Połącz się z nami

News USA

Planned Parenthood sprzedaje abortowane płody i ich części

Opublikowano

dnia

We wtorek kilku członków Izby Republikańskiej było gospodarzami panelu dyskusyjnego, podczas którego mówiono o strasznym procederze pobierania narządów od abortowanych dzieci i handlu nimi. Ojciec Paweł Kosiński SJ wzywa by stanowczo się domagać aby Kongres zajął się tą sprawą.

Prezentacja, prowadzona przez Kongresmenkę Marjorie Taylor Greene z Georgii, obejmowała zeznania Davida Daleidena, założyciela grupy śledczej Center for Medical Progress, i Terrisy Bukovinac, założycielki Postępowego Powstania Antyaborcyjnego (PAUU).

Zeznali oni, że Planned Parenthood i inne kliniki aborcyjne w całym kraju sprzedają narządy i części ciała abortowanych dzieci na lukratywnym czarnym rynku biomateriałów.

Daleiden, który opublikował kilka tajnych filmów przedstawiających pracowników Planned Parenthood omawiających sprzedaż części ciał, wezwał Izbę do wszczęcia formalnego śledztwa w sprawie udziału branży aborcyjnej w pobieraniu narządów, twierdząc, że rząd i siły medialne próbują uciszyć tą sprawę.

Sprzedaż części ciała dziecka na czarnym rynku

Kongresmenka Marjorie Taylor Greene zwróciła uwagę, że branża aborcyjna działa praktycznie bez federalnego lub niezależnego nadzoru, co umożliwia jej prowadzenie nielegalnej działalności.

David Daleiden twierdzi, że jego tajne badania wykazały istnienie sieci firm współpracujących z Planned Parenthood i innymi dostawcami usług aborcyjnych w celu pozyskiwania części ciała dziecka do eksperymentów i innych celów.

Jeden z tajnych filmów przez niego pokazany przedstawiał dyrektorkę Planned Parenthood w stanie Waszyngton, która prognozowała, że jej organizacja zarobi 250 000 dolarów na sprzedaży części dzieci pojedynczej firmie biotechnologicznej o nazwie StemExpress (obecnie CGT Global).

Daleiden opisał także współpracę Planned Parenthood z Uniwersytetem Kalifornijskim i Uniwersytetem w Pittsburghu, w ramach której podmiot przeprowadzający aborcję otrzymuje pieniądze w zamian za dostarczenie części ciała dziecka.

Jeden z eksperymentów odkrytych przez Daleidena w 2020 roku ujawnił, że Uniwersytet w Pittsburghu wszczepiał szczurom laboratoryjnym głowy abortowanych dzieci, umożliwiając gryzoniom hodowanie ludzkich włosów.

David Daleiden twierdzi, że eksperyment ten został sfinansowany z federalnych dotacji z Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH), który jest finansowany przez podatników. Według danych zebranych przez Instytut Charlotte Lozier NIH wydaje średnio 108 milionów dolarów rocznie na eksperymenty na płodach.

Zarzuty dotyczące zaangażowania Kamali Harris

David Daleiden zarzucił także, że wiceprezydent Kamala Harris była zamieszana w „tuszowanie” programu pobierania narządów stosowanego przez przemysł aborcyjny, wskazując na jej działania jako Prokurator Generalnej Kalifornii.

Po opublikowaniu przez Center for Medical Progress filmów wideo ujawniających kadrę kierowniczą Planned Parenthood, Harris zarządziła nalot na mieszkanie Daleidena w celu przejęcia „setek godzin niepublikowanych tajnych materiałów” – powiedział.

Pod rządami Kamali Harris jako Prokurator Generalnej,  kalifornijski wymiar sprawiedliwości postawił Daleidena w stan oskarżenia, wydał nakaz powstrzymania go od ujawnienia reszty materiału filmowego i ostatecznie nałożył na jego grupę grzywnę w wysokości 25 milionów dolarów.

Sąd federalny w Kalifornii uznał, że tajna praca grupy Daleidena naruszała przepisy stanowe i federalne.

„Branża aborcyjna, na czele której stoi Planned Parenthood, jest potężną [grupą] specjalnego interesu w naszym kraju; walczą o uciszenie doniesień na temat ich czarnego rynku pozyskiwania abortowanych dzieci, a ciągłe tuszowanie trafia na najwyższe szczeble naszego rządu” – powiedział Daleiden.

