Kościół
Dominikanka z Kamerunu: Posługa misyjna to najpiękniejsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała
Gdy patrzę na radość dzieci, które przybiegają i pokazują co udało im się napisać w zeszycie, to czuję, że życie moje ma sens, że więcej nic mi nie potrzeba. Posługa misyjna to najpiękniejsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Mam świadomość tego, że jest to moja droga, którą żyję tu i teraz. Dziękuję Bogu za to, że kieruje moim życiem i nadaje mu głębszy wymiar – mówi Family News Service s. Rachela Kaczmarek, misjonarka ze Zgromadzenia Sióstr św. Dominika.
Siostra Rachela Kaczmarek od czterech lat pracuje na misji w Garoua Boulaï. Przez ten czas zetknęła się z tysiącami ludzkich historii. Dominikanka prowadzi świetlicę dla ubogich dzieci – przygotowuje dla nich posiłki i pomaga im w nauce czytania i pisania.
W rozmowie z Family News Service opowiada m.in. o tym jak wygląda życie sierot w Kamerunie, co jest najtrudniejsze w codziennej posłudze i jak na pracę misjonarek reaguje miejscowa ludność.
Jaka wygląda misyjna codzienność?
S. Rachela Kaczmarek: Bywa różnie. Nie zawsze jest kolorowo. Czasami przychodzą takie momenty, że mam ochotę spakować walizki i wyjechać do Polski. Brakuje mi zwyczajnej codzienności.
Każdy dzień to balansowanie na granicy życia i śmierci. Sytuacja polityczna jest niestabilna. Miejscowość Garoua Boulaï sąsiaduje z Republiką Środkowej Afryki, gdzie często dochodzi do konfliktów. Póki co, u nas jest w miarę spokojnie, ale nigdy nie można przewidzieć tego, co wydarzy się kolejnego dnia.
Jak ludzie reagują na waszą pracę?
Dostrzegają naszą pracę i nas potrzebują.
Ostatnio do naszego domu przyszedł mężczyzna. Przyniósł koguta. Powiedział, że chciałby się nam odwdzięczyć za to, co robimy dla mieszkańców Garoua Boulaï. Tłumaczył, że ten kogut to jego jedyny dobytek, ale on chce się nim z nami podzielić. Wzrusza mnie dobroć ludzi i ich ogromna wdzięczność.
Co jest dla siostry najtrudniejsze w posłudze?
Dla mnie osobistą trudnością jest tęsknota za bliskimi. Jestem bardzo związana z rodziną. Oczywiście, utrzymujemy kontakt telefoniczny i internetowy, ale to za mało.
Brakuje mi udziału w uroczystościach rodzinnych i spotkań wśród przyjaciół, którzy mieszkają w Polsce. Ale wiem, że codzienna posługa niesie w sobie ogromną wartość. I to ludzie, którym tu służymy motywują mnie do dalszej pracy i podejmowania kolejnych zadań.

Czego teraz najbardziej brakuje siostry podopiecznym?
Pod opieką mamy ok. 40-50 dzieci, w zależności od dnia. Są to dzieci z programu adopcyjnego. Szukamy maluchom rodzin w Polsce, które chciałyby adoptować konkretne dziecko. Rodziny opłacają dziecku naukę w szkole i finansują zakup wyprawki szkolnej.
Dzieci przychodzą do naszej świetlicy w godzinach od 14.00 do 17.00 i w tym czasie spożywają jeden, ciepły posiłek.
Dla większości z nich to jest jedyny posiłek, który zjedzą w ciągu dnia.
Przychodzą do nas także półsieroty, sieroty i dzieci mieszkające „u sąsiadki” – te ostatnie są traktowane jak niewolnicy.
Mają zapewniony dach nad głową, ale na wszystko muszą sobie zasłużyć dobrym zachowaniem, posłuszeństwem. A na miłość, radość, poczucie bezpieczeństwa żadne dziecko nie powinno zasługiwać, bo to są bezinteresowne dary.
To wynika z ich afrykańskiej kultury i tradycji?
