Połącz się z nami

Sport

Radio Deon Exclusive: Dawid Kostecki przed walką – „Mam głód bokserski jak nigdy w życiu”

Opublikowano

dnia

Dawid Kostecki intensywnie przygotowuje się do swojej walki, którą 8 listopada stoczy w Krakowie przeciwko Andrzejowi Sołdrze. Po jednym z treningów opowiadał o swoim pobycie w więzieniu, czego go to nauczyło a także co szykuje 8 listopada

„Nie boksowałem ponad dwa lata, taki mam głód bokserski, że naprawdę jeszcze nigdy w życiu takiego głodu nie miałem. Każdy będzie chciał zobaczyć mój nowy image, jak boksuje, czy zardzewiałem, czy nie zardzewiałem” – mówi polski pięściarz.

Posłuchaj rozmowy szefa redakcji sportowej Kamila Krzaczyńskiego z Dawidem Kosteckim
[soundcloud url=”https://soundcloud.com/radio-deon/dawid-kostecki” comments=”false” auto_play=”false” color=”ff7700″ width=”100%” height=”81″]

Po przeciwnej stronie ringu stanie Andrzej Sołdra, który dotychczas stoczył 10 walk a pięć z nich wygrał przez nokaut. „Jeżeli chodzi o mojego przeciwnika, to każdy ma mnie za faworyta, ale jak wiecie w boksie nie ma 100 procentowych faworytów, co już nie jedna walka pokazała”.

Polski bokser miał kilkuletnią przerwą w boksowaniu. Kamil Krzaczyński zapytał Dawida Kosteckiego, czy ten czas spędzony za kratkami był stracony? – „Myślałem bardzo dużo nad tym i zawsze fajnie mi sobie tłumaczyć, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Jak ja siedziałem za kratkami i dowiedziałem się, że Andrzej Wawrzyk (polski bokser – przyp.red.) miał wypadek i był od krok od śmierci to pomyślałem sobie, że mogło mnie to też spotkać. Łatwiej mi się siedziało z takim czymś, że może coś złego by mnie spotkało gdybym był na wolności. Musimy jasno sobie powiedzieć, to są dwa lata stracone, których nikt mi nie odda, chodzi mi tu głównie o moją rodzinę”.

Rafał Muskała
[email protected]

Źródło: inf. własna
Foto: Kamil Krzaczyński

Sport

Tymek Kucharczyk wraca do Makau. Polak powalczy o Puchar Świata FIA

Opublikowano

dnia

Autor:

Tymek Kucharczyk po raz drugi wystartuje w legendarnym Grand Prix Makau, rozgrywanym w ramach FIA Formula Regional World Cup. 20-letni Polak wróci na jeden z najtrudniejszych torów ulicznych świata w barwach zespołu Trident. Po zeszłorocznym debiucie i pełnym sezonie Indy NXT Kucharczyk przystąpi do tegorocznej rywalizacji z dużo większym doświadczeniem oraz jasno określonym celem – wykorzystać lekcje sprzed roku i powalczyć o zdecydowanie lepszy wynik.

Grand Prix Makau od dekad jest jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń w kalendarzu juniorskich serii jednomiejscowych. Na ulicach miasta ścigali się kierowcy, którzy później trafiali do Formuły 1, w tym Ayrton Senna, Michael Schumacher, Lewis Hamilton, Sebastian Vettel czy Max Verstappen. Dla wielu z nich start na Guia Circuit był jednym z najważniejszych sprawdzianów na drodze do najwyższej kategorii wyścigowej.

Kucharczyk zadebiutował w Makau w 2025 roku jako pierwszy Polak od 20 lat, który wystartował w tym wydarzeniu. Był to jednocześnie jego pierwszy w karierze wyścig na torze ulicznym. Po trudnym początku weekendu Polak ruszał do finału z 24. pola i awansował na 13. miejsce.

