Zdrowie
“Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić”. Dlaczego nie potrafimy zaufać drugiemu człowiekowi
Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Zastanówmy się, co takiego stoi na przeszkodzie w zaufaniu. Dlaczego nie potrafimy zaufać, co przez to tracimy, a co zyskujemy?
“Jeśli się otworzę, łatwo będzie mnie zranić”. Trudno się zatem dziwić, że wielu z nas na samą myśl o tym woli wycofać się i ukryć za “grubym murem”. Bo tylko tam czują się bezpieczni. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że izolacja oznacza również doświadczenie samotności. W takim stanie nie przyjmuje się już niczego z zewnątrz, również niczego pozytywnego! Boleśnie odczuwa się wtedy brak jakichkolwiek przyjemności. Zaczynają się narzekania na “zły świat”, który nie oferuje niczego przyjemnego. A stąd już tylko jeden krok do depresji. To prawdziwa ślepa uliczka. Często spotykam się ze stwierdzeniem: “Bardzo chciałbym/chciałabym przeżyć coś pięknego, ale nie chcę lub też nie potrafię się otworzyć, bo łatwo byłoby mnie wtedy zranić!” Przypomina mi to zdanie: “Umyj mnie, ale mnie nie zmocz!”
Bez otwarcia na ludzi nie możecie otrzymać niczego, dotyczy to również zaufania
Ludzie rzadko się otwierają, mimo że nie czują się z tym dobrze. Jest to jednak uczucie, z którym są już przynajmniej zaznajomieni, stąd też dość łatwo przychodzi im przypisać potem całą winę za nie swemu otoczeniu. Bo przecież – gdyby mogli być pewni, że inni ludzie ich nie zranią, mogliby się otworzyć! A ponieważ nie są w stanie nic na to poradzić, umacniają się tylko w swym przekonaniu i wysuwają zarzuty wobec innych. Z pewnością nie jest to droga, która pomoże osiągnąć komuś radość życia. Chodzi więc o strach przed tym, by nie być zranionym, gdy otworzymy się pełni zaufania. Muszę omówić tu teraz zagadnienie, które stanowi dla mnie podstawę stosunków międzyludzkich: zależność własnych odczuć od zachowania innych ludzi. Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.
Posłużę się moimi doświadczeniami, zebranymi w klinice psychosomatycznej podczas terapii grupowej pacjentów, poświęconej tematowi “zaufanie”. Wtedy też dała się zauważyć szczególna trudność tej sytuacji – z jednej strony wszyscy mocno życzyli sobie, aby ich problemy znalazły zrozumienie u innych ludzi. Z drugiej strony istniały obawy, że relacjonowanie swych osobistych problemów i związane z tym “otwarcie się” wobec innych zwiększy prawdopodobieństwo zranienia opowiadających. Często przytaczano przykład złamania “obietnicy milczenia”, zgodnie z którą nie wolno było mówić o problemach grupy poza nią, co było odbierane jako nadużycie zaufania. W jaki sposób należało więc rozwiązać cały ten problem? Istniała przecież przemożna potrzeba bycia zrozumianym przez drugich, czyli potrzeba otrzymywania czegoś!
Moje obserwacje poszły w dwóch kierunkach: To prawda, że niektórzy lubią sobie czasami poplotkować. Prawdą jest również, że złamanie obietnicy milczenia przez członków grupy jest poważnym złamaniem zasady i że nie jest to w porządku. Jeśli można byłoby dotrzeć do tej osoby, to, również w trosce o jej własne dobro, należało jej uświadomić, że takie zachowanie jest nie do przyjęcia i że nie można nadal postępować w ten sposób. Jeśli zrobimy to w odpowiedni – rzeczowy i jasny (a nie niezgrabny i agresywny) – sposób, to nie będziemy długo czekać na rezultat naszych działań. Wtedy pozostali członkowie grupy będą mieć mniejsze problemy z otwarciem się na otoczenie.