Dzieci w Afryce traktowane są jako błogosławieństwo. Rodzi się ich tu naprawdę wiele. Mówi się, że Kamerun to kraj dzieci, ale one są niestety zaniedbywane. Rodzina cieszy się jak na świat przychodzi dziecko, ale jak tylko stanie na nogi to jest pozostawiane same sobie.
Kiedy przejeżdżamy samochodem przez wioski często przy przydrożnych zamkniętych chatach widać siedzące malutkie dzieci, zdarza się, że nawet dwuletnie. W tym czasie rodzice pracują na polu, które jest oddalone od miejsca zamieszkania cztery, a nieraz nawet i osiem kilometrów.
Pozostawione dziecko siedzi przed domem bez jedzenia i picia. Bo niestety w Afryce panuje zasada – „przetrwa tylko najsilniejszy”.

W Afryce jest wiele niedożywionych dzieci. Do nich skierowany jest projekt „Rzeka mleka dla Kamerunu”?
Projekt „Rzeka mleka dla Kamerunu” rozpoczął się ponad rok temu. Pewna kobieta przyszła do naszego domu i pozostawiła 9-miesięcznego synka. Tłumaczyła, że to nie ona urodziła to dziecko, że zostało jej podrzucone. Te informacje okazały się nieprawdziwe.
Powiedziała również, że jeśli nie weźmiemy tego chłopca do siebie, to ona zostawi go pod bramą domu. Dziecko trzeba było karmić mlekiem, a my nie mogłyśmy nigdzie go dostać. Po Józefie pojawiło się jeszcze jedno dziecko, potem kolejne. Wśród nich są dzieci, które są sierotami, półsierotami lub zostały porzucone tuż po porodzie.
Jak wygląda życie miejscowej ludności?
Mieszkamy w miejscowości, gdzie 95 proc. ludności stanowią muzułmanie. To są nasi najlepsi przyjaciele. Żyjemy z nimi w zgodzie. W Afryce jest mnóstwo różnych religii, także wiele sekt, ale póki co, u nas, nie doszło do żadnego konfliktu na tle religijnym.
W Republice Środkowej Afryki bardzo wiele kobiet trudni się prostytucją. Ten zawód stał się dla nich jedynym środkiem utrzymania rodziny. Nie wszystkim kobietom można pomóc.
Ostatnio uczestniczyłam w pogrzebie jednej z kobiet. Zmarła na AIDS. Jej córka, 5-letnia Jeanine, jest naszą podopieczną. Przed śmiercią, kobieta poprosiła nas o opiekę nad dzieckiem.

Bardzo przeżywałam ten pogrzeb. Zamówiłyśmy trumnę, którą następnie trzeba było zawieźć na cmentarz. Dla mnie to było zupełnie nowe doświadczenie. Koleżanki przyszły ją pożegnać i ten ich widok bardzo mną wstrząsnął.
To ostatnie pożegnanie koleżanki było dla nich tak ważne. Niektóre dojechały na miejsce specjalnymi taksówkami – motorkami, bo chciały być przy trumnie z ciałem tej, którą znały.
Co daje siostrze ta posługa na misji?
Poczucie, że jestem potrzebna. Czuję radość, gdy widzę, że kolejnym osobom można pomóc. Jestem wdzięczna Bogu za to, że mogłam zmienić czyjeś życie. Gdy patrzę na uśmiech dzieci, które przychodzą do nas, przytulają się, przybiegają i pokazują co udało im się napisać w zeszycie, to czuję, że życie ma sens, że więcej nic mi nie potrzeba.
Posługa misyjna to najpiękniejsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Mam świadomość tego, że jest to moja droga, którą żyję tu i teraz.
Dziękuję Bogu za to, że kieruje moim życiem i nadaje mu głębszy wymiar.
Siostro, jak odkryć swoje powołanie?
Myślę, by stopniowo odkrywać to, co staje przed nami i nie mieć obaw, aby za tym pójść. Ludzie mają problem z podjęciem decyzji i brakuje im gotowości, aby wziąć odpowiedzialność za dokonany wybór.
W odkrywaniu powołania ważna jest determinacja, aby nie bać się trwać przy czymś, co być może nam jeszcze nie za bardzo wychodzi. Pokój serca nie zawsze przychodzi od razu, dlatego warto pewne dylematy i wątpliwości powierzyć Panu Bogu na modlitwie.