Rok później sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Kucharczyk ma za sobą pełny sezon w Indy NXT, zakończony 3. miejscem w klasyfikacji generalnej. Regularnie rywalizował również na torach ulicznych w St. Petersburgu, Arlington i Detroit. Doświadczenie zdobyte w USA sprawia, że do Makau wraca z większymi oczekiwaniami, a start będzie możliwy dzięki wsparciu partnerów: porównywarki ubezpieczeń Mubi.pl, inwestora i dewelopera nieruchomości Grenova Capital oraz firmy technologicznej iteo.ai.

– Makau to zdecydowanie jeden z tych wyścigów, do których po pierwszym starcie bardzo chce się wrócić. Rok temu wszystko było dla mnie nowe. To był nie tylko mój debiut tutaj, ale tak naprawdę pierwszy wyścig na torze ulicznym w karierze i od razu trafiłem na prawdopodobnie najtrudniejszy z nich. Było kilka momentów, po których zostało poczucie niedosytu, dlatego od tamtej pory wiedziałem, że jeżeli pojawi się możliwość powrotu, będę chciał ją wykorzystać. – mówi Tymek Kucharczyk.

Polak wystartuje w barwach Trident Motorsport, jednego z najbardziej utytułowanych zespołów juniorskich ostatnich lat. W latach 2023-2025 kierowcy włoskiej ekipy zdobywali trzy kolejne tytuły mistrza FIA Formula 3 – kolejno Gabriel Bortoleto, Leonardo Fornaroli i Rafael Câmara.

Makau ma również wyjątkowe miejsce w historii polskiego motorsportu. Przed Kucharczykiem trzykrotnie startował tam Robert Kubica. Krakowianin zadebiutował w Makau w 2003 roku, by już rok później wykorzystać zdobyte doświadczenie i zakończyć Grand Prix na drugim miejscu. Ten sam wynik powtórzył w 2005 roku, kiedy do zwycięstwa zabrakło mu mniej niż sekundy.

Dwadzieścia lat później podobną drogą próbuje podążyć Kucharczyk – po pierwszym starcie wraca na Guia Circuit z większym doświadczeniem i świadomością tego, czego wymaga ten wyjątkowy tor.

Macau (CHI), NOV 13-16 2025 – Macau Grand Prix 2025. Tymek KUCHARCZYK #29, Van Amersfoort Racing. © 2025 Dutch Photo Agency.

– Teraz pojadę tam jako zupełnie inny kierowca. Mam za sobą cały sezon Indy NXT, w którym ścigałem się po ulicach St. Petersburga, Arlington czy Detroit i dużo lepiej rozumiem, czego wymaga jazda tak blisko barier. Wiem też już, czego spodziewać się po samym Makau.

Historia Roberta pokazuje, jak dużo może dać doświadczenie na tym torze: po swoim debiucie dwa razy był tutaj drugi. Nie ukrywam, że sam bardzo chciałbym zrobić podobny krok naprzód. Wrócę tam z dużą chęcią rewanżu i cieszę się, że zrobię to z Tridentem oraz ze wsparciem niezawodnych partnerów: porównywarki ubezpieczeń Mubi.pl, inwestora i dewelopera nieruchomości Grenova Capital oraz firmy technologicznej iteo.ai.

FIA Formula Regional World Cup podczas 73. Grand Prix Makau odbędzie się w dniach 19-22 listopada 2026 roku.

Foto: Dutch Photo Agency
Czytaj dalej

GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW

Osiem złotych medali! Mistrz Świata w Kettlebell Sport Tomasz Potaczek opowiada o triumfie w Indiach

Opublikowano

dnia

Autor:

Tomasz Potaczek

Osiem złotych medali, rekord życiowy i zwycięstwa we wszystkich konkurencjach. Tomasz Potaczek, pochodzący z Nowego Targu Mistrz Świata w Kettlebell Sport mieszkający w Chicago, wrócił z mistrzostw świata w Indiach z imponującym dorobkiem. W rozmowie na antenie Radia Deon Chicago opowiada niesamowitą historię o walce z chorobą, zatruciem pokarmowym i własnymi słabościami, które niemal przekreśliły jego start.