Szczerze mówiąc, bardzo trudno jest jednak znaleźć ów “przeciek”. Co wtedy? Odważyłem się więc zapytać wprost: “Jaką ponosicie stratę (która napawa Was lękiem), jeśli pan Kowalski i pani Nowak, siedząc na ławce w parku, porozmawiają sobie o Waszych małżeńskich problemach?” Słyszałem wtedy oburzone głosy: “To nie ich sprawa!” Jasne, że nic ich to nie obchodzi i złamanie obietnicy milczenia jest absolutnie nie w porządku. Ale to nie jest jeszcze odpowiedź na moje pytanie! Zapytałem ponownie: “Nawet jeśli nie jest to ich sprawa i nie jest w porządku, że o tym rozmawiają, na czym, konkretnie, polegać będzie Wasza strata?” Po dłuższej chwili najczęściej docierała do mnie następująca odpowiedź: “W zasadzie (konkretnie) na niczym”.
Skutek tej odpowiedzi przechodził najśmielsze oczekiwania. Członkowie grupy chętniej się otwierali i opowiadali o swoich zmartwieniach. W zamian otrzymywali zrozumienie, pocieszenie i nowe spostrzeżenia kolegów, a one pomagały im dotrzeć do rozwiązania swych problemów. To był taki “przedsmak zaufania”. I tu, nie będąc już dla nikogo zaskoczeniem, zadziałała zasada rezonansu.
Zastanówmy się, co się wydarzyło. Okazało się, że niestosowne zachowanie innych ludzi może mieć na nas i na nasze emocje o wiele mniejszy wpływ i mniejsze znaczenie, niż nam się początkowo wydawało. W życiu ciągle spotykamy się przecież z zachowaniem i wypowiedziami innych ludzi, które wcale nie są po naszej myśli. Taka jest rzeczywistość. Czy musimy jednak z tego powodu być wiecznie niezadowoleni i dostosowywać nasze zachowanie do takiej a nie innej sytuacji? Jeśli tak, to godzimy się równocześnie na to, żeby wszystkie te niepomyślne dla nas wydarzenia zupełnie nas zdominowały! (Dotyczy to, rzecz jasna, tylko ludzi dorosłych. Nie chcę przez to umniejszać ani kwestionować duchowej przemocy dorosłych nad dziećmi).
Zachowanie i słowa innych ludzi mają na Was tylko taki wpływ, na jaki sami im pozwolicie. Są to klucze, które otwierają drzwi tylko wtedy, kiedy podstawicie pasujące zamki. Jeśli ktoś podsunie Wam do nałożenia cudzy but, będziecie się dziwić (i zarzucać innym), że but Was uwiera i na Was nie pasuje. Jeśli ktoś zarzuci Wam coś niesłusznego, możecie odpowiedzieć: “To mnie nie dotyczy, nie jestem taki” – zamykając tym samym całą sprawę. (Chyba że boicie się, iż osoba, która to powiedziała, odwróci się od Was, przestanie Was rozumieć i poniesiecie stratę).
Możecie również dojść do wniosku, że ten ktoś ma rację, a przez swoją uwagę poruszył Wasze własne bolesne odczucia. Są to jednak Wasze własne emocje, za które tylko Wy jesteście odpowiedzialni. Istnieje również możliwość, że “powstaną” w Was uczucia, które od dawna już nosicie w sobie. Możecie jednak zrzucić z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy, obarczając nim kogoś innego, kto np. powiedział coś, co Wam o tym przypomniało. To również Wasza własna decyzja. Jakże często obciążamy naszych bliźnich decyzjami, które tak naprawdę podejmujemy zupełnie samodzielnie!
Pojawiające się emocje mogą być dla Was również wskazówkami prowadzącymi do zrealizowania przez Was pewnych zadań, po których poczujecie się znacznie lepiej. Wtedy można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że takie a nie inne zachowanie otoczenia było dla Was nawet pewnego rodzaju pomocą!
Członkowie grupy terapeutycznej nauczyli się inaczej spoglądać na fakt, że ktoś sobie za dużo na ich temat poplotkował i że, jak to często w takich sytuacjach bywa, dodał jeszcze to i owo od siebie. Udawało się to nawet w sytuacji, gdy plotki przekraczały już pewne ramy przyzwoitości. Pamiętajmy o zasadzie podstawowej: aby coś mogło zaistnieć między jednym a drugim człowiekiem, konieczne są dwa kroki: dawanie i branie. Dopiero wtedy możemy mówić o “transakcji”. Jeśli nie zdecydujecie się, żeby wziąć, to to się po prostu nie stanie! Chyba, że ktoś będzie w stanie “wstrzyknąć” Wam z zewnątrz odpowiednie emocje.
