Połącz się z nami

News Chicago

Mężczyzna wpadł do szybu windowego. Groźny wypadek w zachodniej części Chicago

Opublikowano

dnia

46-latek doznał poważnych obrażeń, po tym jak mężczyzna wpadł do szybu windowego w budynku niedaleko centrum miasta.14527831283_757f515831_k-2

Do groźnego wypadku doszło w poniedziałek rano w okolicy Grand i Ogden Ave. Winda znajdowała się w obiekcie należącym do zakładów zbożowo-młynarskich ADM.

Mężczyzna był pracownikiem kompanii. Znaleziono go leżącego na samym dole szybu. Najprawdopodobniej zleciał w wysokości trzeciego piętra.

46-latek w stanie krytycznym trafił do szpitala.

Policja prowadzi czynności dochodzeniowe lecz wszystko wskazuje na to, iź incydent był nieszczęśliwym wypadkiem.

Emilia Sadaj
[email protected]

Źródło: chicagotribune.com
Foto: Flickr.com/ kerinin, Chad

News Chicago

Przedstawiciele Schaumburga zakopali kapsułę czasu. Zostanie otwarta dopiero w 2051 roku

Opublikowano

dnia

Autor:

Władze Schaumburga uczciły 70-lecie miejscowości, zakopując kapsułę czasu przeznaczoną dla przyszłych pokoleń mieszkańców. Znalazły się w niej pamiątki dokumentujące życie lokalnej społeczności w 2026 roku. Kapsuła zostanie ponownie otwarta za 25 lat, w 2051 roku.

Uroczystość odbyła się w piątek, 16 października, przy wieży zegarowej na Town Square. W wydarzeniu uczestniczyli burmistrz Tom Dailly, członkowie rady miejscowości oraz pracownicy samorządowi. Nową kapsułę umieszczono dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej znajdowała się kapsuła przygotowana w 2001 roku. Jej zawartość wydobyto podczas tegorocznych obchodów 70-lecia Schaumburga.

Tradycja, która ma przetrwać całe stulecie

Władze Schaumburga planują kontynuować tradycję zakopywania kapsuł czasu co 25 lat, aż do 2101 roku. W ten sposób chcą zachować świadectwa pełnego stulecia historii miejscowości oraz zmian zachodzących w życiu jej mieszkańców.

Burmistrz Tom Dailly podkreślił, że jubileusz 70-lecia jest szczególnie odpowiednim momentem na kontynuowanie tej inicjatywy. Otwarcie kapsuły z 2001 roku pozwoliło mieszkańcom przekonać się, jak bardzo Schaumburg zmieniło się w ciągu zaledwie ćwierćwiecza. Natomiast nowa kapsuła ma umożliwić przyszłym pokoleniom poznanie firm, szkół, lokalnych instytucji oraz codziennych doświadczeń, które kształtowały społeczność miasteczka w 2026 roku.

Co znalazło się w kapsule czasu?

Do kapsuły trafiły przedmioty przekazane przez lokalne przedsiębiorstwa, szkoły, organizacje społeczne oraz poszczególne wydziały administracji Schaumburga. Wszystkie mają stanowić pamiątkę współczesnego życia miejscowości.

Wśród zgromadzonych materiałów znalazły się wizualizacje i plany nowego ratusza, którego otwarcie zaplanowano na listopad 2026 roku. Gdy kapsuła zostanie wydobyta w 2051 roku, budynek będzie miał już 25 lat.

Do środka włożono również pamiątki związane z obchodami 70-lecia Schaumburga, egzemplarze lokalnego biuletynu Cracker Barrel, baner uliczny, produkty wytwarzane przez miejscowe firmy, szkolne roczniki, restauracyjne menu oraz akcesoria lokalnych drużyn sportowych.

Pamiątki sprzed 25 lat pokazano mieszkańcom

Zawartość poprzedniej kapsuły, przygotowanej w 2001 roku, była jedną z atrakcji jubileuszowej wystawy zorganizowanej w Schaumburg Township District Library. Ekspozycję można było oglądać od lipca do września.

