News USA
Pięć osób przeżyło katastrofę Boeinga 737 na rzece Potomak w Waszyngtonie. Mija 40 rocznica dramatycznej akcji ratunkowej
W śnieżny dzień 13 stycznia 1982 r. Boeing 737 linii Air Florida z 74 pasażerami i pięcioma członkami załogi uderzył w most na 14th Street tuż po starcie z lotniska w Arlington. Siedemdziesiąt osiem osób zginęło, cztery z nich znajdowały się w samochodach na moście a wrak unosił się w lodowatej rzece Potomak, gdy cywile próbowali ratować ocalałych. Minęło 40 lat od tragedii.
Samolot Boeing 737 linii Air Florida po zaledwie kilku sekundach od startu uderzył w most i wpadł do lodowatych wód rzeki Potomak, płynącej przez stolicę USA. W katastrofie 13 stycznia 1982 r. zginęło 79 osób,
ale bilans ofiar mógł być większy, gdyby nie heroiczna postawa ocalałych oraz ludzi, którzy przybyli im na ratunek.
Pogoda na początku 1982 r. sparaliżowała Wschodnie Wybrzeże USA. Zamiecie śnieżne i mrozy były tak intensywne, że zamykano szkoły i skracano czas pracy urzędów. Loty samolotów, kursy pociągów i autokarów były odwoływane lub mocno opóźniane. Ta sytuacja trwała w czasie kursu samolotu Air Florida numer 90 z Miami do Fort Lauderdale, z międzylądowaniem w Waszyngtonie i Tampie.
Krótko po tym, jak pilotowany przez kapitana Larry’ego Wheatona samolot Air Florida wylądował w Waszyngtonie, lotnisko zostało zamknięte. Pogoda oraz dwie godziny opóźnienia dawały się mocno we znaki. Kilkanaście maszyn czekało na ponowne otwarcie pasów startowych. W tym czasie samolot na rozkaz kapitana Wheatona był dwukrotnie odśnieżany, a śnieg wciąż padał.
Pracownicy lotniska zgłosili, że na skrzydłach nadal pozostaje cienka warstwa śniegu, gdy około godz. 15.15 Wheaton rozpoczął kołowanie po pasie startowym, trzymając się dosyć blisko innego samolotu. Zmierzający na Florydę Boeing 737 był 16. w kolejce do startu maszyną.
Zaledwie 45 minut później, kilkanaście sekund po oderwaniu kół maszyny od podłoża, samolot uderzył w znajdujący się niecałe 2 km dalej most nad rzeką Potomak. Wydobyte później z rzeki czarne skrzynki zarejestrowały ostatnie słowa pilotów:
“Larry, spadamy! Larry… “— krzyczał drugi pilot. — “Wiem” — odpowiedział kapitan Wheaton.
Były godziny szczytu i ludzie wracali tłumnie z pracy, więc na moście utworzył się korek. Nagle tuż nad samochodami nimi zaryczały silniki, a za oknami zamajaczył dziób samolotu. Boeing zerwał prawie 30 metrów barierki, 12 metrów mostu i zmiażdżył sześć pojazdów. Czterech kierowców zginęło na miejscu, a czterech innych zostało rannych.
“Nagle zobaczyłem samolot, lecący prosto na mnie i zamarłem. Jedyne, co byłem w stanie zrobić, to krzyczeć” — mówił później reporterom jeden ze świadków katastrofy.
Przechodnie wskakiwali do lodowatej wody.
W ruch poszły liny i kable. Ci, którzy znaleźli się w tym czasie na moście i nie odnieśli obrażeń, rzucili się na pomoc. — “Pamiętam, że gdy zeszliśmy na brzeg, panowała tam cisza” — wspominał później Larry Skutnik, pracownik rządowy, który jako jeden z pierwszych osób znalazł się na miejscu katastrofy.
” Ta niesamowita cisza, kiedy pada śnieg. Dopiero po chwili rozległ się krzyk kobiety błagającej o pomoc”.
Kadłub, wraz z pasażerami i członkami załogi, szybko zniknął pod wodą. Na powierzchni Potomaku unosił się tylko ogon maszyny, a kilka płonących fragmentów leżało na brzegu. Powietrze wypełniły krzyki ocalałych oraz intensywny zapach paliwa.
