Połącz się z nami

Sport

Marcin Ryszka: Nie warto rezygnować z marzeń. Rozmowa z niewidomym mistrzem świata

Opublikowano

dnia

Jestem w stanie pokonać przeciwności. Choroba to nie wyrok. Ograniczenia często tkwią jedynie w głowie. Niepełnosprawność nie ułatwia funkcjonowania, ale nie traktuję jej jako czegoś, co miałoby blokować mnie przed spełnianiem marzeń. Dziękuję Bogu za to, że mogę być aktywny, że mam rodzinę i pracuję zawodowo. Cieszę się z małych rzeczy, doceniam je. Lubię moje życie – mówi Family News Service Marcin Ryszka niewidomy mistrz świata w pływaniu klasycznym, dziennikarz, komentator sportowy, mąż, ojciec, autor niedawno opublikowanej książki „Nie widzę przeszkód”.

Marcin Ryszka stracił wzrok, mając pięć lat. Usunięto mu obie gałki oczne. Z dzieciństwa pamięta kolory, twarze bliskich oraz okolice, w których się wychowywał. Od dziecka pasjonował się sportem.

Reprezentował Polskę na Igrzyskach Paraolimpijskich w Pekinie oraz Londynie. Może się pochwalić tytułami: mistrza i wicemistrza świata w pływaniu klasycznym. Skończył cztery fakultety i zdobył wymarzoną pracę. Ma szczęśliwą rodzinę.

FNS: „Śmiech zamiast łez. Działanie zamiast rozkładania rąk. Prawda zamiast stereotypów” – taki opis znajduje się na pana książce „Nie widzę przeszkód”. Niepełnosprawność traktuje pan nie jako przekleństwo od losu, ale szansę.

MR: Często irytują mnie sytuacje, kiedy niepełnosprawność przedstawiona jest jako coś, co rujnuje mi życie albo z drugiej strony, przedstawia się mnie jako bohatera.

W życiu kieruję się mottem, że jestem w stanie pokonać przeciwności.

Bo wszelkie ograniczenia tkwią jedynie w głowie. Nie chcę przez to powiedzieć, że niepełnosprawność ułatwia nam codzienne funkcjonowanie, tak nie jest. Ale nie traktuję jej jako czegoś, co miałoby blokować mnie przed spełnianiem marzeń i realizacją postawionych celów.

FNS: Każdy rozdział książki zaczyna się od pytania. To dobra forma na rozprawienie się ze stereotypami dotyczącymi osób niewidomych?

MR: Z Jakubem Białkiem szukaliśmy fajnego pomysłu na książkę. Długo zastanawialiśmy się jak to zrobić. Zdecydowaliśmy, że każdy rozdział zacznie się od pytania, na które ja będę odpowiadał. Na przykład, czy piorę białe rzeczy z kolorowymi, czy po alkoholu widzę podwójnie i czy moja żona mi się podoba.

Marcin Ryszka: „Lubię swoje życie”

FNS: Zadaje sobie pan pytanie, co by było gdyby pan widział?

MR: Już nie. Ten etap jest już za mną. Sytuacja jest jaka jest i taką ją zaakceptowałem. Nie miałem na to wpływu. Być może poszedłbym w ślady moich braci górników, Kornela i Dawida? Może osiągnąłbym coś więcej w piłce nożnej, która jest moją pasją. Lubię to swoje życie, takie jakie ono jest.

Dziękuję Bogu za to, że mogę być aktywny, mam rodzinę i pracuję zawodowo.

Cieszę się z małych rzeczy, doceniam je i nie chcę narzekać, chociaż nie zawsze rozpoczynam nowy dzień pełen energii i z uśmiechem na ustach. Zdarzają się słabsze chwile, ale radzenie sobie z problemami daje motywację do działania i satysfakcję z pokonywania trudności.

FNS: Swoją żonę poznał pan na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Nie miał pan obaw, że choroba uniemożliwi marzenia o miłości?

MR: Magda przyjechała z Gdyni do Krakowa wraz ze swoją koleżanką, z którą byłem na weselu brata. Gościłem je przez tydzień, oprowadzałem po mieście. Coś zaiskrzyło między nami. Bałem się jednak kolejnego zranienia. Aż do stycznia następnego roku, kiedy to zaprosiłem ją ponownie do Krakowa.

FNS: Nie miał pan problemu z tym, że nigdy nie zobaczy żony?