Sama obserwuję z iloma rzeczami się zmagam i wcale nie jest mi łatwo wytrwać. Ale staram się chwytać ten, konkretny dzień życia, aby przeżyć go maksymalnie jak tylko się da. Bo on może być tym ostatnim.

*
W piątek 4 listopada we wspomnienie św. Karola Boromeusza, postulatora organizowania seminariów duchownych, Papieskie Dzieła Misyjne w Polsce zapraszają do wsparcia modlitewnego i materialnego seminariów duchownych na terenach misyjnych.
10. edycja AdoMiS (Adoptuj Misyjnych Seminarzystów) trwa cały rok i przez cały ten okres można do niej dołączać.
Celem inicjatywy jest wsparcie duchowe i materialne przyszłych kapłanów w krajach misyjnych. To wyraz troski o powołania.
W akcję można włączyć się poprzez codzienną modlitwę za adoptowanych seminarzystów, a także jedną z form pomocy finansowej. Można to uczynić indywidualnie lub w grupie parafialnej, wspólnotowej czy koleżeńskiej.
Zebrane fundusze przeznaczone są przede wszystkim na utrzymanie seminariów w krajach misyjnych, w tym na budowę i remont budynków, zakup książek i wszelkiego rodzaju sprzętu i narzędzi pracy.
Więcej: https://missio.org.pl/
Family News Service
Foto: archiwum S. Racheli Kaczmarek
News USA
Leon XIV po operacji nowotworu płuca. Szok w Watykanie i niepewność co do dalszych planów
Diagnoza nowotworu płuca u papieża Leona XIV wywołała ogromne zaskoczenie w Watykanie i postawiła pod znakiem zapytania najbliższe plany głowy Kościoła katolickiego. We wtorek 13 października 71-letni papież przeszedł operację w rzymskiej Poliklinice Gemelli, podczas której lekarze usunęli dolny płat jego prawego płuca. Badania potwierdziły obecność gruczolakoraka, jednego z najczęstszych złośliwych nowotworów płuc. Choć wstępne oceny medyczne są optymistyczne, konieczne będą dalsze badania, a listopadowa podróż papieża do Ameryki Południowej pozostaje niepewna.
Watykan poinformował o wynikach operacji we wtorek wieczorem. Zabieg zakończył się pomyślnie, jednak potwierdzenie nowotworu złośliwego wywołało poruszenie zarówno wśród najbliższych współpracowników papieża, jak i wiernych na całym świecie.
Włoskie gazety w środowych wydaniach zwracają uwagę, że diagnoza jest szczególnie zaskakująca ze względu na dotychczasowy stan zdrowia Leona XIV. Pochodzący z Chicago papież uchodził za osobę wyjątkowo sprawną fizycznie, regularnie uprawiającą sport i prowadzącą aktywny tryb życia.
Operacja zakończona sukcesem, ale diagnoza jest poważna
Podczas zabiegu przeprowadzonego w Poliklinice Gemelli lekarze usunęli papieżowi dolny płat prawego płuca. Badanie potwierdziło, że wykryta zmiana była gruczolakorakiem płuca, czyli jednym z najczęściej występujących rodzajów złośliwego nowotworu tego narządu.
Według informacji przedstawionych po operacji guz został usunięty, a wstępne prognozy lekarzy są korzystne. Jednocześnie podkreślono konieczność przeprowadzenia kolejnych badań, które pozwolą dokładniej ocenić stan zdrowia papieża i ustalić dalsze postępowanie medyczne.
Włoski dziennik „La Repubblica” zwrócił uwagę, że chociaż operacja zakończyła się sukcesem, sama diagnoza jest poważna. Gazeta podkreśliła również przejrzystość komunikatów Watykanu dotyczących stanu zdrowia Leona XIV.
Szok w Kurii Rzymskiej. Papież uchodził za okaz zdrowia
Potwierdzenie choroby wywołało ogromne zaskoczenie w Kurii Rzymskiej. Jeszcze kilka dni wcześniej Leon XIV był postrzegany jako energiczny i wysportowany przywódca Kościoła, którego kondycja fizyczna wyraźnie odróżniała go od poprzednika w ostatnim okresie pontyfikatu.