Opowiadam Wam o tym tak szczegółowo po to, żebyście stopniowo nabierali coraz więcej odwagi i próbowali się otworzyć. Chodzi o otrzymanie zaufania. Bez otwarcia się na innych jest to bardzo trudne, a tak naprawdę – niemożliwe. Kiedy uświadomicie sobie, że nie musicie się niczego bać i że w rzeczywistości nic nie tracicie, otwierając się na drugich, nawet jeśli nie zawsze zachowują się oni fair, z pewnością będziecie czynić to częściej! Osiągniecie wtedy większą niezależność, a w końcu prawdziwą wolność. Z tym związana jest również redukcja Waszych lęków. Zastanówmy się raz jeszcze nad tym, co takiego stoi na przeszkodzie zaufaniu. Tego typu pytania w wielu wypadkach doprowadziły do zdobycia większej jasności, a także do bardzo ciekawych wniosków. Mogą znaleźć zastosowanie również w wielu innych sytuacjach, szczególnie wtedy, kiedy sami nie wiecie, dlaczego decydujecie się na zrobienie tej a niezrobienie innej rzeczy.
Zadajmy więc sobie pytanie: Dlaczego nie macie zaufania? Jeśli trudno jest Wam znaleźć na nie odpowiedź, zapytajcie inaczej: Co zyskujecie na tym, że nie macie zaufania?
No właśnie: musicie spodziewać się jakiegoś zysku bądź profitu – gdyby tak nie było, nie brakowałoby Wam przecież zaufania. Ludzie często niechętnie reagowali na te pytania i w zasadzie trudno się było temu dziwić. Ktoś zachowuje się w pewien określony sposób, sam się z tym męczy, a tu na dodatek pyta się go jeszcze, jaki ma z tego zysk! Można to uznać po prostu za bezczelność. Nie zmienię jednak mojego stanowiska w tej sprawie. Człowiek nie posiadający zaufania, narzekający na wszystko i całkowicie bezbronny (przynajmniej takie robi wrażenie) zyskuje już chociażby tyle, że drudzy okazują mu więcej uwagi. Otrzymuje więc upragnione uznanie, zgadzając się jednak (podświadomie) na to, że ciążyć mu będą te wieczne skargi i one to właśnie będą ponownym powodem do … narzekań.
Brak zaufania może mieć poza tym na przykład taki plus, że nie musimy otwierać się na drugich. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy przykłada się zbyt dużą wagę do zachowania innych i jest się w związku z tym bardziej niż zwykle narażonym na zranienie. Najpewniej i najbezpieczniej można czuć się wtedy tylko we własnym zamku o grubych murach – można sobie tam urządzić przytulne schronienie.
Nie okazując zaufania, nie będziecie również przeżywać rozczarowań. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy nie radzicie sobie z rozczarowaniami i traktujecie je jak prawdziwą katastrofę. Staracie się więc z góry ich unikać, lecz postępując w ten sposób unikacie również rozwiązania związanych z nimi problemów. Zachowując się w ten sposób, pozbawiacie się wszelkiej odpowiedzialności za kształtowanie własnego życia i własnych emocji (któż z nas lubi brać na siebie odpowiedzialność?). W razie czego zawsze macie pod ręką kilka zgrabnych wymówek i możliwość przesunięcia winy na kogoś innego. Jest oczywiste, że uwolnienie się od odpowiedzialności sprawi, iż Wasza sytuacja praktycznie nie ulegnie zmianie, ale tego się nie dostrzega.
Istnieje jednak jeszcze odwrotne pytanie, na które również możemy doczekać się bardzo interesujących odpowiedzi. Co możecie stracić, obdarzając kogoś zaufaniem? Czy “obdarzanie zaufaniem” jest niebezpieczne? Podczas mojej wieloletniej współpracy z ludźmi odniosłem wrażenie, że wielu z nich uważa zaufanie za coś niebezpiecznego. Tak bardzo się tego boją, że wolą iść przez życie, żywiąc nieufność i sceptycyzm. Jeśli wiecie coś na temat zasady rezonansu i wpływu myśli na zachowanie człowieka, bez trudu możecie sobie wyobrazić, jak może wyglądać życie takich osób.