„D.C. Five” i ustawa FACE

Podczas wtorkowego panelu aktywistka pro-life Terrisa Bukovinac, mówiła o tym, jak w marcu 2022 r. członkowie jej grupy znaleźli w plastikowym kontenerze transportowym całkowicie nienaruszonego martwego chłopczyka z trzeciego trymestru ciąży.

Bukovinac stwierdziła, że na podstawie poziomu rozwoju dziecka miał on 33 tygodnie, a fakt, że ciało dziecka było w dużej mierze nienaruszone, wskazuje, że najprawdopodobniej zostało zabite po urodzeniu żywym.

Chłopca znaleziono w skrzyni przed Washington Surgi-Clinic w Waszyngtonie. Chłopczyk wraz ze szczątkami 114 innych dzieci miał zostać wysłany do Baltimore przez firmę Curtis Bay Medical Waste Services w celu spalenia i zapewnienia miastu energii odnawialnej.

33-tygodniowe dziecko było jednym z pięciorga dzieci urodzonych w późnym terminie odnalezionych przed kliniką Washington Surgi-Clinic prowadzoną przez D.R. Cesare Santangelo. O makabrycznym znalezisku informowaliśmy tutaj.

Pomimo oburzenia z powodu tych dzieci, które zaczęto nazywać „D.C. Five” – Departament Sprawiedliwości (DOJ) nie ogłosił żadnych zamiarów podjęcia jakichkolwiek działań. Tymczasem biuro lekarza sądowego Waszyngtonu odmówiło zezwolenia na niezależne badanie ciał.

Natomiast jedna z członkiń jej grupy, Lauren Handy, została aresztowana w 2023 r. za naruszenie ustawy o swobodnym dostępie do wejść do klinik (FACE) w ramach kolejnego protestu, o czym pisaliśmy tutaj.

Terrisa Bukovinac potępiła Departament Sprawiedliwości za ignorowanie „bardzo prawdopodobnych przestępstw federalnych” w klinice aborcyjnej w Waszyngtonie.

„Zamiast tego Departament Sprawiedliwości poświęca swój czas na ściganie i więzienie moich przyjaciół za całkowicie pokojowe, bezpośrednie działania bez użycia przemocy, podczas gdy  powinni ścigać zabójców popełniających przestępstwa federalne” – stwierdziła.

Wezwała Kongres do wezwania D.R. Cesare Santangelo i nakazania niezależnego zbadania ciał dzieci.

Kongresmenka Mary Miller ze stanu Illinois potępiła Departament Sprawiedliwości za ignorowanie sprawy “D.C. Five”.

Wezwała też Departament Sprawiedliwości oraz Departament Zdrowia i Opieki Społecznej do egzekwowania prawa federalnego i powstrzymania nielegalnej działalności w Planned Parenthood oraz zaprzestania finansowania “tych ośrodków śmierci”.

Miller powiedziała, że Kongres ma prawo usunąć szefów Departamentu Sprawiedliwości i HHS  ze stanowiska, jeśli odmówią zbadania tych zabójstw.

 

Źródło: cna
Foto: YouTube, istock

News USA

Polska aktualizuje program energetyki jądrowej. Pierwszy reaktor ma ruszyć w 2036 roku

Opublikowano

dnia

Autor:

Polskie Elektrownie Jądrowe

Polski rząd po raz pierwszy od sześciu lat zaktualizował program rozwoju energetyki jądrowej. Nowy harmonogram przewiduje uruchomienie pierwszego reaktora w 2036 roku, czyli trzy lata później niż wcześniej zakładano. Pierwszy blok drugiej elektrowni jądrowej ma natomiast rozpocząć pracę około 2040 roku. Mimo opóźnień atom ma odpowiadać wówczas za około 15–16 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce.

Opóźnienia w realizacji programu były spodziewane, ponieważ przygotowania do budowy pierwszych polskich elektrowni jądrowych nie przebiegały zgodnie z harmonogramem określonym w poprzedniej wersji programu, przyjętej w 2020 roku za rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Obecny rząd zapewnia jednak, że energetyka jądrowa nadal ma stać się jednym z najważniejszych elementów bardziej zróżnicowanego systemu energetycznego kraju. Minister Energii Miłosz Motyka podkreśla, że celem jest nie tylko budowa nowych mocy, ale również stworzenie silnego polskiego przemysłu jądrowego, który będzie wspierał gospodarkę i bezpieczeństwo państwa przez kolejne dekady.

