede wszystkim po to, aby zakończyć pobyt w ośrodkach detencyjnych Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE).
Większość deportowanych bez wyroków karnych
Autorzy raportu wskazują, że większość deportowanych nie była wcześniej skazana za przestępstwo. Jest to istotne w kontekście deklaracji administracji Trumpa, która przedstawia swoje działania jako wymierzone przede wszystkim w najbardziej niebezpiecznych przestępców.

Podobne wnioski pojawiały się również we wcześniejszych analizach danych imigracyjnych. Wyniki pokazują, że zaostrzone działania służb obejmują znacznie szerszą grupę osób niż tylko imigrantów z przeszłością kryminalną.
Rozbieżności w oficjalnych danych
Raport MPI opiera się na publicznie dostępnych informacjach oraz dokumentach uzyskanych na podstawie federalnej ustawy o dostępie do informacji publicznej. Od stycznia 2025 roku Departament Bezpieczeństwa Krajowego nie publikuje regularnie szczegółowych statystyk deportacyjnych, co utrudnia niezależną ocenę działań administracji.
We wtorek Biały Dom przedstawił własne zestawienie osiągnięć w polityce imigracyjnej, informując, że podczas drugiej kadencji Donalda Trumpa deportowano lub usunięto z kraju 1,2 miliona migrantów. Liczba ta różni się od ustaleń Migration Policy Institute, a przyczyny rozbieżności nie zostały dotychczas wyjaśnione.
Źródło: cbs
Foto: YouTube, ICE
News USA
18-miesięczne dziecko uznano za zmarłe. Po 5 godzinach w kostnicy odkryto, że żyje
Wstrząsająca historia z Arizony ponownie budzi pytania o postępowanie personelu medycznego. 18-miesięczny Vincent Fiordilino, uznany za zmarłego po niemal utonięciu w przydomowym basenie, został znaleziony żywy w szpitalnej kostnicy ponad pięć godzin później. Jego matka twierdzi, że jeszcze podczas pożegnania słyszała oddech syna.
Do zdarzenia doszło 8 lutego 2026 roku w Gilbert w Arizonie. Chłopiec został znaleziony twarzą w dół w rodzinnym basenie podczas spotkania zorganizowanego z okazji Super Bowl. Około 5:38 PM wezwano pomoc, a jeden z krewnych rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową.
Dziecko przewieziono do Mercy Gilbert Medical Center, gdzie lekarze kontynuowali działania ratunkowe. O 6:20 PM dr Aryan Toosi stwierdził zgon chłopca, informując rodziców, że dalsze próby ratowania życia mogłyby jedynie przedłużyć jego cierpienie.
Matka słyszała oddech dziecka
30-letnia Alexus Fiordilino przyznała, że podczas pożegnania z synem wydawało jej się, iż chłopiec nadal oddycha. Lekarz wyjaśnił jednak, że obserwowane ruchy są oddechami agonalnymi, które mogą występować po ustaniu skutecznego krążenia. Kobieta zaufała tej ocenie.
Jak wynika z raportu policyjnego, również funkcjonariusze obecni w szpitalu zauważyli oznaki przypominające oddychanie. Jeden z detektywów odnotował podobne zjawisko około 7:18 PM, a następnie ponownie podczas fotografowania ciała. Personel medyczny tłumaczył je skutkami wcześniejszej resuscytacji.
O 7:23 PM zamknięto drzwi chłodzonego pomieszczenia pełniącego funkcję kostnicy. Dopiero o 11:52 PM pracownik zespołu medycyny sądowej, który przybył po ciało, odkrył, że Vincent oddycha. Rodziców natychmiast powiadomiono, a dziecko przetransportowano śmigłowcem do Phoenix Children’s Hospital.
Rodzina kwestionuje decyzje lekarza
Po ponad ośmiu miesiącach od dramatycznych wydarzeń Alexus Fiordilino publicznie opowiedziała o przeżyciach rodziny. Przyznała, że wiadomość o odnalezieniu syna żywego przyniosła jej i mężowi, Angelo, ogromną ulgę, choć późniejsze konsekwencje zdrowotne okazały się bardzo poważne.
Pełnomocnik rodziny, John Brewer, zapowiedział złożenie formalnej skargi przeciwko dr. Aryanowi Toosiemu oraz szpitalowi. Według prawnika analiza dokumentacji medycznej wskazuje, że część kluczowych wyników badań, na które lekarz miał się powoływać, podejmując decyzję o zakończeniu resuscytacji, była dostępna dopiero po stwierdzeniu zgonu.
Brewer przekazał zgromadzoną dokumentację policji w Gilbert, która skierowała materiały do biura prokuratora generalnego Arizony. W środę urząd poinformował, że nie podjął jeszcze decyzji o przeprowadzeniu własnej analizy sprawy.
Stan zdrowia chłopca pozostaje poważny
Vincent przebywa obecnie w domu z rodziną, jednak doznał ciężkiego uszkodzenia mózgu. Według prawnika chłopiec nie potrafi samodzielnie przełykać, siadać ani raczkować, a także doświadcza napadów drgawkowych. Matka podkreśla, że jego stan stopniowo się poprawia. Na jego leczenie założono zbiórkę na platformie GoFundMe.

Basen przy domu w Arizonie, w którym znaleziono Vincenta Fiordilino.
Rodzice nie usłyszeli zarzutów
Sprawa była również przedmiotem dochodzenia dotyczącego okoliczności wypadku w basenie. Policja w Gilbert rekomendowała postawienie obojgu rodzicom zarzutów znęcania się nad dzieckiem w związku z utratą nad nim nadzoru. W raporcie wskazano, że oboje przyznali się do palenia marihuany rano w dniu zdarzenia.
W lipcu prokurator powiatu Maricopa Rachel Mitchell ogłosiła jednak, że Alexus i Angelo Fiordilino nie zostaną oskarżeni.
Rodzina koncentruje się obecnie na opiece nad Vincentem, jednocześnie domagając się wyjaśnienia, dlaczego chłopiec został uznany za zmarłego mimo późniejszych obserwacji wskazujących na możliwe oznaki życia.
Źródło: nbc
Foto: YouTube, GoFundMe, Gilbert Police Department
-
News USA1 tydzień temuOsiem stanów pozywa OpenAI. Zarzuty dotyczą bezpieczeństwa dzieci korzystających z ChatGPT
-
News Chicago3 tygodnie temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
News USA1 tydzień temuDepartament Sprawiedliwości grozi Kalifornii pozwem o głosowanie osób bez obywatelstwa USA
-
News Chicago4 tygodnie temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago
-
News USA2 tygodnie temuICE postrzeliło mężczyznę w Nowym Jorku. Burmistrz żąda likwidacji federalnej agencji
-
News Chicago3 dni temuPolski neurochirurg dr Maciej Leśniak przyjęty do prestiżowej National Academy of Medicine
-
News Chicago1 tydzień temuRekordową kwotę ponad 260 mln USD dostaną osoby poszkodowane przez byłego policjanta
-
Polonia Amerykańska1 tydzień temuDzień Góralski w Muzeum Polskim w Ameryce. Poznaj podhalańskie tradycje weselne











