News USA
Nalot ICE w Newark, NJ
Burmistrz miasta Newark Ras J. Baraka, poinformował, że w czwartek, agenci U.S. Immigration and Customs Enforcement (ICE) przeprowadzili nalot na lokalny zakład w mieście, zatrzymując nieudokumentowanych mieszkańców ale i obywateli bez okazania nakazu. Jak twierdzi burmistrz, jednym z zatrzymanych jest weteran armii USA, który doznał upokorzenia, gdy kwestionowano legalność jego dokumentów wojskowych.
Burmistrz oświadczył, “Ten rażący akt jest jawnym naruszeniem Czwartej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która gwarantuje „prawo ludzi do bezpieczeństwa ich osób, domów, dokumentów i rzeczy przed nieuzasadnionymi przeszukaniami i zajęciami…””
CBS New York cytuje oświadczenie rzecznika ICE w tej sprawie: “U.S. Immigration and Customs Enforcement może napotkać obywateli USA podczas pracy w terenie i może poprosić o identyfikację w celu ustalenia tożsamości osoby, jak miało to miejsce podczas ukierunkowanej operacji egzekwowania prawa w miejscu pracy dzisiaj w Newark w stanie New Jersey. Jest to aktywne dochodzenie i zgodnie z polityką ICE nie możemy omawiać trwających dochodzeń.”
Burmistrz Newarku zakończył swoje oświadczenie zdaniem: “Newark nie będzie stał bezczynnie, gdy ludzie są bezprawnie terroryzowani. Zorganizuję konferencję prasową w sojuszu z partnerami gotowymi i chętnymi do obrony i ochrony praw obywatelskich i praw człowieka. Szczegóły wkrótce”.
ICE poinformowało dzisiaj, że w ciągu trzech dni, dokonało 538 aresztów – głównie groźnych przestępców, jak mordercy i gwałciciele. Tom Homan, powołany przez Donalda Trumpa car ds. granicy, powiedział jednak, że jeżeli w trakcie nalotów, których celem są “poważni przestępcy”, ICE napotka inne osoby nieudokumentowane, one również zostaną aresztowane.

Autorka: Monika Adamski
Foto: ICE
News USA
Rachunki za wodę w USA gwałtownie rosną. Płacimy średnio o 62 procent więcej niż dekadę temu
W Stanach Zjednoczonych rosną nie tylko ceny żywności i innych podstawowych produktów. Coraz większym obciążeniem dla amerykańskich gospodarstw domowych stają się także rachunki za wodę. W ciągu ostatniej dekady wzrosły one średnio o 62 procent, a w niektórych częściach kraju roczny koszt dostaw wody przekracza już 1 400 dolarów.
Analiza organizacji non-profit Food and Water Watch pokazuje, że koszty dostaw wody do amerykańskich domów zwiększyły się znacząco w okresie od 2015 do 2025 roku. Wzrost następuje w czasie, gdy przedsiębiorstwa wodociągowe muszą inwestować w starzejącą się infrastrukturę oraz dostosowywać swoje systemy do skutków zmian klimatycznych.
Jednocześnie zmniejszyło się federalne wsparcie przeznaczone na infrastrukturę wodną. Według Infrastructure Report Card z 2025 roku, od roku fiskalnego 2022 Kongres przeznaczał co najmniej miliard dolarów mniej od zatwierdzonego poziomu finansowania federalnego funduszu wspierającego stanowe projekty infrastruktury wodnej.
Potrzeby infrastrukturalne liczone w setkach miliardów dolarów
Skala potrzeb pozostaje ogromna. Badanie Agencji Ochrony Środowiska (EPA) z 2023 roku wskazuje, że systemy dostarczające wodę pitną w całych Stanach Zjednoczonych będą potrzebowały 625 miliardów dolarów inwestycji w ciągu kolejnych dwóch dekad.
Pieniądze mają być potrzebne zarówno na modernizację infrastruktury, jak i dostosowanie systemów do wymogów związanych z ochroną zdrowia. Koszty takich inwestycji mogą mieć bezpośrednie znaczenie dla rachunków płaconych przez odbiorców.
Przeanalizowano rachunki 155 milionów mieszkańców
Food and Water Watch oparł analizę na danych pochodzących z 500 największych lokalnych systemów wodociągowych w Stanach Zjednoczonych. Łącznie obsługują one około 155 milionów ludzi. Porównano koszty dostarczenia 60 tysięcy galonów wody rocznie. Jest to szacunkowa ilość wykorzystywana przez gospodarstwo domowe do picia, kąpieli, prania i innych podstawowych potrzeb.
Analiza nie obejmowała opłat za odprowadzanie ścieków ani gospodarowanie wodami opadowymi. Usługi te mogą być obsługiwane przez odrębne przedsiębiorstwa i generować dodatkowe koszty dla gospodarstw domowych.