Podczas Mistrzostw Świata w Kettlebell Sport, rozegranych na początku października w New Delhi, znany w Chicago Tomasz Potaczek zdobył komplet ośmiu złotych medali. Polak zwyciężył w trzech konkurencjach indywidualnych oraz w wieloboju, zarówno w kategorii open, jak i wśród weteranów. A wszystko to osiągnął mimo poważnych problemów zdrowotnych, które rozpoczęły się jeszcze przed podróżą.

Sześć miesięcy przygotowań i nieoczekiwane problemy

Tomasz Potaczek zakwalifikował się na mistrzostwa świata na początku roku, po zwycięstwie w Mistrzostwach Polski. Przez kolejne sześć miesięcy podporządkował codzienne życie przygotowaniom do najważniejszego startu sezonu. Sprawdzał formę również podczas zawodów w Stanach Zjednoczonych, gdzie odniósł kolejne zwycięstwo.

„Wszystko wyglądało na to, że pobiję swoje wszystkie rekordy. Z taką głową też tam pojechałem” – wspomina Mistrz Świata w Kettlebell.

Problemy pojawiły się na dwa dni przed wylotem. Nasz Gość zaczął odczuwać objawy choroby i jeszcze w dniu podróży skorzystał z kroplówki, licząc na poprawę samopoczucia. Czekała go ponad 20-godzinna podróż do Indii, obejmująca lot przez Abu Zabi.

Po przylocie do New Delhi okazało się, że Tomasz Potaczek przekroczył limit kategorii wagowej do 85 kilogramów. Przed wyjazdem miał około pół kilograma nadwagi, natomiast po podróży różnica wzrosła do około 1,6 kilograma. Podejrzewał, że mogło to mieć związek z zatrzymaniem wody w organizmie po przyjętej kroplówce.

Walka z wagą i zatrucie pokarmowe

Na osiągnięcie wymaganej masy ciała pozostało mu zaledwie 12 godzin. Nasz Gość rozpoczął intensywne działania, aby zmieścić się w limicie. Wykorzystał dodatkową odzież zatrzymującą ciepło i wykonał około półtoragodzinny trening cardio. Ostatecznie podczas oficjalnego ważenia uzyskał wynik 84 kilogramów.

„Takiej przygody jeszcze do tej pory nie miałem. To, co mi się przydarzyło z samym wyjazdem, dojazdem, zmianą klimatu i jedzeniem, jest naprawdę czym opowiadać” – przyznaje mistrz. W dniu rozpoczęcia zawodów Tomasz Potaczek był tak wyczerpany, że rozważał rezygnację. Ostatecznie zdecydował się wystartować, licząc na to, że adrenalina i wielomiesięczne przygotowania pozwolą mu przetrwać rywalizację.

Pierwsze złote medale mimo osłabienia

W pierwszej konkurencji, długim cyklu (Long Cycle), zawodnik wykonał 82 powtórzenia. Wynik zapewnił mu dwa złote medale – w kategorii open oraz weteranów. Chociaż był daleki od jego przedstartowych oczekiwań, wystarczył do pokonania rywali.

Drugiego dnia mistrzostw nasz Gość odzyskał część sił. W podrzucie (Jerk) wykonał 119 powtórzeń, ponownie zdobywając dwa złote medale. Najlepszy występ zachował jednak na trzeci dzień rywalizacji.

W konkurencji rwania (Snatch) osiągnął 206 powtórzeń, poprawiając rekord życiowy o jedno powtórzenie. Zdobył kolejne dwa złote medale, a suma rezultatów zapewniła mu także zwycięstwa w wieloboju (All Around) w obu kategoriach. Tym samym zakończył mistrzostwa z ośmioma złotymi krążkami.