Nowa kapsuła pozostanie zamknięta przez następne 25 lat. Jej otwarcie w 2051 roku ma być kolejną okazją do porównania przeszłości z teraźniejszością i przypomnienia mieszkańcom, jak wyglądało Schaumburg w roku swojego 70-lecia.

 

Źródło: dailyherald
Foto: Village of Schaumburg
Czytaj dalej

News Chicago

Chicago szykuje nowe podatki. Burmistrz chce obciążyć wielkie korporacje

Opublikowano

dnia

Autor:

Burmistrz Chicago Brandon Johnson przedstawi dzisiaj projekt budżetu na 2027 rok, który zakłada podwyżki podatków dla dużych przedsiębiorstw oraz wprowadzenie nowych opłat. Miasto musi znaleźć sposób na pokrycie deficytu wynoszącego 882,4 miliona dolarów. Johnson chce uniknąć podwyżki podatku od nieruchomości i masowych zwolnień pracowników miejskich.

Jednym z najważniejszych elementów planu jest ponowne wprowadzenie podatku naliczanego od liczby pracowników zatrudnianych przez duże firmy. Burmistrz proponował podobne rozwiązanie w ubiegłym roku, jednak Rada Miasta odrzuciła wówczas zarówno ten pomysł, jak i cały przedstawiony przez niego budżet.

Według czterech radnych zapoznanych z nowymi propozycjami projekt nie przewiduje powszechnych zwolnień w administracji miejskiej ani podwyższenia podatku od nieruchomości. Większość dodatkowych dochodów ma pochodzić od dużych przedsiębiorstw.

25 dolarów miesięcznie za każdego pracownika

Proponowany podatek obejmie firmy zatrudniające ponad 125 pracowników na pełny etat. Przedsiębiorstwa będą płacić miesięcznie 25 dolarów za każdego zatrudnionego. Administracja Johnsona szacuje, że rozwiązanie przyniesie miastu około 102 milionów dolarów rocznie.

W odróżnieniu od ubiegłorocznej propozycji przewidziano jednak wyjątek dla przedsiębiorstw działających w dzielnicach znajdujących się w trudniejszej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Dotyczy to między innymi znacznych obszarów południowej, południowo-zachodniej i zachodniej części Chicago.

Firmy otrzymają zwrot podatku za każdego pracownika, którego główne miejsce pracy znajduje się na jednym z wyznaczonych obszarów. Według burmistrza ma to zachęcić przedsiębiorców do inwestowania i tworzenia miejsc pracy w mniej zamożnych dzielnicach.

Władze miasta oceniają, że nowy podatek obejmie około 3 procent przedsiębiorstw działających w Chicago.

Wyższy podatek od usług technologicznych

Kolejnym ważnym źródłem dochodów ma być podniesienie podatku od transakcji związanych z wynajmem majątku osobistego, określanego jako Personal Property Lease Transaction Tax, z 15 do 20 procent.

Zmiana szczególnie dotknie duże przedsiębiorstwa korzystające z usług chmurowych i technologii umożliwiających przechowywanie oraz przetwarzanie danych. Administracja Johnsona przedstawia tę propozycję jako podatek wymierzony w największe firmy technologiczne. Szacuje się, że podwyżka zapewni budżetowi Chicago dodatkowe 234 miliony dolarów.

480 milionów dolarów pożyczki na ugody policyjne

Kontrowersje może wywołać plan zaciągnięcia przez miasto długu w wysokości 480 milionów dolarów na pokrycie kosztów ugód i odszkodowań związanych z działalnością chicagowskiej policji. W tej kwocie uwzględniono między innymi ugodę o wartości 261 milionów dolarów, zatwierdzoną w ubiegłym tygodniu przez radnych. Dotyczy ona 16 pozwów związanych z działaniami byłego detektywa chicagowskiej policji Reynaldo Guevary.

Pomysł finansowania ugód pożyczonymi pieniędzmi może spotkać się ze sprzeciwem części Rady Miasta. Podobne rozwiązania stosowane w przeszłości były krytykowane jako przykład odkładania problemów finansowych na kolejne lata.