Średni roczny rachunek wynosi 531 dolarów
W 2025 roku przeciętny rachunek za wodę wśród 500 przeanalizowanych systemów wynosił 531 dolarów rocznie. Różnice pomiędzy poszczególnymi częściami kraju są jednak bardzo duże. Najniższy koszt wśród objętych analizą systemów odnotowano w Hempstead w stanie Nowy Jork. Zarządzany przez sektor publiczny system wodociągowy pobierał w 2025 roku średnio zaledwie 133 dolary rocznie.
Ponad 1 400 dolarów rocznie w San Jose
Na drugim końcu zestawienia znalazło się San Jose w Kalifornii. Prywatna firma San Jose Water pobierała w 2025 roku średnio 1 416 dolarów rocznie. W ciągu dziesięciu lat koszty w San Jose zwiększyły się aż o 163 procent. Jest to jeden z przykładów pokazujących, jak bardzo wysokość rachunków może zależeć od miejsca zamieszkania oraz sposobu zarządzania lokalnym systemem wodociągowym.
Najtaniej w Idaho, najdrożej w Wirginii Zachodniej
Spośród stanów uwzględnionych w analizie najniższe ogólne rachunki odnotowano w Idaho. Trzy największe tamtejsze systemy wodociągowe pobierały w 2025 roku średnio 286 dolarów rocznie. Najwyższe koszty odnotowano natomiast w Wirginii Zachodniej, która jednocześnie należy do stanów o wysokim poziomie ubóstwa. Dwa największe systemy wodociągowe, należące do American Water, pobierały średnio 1 383 dolary rocznie.

Prywatne wodociągi wyraźnie droższe
Analiza wskazuje również na znaczącą różnicę między systemami publicznymi a wodociągami prowadzonymi przez przedsiębiorstwa nastawione na zysk. W powiatach obsługiwanych przez prywatne firmy rachunki były przeciętnie wyższe.
W 2025 roku prywatne przedsiębiorstwa pobierały średnio 823 dolary rocznie. Było to o 329 dolarów więcej niż średnia w systemach publicznych, która wynosiła około 494 dolarów.
Woda staje się kolejnym problemem domowych budżetów
W skali całego kraju rachunki za wodę wzrosły w ciągu dekady średnio o 62 procent. Nie wszędzie tendencja była jednak taka sama – w części analizowanych miejsc ceny się nie zmieniły, a w dziewięciu lokalizacjach spadły od 1 do 20 procent.
Dla milionów gospodarstw domowych kierunek zmian pozostaje jednak wyraźny. Konieczność modernizacji starzejących się sieci, dostosowania infrastruktury do zmieniających się warunków klimatycznych oraz ogromna skala potrzeb inwestycyjnych sprawiają, że koszt jednej z najbardziej podstawowych usług staje się coraz bardziej obciążającą pozycją w domowych budżetach Amerykanów.
Źródło: cbs
Foto: istock/BrianAJackson/ brizmaker/Lordn/
News USA
Rząd nasila śledztwa w sprawie osób, które nielegalnie głosowały. Konsekwencje imigracyjne
Przed listopadowymi wyborami federalne organy coraz intensywniej sprawdzają przypadki głosowania przez osoby niebędące obywatelami Stanów Zjednoczonych. Pod koniec sierpnia ICE dodało do systemu używanego podczas przyjmowania osób do aresztu nowe pytanie: czy zatrzymany kiedykolwiek nielegalnie głosował w Stanach Zjednoczonych? Od 1 października procedura została rozszerzona. Jeżeli zatrzymany odpowie twierdząco, funkcjonariusz ma również ustalić, czy głos został oddany osobiście, czy korespondencyjnie.
To jednak tylko jeden z kilku sposobów prowadzenia takich dochodzeń. Nowe pytania ICE dotyczą osób, które już znalazły się w areszcie imigracyjnym. Nie oznacza to jednak, że rząd poszukuje przypadków nielegalnego głosowania wyłącznie wśród zatrzymanych.
W sierpniu setki funkcjonariuszy zajmujących się dochodzeniami imigracyjnymi zostały skierowane do pracy związanej z potencjalnymi przypadkami nielegalnego głosowania. Jednocześnie administracja prowadzi szerokie porównywanie danych wyborczych z informacjami federalnymi. DHS otrzymał listy wyborców z co najmniej 47 stanów, a federalne agencje zostały wezwane do przyspieszenia ich analizy w poszukiwaniu potencjalnych osób niebędących obywatelami USA.
5 października Departament Sprawiedliwości poinformował o zarzutach wobec 16 osób w sprawach dotyczących nielegalnego głosowania, nieprawidłowej rejestracji wyborczej, fałszywego podawania się za obywatela USA oraz związanych z tym przestępstw. Co istotne, wiele z tych osób przebywało w Stanach Zjednoczonych legalnie i posiadało zielone karty.
Jednym z przykładów jest Andrea Catanese, 60-letni obywatel Włoch i legalny stały rezydent USA. Według aktu oskarżenia Catanese zagłosował w wyborach w 2024 r. Następnie złożył podanie o obywatelstwo i podał, że nigdy nie głosował w wyborach federalnych. Według prokuratury powtórzył tę samą odpowiedź podczas rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym rozpatrującym jego wniosek.
Sprawę badało Homeland Security Investigations przy współpracy z Pasco County Supervisor of Elections. DOJ nie podaje jednak, co dokładnie zapoczątkowało dochodzenie przeciwko Catanese. Postawiono mu zarzuty dotyczące głosowania przez osobę niebędącą obywatelem USA, próby bezprawnego uzyskania naturalizacji oraz złożenia fałszywego oświadczenia w związku z naturalizacją.
Nowe działania pokazują, że informacje o potencjalnym nielegalnym głosowaniu mogą pojawić się na różnych etapach: podczas pobytu w areszcie ICE, w toku dochodzenia HSI, poprzez porównanie danych wyborczych z danymi federalnymi albo przy rozpatrywaniu wniosku o naturalizację.