MR: Wiem, że Magda jest piękną kobietą, ma długie, blond włosy. Mogę dotknąć jej włosów, skóry, poznać, jak dba o siebie. Są sytuacje, że ktoś mówi mi, że ładnie razem wyglądamy na zdjęciu. Jestem z tego dumny.

Kiedy chodziliśmy na nauki przedmałżeńskie, to prowadzący spotkania ksiądz, powiedział, że „nie kocha się kogoś za coś, ale kocha się kogoś pomimo wszystko”. I tak było w naszym przypadku.

W małżeństwie się uzupełniamy. Są takie rzeczy, których nie jestem w stanie zrobić, z drugiej strony Magda także ma trudności, które muszę i chcę rozwiązać. Magda jest kobietą o gołębim sercu i wielkiej empatii do innych osób. Kocham ją za jej dobroć, ciepło.

FNS: Jest pan tatą Michała. Nowotwór oka odziedziczył po panu.

MR: Zanim zaczęliśmy się starać o dziecko, to sprawdzaliśmy czy nowotwór oka, który miałem, jest dziedziczny. Wykonałem różne testy genetyczne, które pokazywały, że nie powinienem przekazać swojemu dziecku tego genu.

Gdy Michał się urodził, postanowiliśmy udać się z nim na badania dna oczu. Niestety okazało się że syn ma guzy w obu oczach. Trafiliśmy do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, które zajmuje się leczeniem tego typu nowotworów.

Michałek widzi normalnie, ale niestety będzie miał uszczerbek narządu wzroku. W przyszłości okaże się jak duży. Póki co, jeździmy z nim na systematyczne kontrole lekarskie. Synek jest uśmiechniętym, radosnym dzieckiem.

Ryszka: Nie warto rezygnować z marzeń, z tego, co sprawia nam przyjemność i pozwala odnaleźć siebie.

FNS: Jak wygląda wasza relacja?

MR: Spędzamy z sobą każdą wolną chwilę. Lubimy się bawić. Najczęściej gramy w piłkę. Syn często mnie przytula.

FNS: Michał jest świadomy, że jego tata nie widzi?

MR: Tak, syn wie, że nie widzę. Bardzo często bierze mnie za rękę i prowadzi w konkretne miejsce. Zdarza się, że chce mi coś wskazać swoją rączką. Jak na swój młody wiek, bardzo dużo rozumie. Gdy wychodzę z domu, to podaje mi białą laskę, wie doskonale, że bez niej nie mogę się ruszyć.

Zdaję sobie sprawę z tego, że przed nami wiele problemów. Ktoś, w przyszłości, może się z niego śmiać, że jego tata nie widzi i różni się od innych ojców. Wierzę jednak, że i z takimi trudnościami sobie poradzimy.

FNS: Ważną rolę w pana życiu odgrywa sport! Czego pana nauczył?

MR: Samodyscypliny, dobrej organizacji czasu, odpowiedzialności oraz wiary w to, że nigdy nie należy się poddawać.

FNS: Zawodowo spełnia się pan na wielu płaszczyznach. Jest pan dziennikarzem, komentatorem sportowym, prowadzi zajęcia dla studentów. Jak znaleźć swoją drogę w życiu i spełnienie?

MR: Kluczem jest pasja. Jeśli będziemy robić wszystko w pogoni za pieniądzem czy karierą, trudno będzie odnaleźć satysfakcję z codziennych aktywności.

Ostatnio rozmawiałem ze znajomymi, o tym, że w szkole poddawani byliśmy ciągłej presji, aby ze wszystkich przedmiotów mieć tylko dobre oceny. Warto mieć jedną, dwie dziedziny, w którym będziemy się rozwijać i osiągać dobre wyniki.

Dla mnie ważną częścią życia był i jest sport. Dzięki niemu dostałem się na uczelnię, w której obecnie pracuję.

FNS: Duża w tym zasługa pana rodziców.

MR: Oni przekazali mi to, co w życiu najważniejsze, pomagali w rozwoju, zachęcali do podejmowania nowych zadań. Dzięki temu, że podejmowałem wiele różnych aktywności, to miałem szansę poznać to, w czym czuję się szczęśliwy.

Dlatego nie warto rezygnować z marzeń, z tego, co sprawia nam przyjemność i pozwala odnaleźć siebie.

„Życie osób z niepełnosprawnościami ma sens”

FNS: Jest pan prezesem fundacji „Nie widząc przeszkód”. Jakie cele sobie stawiacie?