To prawda, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, czy też możliwość, że inni ludzie potraktują Wasze otwarcie się na drugich bez zachowania dostatecznej ostrożności. Może się zdarzyć, że inni ludzie zareagują w nieodpowiedni sposób. A to z kolei może być bardzo bolesne. Jest to z pewnością bardzo przykre doświadczenie. Czuć się urażonym – to na pewno nie jest przyjemne uczucie, przeciwnie: może bardzo zaboleć. Ale czy jest ono niebezpieczne? A może warto przyjrzeć się bliżej mechanizmowi powstawania tych urazów, aby w przyszłości skutecznie im przeciwdziałać? Z pewnością dojdziecie wtedy do przekonania, że sami możecie zdecydować o tym, czy słowa innych Was zabolały – czy też wcale nie. A jeśli osiągniecie ten stan, poczujecie się trochę bardziej niezależni i wolni – i wyzwoleni również od lęków!
Bolesne doświadczenie kryje w sobie pomoc i szansę w kształtowaniu Waszego przyszłego życia. Sami widzicie, jak “niebezpieczeństwo” zaufania powoli samo rozsypuje się w kawałki. Nasuwa się wniosek: jeśli zaufacie życiu, życie zaufa Wam. To warunek rozwiązania Waszych życiowych problemów. Prawda, że ufając, często narażacie się na przykre doświadczenia. Ufacie jednak, że będziecie w stanie odpowiednio je wykorzystać w przyszłości. Zaufanie jest konstruktywną energią, którą możecie wysyłać w świat. Reakcją na to jest możliwość pozytywnych przekazów zwrotnych, skierowanych na Wasze życie. Dostrzegam różnorodne życiowe problemy. Wykorzystuję moją wrażliwość po to, aby uzyskać jasny ogląd rzeczywistości, bez patrzenia przez “różowe okulary”. Pomaga mi to widzieć rzeczy w całej ich wyrazistości.
Źródło: deon.pl
Foto: Flickr.com/ Gerald Gabernig
News USA
Sąd Najwyższy USA zablokował ograniczenia terapii transpłciowych więźniów
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odmówił administracji Donalda Trumpa zgody na natychmiastowe wprowadzenie nowych ograniczeń w opiece medycznej nad transpłciowymi więźniami federalnymi. Środowa decyzja oznacza, że wcześniejszy nakaz sądu niższej instancji, zobowiązujący więzienia do kontynuowania leczenia, pozostaje w mocy.
Nowe przepisy zostały opracowane na podstawie rozporządzenia wykonawczego Prezydenta Donalda Trumpa, który podczas drugiej kadencji wprowadza kolejne ograniczenia dotyczące praw osób transpłciowych. Rozporządzenie zobowiązało Federalne Biuro Więziennictwa do zmiany zasad finansowania świadczeń medycznych dla osadzonych.
Nowa polityka przewiduje wstrzymanie operacji, stopniowe wycofywanie terapii hormonalnej oraz zakończenie udogodnień związanych z ekspresją płciową, takich jak możliwość korzystania z makijażu czy peruk. Więzienia miałyby nadal zapewniać osadzonym opiekę psychologiczną i psychiatryczną.
Sąd nakazał kontynuowanie leczenia
Wcześniej prawnicy reprezentujący transpłciowych więźniów zakwestionowali nowe zasady przed sądem federalnym. Sędzia Royce Lamberth, nominowany na stanowisko przez Prezydenta Ronalda Reagana, nakazał utrzymanie dotychczasowych świadczeń medycznych. W uzasadnieniu wskazał, że nieleczona dysforia płciowa może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych, w tym depresji, stanów lękowych oraz myśli samobójczych.
Administracja Trumpa odwołała się od decyzji, argumentując, że stosowane terapie budzą obawy dotyczące bezpieczeństwa więzień i nie znajdują już wystarczającego uzasadnienia. Podzielony skład sądu apelacyjnego pozostawił jednak wcześniejsze postanowienie w mocy.
Około 600 więźniów korzystało z terapii hormonalnej
Według danych przedstawionych przez Federalne Biuro Więziennictwa w dokumentach sądowych w 2025 roku około 600 osadzonych otrzymywało terapię hormonalną.
Prawnicy więźniów podkreślają, że przerwanie leczenia mogłoby mieć poważne konsekwencje zarówno dla zdrowia fizycznego, jak i psychicznego ich klientów. Zwrócili również uwagę, że rząd nie przedstawił szczegółowych dowodów potwierdzających problemy z bezpieczeństwem wynikające ze stosowania terapii hormonalnej, która jest dostępna w federalnym systemie więziennictwa od około 30 lat.