Jest jeszcze jeden interesujący przykład. W Wisconsin obywatelka Macedonii Północnej została zatrzymana przy próbie ponownego wjazdu do USA w sierpniu 2026 r. Federalny agent później ją przesłuchał, a według skargi przyznała, że zarejestrowała się i głosowała w wyborach w 2024 r. We wrześniu pozwolono jej dobrowolnie wyjechać z USA, a obecnie w przypadku próby powrotu podlega nakazowi aresztowania w sprawie karnej.
Sama zasada, że osoby niebędące obywatelami nie mogą głosować w wyborach federalnych, nie jest oczywiście nowa. Nowa jest natomiast skala i sposób, w jaki federalne organy aktywnie poszukują takich przypadków — od analizy list wyborców i dochodzeń HSI po pytania zadawane osobom znajdującym się w areszcie ICE.
Autorka: Mecenas Magdalena Grobelski
Petycje imigracyjne i konsultacje dostępne online
[email protected]
Źródła: U.S. Department of Justice, U.S. Department of Homeland Security
Foto: YouTube
News USA
Amerykańskie uczelnie obniżają czesne. Coraz więcej młodych ludzi pyta, czy dyplom jest wart swojej ceny
Rosnące koszty studiów i perspektywa wieloletniej spłaty kredytów studenckich sprawiają, że młodzi Amerykanie coraz uważniej oceniają opłacalność czteroletnich studiów. Część uczelni odpowiada radykalnymi obniżkami czesnego. W niektórych przypadkach ceny spadają niemal o połowę, a szkoły liczą, że bardziej przejrzyste i przystępne koszty przyciągną nowych studentów.
Zmiany wprowadzane są zarówno w obecnym roku akademickim, jak i planowane na jesień 2027 roku. Uczelnie próbują w ten sposób odpowiedzieć na obawy rodzin związane z kosztami edukacji, wysokim zadłużeniem studenckim oraz rosnącymi wątpliwościami dotyczącymi wartości tradycyjnego dyplomu.
Emory & Henry obniżył czesne o połowę
Jednym z przykładów jest Emory & Henry University. Uczelnia wcześniej ustalała oficjalne czesne na poziomie około 40 tysięcy dolarów, jednocześnie oferując stypendia za osiągnięcia sięgające 23 tysięcy dolarów. W obecnym roku akademickim zmniejszyła czesne dla studentów studiów licencjackich do 19 900 dolarów. Jednocześnie nadal oferuje stypendia za osiągnięcia wynoszące do 5 tysięcy dolarów.
Uczelnia pokrywa również koszty czesnego określonej grupie studentów z Wirginii, którzy spełniają wymagania dotyczące dochodów. Prezydent uczelni dr Louise Fincher wyjaśniła, że obniżka była jednym z elementów szerszej strategii rekrutacyjnej. Obecne czesne lepiej odzwierciedla rzeczywisty koszt edukacji, podczas gdy wcześniejsza wysoka cena mogła odstraszać potencjalnych kandydatów.
Największy nabór od 190 lat
Zmiana zbiegła się z bardzo dobrymi wynikami rekrutacji. W sierpniu Emory & Henry przyjął największą nową grupę studentów w swojej 190-letniej historii. Na semestr jesienny depozyty wpłaciło 492 studentów. Oznacza to wzrost liczby nowych studentów o niemal 30 procent w porównaniu z grupą rozpoczynającą naukę jesienią 2025 roku.
University of Tulsa: z 54 tysięcy do 25 tysięcy dolarów
Jeszcze większą nominalną obniżkę planuje University of Tulsa. Łączne czesne i opłaty mają spaść z około 54 tysięcy do 25 tysięcy dolarów.
Do podobnych działań przygotowuje się Concordia University, St. Paul. Od przyszłego roku akademickiego uczelnia planuje zmniejszyć czesne o kolejne 5 500 dolarów. Nie będzie to pierwsza duża korekta cen na Concordii. Już w 2013 roku uczelnia obniżyła czesne o 33 procent. Teraz planuje kolejną zmianę określaną jako Tuition Reset 2.0, która zacznie obowiązywać w 2027 roku.