Reynaldo Guevara

Reynaldo Guevara

Nowe opłaty dla mieszkańców i przedsiębiorców

Chociaż Brandon Johnson deklaruje, że chce chronić mieszkańców przed bezpośrednimi podwyżkami podatków, jego propozycja zawiera również rozwiązania, które mogą wpłynąć na codzienne wydatki chicagowian. Burmistrz planuje podniesienie podatku od zakładów sportowych do 20 procent, co według szacunków przyniesie 37 milionów dolarów dodatkowych wpływów.

Kolejne 18 milionów dolarów ma zapewnić rozszerzenie programu Smart Streets, wykorzystującego automatyczne systemy wystawiania mandatów kierowcom nielegalnie parkującym na pasach rowerowych i autobusowych.

Projekt przewiduje również podwyżkę podatku od alkoholu kupowanego do spożycia poza lokalem, która ma zwiększyć dochody o 13,8 miliona dolarów. Dodatkowo planowane jest wprowadzenie nowego podatku od przesyłek w wysokości 15 centów za paczkę. Miasto liczy na 9 milionów dolarów z tego tytułu.

Powrót do pomysłu odrzuconego przez radnych

Nowy budżet będzie kolejną próbą realizacji polityki podatkowej Johnsona, który od początku swojej kadencji przekonuje, że największe korporacje i najbogatsi powinni w większym stopniu finansować funkcjonowanie miasta.

W ubiegłym roku burmistrz przedstawił kilka wariantów podatku od pracowników dużych firm, zmieniając zarówno proponowane stawki, jak i kryteria dotyczące liczby zatrudnionych. Żaden z nich nie uzyskał wystarczającego poparcia.

Rada Miasta odrzuciła wówczas cały projekt budżetu Johnsona i przyjęła własny plan wydatków na 2026 rok. Burmistrz nie podpisał go, ale również nie skorzystał z prawa weta.

Obecnie Johnson ponownie próbuje przekonać radnych do swojego stanowiska. Argumentuje, że duże przedsiębiorstwa korzystają z miejskiej infrastruktury, usług publicznych i pracy mieszkańców, dlatego powinny ponosić większą część kosztów utrzymania Chicago.

Burmistrz powołuje się również na federalne obniżki podatków dla korporacji popierane przez Prezydenta Donalda Trumpa, wskazując, że zwiększyły one możliwości finansowe największych firm.

Budżet Fair Share i polityczna walka przed wyborami

Nowa propozycja ma nosić nazwę Fair Share, nawiązującą do budżetu przedstawionego w 1986 roku przez byłego burmistrza Harolda Washingtona, pierwszego czarnoskórego burmistrza Chicago. Sojusznicy Johnsona porównują jego konflikt z Radą Miasta do politycznych sporów, z którymi mierzył się Washington. Nie wszyscy podzielają jednak tę ocenę.

Projekt pojawia się również w ważnym momencie politycznym, gdy Chicago przygotowuje się do lutowych wyborów burmistrza. Brandon Johnson liczy, że jego stanowisko w sprawie opodatkowania najbogatszych pomoże mu zdobyć poparcie wyborców.

Deficyt wynosi 882,4 miliona dolarów

Chicago stoi przed poważnymi problemami finansowymi. Prognozowany deficyt budżetowy na 2027 rok wynosi 882,4 miliona dolarów, a największe obciążenia wynikają z rosnących zobowiązań emerytalnych, kosztów obsługi zadłużenia oraz odszkodowań wypłacanych w wyniku postępowań sądowych.

Według miejskich urzędników przyszłoroczne wydatki wzrosną o około 500 milionów dolarów. Na tę kwotę składają się między innymi wzrost kosztów emerytur i spłaty obligacji o 160 milionów dolarów oraz zwiększenie wydatków na ugody i wyroki sądowe o 266 milionów dolarów.

Dodatkową presję na budżet wywierają koszty świadczeń pracowniczych oraz rosnące ceny paliw i energii, na które wpływają wojna w Iranie i polityka federalna.

Władze Chicago przewidują również, że miasto nadal będzie pokrywać 175 milionów dolarów kosztów emerytur pracowników Chicago Public Schools niebędących nauczycielami. Podobne zobowiązanie ma utrzymać się przez kolejne dwa lata.