Dwie elektrownie i nawet 9 GW mocy

Zgodnie ze zaktualizowanym Polskim Programem Energetyki Jądrowej w kraju mają powstać dwie elektrownie o łącznej mocy od około 6 GW do 9 GW. Obiekty mają wykorzystywać wielkoskalowe reaktory generacji III+.

Pierwsza elektrownia, której całkowita moc ma wynieść około 3,75 GW, powstaje we współpracy z amerykańskim konsorcjum tworzonym przez firmy Westinghouse i Bechtel. Obiekt zostanie zbudowany w gminie Choczewo nad Bałtykiem, gdzie prowadzone są już prace przygotowawcze. Projekt ma otrzymać około 13,8 miliarda euro pomocy publicznej w latach 2025–2030. W ubiegłym roku wsparcie państwa dla inwestycji zostało zatwierdzone przez Komisję Europejską.

Pierwszy beton jądrowy w 2028 roku

W marcu 2026 roku inwestor złożył do prezesa Państwowej Agencji Atomistyki wniosek o wydanie zezwolenia na budowę elektrowni. Wylanie pierwszego betonu jądrowego zaplanowano na 2028 rok.

Pierwszy reaktor ma rozpocząć komercyjną pracę w 2036 roku. Oznacza to przesunięcie terminu o trzy lata w stosunku do wcześniejszych planów.

Elektrownia będzie pierwszym wielkoskalowym obiektem jądrowym produkującym energię elektryczną w Polsce i ma odegrać kluczową rolę w stopniowym ograniczaniu zależności kraju od węgla.

Druga elektrownia jądrowa około 2040 roku

Równolegle trwają przygotowania do realizacji drugiej polskiej elektrowni jądrowej. Rozpoczęcie jej budowy zaplanowano na 2032 rok, natomiast pierwszy blok powinien rozpocząć pracę około 2040 roku, czyli rok później niż przewidywał wcześniejszy harmonogram.

Preferowanymi lokalizacjami pozostają Bełchatów i Konin w centralnej Polsce. Oba regiony dysponują istniejącą infrastrukturą energetyczną oraz wieloletnim doświadczeniem związanym z produkcją energii elektrycznej. O kontrakt na dostarczenie technologii i budowę drugiej elektrowni konkurują przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych, Francji i Kanady. Polska ma wybrać partnera w przyszłym roku.

Polskie firmy mają zdobywać coraz większą część kontraktów

Jednym z głównych założeń zaktualizowanego programu jest zwiększenie udziału krajowych przedsiębiorstw w powstającym sektorze jądrowym. Według rządu polskie firmy mają odpowiadać za około 40 proc. wartości projektu pierwszego reaktora.

Przy realizacji kolejnych bloków ich udział może wzrosnąć nawet do 70 proc. Ma być to możliwe dzięki zdobywaniu doświadczenia, rozwijaniu specjalistycznych kompetencji oraz uzyskiwaniu certyfikatów niezbędnych do pracy przy projektach jądrowych.

Rząd chce jednocześnie stworzyć szerokie zaplecze kadrowe dla całej branży. W przygotowanie specjalistów mają zostać zaangażowane uczelnie, instytuty badawcze, szkoły techniczne oraz przedsiębiorstwa.

elektrownia-jadrowa

Polska stopniowo odchodzi od dominacji węgla

Rozwój energetyki jądrowej jest częścią szerszej transformacji polskiego systemu energetycznego. Obecnie węgiel odpowiada za około połowę produkcji energii elektrycznej w kraju, co jest zdecydowanie najwyższym udziałem tego paliwa wśród państw Unii Europejskiej.

W ciągu ostatniej dekady sytuacja wyraźnie się jednak zmieniła. Dziesięć lat temu z węgla pochodziło około 87 proc. energii elektrycznej produkowanej w Polsce. W tym samym okresie udział odnawialnych źródeł energii wzrósł z 9 proc. do 29 proc.

W 2040 roku węgiel ma mieć marginalne znaczenie

Zgodnie z krajowym planem energetyczno-klimatycznym zatwierdzonym w czerwcu, do 2040 roku udział węgla w polskim miksie energetycznym ma spaść do zaledwie 0–5 proc. Energetyka jądrowa ma wówczas zapewniać około 15–16 proc. energii, a gaz 7–8 proc.