MR: Naszym celem jest aktywizacja osób z niepełnosprawnościami, przekonanie ich i społeczeństwa, że choroba to nie wyrok. W ostatnim czasie robiliśmy projekty uświadamiające i pokazujące, jak można pomagać osobom z niepełnosprawnościami w codziennym życiu.

Przekonujemy, że bariery są w naszych głowach. Naszym sztandarowym projektem jest blind football. Organizujemy wyjazdy, turnieje sportowe, zgrupowania.

Oprócz tego, tworzymy również makietę dotykową Rynku Głównego w Krakowie. Chcemy, aby osoby niewidome mogły jej dotknąć i wyobrazić sobie, jak wygląda to miasto. Pokazujemy, że życie osób z niepełnosprawnościami ma sens i oni także mogą godnie żyć.

FNS: Jakie wyzwania przed panem?

MR: Cele zawodowe toczą się własnym rytmem. To nie jest tak, że siadam przy biurku i wymyślam kolejne punkty do realizacji. Jeśli coś fajnego przyjdzie mi do głowy, to staram się to realizować.

Zawsze chciałem skomentować mecz ekstraklasy i miałem okazję to zrobić. Nie na wszystko mamy wpływ i należy podejść do tego z pokorą. Jeśli zaś chodzi o wyzwania rodzinne, to drugi raz zostanę tatą.

Kolejny, życiowy rozdział przede mną. Najważniejsze dla mnie, to by moi bliscy byli zdrowi, wszystko inne jest kwestią czasu.

Family News Service

 

Foto: archiwum Marcina Ryszki

News Chicago

Słynna „szczurza dziura” z Chicago atrakcją koncertu The Smashing Pumpkins

Opublikowano

dnia

Autor:

Chicago Rat Hole

Jedna z najbardziej nietypowych atrakcji Chicago na jeden wieczór opuściła ratusz. Słynna „szczurza dziura”, czyli fragment chodnika z odciskiem zwierzęcia, została zaprezentowana w United Center podczas środowego koncertu zespołu The Smashing Pumpkins. Fani mogli obejrzeć ją z bliska i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia.

Nietypowa atrakcja podczas koncertu

W środę zespół The Smashing Pumpkins wystąpił w United Center w Chicago w ramach trasy koncertowej „Rats in a Cage”. Organizatorzy przygotowali dla publiczności niespodziankę, sprowadzając do hali słynny fragment betonowego chodnika z dzielnicy Roscoe Village, który w 2024 roku stał się internetową sensacją.

Betonowa płyta, znana jako Chicago Rat Hole, została wystawiona w Center Atrium. Fani mogli oglądać ją i fotografować od godziny 6:30 PM do 8:30 PM. Był to prawdopodobnie pierwszy przypadek, kiedy słynny fragment chodnika opuścił ratusz Chicago, gdzie od stycznia 2025 roku jest przechowywany i zabezpieczony. Obiekt znajduje się pod opieką miejskiego Departamentu Ulic i Utrzymania Czystości.

Pomysł związany z nazwą trasy koncertowej

Z inicjatywą wypożyczenia betonowej płyty wystąpili przedstawiciele United Center. Pomysł był związany z nazwą trasy koncertowej The Smashing Pumpkins, nawiązującą do jednego z najbardziej rozpoznawalnych utworów zespołu.

„Rats in a Cage” odwołuje się do piosenki „Bullet with Butterfly Wings”, pochodzącej z wydanego w 1995 roku podwójnego albumu „Mellon Collie and the Infinite Sadness”. Nawiązanie do szczura sprawiło, że organizatorzy uznali chicagowską osobliwość za idealny dodatek do koncertu.

Od zwykłego chodnika do internetowej sensacji

Historia Chicago Rat Hole rozpoczęła się na chodniku w pobliżu 1918 W. Roscoe Street w dzielnicy Roscoe Village. Charakterystyczne wgłębienie przypominające sylwetkę szczura istniało tam od wielu lat, jednak dopiero w styczniu 2024 roku zdobyło ogromną popularność.

Rozgłos przyniósł mu lokalny komik Winslow Dumaine, który opublikował zdjęcie odcisku w internecie. Fotografia błyskawicznie rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych, a miejsce zaczęło przyciągać turystów i mieszkańców Chicago.