Concordia University Saint Paul
Wysoka cena może odstraszać jeszcze przed złożeniem podania
Dyrektor operacyjny Concordia University, St. Paul, wskazuje, że przystępność finansowa należy obecnie do najważniejszych problemów studentów i ich rodzin. Wysoka oficjalna cena dyplomu może sprawić, że kandydaci rezygnują z rozważania danej uczelni jeszcze przed poznaniem możliwości otrzymania pomocy finansowej.
Pierwsza obniżka przeprowadzona na uczelni w 2013 roku stworzyła lepszy model cenowy, przyniosła znaczący wzrost liczby studentów i poprawę wyników. Kolejna korekta ma ponownie zwiększyć dostępność studiów dla rodzin obawiających się wysokich kosztów.
Carroll College obniży cenę o 40 procent
Do zmian przygotowuje się również Carroll College w Helenie w Montanie. Przed podjęciem decyzji przedstawiciele uczelni konsultowali się z Concordia University, analizując sposób przebudowy własnego systemu opłat.

Carroll College
Od jesieni 2027 roku oficjalna cena czesnego w Carroll College ma zostać obniżona o 40 procent, do 26 800 dolarów. Uczelnia zamierza jednocześnie zlikwidować opłaty pobierane od studentów studiów licencjackich. Nowa cena ma sprawić, aby więcej studentów i rodzin od początku postrzegało tę uczelnię jako realną finansowo możliwość.
Wcześniej zbyt wielu kandydatów wcześniej odrzucało Carroll College, zanim jeszcze odwiedzili kampus, spotkali się z doradcą rekrutacyjnym lub sprawdzili dostępne formy pomocy finansowej. Powodem była oficjalna cena, która sprawiała wrażenie znajdującej się poza ich zasięgiem.
Zmienia się sposób myślenia o cenie studiów
Obniżki czesnego pokazują zmianę strategii części amerykańskich uczelni. Przez lata wiele szkół publikowało wysokie ceny czesnego, a następnie znacząco zmniejszało rzeczywisty koszt za pomocą stypendiów i innych form pomocy finansowej.

Coraz więcej uczelni dochodzi jednak do wniosku, że sama wysoka cena widoczna na początku procesu rekrutacji może odstraszyć kandydatów. Zamiast liczyć wyłącznie na stypendia zmniejszające końcowy rachunek, szkoły zaczynają obniżać oficjalne czesne, aby od początku pokazać rodzinom bardziej realistyczny koszt studiów.
Zmiany następują w momencie, gdy młodzi Amerykanie mają coraz więcej możliwości poza tradycyjnymi czteroletnimi studiami i coraz dokładniej analizują finansowe konsekwencje swoich decyzji. Dla uczelni oznacza to konieczność udowodnienia nie tylko jakości oferowanego wykształcenia, ale także tego, że jego cena jest uzasadniona.
Źródło: foxbusiness
Foto: McGhiever, Carroll College, istock/AndreyPopov/Zinkevych/
-
News Chicago6 dni temuDuży postęp w leczeniu Filipa Czarneckiego. Policjant mówi, pamięta i rozpoczął intensywną rehabilitację
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuJanusz Stokłosa wystąpi z batutą w Chicago. W niedzielę koncert „Polish Soul, American Spirit”
-
News USA4 tygodnie temuTrump zapowiada po 5 tys. dolarów dla Amerykanów. Dostaniemy te pieniądze?
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW2 tygodnie temuWici zapraszają dzieci, młodzież i dorosłych. Ruszył nabór do zespołu w Algonquin
-
GOŚCIE BUDZIK MORNING SHOW3 tygodnie temuGrażyna Auguścik nagra koncert na żywo. Publiczność będzie częścią nowego albumu
-
News USA3 tygodnie temuDonald Trump: obawy o bezpieczeństwo AI to „oszustwo”
-
News Chicago3 tygodnie temuJohnson rusza po drugą kadencję. Przed burmistrzem trudna i kosztowna kampania
-
News Chicago1 tydzień temuDonald Trump wystąpił na Presidents Cup w Medinah Country Club pod Chicago