Największa część pozostałej produkcji ma pochodzić z odnawialnych źródeł. Lądowe elektrownie wiatrowe mają odpowiadać za 22–27 proc., morskie farmy wiatrowe za 18–21 proc., a fotowoltaika za 14–18 proc.

górnik

Oznacza to, że w ciągu kilkunastu lat polska energetyka ma przejść fundamentalną zmianę – od systemu zdominowanego przez węgiel do modelu opartego przede wszystkim na odnawialnych źródłach energii oraz elektrowniach jądrowych.

Polska stawia również na małe reaktory modułowe

Oprócz dwóch planowanych dużych elektrowni jądrowych w Polsce rozwijane są również projekty małych reaktorów modułowych SMR. Są one znacznie mniejsze od tradycyjnych reaktorów wykorzystywanych w wielkoskalowych elektrowniach.

Elementy takich instalacji mają być w dużej mierze prefabrykowane w fabrykach, a następnie montowane w miejscu docelowym. Zwolennicy tej technologii wskazują, że może ona pozwolić na szybsze i bardziej opłacalne zwiększanie mocy jądrowych.

 

Źródło: NFP
Foto: PEJ, YouTube
Czytaj dalej

News USA

Krzyż i szopka pozostaną na publicznym placu w Los Angeles pomimo wniosku o ich usunięcie

Opublikowano

dnia

Autor:

Krzyż oraz szopka znajdujące się w historycznym centrum Los Angeles pozostaną na swoim miejscu po decyzji federalnego sądu apelacyjnego. O pozwie o usunięcie religijnych symboli z przestrzeni publicznej, złożonej przez mieszkańca miasta, Jacka Gerritsena, mówi Jezuita, Ojciec Paweł Kosiński. Mężczyzna określa się jako osoba niewierząca i twierdzi, że obecność monumentów sprawia, iż czuje się wykluczony.

Krzyż i szopka znajdują się na terenie El Pueblo de Los Angeles, historycznego centrum miasta związanego z jego założeniem w 1781 roku. Spór dotyczy tego, czy obecność religijnych symboli w tym miejscu jest zgodna z konstytucyjnymi zasadami dotyczącymi relacji państwa i religii.

Jack Gerritsen pozwał władze Los Angeles, argumentując, że ekspozycje naruszają klauzulę ustanowienia religii zawartą w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. W pozwie wskazał, że jako osoba niewierząca czuje się przez nie wykluczony z przestrzeni publicznej.

Sąd niższej instancji odrzucił argumenty mieszkańca

Federalny sąd okręgowy wcześniej wydał rozstrzygnięcie niekorzystne dla Gerritsena. Mieszkaniec Los Angeles odwołał się następnie do Federalnego Sądu Apelacyjnego 9. Okręgu. 29 września poinformowano, że sąd apelacyjny również nie przychylił się do jego wniosku. Sędziowie uznali, że skarżący nie wykazał przesłanek, które uzasadniałyby usunięcie monumentów na obecnym etapie postępowania.

Zdaniem sądu Jack Gerritsen nie wykazał między innymi, że pozostawienie krzyża i szopki spowodowałoby dla niego nieodwracalną szkodę. Nie udowodnił również, że usunięcie ekspozycji leżałoby w interesie publicznym.

Przedsiębiorcy z Olvera Street chcieli bronić monumentów

Do sporu próbowali przyłączyć się przedsiębiorcy działający przy pobliskiej Olvera Street. Chcieli wystąpić w obronie krzyża i szopki jako elementów związanych z historią oraz kulturowym dziedzictwem tego miejsca.

Sąd apelacyjny ostatecznie nie zgodził się na przystąpienie przedsiębiorców do postępowania. Uznał, że ich udział stał się bezprzedmiotowy w związku z odrzuceniem wniosku Gerritsena.

Krzyż w El Pueblo de Los Angeles

Los Angeles jako przestrzeń różnych tradycji

Prawniczka Andrea Butler, reprezentująca przedsiębiorców w ich staraniach o dołączenie do sprawy, oceniła decyzję sądu jako zgodną ze zdrowym rozsądkiem. Podkreśliła, że Los Angeles należy zarówno do osób różnych wyznań, jak i ludzi niewierzących.

Według Butler naturalną konsekwencją tej różnorodności jest obecność jej śladów także w przestrzeni publicznej. Krzyż i szopka w El Pueblo de Los Angeles mają pozostawać częścią historycznego i kulturowego krajobrazu tego miejsca podczas dalszego postępowania.