Wejście na połamany lód było niemożliwe, nie udało się też pokrytej krą rzeki pokonać pontonem przeciąganym za linę przez zgromadzonych na moście ludzi. Ci, którzy byli w pobliżu, mogli tylko patrzeć na tragedię i czekać na przybycie służb, w tym helikoptera ratunkowego.
“Nie mogliśmy zrobić nic, tylko mówić ocalałym, by nie tracili nadziei” — wspominał później jeden ze świadków.
Do akcji ratunkowej włączyli się pracownicy Pentagonu, ale nie tylko. Roger Olian, pracownik waszyngtońskiego szpitala św. Elżbiety, skoczył do wody, by udzielić pomocy ofiarom. Obwiązał się w pasie liną i kablami od akumulatora, naprędce znalezionymi w aucie. Gdy lód zaczął przyczepiać się do jego ubrań, pozostali świadkowie wyciągnęli go, by nie utonął.
Olian próbował jeszcze kilka razy, ale bez skutku. Nie był w stanie przebrnąć przez krę.
Sześć osób zdołało wydostać się z wraku na powierzchnię. Stewardessa Kelly Duncan nadmuchała kamizelkę i oddała ją najciężej rannemu Josephowi Stileyowi, który miał złamane obie nogi. Jego współpracownica Nikki Felch była lżej ranna.
Priscilla Tirado została oślepiona wyciekającym paliwem, jej mąż i dziecko zginęli.
Wszyscy, z wyjątkiem Brenta Hamiltona, który unosił się na wodzie kilka metrów dalej, kurczowo trzymali się ogona samolotu, który — według słów świadków — podskakiwał, jak spławik.
Helikopter ratunkowy, pilotowany przez Petera Ushera, pojawił się na miejscu katastrofy po kilku minutach, a ratownik Melvin Windsor zrzucił do wody kamizelki i specjalną piłkę, która miała pomóc ocalałym unosić się na wodzie. Potem do wody zrzucona została też lina, którą wyciągano pasażerów na brzeg.
Ratownik wiedział, że mają zaledwie kilka minut, nim ocaleni pasażerowie wpadną w hipotermię, stracą siły i utoną.
Ocalałym pomógł także Lenny Skutnik. Zostawiając na brzegu buty i płaszcz, wskoczył do lodowatej wody, widząc, jak wyciągana z wraku oślepiona paliwem lotniczym Priscilla Tirado puszcza linę ratunkową i zaczyna tonąć. Skutnik pomógł kobiecie bezpiecznie dostać się na brzeg.
“Nie byłem bohaterem” — mówił w wywiadzie dla “The Washington Post” w 2007 r.- “Po prostu pomagałem drugiemu człowiekowi”.
Relacjonując później całą akcję Melvin Windsor zwrócił uwagę, że szósty z pasażerów sprawiał wrażenie najbardziej przytomnego. To on rozdysponował kamizelki pomiędzy resztę i dwukrotnie odstąpił od chwycenia liny ratowniczej i wydostania się na brzeg. Potem ogon samolotu obrócił się na wodzie i zaczął się zanurzać, wciągając mężczyznę pod powierzchnię. Nazywany “szóstym pasażerem” niezidentyfikowany mężczyzna utonął, nie mogąc uwolnić się z pasów bezpieczeństwa.
Ponad rok później ustalono, że był to Arland D. Williams Jr, pochodzący z Mattoon w stanie Illinois bankowiec. W chwili śmierci miał 46 lat. Prezydent Ronald Reagan przyznał mu pośmiertnie medal za odwagę. W 1985 r. most w Waszyngtonie, gdzie rozegrała się tragedia, został nazwany jego imieniem, a w 2003 r. w jego rodzinnym mieście otwarto szkołę, której został patronem.
Według późniejszych ustaleń ekspertów, kapitan Larry Wheaton popełnił kilka poważnych błędów, które doprowadziły do katastrofy nad rzeką Potomak. Miał on naruszyć procedury związane ze startem w trudnych warunkach pogodowych i używać przy poruszaniu się po pasie startowym odwracaczy ciągu, co spowodowało zassanie lodu i śniegu do silników.