Dwóch sędziów poparło stanowisko Trumpa
Za umożliwieniem natychmiastowego wprowadzenia nowych ograniczeń opowiedzieli się sędziowie Sądu Najwyższego Samuel Alito i Clarence Thomas. Większość składu nie zgodziła się jednak na uchylenie obowiązującego zabezpieczenia sądowego.

Kolejny spór o politykę wobec osób transpłciowych
Sprawa wpisuje się w szersze działania administracji Trumpa dotyczące praw osób transpłciowych. Sąd Najwyższy USA wcześniej dopuścił do tymczasowego obowiązywania innych rozwiązań, w tym ograniczeń dotyczących służby wojskowej oraz oznaczania płci w paszportach.
Sąd Najwyższy, w którym większość mają konserwatywni sędziowie, podtrzymywał również stanowe przepisy ograniczające określone formy leczenia transpłciowej młodzieży oraz udział transpłciowych sportowców w kobiecych rozgrywkach sportowych.
W przypadku federalnych więzień dotychczasowe orzeczenia oznaczają, że zakwestionowane ograniczenia leczenia pozostają zablokowane. Spór prawny dotyczący zakresu opieki medycznej dla transpłciowych osadzonych nie został jednak ostatecznie rozstrzygnięty.
Źródło: scrippsnews
Foto: YouTune, istock/kaptnali/
News Chicago
Nowoczesna terapia uratowała pacjentkę z Chicago. AI może zmienić leczenie raka piersi
Mieszkanka Chicago pokonała agresywną postać raka piersi dzięki udziałowi w badaniu klinicznym prowadzonym przez UChicago Medicine. Nowoczesne leczenie pozwoliło jej uniknąć szczególnie toksycznej chemioterapii. Naukowcy pracują teraz nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji do jeszcze dokładniejszego dobierania terapii dla pacjentek.
U Crystal Hendricks-Kretzer zdiagnozowano raka piersi w stadium 2B. Lekarze wykryli szybko rosnący, agresywny nowotwór, którego guz osiągnął wielkość grejpfruta. Choroba zdążyła już rozprzestrzenić się na węzły chłonne. Za radą chirurga pacjentka zdecydowała się uczestniczyć w badaniu klinicznym UChicago Medicine, którego celem jest opracowanie bardziej precyzyjnych metod leczenia raka piersi.
Naukowcy analizują aktywność genów w komórkach nowotworowych, aby określić, które terapie mogą być najskuteczniejsze u konkretnej osoby.
Skuteczne leczenie bez najbardziej toksycznej chemioterapii
Onkolog pacjentki, dr Frederick Howard, adiunkt University of Chicago, wyjaśnia, że współczesna onkologia dąży do jak najlepszego dopasowania intensywności leczenia do potrzeb chorego. Celem jest zastosowanie terapii wystarczająco skutecznej, ale bez niepotrzebnego narażania pacjentów na poważne działania niepożądane.
Hendricks-Kretzer otrzymała nowoczesny lek będący koniugatem przeciwciała z substancją przeciwnowotworową. Terapia doprowadziła do znacznego zmniejszenia guza, dzięki czemu pacjentka mogła uniknąć szczególnie silnej chemioterapii, powodującej działania uboczne.
Zamiast tego przez kolejne 12 tygodni otrzymywała mniej toksyczną kombinację leków chemioterapeutycznych. Po łącznie 21 tygodniach leczenia badania nie wykazały już obecności nowotworu.
Kobieta podkreśla, że zdecydowała się na udział w badaniu klinicznym również dlatego, że chciała pomóc przyszłym pacjentkom. Jej zdaniem dzisiejsze standardy leczenia są możliwe dzięki osobom, które uczestniczyły w podobnych badaniach kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu.
Sztuczna inteligencja pomoże dobierać leki?
Zespół dr. Howarda wykorzystuje obecnie próbki pochodzące z tego samego badania klinicznego do rozwijania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Naukowcy analizują cyfrowe obrazy preparatów histopatologicznych, aby ustalić, czy AI potrafi przewidywać reakcję nowotworów na poszczególne metody leczenia.

Dr Frederick Howard
Badacze liczą, że połączenie danych dotyczących cech guza z informacjami o skuteczności zastosowanych terapii pozwoli wykrywać wzorce niewidoczne podczas tradycyjnej analizy. W przyszłości mogłoby to przyspieszyć podejmowanie decyzji terapeutycznych, ograniczyć koszty i zmniejszyć ryzyko niepotrzebnych działań ubocznych.