„La Repubblica” przypomniała, że papież, który przybył do Watykanu z Chicago i przez wiele lat pracował jako misjonarz w Peru, zawsze przywiązywał dużą wagę do aktywności fizycznej. We wtorki zwykle przeznaczał czas na odpoczynek, pływanie, grę w tenisa oraz jazdę konną w papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo.
Jeszcze przed wyborem na Stolicę Piotrową regularnie korzystał z siłowni. Po przeprowadzce do Pałacu Apostolskiego polecił nawet wyposażyć jedno z pomieszczeń w sprzęt do ćwiczeń, aby nadal móc dbać o kondycję.
Włoscy komentatorzy podkreślają, że właśnie ten wizerunek zdrowego i aktywnego papieża sprawił, iż informacja o nowotworze została przyjęta z tak wielkim niedowierzaniem. Rozpoczęty w maju 2025 roku pontyfikat Leona XIV może teraz wkroczyć w nowy etap, w którym kwestie zdrowotne będą miały istotny wpływ na jego działalność.
Przed szpitalem Gemelli ponownie zgromadzili się dziennikarze
Rzymski dziennik „Il Messaggero” zwrócił uwagę, że przed Polikliniką Gemelli ponownie pojawiły się liczne ekipy telewizyjne i dziennikarze. Podobne sceny rozgrywały się w ubiegłym roku, gdy świat śledził stan zdrowia papieża Franciszka podczas jego długiej hospitalizacji.
Gazeta podkreśliła, że niewiele osób mogło przypuszczać, iż zaledwie półtora roku później w tym samym szpitalu znajdzie się kolejny papież, tym razem z powodu choroby nowotworowej. Szczególnie zaskakujący jest fakt, że chodzi o 71-letniego Amerykanina, który jeszcze niedawno sprawiał wrażenie człowieka cieszącego się doskonałym zdrowiem.
Według relacji prasowych Leon XIV przybył do szpitala spokojny, zachowując się niemal tak, jakby udawał się na kolejne spotkanie duszpasterskie. W następnych godzinach przed placówką panowała atmosfera oczekiwania, w której nadzieja na pomyślny wynik operacji mieszała się z obawami o zdrowie głowy Kościoła.

Lekarze są ostrożnymi optymistami. Konieczne dalsze badania
Wstępne oceny lekarzy po operacji są optymistyczne. Jak odnotował „Il Messaggero”, na obecnym etapie nie mówi się o konieczności zastosowania chemioterapii, choć ostateczne decyzje dotyczące dalszego leczenia będą zależały od wyników kolejnych badań.
Usunięcie guza stanowi ważny etap leczenia, ale nie oznacza zakończenia całego procesu diagnostycznego. Specjaliści muszą ocenić stan pacjenta po zabiegu oraz ustalić, jakie dalsze działania będą niezbędne.
Watykan nie przedstawił dotychczas szczegółowego harmonogramu powrotu Leona XIV do pełnej aktywności. Możliwe są również zmiany w kalendarzu spotkań, uroczystości i podróży apostolskich.
Listopadowa podróż do Ameryki Południowej pod znakiem zapytania
Jedną z najważniejszych niewiadomych pozostaje planowana na listopad podróż papieża do Ameryki Południowej. Leon XIV zamierzał odwiedzić Urugwaj, Argentynę oraz Peru, kraj szczególnie bliski mu ze względu na wieloletnią pracę misyjną.

Dziennik „Corriere della Sera” zwrócił uwagę, że po tak poważnej operacji realizacja tego planu może okazać się trudna. Podróż wiązałaby się z wielogodzinnymi lotami oraz intensywnym programem spotkań i uroczystości.
Claudio Micheletto z Włoskiego Stowarzyszenia Pneumologów Szpitalnych ocenił, że obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić, czy papież będzie w stanie odbyć pielgrzymkę w zaplanowanym terminie. Specjalista przypomniał, że choć pacjenci po podobnych zabiegach mogą już po około tygodniu chodzić i stopniowo wracać do sprawności, nie oznacza to pełnego zakończenia rekonwalescencji.