Dodatkowo uznał za nieskuteczne znajdujące się na pokładzie systemy odladzania skrzydeł, więc ich… nie włączył.
Zamiast tego kołował za innym samolotem, licząc na to, że gorące powietrze z jego silników stopi cały lód i śnieg z jego maszyny. Tak się faktycznie stało, ale zamiast w wodę, lód i śnieg zmieniały się na skrzydłach Boeinga w zamarzniętą breję, która obciążała samolot i nie pozwalała mu nabrać odpowiedniej prędkości.
Zarówno pasażerowie na pokładzie, jak i drugi pilot Roger Alan Pettit zwrócili uwagę, że maszyna nie rozpędza się tak, jak powinna. Pettit w dodatku wskazywał na
błędne odczyty wskaźników pokładowych, co kapitan Wheaton całkowicie zignorował.
W normalnych warunkach pogodowych Boeing 737 potrzebował ok. 30 sekund i 1 km pasa startowego, by osiągnąć prędkość startową. Tego mroźnego dnia, z warstwą śniegu i lodu na skrzydłach samolot linii Air Florida potrzebował do tego samego manewru aż 45 sekund i 1,6 km. Maszyna wznosiła się zbyt wolno i już z kołami w powietrzu zaczęła wibrować.
W ostatniej chwili Wheaton próbował mocno poderwać opadający mocno dziób samolotu, co doprowadziło do utraty sterowności i katastrofy.
Po katastrofie na rzece Potomak amerykańskie linie lotnicze zaczęły zwracać większą uwagę nie tylko na kwestie procedur technicznych i przestrzeganie bezpieczeństwa, ale też na to, co dzieje się w kabinie pilotów. Do tej pory to kapitan miał decydujący głos podczas lotów. Od 1982 r. zwiększone zostały uprawnienia drugich pilotów, którzy mogli w sytuacji uznanej za niebezpieczną podjąć działania na własną odpowiedzialność, nawet wbrew kapitanowi.
Zaczęto zwracać też większą uwagę na doświadczenie i wiek pilotów, gdy odkryto, że Air Florida nagminnie zatrudnia młodych i niedoświadczonych pilotów, którym płaciła mniej niż pilotom, którzy spędzili w powietrzu więcej godzin. W momencie katastrofy Larry Wheaton miał zaledwie 34 lata, a na kapitana awansowano go zaledwie 1,5 roku wcześniej. Roger Alan Pettit był jeszcze młodszy, miał 32 lata.
Linie lotnicze Air Florida zmagały się już wcześniej z problemami związanymi z jakością swoich usług, brakiem personelu oraz tzw. wojnami cenowymi z innymi przewoźnikami, ale katastrofa mocno przyczyniła się do ich upadku i bankructwa w 1984 r.
O tragedii nakręcono film “Lot 90: Katastrofa na Potomak” (1984)
Źródło: washingtonpost
Foto: You Tube
News USA
16-latek, który zabił 4 osoby w szkole w Oregonie, dostał broń w prezencie od mamy
Strzelba użyta przez 16-letniego sprawcę ataku na szkołę podstawową Silver Rail Elementary School w Bend w stanie Oregon była prezentem urodzinowym od jego matki. W strzelaninie zginęło troje dzieci i nauczycielka, a dwie kolejne osoby zostały ranne. Nowe ustalenia śledczych rzucają światło na okoliczności tragedii, do której doszło w czwartek, 15 października.
Według informacji uzyskanych od osób zaznajomionych ze śledztwem matka napastnika, Shauntai Nickerson, kupiła w sierpniu 2026 roku strzelbę Maverick 88 kalibru 12. Zakup był legalny, a broń została następnie podarowana jej synowi, Griffinowi J. Johnowi II, jako prezent urodzinowy do celów rekreacyjnych.
Śledczy ustalają obecnie, w jaki sposób nastolatek przygotował atak i dlaczego zdecydował się zaatakować szkołę, do której sam wcześniej uczęszczał. Dotychczas policja nie ujawniła motywu jego działania.