Chicago Rat Hole

Przed fragmentem chodnika ustawiały się kolejki. Niektórzy traktowali miejsce niemal jak niewielką miejską kapliczkę, pozostawiając przy nim rozmaite przedmioty. Mieszkańcy Roscoe Village przypominali jednak, że odcisk nie był nowym zjawiskiem. Jedna z osób mieszkających w tej okolicy od 25 lat podkreślała, że charakterystyczny ślad znajdował się tam od zawsze.

Czy to rzeczywiście był szczur?

Choć odcisk zdobył światową sławę jako Chicago Rat Hole, jego pochodzenie wzbudziło zainteresowanie naukowców. Zespół badaczy przeanalizował kształt śladu i w 2025 roku doszedł do wniosku, że najprawdopodobniej pozostawiła go wiewiórka, a nie szczur.

Ustalenia te nie zmieniły jednak popularnej nazwy ani statusu odcisku jako jednej z najbardziej osobliwych atrakcji Chicago. W kwietniu 2024 roku betonową płytę usunięto z chodnika przy Roscoe Street, a następnie zabezpieczono jako element miejskiej historii. Od stycznia 2025 roku obiekt jest przechowywany na 11. piętrze ratusza Chicago, pod nadzorem miejskiego Departamentu Ulic i Utrzymania Czystości.

Powrót do ratusza pod specjalną ochroną

Władze Chicago zadbały o bezpieczny transport betonowej płyty do United Center oraz jej powrót do ratusza. Już w czwartek, 15 października, słynna „szczurza dziura” wróciła na 11. piętro ratusza. Rzecznik zaznaczył, że miasto zazwyczaj nie wypożycza tego eksponatu, jednak w wyjątkowych okolicznościach może rozważyć podobne prośby.

Betonowa płyta jest ciężka i nie należy do przedmiotów, które można łatwo przewozić. Mimo to władze uznały, że koncert The Smashing Pumpkins stanowił szczególną okazję do jej publicznej prezentacji. W ten sposób niepozorny fragment chodnika, który dwa lata temu stał się internetowym fenomenem, na jeden wieczór dołączył do atrakcji jednego z największych obiektów koncertowych Chicago.

 

Źródło: blockclubchicago
Foto: YouTube
Czytaj dalej

NEWS Florida

“Kosmiczna meduza” rozświetliła niebo nad Florydą. Niezwykłe zjawisko po starcie rakiety SpaceX

Opublikowano

dnia

Autor:

Mieszkańcy Florydy, którzy we wtorek 13 października wstali przed wschodem słońca, mogli obserwować niezwykły spektakl na niebie. Start rakiety SpaceX, realizującej misję zaopatrzeniową NASA na Międzynarodową Stację Kosmiczną, wywołał efekt znany jako „kosmiczna meduza”. Nad stanem pojawiły się rozległe, świecące smugi w odcieniach błękitu, fioletu i pomarańczu, tworząc widowiskowy obraz przypominający ogromną meduzę unoszącą się w przestrzeni.

Do startu rakiety doszło we wtorek 13 października 2026 roku o godzinie 6:33 AM z bazy Cape Canaveral Space Force Station na Florydzie. Misja została przeprowadzona przez NASA i SpaceX w ramach programu komercyjnych lotów zaopatrzeniowych na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS).

Na pokładzie kapsuły Dragon znalazły się eksperymenty naukowe oraz zaopatrzenie przeznaczone dla astronautów pracujących na stacji orbitalnej. Była to 35. misja programu Commercial Resupply Services (CRS-35), którego celem jest regularne dostarczanie niezbędnych materiałów na ISS.

Czym jest zjawisko kosmicznej meduzy?

Choć widok może przypominać niezwykłe zjawisko astronomiczne, jego powstanie ma naukowe wyjaśnienie. Tak zwana kosmiczna meduza, czyli „space jellyfish”, jest efektem oddziaływania światła słonecznego z gazami wylotowymi emitowanymi przez silniki rakiety.

W miarę wznoszenia się rakiety na coraz większą wysokość gazy wydobywające się z silników rozszerzają się w rozrzedzonej atmosferze. Tworzą rozległą chmurę, która przy odpowiednim oświetleniu zaczyna przypominać świecącą, półprzezroczystą meduzę.

Kluczowe znaczenie ma położenie Słońca. Zjawisko najczęściej występuje podczas startów odbywających się wczesnym rankiem, jeszcze przed wschodem słońca. Podczas gdy obserwatorzy na powierzchni Ziemi znajdują się w półmroku, gazy na dużej wysokości są już oświetlane promieniami słonecznymi.