Micheletto zwrócił uwagę, że do planowanego wyjazdu pozostałoby około 20 dni. Jego zdaniem może to być zbyt krótki okres, aby po operacji płuca bezpiecznie podjąć tak długą i wymagającą podróż.

Choroba papieża może wpłynąć na działalność Watykanu
Włoska „La Stampa” podkreśliła powagę sytuacji, zwracając uwagę na znaczenie potwierdzonej diagnozy gruczolakoraka płuca. Zdaniem dziennika choroba papieża jest poważnym wyzwaniem dla działalności Stolicy Apostolskiej, szczególnie w okresie międzynarodowych konfliktów i działań dyplomatycznych podejmowanych przez Watykan.
Gazeta przypomniała również reakcję watykańskiego sekretarza stanu, kardynała Pietro Parolina, na wcześniejsze informacje o stanie zdrowia Leona XIV. Kardynał przyznał, że niedzielne oświadczenie papieża o wykrytym guzku w płucu było dla jego współpracowników ogromnym zaskoczeniem.
Informacja o nowotworze pojawiła się w momencie, gdy Leon XIV dopiero umacniał kierunek swojego pontyfikatu rozpoczętego w maju 2025 roku. Ewentualne ograniczenie jego aktywności może wymagać zmian w planach duszpasterskich i dyplomatycznych Stolicy Apostolskiej.
Watykan oczekuje na kolejne wyniki badań
Najbliższe dni będą istotne dla oceny stanu zdrowia papieża i określenia dalszego postępowania. Lekarze muszą przeprowadzić zaplanowane badania, a ich wyniki pomogą ustalić, kiedy Leon XIV będzie mógł bezpiecznie powrócić do codziennych obowiązków.
Choć zabieg zakończył się pomyślnie, a wstępne informacje dają podstawy do ostrożnego optymizmu, Watykan nie przesądza jeszcze o możliwości realizacji wszystkich wcześniej zaplanowanych wydarzeń.
Największą niewiadomą pozostaje listopadowa pielgrzymka do Urugwaju, Argentyny i Peru. Ostateczne decyzje dotyczące podróży oraz dalszego kalendarza papieża będą zależały przede wszystkim od wyników badań i przebiegu rekonwalescencji po operacji.

Brat papieża także leczy się na nowotwór
Louis Prevost, starszy brat papieża Leona XIV mieszkający na Florydzie, choruje na szpiczaka mnogiego – poinformowała we wtorek stacja CBS News. Deborah Prevost nie ujawniła, w jakim stadium znajduje się choroba Louisa, przekazała jednak, że obecnie bierze on udział w badaniu klinicznym w lokalnym szpitalu, w którym jest leczony.
Według organizacji Multiple Myeloma Research Foundation szpiczak mnogi to nowotwór atakujący komórki plazmatyczne.
Chorobę u Louisa zdiagnozowano po raz pierwszy w 2017 roku, ale dzięki leczeniu w 2019 roku – obejmującemu terapię komórkami macierzystymi oraz udział w badaniu klinicznym – udało się utrzymać ją na „bardzo niskim poziomie”. Trzy miesiące temu nastąpił nawrót choroby.
Źródło: WP, cbs
Foto: YouTUbe, Vatican Media
News Chicago
Nowe pozwy przeciwko Archidiecezji Chicago twierdzą, że księżą wykorzystywali dzieci na South Side
Chicagowska kancelaria prawna Hart McLaughlin & Eldridge zapowiada pozwy przeciwko Archidiecezji Chicago w związku z zarzutami dotyczącymi wieloletniego wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży związanych z dawną parafią Holy Angels na South Side. Według kancelarii do nadużyć miało dochodzić w latach 1969–2002, a zapowiadane sprawy są pierwszymi z wielu pozwów przygotowywanych w imieniu osób, które twierdzą, że były ofiarami duchownych.
Kancelaria Hart McLaughlin & Eldridge ma przedstawić szczegóły spraw podczas konferencji prasowej zaplanowanej na wtorek w Chicago. Pozwy dotyczą zarzutów wobec duchownych, którzy w różnych okresach byli związani z parafią znaną wcześniej jako Holy Angels.