Góralski charakter i medale dla Polski oraz Polonii

W osiągnięciu tak znakomitych wyników pomimo problemów zdrowotnych ogromne znaczenie miały w przypadku Tomasza Potaczka determinacja, konsekwencja i przywiązanie do swoich korzeni.

Codzienne treningi, praca i obowiązki rodzinne

Za sukcesami Mistrza Świata w Kettlebell Sport stoi wymagający harmonogram. Nasz Gość każdy dzień rozpoczyna od morsowania, a następnie wykonuje lekki trening lub ćwiczenia cardio. Przygotowuje również posiłki i napoje na cały dzień, po czym udaje się do pracy.

Po powrocie do domu czeka go kolejny trening, siłowy lub wytrzymałościowy. Jednocześnie Tomasz Potaczek stara się godzić sport z życiem rodzinnym. Wraz z żoną wychowuje syna, który ma liczne zajęcia pozaszkolne wymagające zaangażowania rodziców.

„Trzeba ciężko pracować, trzeba codziennie podchodzić do tego, że musisz zrobić to, co musisz zrobić” – to dewiza naszego Gościa.

Tomasz Potaczek w tym roku kończy 42 lata, ale nie zamierza zwalniać tempa. Nadal rywalizuje z młodszymi zawodnikami i zapowiada kolejne starty. Jak podkreśla, najważniejsze są motywacja, systematyczność i gotowość do pokonywania trudności.

Od sportów walki do światowej elity kettlebell

Sportowa droga Tomasza Potaczka rozpoczęła się w Nowym Targu, gdzie jako nastolatek trenował kickboxing. Po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych rozwijał umiejętności w boksie tajskim, MMA, karate i zapasach. Około 2010–2011 roku zainteresował się treningiem z odważnikami kettlebell, które początkowo traktował jako uzupełnienie przygotowań do sportów walki.

Z czasem kettlebell sport stał się jego główną dyscypliną. W 2015 roku po raz pierwszy wystartował w mistrzostwach świata jako reprezentant Stanów Zjednoczonych, a od 2017 roku reprezentuje Polskę. Zdobywał tytuły mistrza świata, Polski i Ameryki, triumfował również podczas zawodów Arnold Classic i Mr. Olympia.

W listopadzie 2025 roku na mistrzostwach świata w Chinach wywalczył sześć medali, w tym trzy złote, o czym także opowiadał w studiu Radia Deon Chicago. Artykuł można przeczytać tutaj. Tegoroczny występ w Indiach przyniósł jeszcze większy sukces i potwierdził jego miejsce w światowej czołówce dyscypliny.

Nie tylko mistrz, ale również trener

Tomasz Potaczek zwraca uwagę, że kettlebell sport jest dyscypliną dostępną zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Jego zdaniem najważniejsze są cierpliwość, odpowiednia technika i systematyczny trening, choć naturalne predyspozycje również mogą pomagać w osiąganiu wyników.

Jako przykład przywołał swoją dawną podopieczną z Wisconsin, Jordan Tyjeski, którą przygotowywał do rywalizacji od podstaw. Zawodniczka dwukrotnie z rzędu zdobyła mistrzostwo świata i ustanowiła rekord świata.

Historia pochodzącego z Nowego Targu sportowca pokazuje, jak wiele można osiągnąć dzięki konsekwencji i determinacji. Osiem złotych medali mistrzostw świata zdobytych mimo choroby, wyczerpującej podróży i zatrucia pokarmowego to kolejny rozdział jego imponującej kariery oraz powód do dumy dla chicagowskiej Polonii.

Serdecznie gratulujemy Tomkowi i życzymy dalszych sukcesów sportowych!