Napastnik najpierw ostrzelał samochód, a następnie wtargnął do szkoły
Według ustaleń policji 16-latek rozpoczął atak od oddania strzału w kierunku przejeżdżającego pickupa. Kierowca pojazdu jako pierwszy zadzwonił pod numer alarmowy 911, informując służby o niebezpiecznej sytuacji.
Następnie napastnik podszedł do budynku Silver Rail Elementary School i przestrzelił szklane panele w podwójnych drzwiach wejściowych, aby dostać się do środka. Po wtargnięciu do szkoły skierował się do pierwszej sali lekcyjnej znajdującej się po lewej stronie wejścia.
To właśnie w tej klasie doszło do śmiertelnej strzelaniny. Nastolatek zabił cztery osoby i ranił dwie kolejne. Policja poinformowała w poniedziałek, że w chwili ataku w pomieszczeniu przebywało dziewięć osób, w tym czworo dorosłych i pięcioro dzieci.
Wśród ofiar dzieci w wieku 5, 8 i 11 lat
W strzelaninie zginęło troje uczniów w wieku 5, 8 i 11 lat oraz 25-letnia nauczycielka Megan Lambert. Najmłodszą ofiarą był Rhoam Summer, którego tożsamość potwierdziły policja i rodzina. Rodziny dwojga pozostałych dzieci nie zdecydowały się na publiczne ujawnienie ich nazwisk.
Ranne zostały również 7-letnia dziewczynka oraz 54-letnia nauczycielka. W przekazanych informacjach nie określono szczegółowo ich stanu zdrowia.

Griffin J. John II
36-letni mieszkaniec Bend zastrzelił napastnika
Atak zakończył się po interwencji 36-letniego Kayluba Giamanco, mieszkańca Bend, którego dwie córki uczęszczają do Silver Rail Elementary School. Mężczyzna był świadkiem pierwszego strzału oddanego w kierunku pickupa, a następnie ruszył za napastnikiem do budynku szkoły.
Giamanco zastrzelił 16-latka, kończąc jego atak. Policja potwierdziła, że sprawca zginął na miejscu w wyniku interwencji osoby postronnej.
Matka wcześniej mówiła o trudnościach syna w nauce
W toku ujawniania informacji o sprawcy przypomniano wypowiedź Shauntai Nickerson z 2020 roku. Kobieta opowiadała wówczas lokalnej stacji telewizyjnej KTVZ o problemach swojego syna, który miał wtedy 10 lat i wymagał specjalnego wsparcia edukacyjnego.

Kaylub Giamanco
Nickerson wskazywała, że chłopiec miał trudności ze zdalną nauką podczas pandemii COVID-19. Wyrażała nadzieję, że powrót do szkoły pozwoli mu ponownie korzystać z pomocy wykwalifikowanych nauczycieli i odpowiedniego programu edukacyjnego.
Nie ma jednak informacji wskazujących, aby opisywane wówczas trudności miały związek z późniejszym atakiem. Policja nie przedstawiła żadnych ustaleń dotyczących motywów działania nastolatka.
Śledczy analizują telefon, komputer i aktywność w internecie
Departament Policji w Bend poinformował w poniedziałek, że zabezpieczanie materiału dowodowego na terenie szkoły powinno zakończyć się jeszcze tego samego dnia. Po zakończeniu czynności budynek miał zostać przekazany władzom okręgu szkolnego.
Funkcjonariusze analizują komputer i telefon napastnika, jego konta w mediach społecznościowych, historię wyszukiwania oraz pozostałą aktywność internetową. Celem tych działań jest ustalenie, czy 16-latek wcześniej planował atak i czy pozostawił informacje mogące wyjaśnić jego motyw.

25-letnia nauczycielka Megan Lambert i 5-letni Rhoam Summer, ofiary śmiertelne ataku w Bend
Przed szkołą powstało prowizoryczne miejsce pamięci, w którym mieszkańcy składają kwiaty i zapalają znicze. Społeczność Bend opłakuje śmierć trojga dzieci i młodej nauczycielki, podczas gdy śledczy kontynuują wyjaśnianie okoliczności jednej z najtragiczniejszych strzelanin w historii miasta.