Według kancelarii wśród księży wymienianych w przygotowanych sprawach znajdują się ks. George Clements, ks. Paul Smith, ks. John Calicott oraz ks. Kenneth Brigham. Zarzuty dotyczą okresu obejmującego ponad trzy dekady, od 1969 do 2002 roku.
Pozwy w imieniu osób, które twierdzą, że były ofiarami
Hart McLaughlin & Eldridge informuje, że pozwy są składane w imieniu osób, które twierdzą, że jako dzieci doświadczyły wykorzystywania seksualnego. Wiele z nich to osoby czarnoskóre, a sprawy koncentrują się na zarzutach dotyczących działalności katolickich księży w zamieszkanych głównie przez czarnoskórą społeczność i historycznie niedostatecznie wspieranych dzielnicach South Side.
Zdaniem prawników reprezentujących skarżących sednem spraw jest zarzut, że instytucja, która powinna była zapewniać dzieciom bezpieczeństwo, nie zdołała ich ochronić. Kancelaria uważa, że postępowania nie powinny ograniczać się jedynie do oceny działań poszczególnych duchownych.
Prawnicy domagają się odpowiedzialności instytucjonalnej
Pełnomocnicy osób składających pozwy twierdzą, że sprawy mają dotyczyć także odpowiedzialności instytucjonalnej. Zarzucają, że instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo dzieci systematycznie nie wywiązywała się ze swoich obowiązków.
Kancelaria przedstawia zapowiadane pozwy jako kolejny etap działań zmierzających do ujawnienia dodatkowych faktów, dochodzenia sprawiedliwości oraz ustalenia odpowiedzialności za sposób, w jaki przez lata miały być traktowane zgłoszenia i przypadki dotyczące nieletnich.

Archidiecezja Chicago nie komentuje pozwów
Archidiecezja Chicago poinformowała, że nie komentuje toczących się spraw sądowych. Na obecnym etapie przedstawione informacje mają charakter zarzutów zawartych w przygotowywanych pozwach. Szczegóły dotyczące poszczególnych spraw oraz twierdzeń osób reprezentowanych przez kancelarię mają zostać przedstawione podczas konferencji prasowej.
Kancelaria Hart McLaughlin & Eldridge zapowiada jednocześnie, że przedstawiane obecnie sprawy mają być pierwszymi z wielu pozwów przeciwko Archidiecezji Chicago związanych z zarzutami dotyczącymi wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych związanych z dawną parafią Holy Angels.
Źródło: fox32
Foto: ourladyofafricachicago.org, YouTube
News USA
Leon XIV ma raka płuca. Operacja zakończyła się sukcesem, usunięto dolny płat prawego płuca
Badania przeprowadzone podczas operacji Leona XIV potwierdziły raka płuca. Watykan poinformował we wtorek, że u 71-letniego papieża zdiagnozowano gruczolakoraka płuca, a chirurdzy usunęli dolny płat jego prawego płuca. Operacja w rzymskiej Poliklinice Gemelli zakończyła się pomyślnie i bez komplikacji. Po wybudzeniu papież wrócił do swojego pokoju w szpitalu.
Diagnozę potwierdzono podczas badania tkanki pobranej w trakcie zabiegu. Jak poinformował Watykan w komunikacie medycznym, możliwość występowania gruczolakoraka płuca podejrzewano już na podstawie badań przeprowadzonych przed operacją.
Papież przebywał na sali operacyjnej przez około trzy godziny, natomiast sam zabieg trwał około 90 minut. Zespół medyczny usunął dolny płat prawego płuca. Po operacji Leon XIV wybudził się prawidłowo i po krótkiej obserwacji został przewieziony do pokoju na 10. piętrze szpitala.
„Operacja zakończyła się sukcesem i nie wystąpiły żadne komplikacje”
Zabieg przeprowadzono we wtorek po południu w Poliklinice Gemelli w Rzymie. Informacje medyczne przekazali dr Luigi Carbone oraz prof. Stefano Margaritora. To właśnie zespół kierowany przez Margaritorę, ordynatora chirurgii klatki piersiowej w Gemelli, miał przeprowadzić operację.