 

Źródło: informacja własna
Foto: Tomasz Potaczek
Czytaj dalej

News Chicago

Chicago Fire przegrywa z Philadelphia Union 1:3. Awans do play-offów wciąż niepewny

Opublikowano

dnia

Autor:

Chicago Fire FC przegrało w środę z Philadelphia Union 1:3 na Soldier Field, mimo że do przerwy prowadziło 1:0. Gospodarze stracili jednak jednego zawodnika po czerwonej kartce, a rywale wykorzystali przewagę liczebną, zdobywając trzy bramki w drugiej połowie. Jedynego gola dla Chicago strzelił Maren Haile-Selassie, który trafił do siatki w trzecim kolejnym spotkaniu. Pomimo porażki drużyna pozostaje na czwartym miejscu w Konferencji Wschodniej MLS i nadal walczy o drugi z rzędu awans do fazy play-off.

Chicago Fire objęło prowadzenie przed przerwą

Środowy pojedynek zakończył serię trzech kolejnych spotkań Chicago Fire na własnym stadionie. Gospodarze przystępowali do meczu z nadzieją na kolejne zwycięstwo, które przybliżyłoby ich do zapewnienia sobie miejsca w fazie pucharowej Major League Soccer.

Od początku spotkania Philadelphia Union pozwalała Chicago dłużej utrzymywać się przy piłce, koncentrując się na organizacji defensywy i szukaniu okazji do kontrataków. Piłkarze “Strażaków” starali się wykorzystać przewagę w posiadaniu piłki, jednak na pierwszą bramkę kibice musieli poczekać niemal do końca pierwszej połowy.

W 43. minucie Jonathan Dean posłał długie podanie na lewą stronę boiska, gdzie piłkę przejął Jonathan Bamba. Skrzydłowy spokojnie odegrał ją do lewego obrońcy Noaha Allena, który wycofał ją w okolice linii pola karnego. Do podania dopadł Maren Haile-Selassie i skutecznym strzałem pokonał bramkarza Philadelphii, dając Chicago prowadzenie 1:0.

Było to kolejne ważne trafienie szwajcarskiego skrzydłowego, który w ostatnich tygodniach należy do najskuteczniejszych zawodników zespołu.

Czerwona kartka zmieniła przebieg spotkania

Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Niedługo po zdobyciu bramki środkowy obrońca Chicago Fire Jack Elliott otrzymał drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Zawodnik musiał opuścić boisko, pozostawiając swoją drużynę w dziesiątkę. Osłabienie zespołu okazało się decydujące dla dalszego przebiegu rywalizacji.

Philadelphia Union wykorzystała przewagę jednego zawodnika i po przerwie zdecydowanie zwiększyła skuteczność swoich akcji ofensywnych. Chicago, które przez większą część pierwszej połowy kontrolowało posiadanie piłki, musiało zmienić sposób gry i skoncentrować się na obronie jednobramkowego prowadzenia. Goście szybko znaleźli jednak sposób na przełamanie defensywy gospodarzy.

Philadelphia zdobyła trzy gole w 22 minuty

Już pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy Philadelphia Union doprowadziła do wyrównania. W 50. minucie skuteczny kontratak gości zakończył Milan Iloski, zdobywając bramkę na 1:1. Dla napastnika Philadelphii było to piąte trafienie w ostatnich czterech rozegranych przez niego spotkaniach. Jego dobra forma strzelecka ponownie okazała się ważnym atutem zespołu, który w ostatnich tygodniach prezentuje wysoką skuteczność.

Zaledwie pięć minut później goście objęli prowadzenie. W 55. minucie młody pomocnik Cavan Sullivan zagrał piłkę wzdłuż bramki, a Bruno Damiani skierował ją do siatki z niewielkiej odległości.

Chicago próbowało odpowiedzieć, jednak gra w osłabieniu znacznie utrudniała gospodarzom organizowanie skutecznych akcji ofensywnych. Philadelphia wykorzystywała wolne przestrzenie i coraz częściej zagrażała bramce Fire. W 67. minucie Bruno Damiani ponownie wpisał się na listę strzelców. Napastnik zakończył kolejny kontratak swojej drużyny, ustalając wynik spotkania na 3:1 i kompletując dwa gole w meczu.