Emerytury i długi coraz większym obciążeniem

Łączne koszty systemu emerytalnego Chicago mają w 2027 roku wzrosnąć do 2,94 miliarda dolarów. Burmistrz zobowiązał się również do utrzymania dodatkowej wpłaty emerytalnej w wysokości 364 milionów dolarów. Jest to kontynuacja polityki zapoczątkowanej przez byłą burmistrz Lori Lightfoot, której celem było ograniczenie ryzyka pogłębiania się problemów finansowych miejskich funduszy emerytalnych.

Lori Lightfoot

Jednocześnie wydatki związane z obsługą długoterminowego zadłużenia mają wzrosnąć z 2,16 miliarda do niemal 2,5 miliarda dolarów w 2027 roku.

Władze miasta przewidują ponadto, że koszty ugód i wyroków sądowych mogą osiągnąć w przyszłym roku 401 milionów dolarów. Część radnych kwestionuje jednak zasadność tak wysokich szacunków.

Chicago zagrożone kolejnymi obniżkami ratingu

Za kadencji Brandona Johnsona Chicago trzykrotnie doświadczyło obniżenia oceny wiarygodności kredytowej, w tym dwukrotnie w lutym 2026 roku. Agencja Fitch w ostatniej ocenie wskazała na decyzje budżetowe zarówno burmistrza, jak i jego przeciwników politycznych, uznając je za niewystarczająco ostrożne i przewidywalne pod względem finansowym.

Kolejne obniżki ratingu mogłyby zwiększyć koszty zaciągania pożyczek przez Chicago, dodatkowo utrudniając równoważenie budżetu w następnych latach.

brandon-Johnson

Przed administracją Johnsona stoją teraz tygodnie negocjacji z radnymi. Aby przyjąć budżet, burmistrz będzie potrzebował poparcia 26 członków Rady Miasta albo 25 głosów, jeśli sam zdecyduje się rozstrzygnąć ewentualny remis.

 

Źródło: AP
Foto: YouTube, Cristian Lourenço, Chicago Mayor’s Office
Czytaj dalej

News Chicago

Walka o miejsce w Senacie USA. Juliana Stratton i Don Tracy zmierzyli się w debacie w Illinois

Opublikowano

dnia

Autor:

Demokratka Juliana Stratton i Republikanin Don Tracy spotkali się we wtorek wieczorem podczas jedynej debaty przed wyborami do Senatu USA w Illinois. Kandydaci ubiegają się o mandat po odchodzącym na emeryturę Dicku Durbinie. Najwięcej emocji wzbudziły kwestie kosztów życia, opieki zdrowotnej i ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa.

Obecna Wicegubernator Illinois Juliana Stratton oraz Republikanin Don Tracy przedstawili odmienne wizje polityki gospodarczej i społecznej. Dyskusja objęła również sytuację w Iranie, rozwój czystej energii oraz różnice między potrzebami mieszkańców północnej i południowej części stanu.

Stawką wyborów jest miejsce zajmowane przez Dicka Durbina, który w ubiegłym roku ogłosił zakończenie kariery w Senacie po niemal 30 latach sprawowania mandatu.

Stratton prowadzi w sondażach

Według najnowszych badań opinii publicznej Juliana Stratton wyprzedza Dona Tracy’ego o 13–17 punktów procentowych. Republikanin jest uznawany za kandydata mającego mniejsze szanse na zwycięstwo. Kandydaci prowadzą kampanie finansowane w odmienny sposób. Tracy w dużej mierze pokrywa wydatki z własnych środków, natomiast kampania Stratton korzysta przede wszystkim ze wsparcia rodziny Pritzkerów.

Pat Brady, były przewodniczący Partii Republikańskiej w Illinois, obecnie związany z Mercury Public Affairs, ocenił, że Tracy dobrze przedstawił tradycyjne stanowisko konserwatystów. Jednocześnie podkreślił umiejętności debatowania Stratton, która jego zdaniem sprawnie i przekonująco prezentuje swoje argumenty.

Spór o koszty leczenia i Medicare for All

Jednym z głównych tematów debaty była dostępność opieki zdrowotnej. Juliana Stratton opowiedziała się za wprowadzeniem programu Medicare for All, zakładającego powszechny dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego. Demokratka argumentowała, że koszty leczenia stanowią jedno z największych obciążeń dla amerykańskich rodzin, a część mieszkańców Illinois musi obecnie wybierać między opłaceniem wizyty u lekarza a zapłaceniem czynszu.