Źródło; cbs
Foto: Bend Police Department, YouTube
News USA
Czy Amerykanie będą mogli legalnie produkować alkohol w domu? Sąd Najwyższy rozpatrzy sprawę
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zdecydował w poniedziałek, że zbada konstytucyjność federalnego zakazu domowej destylacji alkoholu, obowiązującego od niemal 160 lat. Sprawa może mieć istotne znaczenie dla osób zainteresowanych produkcją mocnych trunków na własny użytek.
Postępowanie prowadzone pod nazwą Department of Justice v. McNutt dotyczy przepisów z 1868 roku, które zabraniają produkowania alkoholu destylowanego w domach, nawet jeśli jest on przeznaczony wyłącznie do osobistego spożycia. Rozprawa przed Sądem Najwyższym prawdopodobnie odbędzie się w 2027 roku, a orzeczenie spodziewane jest pod koniec czerwca lub na początku lipca.
Za domową destylację grozi nawet pięć lat więzienia
Federalne przepisy zabraniają używania i przechowywania urządzeń służących do destylacji alkoholu w budynkach mieszkalnych oraz przylegających do nich szopach, na podwórkach i innych częściach posesji. Zakaz obejmuje również produkcję niewielkich ilości alkoholu na potrzeby własne lub rodziny.
Osobom naruszającym przepisy grożą grzywny oraz kara pozbawienia wolności do pięciu lat. Prawo przewiduje także możliwość przepadku domu i znajdującego się w nim majątku.
W przeciwieństwie do niektórych innych form domowej produkcji napojów alkoholowych, federalne regulacje nie przewidują wyjątku pozwalającego na destylację mocnych trunków wyłącznie na własny użytek.
Zakaz powstał w XIX wieku z powodu oszustw podatkowych
Historia ograniczeń sięga 1868 roku, kiedy Kongres próbował powstrzymać powszechne unikanie podatków przez producentów alkoholu. W tamtym okresie podatek od wyrobów spirytusowych wynosił 2 dolary za galon, czyli więcej niż rynkowa wartość samego produktu.
Według raportu Izby Reprezentantów z 1867 roku wielu komercyjnych producentów uznawało przekupywanie urzędników skarbowych za bardziej opłacalne niż regulowanie należności podatkowych. Ustawodawcy szacowali wówczas, że co najmniej siedem ósmych produkowanego alkoholu nie było objętych należnym opodatkowaniem.
W odpowiedzi Kongres obniżył stawkę podatku i wprowadził obowiązek jego uiszczenia przed wyprowadzeniem alkoholu z magazynów. Jednocześnie ustanowiono ograniczenia dotyczące miejsc, w których można prowadzić destylację, obejmujące również prywatne domy.

Alkohol destylowany w domu
Miłośnicy domowej destylacji zakwestionowali przepisy
Sprawę skierowało do sądu stowarzyszenie Hobby Distillers Association wraz z jednym ze swoich członków, który chciał legalnie produkować alkohol destylowany we własnym domu. Powodowie argumentowali, że zakaz wykracza poza uprawnienia przyznane Kongresowi przez Konstytucję Stanów Zjednoczonych, w tym kompetencje dotyczące nakładania i pobierania podatków.
Federalny sąd okręgowy przyznał im rację, uznając przepisy za niekonstytucyjne. W uzasadnieniu wskazano, że zakaz penalizuje zachowania osób, które niekoniecznie podlegają obowiązkowi podatkowemu, a jednocześnie nie dotyczy bezpośrednio produktu mającego podlegać opodatkowaniu.
Większość tego rozstrzygnięcia podtrzymał Federalny Sąd Apelacyjny Piątego Okręgu. Sędziowie uznali, że ograniczenia dotyczące miejsca produkcji alkoholu nie są odpowiednio powiązane z wykonywaniem przez rząd federalny uprawnień podatkowych.

Sąd apelacyjny zwrócił uwagę na paradoks polegający na tym, że całkowity zakaz domowej destylacji może ograniczać wpływy budżetowe, ponieważ uniemożliwia wytwarzanie alkoholu, który potencjalnie mógłby zostać opodatkowany.
Spór o granice władzy Kongresu
Zdaniem sądu apelacyjnego zaakceptowanie argumentacji rządu mogłoby stworzyć niebezpieczny precedens. Pozwalałoby bowiem Kongresowi uznawać za przestępstwo niemal każdą czynność wykonywaną w domu tylko dlatego, że potencjalnie mogłaby ona służyć ukrywaniu działalności podlegającej opodatkowaniu.