Trzy trafienia zdobyte w ciągu 22 minut drugiej połowy pozwoliły Philadelphii odwrócić losy rywalizacji i wywieźć z Soldier Field komplet punktów.

Maren Haile-Selassie kontynuuje znakomitą serię

Mimo porażki Chicago Fire jednym z wyróżniających się zawodników gospodarzy pozostaje Maren Haile-Selassie. Szwajcarski skrzydłowy zakończył serię trzech domowych spotkań z bramką w każdym z nich. To już drugi raz w obecnym sezonie, kiedy Haile-Selassie zdobywał gole w trzech kolejnych meczach. Jego skuteczność ma szczególne znaczenie dla Chicago, które walczy o utrzymanie wysokiej pozycji w tabeli Konferencji Wschodniej.

Zawodnik systematycznie poprawia również swoje miejsce w historycznych statystykach klubu. Z dorobkiem 23 bramek zajmuje obecnie dziewiąte miejsce na liście najlepszych strzelców Chicago Fire. Haile-Selassie ma także na koncie 54 udziały przy zdobytych bramkach, uwzględniające gole i asysty. Pod tym względem plasuje się na szóstym miejscu w historii klubu.

Jonathan Dean rozegrał setny mecz w barwach Chicago Fire

Środowe spotkanie było szczególne dla Jonathana Deana. Obrońca wystąpił po raz setny w sezonie zasadniczym MLS w barwach “Strażaków”, osiągając ważny jubileusz w swojej karierze. Dean został 25. zawodnikiem w historii klubu, który rozegrał co najmniej 100 ligowych spotkań dla chicagowskiej drużyny. Dołączył tym samym do grona piłkarzy, którzy zapisali się w klubowych statystykach.

Jonathan Dean

Jonathan Dean

Problemy kadrowe Chicago Fire

W spotkaniu z Philadelphia Union sztab szkoleniowy Chicago Fire nie mógł skorzystać z kilku zawodników zmagających się z problemami zdrowotnymi. Z powodu urazów niedostępny był obrońca Sam Rogers i pomocnicy André Franco, Robin Lod oraz Anzor Mekvabishvili.

Chicago Fire nadal na czwartym miejscu w Konferencji Wschodniej

Po środowej porażce Chicago Fire ma na koncie 48 punktów. Bilans drużyny wynosi 14 zwycięstw, dziewięć porażek i sześć remisów. Philadelphia Union poprawiła swój dorobek do 45 punktów, odnosząc trzynaste zwycięstwo w sezonie. Zespół ma również dziesięć porażek i sześć remisów.

Pomimo przegranej “Strażacy” zakończyli wieczór na czwartym miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej. Drużyna nadal pozostaje w dobrej pozycji do wywalczenia awansu do fazy play-off, choć środowy wynik oznacza, że nie udało się jeszcze zapewnić sobie udziału w rozgrywkach posezonowych.

Chicago walczy o drugi kolejny występ w play-offach po tym, jak w 2025 roku powróciło do tej fazy rozgrywek po ośmiu latach przerwy. Ostatni raz klub awansował do play-offów w dwóch następujących po sobie sezonach w 2009 roku.

Kolejny mecz Chicago Fire już w sobotę

Po zakończeniu serii trzech spotkań na Soldier Field Chicago Fire rozpocznie dwumeczowy wyjazd. Pierwszym przeciwnikiem będzie New England Revolution, z którym chicagowska drużyna zmierzy się w sobotę, 17 października. Mecz będzie transmitowany na całym świecie za pośrednictwem Apple TV.

 

Źródło: Chicago Fire
Foto: Chicago Fire, YouTube, Philadelphia Union
Czytaj dalej

Popularne

Kalendarz

październik 2014
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Popularne w tym miesiącu