Odbijające i rozpraszające się światło nadaje chmurze charakterystyczny blask. W zależności od warunków atmosferycznych i kąta padania promieni słonecznych na niebie mogą pojawiać się odcienie niebieskiego, fioletowego, pomarańczowego i białego.

Niezwykły spektakl nad Florydą

Wtorkowy start rakiety SpaceX stworzył szczególnie efektowny obraz. Rozświetlone gazy rozciągnęły się na niebie, przybierając kształt ogromnej, świecącej chmury z długimi smugami przypominającymi ramiona meduzy. Zjawisko było na tyle widowiskowe, że mieszkańcy Florydy zaczęli fotografować i nagrywać niebo.

Na fotografiach przesłanych przez widzów widać charakterystyczną świetlistą formację, która pojawiła się po starcie misji CRS-35. Intensywne kolory i nietypowy kształt sprawiły, że poranny lot zaopatrzeniowy stał się również atrakcją dla obserwatorów na Ziemi.

Dlaczego nie każda rakieta tworzy taki efekt?

Powstanie “kosmicznej meduzy” zależy przede wszystkim od pory startu oraz warunków oświetleniowych. Najbardziej sprzyjające okoliczności występują wtedy, gdy rakieta wznosi się na dużą wysokość przed wschodem słońca, a jej gazy wylotowe są już oświetlane przez promienie słoneczne.

W takich warunkach chmura gazów może być wyraźnie widoczna na tle ciemniejszego nieba. Zjawisko jest związane z normalną pracą silników rakietowych i samo w sobie nie oznacza żadnej awarii ani zagrożenia.

Wtorkowa misja NASA i SpaceX połączyła więc dwa wydarzenia: kolejny transport materiałów naukowych i zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną oraz niezwykły pokaz świetlny, który na krótko rozświetlił niebo nad Florydą.

 

Źródło: fox13
Foto: Strumtastic16, YouTube
Czytaj dalej

News Chicago

19-miesięczna Aarya ze Schaumburga odwiedziła wszystkie 63 parki narodowe USA

Opublikowano

dnia

Autor:

Ma zaledwie 19 miesięcy, a już zobaczyła wszystkie 63 parki narodowe Stanów Zjednoczonych. Aarya Sharma ze Schaumburga zakończyła niezwykłą podróż 30 września w Acadia National Park w stanie Maine. Dokumentacja rodziny wskazuje, że może być najmłodszą osobą, która kiedykolwiek dokonała takiego wyczynu.

Aarya Sharma podróżowała po Stanach Zjednoczonych razem z rodzicami, Akshayem Sharmą i Aparajitą Rai. Choć rodzina może jeszcze starać się o oficjalne uznanie osiągnięcia jako rekordu Guinnessa, rodzice podkreślają, że ustanawianie rekordów nigdy nie było głównym celem ich wypraw.

Aparajita Rai zauważa, że częste podróże sprawiły, iż jej córka stała się bardzo ciekawa świata i łatwo przystosowuje się do nowych warunków. Dziewczynka od najmłodszych miesięcy poznaje miejsca znacznie różniące się od jej codziennego otoczenia, co zdaniem matki pomaga jej budować pewność siebie.

Pierwszy park odwiedziła w wieku sześciu tygodni

Przygoda rozpoczęła się w marcu 2025 roku, kiedy Aarya miała zaledwie około sześciu tygodni. Rodzina odwiedziła wówczas Gateway Arch National Park w St. Louis. Ostatnim przystankiem został Acadia National Park w Maine, do którego dotarli ostatniego dnia września 2026 roku.

W ciągu kilkunastu miesięcy dziewczynka odwiedziła wszystkie 63 amerykańskie parki narodowe. Wśród nich znalazły się miejsca położone tysiące mil od Schaumburga, wymagające nie tylko długich podróży samochodem i samolotem, ale w niektórych przypadkach również bardziej skomplikowanej organizacji transportu.

Akshay Sharma zauważa, że wraz z wiekiem córki całkowicie zmienił się sposób, w jaki reaguje ona na odwiedzane miejsca. Obecnie Aarya biega po parkach, pokonuje krótkie szlaki i chętnie wita każdą napotkaną osobę.