Administracja federalna nie zgadza się z taką interpretacją. Prokurator generalny reprezentujący rząd przed Sądem Najwyższym, D. John Sauer, przekonywał, że wcześniejsze orzeczenia są błędne i wymagają ponownej oceny.

W argumentacji przedstawionej Sądowi Najwyższemu Sauer wskazał, że Kongres ograniczył możliwość prowadzenia destylacji w domach, ponieważ takie miejsca ułatwiają ukrywanie produkcji przed organami podatkowymi i utrudniają przeprowadzanie niezbędnych kontroli.
Według stanowiska rządu przepisy mają więc zapobiegać uchylaniu się od opodatkowania, a ograniczenia dotyczące lokalizacji urządzeń destylacyjnych stanowią element skutecznego egzekwowania prawa podatkowego.
Obie strony chcą rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego
Co istotne, również prawnicy reprezentujący zwolenników domowej destylacji poparli skierowanie sprawy do Sądu Najwyższego. Uważają, że konieczne jest jednoznaczne określenie granic uprawnień Kongresu wynikających z konstytucyjnych przepisów dotyczących podatków oraz podejmowania działań niezbędnych do wykonywania kompetencji federalnych.
Powodowie ostrzegają, że przyjęcie szerokiej interpretacji proponowanej przez rząd mogłoby prowadzić do praktycznie nieograniczonego rozszerzania federalnych przepisów karnych na prywatne działania obywateli.

Decyzja Sądu Najwyższego o rozpatrzeniu sprawy nie oznacza jeszcze zniesienia zakazu. Sędziowie będą musieli rozstrzygnąć, czy przepisy ustanowione w XIX wieku mieszczą się w konstytucyjnych kompetencjach Kongresu. Orzeczenie może przesądzić o przyszłości federalnych ograniczeń dotyczących domowej produkcji alkoholu destylowanego.
Źródło: cbs
Foto: Fisle, Hobby Distillers Association, istock/Tero Vesalainen/Vershinin/LightFieldStudios/
News USA
Musk rozda akcje SpaceX wszystkim dzieciom w USA. Ich wartość przekracza 10 miliardów dolarów
Elon Musk zapowiedział w poniedziałek, że w przyszłym roku przekaże po jednej akcji SpaceX każdemu dziecku w Stanach Zjednoczonych. Według obecnej wyceny giełdowej wartość takiego przedsięwzięcia mogłaby wynieść około 10,66 miliarda dolarów.
Deklaracja miliardera pojawiła się dzień po ogłoszeniu przez firmę Anthropic, zajmującą się rozwojem sztucznej inteligencji, planu przekazania 5 procent swoich akcji na rzecz nowego funduszu działającego w interesie publicznym. Musk odniósł się do tej inicjatywy w mediach społecznościowych, sugerując, że lepszym rozwiązaniem byłoby bezpośrednie przekazywanie udziałów obywatelom.
Następnie zapowiedział, że w 2027 roku każde dziecko w Ameryce otrzyma jedną akcję SpaceX.
Nie przedstawił jednak szczegółów dotyczących sposobu realizacji przedsięwzięcia ani zasad przyznawania udziałów. Zasugerował jedynie, że ma to być pierwsza z wielu podobnych inicjatyw.
Akcje o wartości ponad 10 miliardów dolarów
W piątek akcje SpaceX zakończyły notowania na poziomie 146,03 dolara. Przy około 73 milionach dzieci poniżej 18. roku życia mieszkających w Stanach Zjednoczonych łączna wartość zapowiedzianego przekazania akcji wyniosłaby około 10,66 miliarda dolarów.
Firma SpaceX, która w czerwcu zadebiutowała na Wall Street, ma we wtorek przedstawić wyniki finansowe za ostatni kwartał. Od czasu osiągnięcia najwyższego kursu kilka dni po debiucie giełdowym akcje spółki straciły 35,3 procent wartości.