Sprawa wróci do sądu niższej instancji

Decyzja sądu apelacyjnego nie kończy jeszcze całego postępowania. Sprawa zostanie ponownie skierowana do federalnego sądu okręgowego, który będzie zajmował się nią w dalszym toku procesu.

 

Źródło: ewtnnews
Foto: Becket, hmdb.org
Czytaj dalej

News USA

Dramat na pokładzie Flydubai. Nowe informacje po ataku na pilota, który uratował 174 osoby

Opublikowano

dnia

Autor:

Smit Machchhar

Coraz więcej wiadomo o dramatycznych wydarzeniach na pokładzie samolotu Flydubai lecącego w środę z Dubaju do Tel Awiwu. Drugi pilot miał zaatakować nożem kapitana Smita Machchhara i podjąć próbę rozbicia maszyny, która gwałtownie straciła ponad 17 tysięcy stóp wysokości. Ranny kapitan zdołał otworzyć drzwi kokpitu, pasażerowie obezwładnili napastnika, a dwaj piloci podróżujący poza służbą przejęli stery i bezpiecznie wylądowali w Arabii Saudyjskiej.

Na pokładzie samolotu Flydubai Flight 1073 znajdowały się 174 osoby. Żaden z pasażerów nie odniósł poważnych obrażeń. Kapitan został ranny nożem, a według władz Arabii Saudyjskiej dwóch członków załogi trafiło do szpitala z obrażeniami, których charakteru nie podano.

Drugi pilot został zatrzymany bezpośrednio po wydarzeniach na pokładzie. Jego tożsamość nie została dotychczas publicznie ujawniona, a motyw działania nadal jest przedmiotem dochodzenia.

Kapitan walczył z napastnikiem i próbował ratować samolot

Smit Machchhar opowiedział o dramatycznych chwilach podczas rozmowy wideo z premierem Indii Narendrą Modim. Wyjaśnił, że leżał ranny na podłodze kokpitu i nadal był atakowany, kiedy zorientował się, że samolot gwałtownie traci wysokość.

Kapitan postanowił podjąć jeszcze jedną próbę działania i zdołał odblokować drzwi kokpitu. Wiedział, że walczy nie tylko o własne życie, lecz również o życie wszystkich osób znajdujących się na pokładzie.

Otwarcie drzwi umożliwiło innym osobom wejście do kabiny pilotów. Pasażerowie obezwładnili drugiego pilota, a dwóch pilotów podróżujących na pokładzie poza służbą zdołało przejąć kontrolę nad samolotem.

Maszyna straciła ponad 5200 metrów wysokości

Samolot Flydubai wykonywał w środę lot z Dubaju do Tel Awiwu i znajdował się już w rejonie podejścia do Izraela, kiedy doszło do ataku. Około dwóch i pół godziny po rozpoczęciu podróży maszyna gwałtownie straciła ponad 17 tysięcy stóp, czyli około 5200 metrów wysokości.

Po odzyskaniu kontroli samolot został skierowany do Tabuk w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej. Tam załodze udało się bezpiecznie wykonać awaryjne lądowanie.

Według premiera Izraela Benjamina Netanyahu drugi pilot zaatakował kapitana nożem, a następnie miał próbować doprowadzić do rozbicia samolotu. Ranny Machchhar walczył z nim wystarczająco długo, aby odblokować drzwi kokpitu i umożliwić interwencję innych osób.

Samolt Flydubai, na pokładzie którego 30 września rozegrał się dramat

Nie ujawniono nazwiska drugiego pilota

Tożsamość podejrzanego drugiego pilota nie została publicznie podana. Przedstawiciel Omanu potwierdził jednak, że mężczyzna urodził się w Omanie i obecnie posiada obywatelstwo tego kraju. Rząd Omanu nie potwierdził publicznie jego narodowości.

W czwartek nadal nie było również jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o motyw działania mężczyzny. Netanyahu wskazywał początkowo, że na podstawie relacji świadków zdarzenie mogło przypominać próbę samobójczą.

Według izraelskiego premiera świadkowie mieli informować, że drugi pilot próbował zakłócić działanie urządzeń samolotu zamiast stabilizować maszynę. Po obezwładnieniu miał natomiast domagać się, aby ktoś go zabił.

Izrael bada możliwy motyw terrorystyczny

Benjamin Netanyahu poinformował później, że informacje osobiste zgromadzone podczas prowadzonego dochodzenia doprowadziły stronę izraelską do podejrzenia, iż drugi pilot mógł przejść islamistyczną radykalizację. Premier nie przedstawił jednak dodatkowych szczegółów ani dowodów potwierdzających tę ocenę.