Leon XIV wcześniej tego dnia wszedł do szpitala głównym wejściem. Przed budynkiem czekały dziesiątki osób, do których papież pomachał przed rozpoczęciem hospitalizacji. Początkowo Watykan informował jedynie o operacji usunięcia guzka płuca. Dopiero badanie przeprowadzone podczas zabiegu potwierdziło, że zmiana była nowotworowa.
Guzek wykryto podczas rutynowych badań
Zmianę w płucu wykryto podczas regularnych badań. Leon XIV poinformował o niej publicznie podczas niedzielnej modlitwy w południe, zapowiadając jednocześnie, że niewielki i zlokalizowany guzek zostanie chirurgicznie usunięty.
Był to pierwszy poważny problem zdrowotny ujawniony publicznie podczas trwającego 17 miesięcy pontyfikatu Leona XIV. Amerykański papież zdecydował się przy tym na wyjątkowo otwarte informowanie o swoim stanie zdrowia i planowanym leczeniu.
Guzek płuca to niewielka nieprawidłowa zmiana o średnicy poniżej 3 cm, która może zostać wykryta podczas tomografii komputerowej klatki piersiowej. Tego rodzaju zmiany mogą być zarówno łagodne, jak i złośliwe.
![]()
Eksperci wskazywali na dobre rokowania przy wczesnym wykryciu
Jeszcze przed potwierdzeniem diagnozy specjaliści wskazywali, że w przypadku zmiany nowotworowej rokowania mogą być bardzo dobre, jeśli została ona wykryta i usunięta na wczesnym etapie. Dr Stephen Liu, specjalista w dziedzinie raka płuca z Lombardi Comprehensive Cancer Center przy Georgetown, podkreślał znaczenie pomyślnego zakończenia zabiegu bez niespodziewanych komplikacji.
Dr Lorenzo Spaggiari, dyrektor chirurgii klatki piersiowej w Europejskim Instytucie Onkologii w Mediolanie, który nie uczestniczy w leczeniu papieża, również wskazywał przed operacją, że przy zlokalizowanej zmianie tego rodzaju możliwości skutecznego leczenia są bardzo duże.
Dalsze badania zdecydują o ewentualnym leczeniu
Kluczowe znaczenie będą miały szczegółowe wyniki badań pooperacyjnych. Specjaliści wyjaśniają, że podczas tego rodzaju operacji badane są również węzły chłonne odprowadzające chłonkę z usuniętego segmentu lub płata płuca. Spaggiari wskazywał, że jeśli węzły chłonne okażą się wolne od komórek nowotworowych, co odpowiadałoby pierwszemu stadium choroby, rokowania byłyby bardzo dobre i dodatkowe leczenie mogłoby nie być potrzebne.

Nowoczesne technologie pozwalają na małoinwazyjne zabiegi
Przed operacją Spaggiari zwracał uwagę, że Poliklinika Gemelli dysponuje nowoczesnymi systemami umożliwiającymi zarówno pobranie materiału do biopsji, jak i przeprowadzenie operacji z wykorzystaniem technik robotycznych. Nie podano jednak, jaką dokładnie metodę zastosowano podczas zabiegu Leona XIV.
Jedną z dostępnych technologii jest robotyczna bronchoskopia ION, umożliwiająca pobieranie próbek z guzków o średnicy nawet 3 milimetrów. Technologia ta jest stosowana we Włoszech od około dwóch lat i znajduje się zarówno w Gemelli, jak i Europejskim Instytucie Onkologii.
Gemelli dysponuje również robotycznym systemem chirurgicznym. Przy takiej metodzie lekarz wykonuje cztery niewielkie nacięcia w klatce piersiowej, przez które wprowadzane są narzędzia robota da Vinci. Chirurg kontroluje ramiona urządzenia, obserwując pole operacyjne w wysokiej rozdzielczości i obrazie 3D.

Papież pozostanie w szpitalu
Po tego rodzaju operacji przewidywany jest około tygodniowy pobyt w szpitalu. Watykan już w poniedziałek odwołał wszystkie audiencje Leona XIV do 20 października, dając papieżowi czas na rekonwalescencję.