Czerwcowe wejście SpaceX na giełdę sprawiło, że Musk stał się pierwszym bilionerem na świecie. Późniejszy spadek kursu akcji obniżył jednak wartość jego majątku, przez co ponownie znalazł się w gronie miliarderów.
Anthropic przeznaczy 5 procent akcji na cele społeczne
Firma Anthropic poinformowała w niedzielę o utworzeniu Anthropic Public Benefit Fund, do którego zamierza przekazać 5 procent swoich akcji. Wartość funduszu może wzrastać wraz ze wzrostem wyceny przedsiębiorstwa.

Rakieta Starship firmy SpaceX
Anthropic została założona przez Daria Amodeiego i pięcioro współzałożycieli jako przedsiębiorstwo działające w formule public benefit corporation. Taki status pozwala firmom nastawionym na zysk uwzględniać również cele społeczne i interes publiczny w prowadzonej działalności.
Spółka przygotowuje się jednocześnie do dużego debiutu giełdowego, który może nastąpić już w listopadzie. W czerwcu jej przedstawiciele poinformowali o poufnym złożeniu dokumentów dotyczących planowanej pierwszej oferty publicznej akcji w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.
Amerykanie obawiają się tempa rozwoju sztucznej inteligencji
Zapowiedzi Muska i Anthropic pojawiają się w okresie rosnących obaw społecznych dotyczących sztucznej inteligencji. Z najnowszego badania Associated Press i NORC Center for Public Affairs Research wynika, że 64 procent Amerykanów uważa rozwój tej technologii za zbyt szybki.
Jednocześnie 27 procent respondentów ocenia obecne tempo rozwoju sztucznej inteligencji jako odpowiednie, a jedynie 8 procent uważa, że postęp następuje zbyt wolno.

Dario Amodei
W ubiegłym miesiącu Dario Amodei z Anthropic, Sam Altman z OpenAI, Elon Musk ze SpaceXAI oraz inni przedstawiciele branży opowiedzieli się za spowolnieniem rozwoju sztucznej inteligencji. Dyskusja nasiliła się po odejściu jednego z badaczy Anthropic, który ostrzegł przed poważnymi zagrożeniami, jakie technologia może stwarzać dla ludzkości.
Wprowadzenie skoordynowanych ograniczeń pozostaje jednak trudne ze względu na rywalizację między firmami i państwami, presję na osiąganie zysków oraz sprzeciw Prezydenta Donalda Trumpa wobec działań mogących hamować rozwój sektora.
Musk angażuje miliardy w biznes i miliony w politykę
Elon Musk pozostaje również jednym z najważniejszych finansowych uczestników tegorocznej kampanii przed wyborami do Kongresu. Od lipca przeznaczył ponad 276 milionów dolarów na działania mające pomóc Republikanom utrzymać większość w obu izbach amerykańskiego parlamentu.
Według dostępnych informacji jest największym znanym darczyńcą tegorocznych wyborów środka kadencji.

Elon Musk w SpaceX
Na razie nie wiadomo, w jaki sposób Musk zamierza przekazać akcje SpaceX milionom dzieci ani czy realizacja zapowiedzi będzie wymagała dodatkowych rozwiązań prawnych i organizacyjnych. Jeśli przedsięwzięcie dojdzie do skutku, może stać się jedną z największych inicjatyw bezpośredniego przekazywania udziałów w prywatnym majątku przedsiębiorcy amerykańskim rodzinom.
Źródło: baynews9
Foto: YoiuTube, SpaceX, wikimedia
-
News USA4 dni temuOsiem stanów pozywa OpenAI. Zarzuty dotyczą bezpieczeństwa dzieci korzystających z ChatGPT
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 tygodnie temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
News Chicago3 tygodnie temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
News USA5 dni temuDepartament Sprawiedliwości grozi Kalifornii pozwem o głosowanie osób bez obywatelstwa USA
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW4 tygodnie temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
News USA2 tygodnie temuICE postrzeliło mężczyznę w Nowym Jorku. Burmistrz żąda likwidacji federalnej agencji
-
News Chicago3 tygodnie temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago
-
News USA4 tygodnie temuApple zgodził się na ugodę za 250 mln USD. Właściciele wybranych iPhone’ów mogą otrzymać pieniądze