Wysokość i prędkość lotu 1073 linii Flydubai Flydubai_Flight_1073_

Wysokość i prędkość lotu 1073 linii Flydubai

Minister obrony Izraela Israel Katz określił w środę wydarzenia jako próbę ataku terrorystycznego o podłożu dżihadystycznym, a drugiego pilota nazwał terrorystą. Motyw zdarzenia nie został jednak oficjalnie ustalony.

Izraelskie służby bezpieczeństwa badają między innymi możliwość, że mogła to być próba przeprowadzenia ataku terrorystycznego z wykorzystaniem samolotu pasażerskiego na wzór zamachów z 11 września. Sprawdzane jest również, czy podejrzany działał sam.

Pojawił się również wątek możliwego związku z Iranem

Prezydent Donald Trump zasugerował w czwartek, że drugi pilot może mieć powiązania z Iranem. Zastrzegł jednak, że sprawa nadal jest badana, a jego wypowiedź opiera się na informacjach, które dotychczas otrzymał. Benjamin Netanyahu zachował większą ostrożność w tej kwestii i ocenił, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby stwierdzić, czy Iran był zaangażowany w zdarzenie.

Dochodzenie prowadzone jest w okresie rosnących napięć bezpieczeństwa wokół Izraela, który prowadzi działania przeciwko wspieranemu przez Iran Hamasowi w Strefie Gazy oraz Hezbollahowi w Libanie. Netanyahu w ostatnich dniach ostrzegał przed bliżej niesprecyzowanymi zagrożeniami dla Izraela i jego interesów.

Drugi pilot został przekazany do Zjednoczonych Emiratów Arabskich

Po awaryjnym lądowaniu podejrzany został natychmiast zatrzymany. W środę był przesłuchiwany przez władze Arabii Saudyjskiej. Netanyahu zapowiadał, że izraelscy przedstawiciele chcą dołączyć do przesłuchania, aby dokładnie ustalić przebieg i motywy zdarzenia. W czwartek po południu Arabia Saudyjska poinformowała, że drugi pilot został już przekazany Zjednoczonym Emiratom Arabskim.

Smit Machchhar trafił do Abu Zabi

Ranny kapitan został po awaryjnym lądowaniu przewieziony do szpitala, a następnie przetransportowany drogą lotniczą do Abu Zabi. Według przekazanych informacji jego stan jest stabilny.

Ambasada Indii w Zjednoczonych Emiratach Arabskich poinformowała w czwartek, że Machchhar jest w dobrym stanie, a jego rekonwalescencja przebiega prawidłowo. Ambasador Deepak Mittal spotkał się z kapitanem i wyraził uznanie dla jego odwagi.

17 lat doświadczenia za sterami

Smit Machchhar ma 17 lat doświadczenia jako pilot. Podczas rozmowy z premierem Indii zaznaczył, że dzięki wieloletniej praktyce jest w stanie bardzo szybko rozpoznać zachowanie samolotu i zorientować się, co dzieje się z maszyną.

Narendra Modi podkreślił, że odwaga, opanowanie i szybkie decyzje kapitana przyczyniły się do uratowania życia wielu osób. Przekazał również Machchharowi, że jego postawa jest powodem do dumy dla Indii.

Uznanie dla kapitana wyraził także Benjamin Netanyahu, określając go mianem prawdziwego bohatera. Szczególne znaczenie miała decyzja rannego pilota o dalszej walce i otwarciu kokpitu, co umożliwiło pasażerom i innym członkom załogi obezwładnienie napastnika.

Kapitan jest przekonany, że wróci do zdrowia

Machchhar podkreśla, że nie chce koncentrować się wyłącznie na odniesionych ranach, ponieważ jego zdaniem utrudniałoby to proces powrotu do zdrowia. Rekonwalescencję traktuje jako kolejną podróż, która będzie przebiegać stopniowo i wymaga czasu. Tymczasem śledczy próbują ustalić, dlaczego drugi pilot zaatakował go podczas lotu i czy działał sam, a także czy wydarzenia na pokładzie miały podłoże terrorystyczne.

 

Źródło: cbs, Al-jazeera
Foto: UB-TY144, YouTube
Czytaj dalej

Popularne

Kalendarz

marzec 2024
P W Ś C P S N
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Popularne w tym miesiącu