Poliklinika Gemelli posiada specjalny apartament papieski z prywatną kaplicą na 10. piętrze, z którego korzystali poprzedni papieże. Leon XIV przebywa jednak w pobliskim pokoju, ponieważ papieski apartament jest obecnie remontowany.
Podróż do Ameryki Południowej pozostaje w planach
Stan zdrowia i tempo rekonwalescencji zdecydują również o możliwości odbycia zaplanowanej podróży do Ameryki Południowej. Wizyta w Urugwaju, Argentynie i Peru jest przewidziana od 6 do 17 listopada.

Plan podróży jest wyjątkowo intensywny i najdłuższy w dotychczasowym pontyfikacie. Papież miałby pokonać ponad 19 262 mil, odbyć około 12 lotów samolotem oraz dwa loty helikopterem, a podczas pobytu w Peru zmierzyć się również ze znaczną zmianą wysokości.
Europejski Instytut Onkologii zaleca pacjentom po podobnych operacjach powstrzymanie się od lotów przez trzy tygodnie. Taki okres rekonwalescencji kończyłby się mniej więcej przed planowanym rozpoczęciem papieskiej podróży.
Kardynał Kikuchi Tsutomu z Tokio, który spotkał się z Leonem XIV w poniedziałek, przekazał, że papież zdecydował się na szybkie przeprowadzenie operacji między innymi po to, aby nie zmieniać planów dotyczących przyszłych podróży zagranicznych. Podkreślał jednocześnie, że zabieg nie był wykonywany w trybie nagłym.
To prawdopodobnie druga hospitalizacja Leona XIV
Leon XIV jest znany z aktywnego trybu życia. Regularnie gra w tenisa i pływa, a przed obecnym problemem zdrowotnym był postrzegany jako osoba pozostająca w dobrej kondycji fizycznej. Obecna hospitalizacja jest prawdopodobnie drugą poważniejszą w jego życiu. W 1985 roku, jako młody ksiądz i misjonarz, zachorował na dur brzuszny krótko po przybyciu do Chulucanas w Peru.
Leon XIV wspominał później, że choroba była niezwykle bolesnym, ale przełomowym doświadczeniem. W rozmowie z Elise Ann Allen opublikowanej w 2025 roku w książce „Pope Leo XIV: The Biography” opowiadał, że podczas pobytu w szpitalu jego cierpienie było tak silne, iż modlił się nawet o śmierć.
Papież tłumaczył później, że wyzdrowienie stało się dla niego momentem decydującym. Postanowił pozostać w Peru i kontynuować pracę misyjną mimo trudnych warunków. Jak oceniał, była to decyzja, która po latach pośrednio otworzyła mu drogę do papiestwa.
Operacja bez komplikacji, teraz oczekiwanie na kolejne wyniki
Najważniejszą informacją przekazaną we wtorek przez Watykan pozostaje pomyślne zakończenie operacji i brak komplikacji. Papież został prawidłowo wybudzony i wrócił do swojego pokoju, gdzie rozpoczął rekonwalescencję po usunięciu dolnego płata prawego płuca.
Potwierdzona diagnoza gruczolakoraka oznacza jednak, że kolejnym istotnym etapem będzie szczegółowa ocena wyników badań pooperacyjnych. To one pozwolą lekarzom określić stadium choroby i zdecydować, czy poza przeprowadzoną operacją Leon XIV będzie potrzebował dodatkowego leczenia.
Źródło: nbc
Foto: YouTube, VaticanMedia
-
News Chicago2 tygodnie temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW3 tygodnie temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW3 tygodnie temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 tygodnie temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News USA5 dni temuICE postrzeliło mężczyznę w Nowym Jorku. Burmistrz żąda likwidacji federalnej agencji
-
News USA4 tygodnie temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago2 tygodnie temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago
-
News USA3 tygodnie temuApple zgodził się na ugodę za 250 mln USD. Właściciele wybranych iPhone’ów mogą otrzymać pieniądze