Sztuczna inteligencja nie była wykorzystywana przy ustalaniu planu leczenia Hendricks-Kretzer. Jej terapia została dobrana na podstawie wyników badania klinicznego. AI jest natomiast rozwijana jako kolejne narzędzie, które może pomóc lekarzom w podobnych przypadkach.
Eksperci apelują o dalsze badania
Sztuczna inteligencja od lat wspomaga diagnostykę raka piersi, między innymi przy analizowaniu mammogramów. Zdaniem dr. Howarda jej kolejnym ważnym zastosowaniem może być indywidualne planowanie leczenia.

Onkolog przestrzega jednak przed zbyt szybkim wdrażaniem nowych rozwiązań. Podkreśla, że zainteresowanie sztuczną inteligencją bywa obecnie większe niż jej rzeczywiste, potwierdzone możliwości kliniczne. Przed powszechnym zastosowaniem takich systemów konieczne są dalsze badania nad ich skutecznością i bezpieczeństwem.
Historia Crystal Hendricks-Kretzer pokazuje, jak duże znaczenie może mieć udział w badaniach klinicznych i indywidualne podejście do terapii nowotworowej. Naukowcy mają nadzieję, że rozwój nowych technologii pozwoli w przyszłości zapewnić podobnie precyzyjne leczenie większej liczbie pacjentek.
Źródło: nbc
Foto: UChicago Medicine, istock/yacobchuk/
News USA
Tofu lepsze od wołowiny i łososia? Nowy ranking 20 źródeł białka zaskakuje
Tofu zajęło pierwsze miejsce w nowym rankingu 20 źródeł białka, wyprzedzając między innymi mięso, ryby i jajka. Badacze oceniali nie tylko wartości odżywcze produktów, ale również ich cenę, dostępność i wpływ na środowisko. Eksperci przypominają jednak, że wysoka pozycja w zestawieniu nie oznacza, iż dany produkt jest najlepszym wyborem dla każdego.
Ranking BPI Score został przedstawiony w lipcowej publikacji naukowej w czasopiśmie Frontiers in Sustainable Food Systems. Opracował go Chris Macdonald, badacz Uniwersytetu Cambridge, we współpracy z Better Protein Institute. System przyznaje produktom maksymalnie 40 punktów, uwzględniając zarówno korzyści dla człowieka, jak i obciążenie środowiska związane z produkcją żywności.
Najwyższą ocenę, 36 na 40 możliwych punktów, otrzymało tofu. Kolejne miejsca zajęły fasola, nasiona chia i komosa ryżowa, znana jako quinoa. Wśród najniżej ocenionych produktów znalazły się mozzarella, jagnięcina, wołowina i ser cheddar.
Jak oceniano poszczególne produkty?
System BPI Score składa się z dwóch głównych kategorii. Pierwsza, określana jako People Score, uwzględnia zawartość sodu, tłuszczów nasyconych i cholesterolu, a także obecność wszystkich dziewięciu niezbędnych aminokwasów. Znaczenie mają również cena produktu oraz jego dostępność dla konsumentów.
Druga kategoria, Planet Score, dotyczy wpływu produkcji żywności na środowisko. Analizowane są emisje gazów cieplarnianych, zanieczyszczenie wód, wykorzystanie gruntów oraz zużycie słodkiej wody.
Tofu uzyskało najwyższe oceny w obu kategoriach. Autor analizy wskazuje, że produkt sojowy może stanowić wartościowe źródło białka, którego wytwarzanie wiąże się ze stosunkowo niewielkim obciążeniem środowiska.
Ogromna różnica między tofu a wołowiną
Jednym z najbardziej wyrazistych wyników analizy jest porównanie emisji gazów cieplarnianych. Według przedstawionych szacunków wyprodukowanie tofu dostarczającego 100 gramów białka wiąże się z emisją około 0,61 kilograma gazów cieplarnianych. W przypadku wołowiny wartość ta wynosi aż 64,19 kilograma.

Soja
Podobnie duże różnice dotyczą wykorzystania gruntów. Produkcja ilości tofu zawierającej 100 gramów białka wymaga około 21,5 stopy kwadratowej powierzchni, podczas gdy wytworzenie analogicznej ilości białka z wołowiny wiąże się z wykorzystaniem ponad 2 271 stóp kwadratowych.