63 parki i 63 odznaki Junior Ranger

Podczas podróży Aarya nauczyła się również rozpoznawać strażników parkowych. Z każdej wizyty przywoziła kolejne pamiątki i ostatecznie zgromadziła 63 odznaki Junior Ranger, po jednej z każdego odwiedzonego parku. Niektóre podróże miały charakter wielopokoleniowy, ponieważ dziewczynce i jej rodzicom towarzyszyli także dziadkowie.

Rodzice widzą efekty ciągłych podróży

Aarya jest jedynym dzieckiem Akshaya Sharmy i Aparajity Rai. Matka dziewczynki zwraca uwagę, że także inni rodzice, których dzieci bawiły się z Aaryą na lotniskach i w innych miejscach podczas podróży, zauważali jej dużą pewność ruchów.

Ich uwagę zwracały między innymi postawa dziewczynki, bardzo dobra jak na jej wiek równowaga oraz umiejętności wspinania się. Rodzice wiążą te cechy między innymi z aktywnością i różnorodnością miejsc, w których Aarya przebywa od pierwszych tygodni życia.

Rodzina nie zakłada, że 19-miesięczne dziecko w pełni rozumie skalę swojego osiągnięcia. Aparajita Rai zauważa jednak, że kiedy rodzice opowiadają o wspólnych wyprawach, córka zaczyna rozumieć, że historie dotyczą właśnie jej i czegoś wyjątkowego, czego dokonała.

Miłość do podróży połączyła jej rodziców

Akshay Sharma i Aparajita Rai poznali się 12 lat temu, a jednym z elementów, które ich połączyły, była wspólna miłość do podróżowania. Po narodzinach córki chcieli przekonać się, czy taki styl życia można kontynuować również z małym dzieckiem.

Rodzice byli przygotowani na to, że Aarya może źle znosić częste zmiany miejsc i długie podróże. Okazało się jednak, że dziewczynka bardzo dobrze odnalazła się w takim trybie życia i podziela ich zainteresowanie odkrywaniem nowych miejsc.

Sharma i Rai podkreślają jednocześnie, że każda rodzina powinna sama decydować o sposobie wychowania dziecka. Przyznają też, że realizacja tak intensywnego planu byłaby znacznie trudniejsza dla osób, które przed narodzinami dziecka nie miały dużego doświadczenia w podróżowaniu.

Nie tylko Stany Zjednoczone

Odwiedzanie parków narodowych było tylko częścią rodzinnych wypraw. W ciągu pierwszych 19 miesięcy życia Aarya zdążyła również wyjechać poza Stany Zjednoczone. Rodzina odwiedziła między innymi Dominikanę, Islandię, Bahrajn i Katar. Podróże międzynarodowe odbywały się równolegle z realizacją planu odwiedzenia wszystkich amerykańskich parków narodowych.

Może być najmłodsza w historii

Przed Aaryą najmłodszym znanym dzieckiem, które odwiedziło wszystkie 63 parki narodowe USA, była Journey Castillo z San Antonio w Teksasie. Dziewczynka zakończyła swoją podróż w październiku 2023 roku w wieku trzech lat, podróżując z rodzicami, Erikiem i Valerie Castillo.

Aarya dokonała tego samego, mając zaledwie 19 miesięcy. Rodzina posiada obszerną dokumentację podróży, jednak dotychczas nie zdecydowała się na formalną procedurę uzyskania rekordu Guinnessa.

Rodzice zostali poinformowani o opłacie w wysokości 5 tysięcy dolarów oraz o tym, że organizacja nie uznawała wówczas osiągnięć bardzo małych dzieci, które nie były samodzielnie odpowiedzialne za ich realizację. Dla obu rodzin ważniejsze od formalnego rekordu jest inspirowanie innych do poznawania świata.

Rodzina chce wrócić do wszystkich parków

Po zakończeniu niezwykłego projektu rodzina ze Schaumburga nie zamierza rezygnować z podróży. Na razie rodzice Aaryi nie wyznaczają jednak kolejnego równie precyzyjnego celu jak odwiedzenie wszystkich 63 parków narodowych.

Akshay Sharma chce przede wszystkim zachować rozwijającą się u córki więź z naturą. Rodzina bierze pod uwagę ponowne odwiedzenie wszystkich parków, kiedy Aarya będzie starsza i będzie mogła znacznie bardziej świadomie przeżywać każdą z wypraw.

 

Źródło; dailyherald
Foto: Akshay Sharma
Czytaj dalej

Popularne

Kalendarz

luty 2023
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728  

Popularne w tym miesiącu