Autorzy zaznaczają jednak, że zestawienie porównuje ilości produktów potrzebne do uzyskania 100 gramów białka, a nie porcje o jednakowej masie. Ma to istotne znaczenie przy interpretacji wyników i planowaniu codziennych posiłków.
Nie każde źródło białka jest równie praktyczne
Corry Matthews, ekspertka ds. fitnessu i żywienia z Kalifornii oraz założycielka Strength & Grace Fitness, zwraca uwagę, że konsumenci powinni uwzględniać nie tylko miejsce produktu w rankingu, ale również zawartość białka w typowej porcji i możliwość zaspokojenia indywidualnego zapotrzebowania.

Przykładowo około 85 gramów ugotowanej piersi kurczaka dostarcza przeciętnie 26 gramów białka. Pół szklanki twardego tofu zawiera zwykle od 10 do 15 gramów, zależnie od produktu, natomiast dwie łyżki nasion chia zapewniają jedynie około 4–5 gramów białka.
Matthews podkreśla, że nasiona chia pozostają wartościowym składnikiem diety, ale niekoniecznie powinny stanowić główne źródło białka w posiłku, jeśli celem jest dostarczenie 25–30 gramów tego składnika.
Białko roślinne i zwierzęce – ważna jest jakość
Produkty zwierzęce, takie jak jajka, nabiał, ryby i chude mięso, zazwyczaj dostarczają białka pełnowartościowego, zawierającego wszystkie niezbędne aminokwasy. Mogą również zapewniać ich znaczną ilość w stosunkowo niewielkich porcjach.

Tofu, jako produkt sojowy, także zawiera komplet dziewięciu niezbędnych aminokwasów. Osoby opierające dietę przede wszystkim na produktach roślinnych powinny jednak zwracać szczególną uwagę na wielkość porcji i całkowitą ilość spożywanego białka.
Ashley Koff, dietetyczka z Oregonu i założycielka The Better Nutrition Program, przypomina, że potrzeby żywieniowe różnią się w zależności od osoby. Zaznacza również, że nie wszyscy dobrze tolerują tofu, dlatego przy wyborze źródeł białka należy uwzględniać także trawienie, preferencje smakowe i dostępność produktów.
Ranking nie zastępuje zaleceń żywieniowych
Eksperci podkreślają, że BPI Score jest wstępnym systemem oceny opracowanym przez jednego badacza, a nie wynikiem kontrolowanego badania klinicznego ani oficjalnym zaleceniem dietetycznym. Analiza opiera się ponadto na danych dotyczących cen i dostępności żywności w Wielkiej Brytanii, dlatego jej wyniki nie muszą w pełni odpowiadać warunkom na innych rynkach.

Specjaliści zalecają, aby nie traktować rankingu jako gotowej instrukcji komponowania diety. Najważniejsze pozostaje zrozumienie, co dokładnie oceniano, oraz wybieranie produktów odpowiadających indywidualnym potrzebom zdrowotnym, żywieniowym i codziennym możliwościom.
Źródło: fox35
Foto: H. Zell, Quintin Soloviev, fireworks, istock/Olga Mosman/Liudmila Chernetska/
-
News USA1 tydzień temuOsiem stanów pozywa OpenAI. Zarzuty dotyczą bezpieczeństwa dzieci korzystających z ChatGPT
-
News Chicago3 tygodnie temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
News USA1 tydzień temuDepartament Sprawiedliwości grozi Kalifornii pozwem o głosowanie osób bez obywatelstwa USA
-
News Chicago4 tygodnie temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago
-
News USA2 tygodnie temuICE postrzeliło mężczyznę w Nowym Jorku. Burmistrz żąda likwidacji federalnej agencji
-
News Chicago1 tydzień temuRekordową kwotę ponad 260 mln USD dostaną osoby poszkodowane przez byłego policjanta
-
Polonia Amerykańska1 tydzień temuDzień Góralski w Muzeum Polskim w Ameryce. Poznaj podhalańskie tradycje weselne
-
Polonia Amerykańska2 tygodnie temuMsza Papieska i spotkanie Polonii w Mt. Prospect. W hołdzie św. Janowi Pawłowi II