Stratton zapowiedziała, że po uzyskaniu mandatu senatora będzie zabiegać o zwiększenie dostępności usług medycznych i ograniczenie kosztów ponoszonych przez pacjentów.

Don Tracy zdecydowanie sprzeciwił się tej propozycji. Republikanin przekonywał, że Medicare for All oznaczałoby zastąpienie obecnego systemu opieki zdrowotnej rozwiązaniem zarządzanym przez rząd federalny, którego szacowany koszt wynosi od 30 do 50 bilionów dolarów.

Pat Brady ocenił, że Stratton łączy problem dostępności leczenia z jego kosztami, choć są to odrębne kwestie. Przypomniał również, że wcześniejsze próby szerokich reform systemu zdrowotnego były politycznie kosztowne dla Demokratów. W 1994 roku partia straciła 43 miejsca w Izbie Reprezentantów, a w 2010 roku 63.

Cła Trumpa podzieliły kandydatów

Dużą część debaty poświęcono polityce celnej Prezydenta Donalda Trumpa, która ma istotne znaczenie dla rolników, producentów i konsumentów w Illinois.

Don Tracy przekonywał, że na ostateczną ocenę skutków ceł jest jeszcze za wcześnie. Wskazywał, że istnieją różne rodzaje taryf, w tym cła powszechne i wzajemne, a ich wpływ na gospodarkę ujawnia się stopniowo. Republikanin zaznaczył, że według części przedsiębiorców cła sprzyjają przenoszeniu produkcji i miejsc pracy z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Inni producenci skarżą się jednak na wzrost kosztów działalności.

Juliana Stratton odrzuciła tę argumentację. Stwierdziła, że Sąd Najwyższy USA uznał kwestionowane cła za nielegalne, dlatego nie można mówić o nierozstrzygniętej ocenie ich skutków. Demokratka zwróciła również uwagę na kwestię zwrotu pieniędzy pobranych w ramach zakwestionowanych taryf. Jej zdaniem korzyści z takich zwrotów trafiają przede wszystkim do wielkich korporacji, takich jak Amazon, a nie bezpośrednio do mieszkańców Illinois.

Pat Brady przyznał, że obrona polityki celnej Trumpa postawiła Tracy’ego w trudnej sytuacji. Przypomniał, że Rezerwa Federalna wskazywała na znaczący wpływ ceł na wzrost inflacji w Stanach Zjednoczonych.

Wzajemne oskarżenia i rola Donalda Trumpa

Podczas debaty nie zabrakło również politycznych zarzutów. Don Tracy określił Julianę Stratton mianem demokratycznej socjalistki, chociaż kandydatka sama nie identyfikuje się z tym nurtem politycznym. Stratton z kolei zwróciła uwagę, że jej republikański rywal byłby gotów przyjąć oficjalne poparcie Prezydenta Donalda Trumpa.

Wymiana zdań pokazała różnice między kandydatami nie tylko w sprawach gospodarczych, ale również w podejściu do obecnej administracji federalnej i kierunku, w jakim powinny zmierzać Stany Zjednoczone.

Dwa tygodnie do wyborów

Do dnia wyborów pozostały niespełna dwa tygodnie. Ich wynik będzie miał znaczenie nie tylko dla reprezentacji Illinois w Waszyngtonie, ale także dla układu sił politycznych w Senacie USA. Pat Brady przewiduje, że wieczór wyborczy może okazać się trudny dla Republikanów. Zastrzegł jednak, że wciąż pojawiają się pytania dotyczące dokładności sondaży, dlatego nie uważa wyniku rywalizacji za całkowicie przesądzony.

Wtorkowa debata była pierwszym i jedynym bezpośrednim spotkaniem Juliany Stratton i Dona Tracy’ego w tej kampanii. Wyborcy Illinois zdecydują 3 listopada, kto zastąpi Dicka Durbina w Senacie Stanów Zjednoczonych.

 

Źródło: cbs
Foto: YouTube
Czytaj dalej

Popularne

Kalendarz

marzec 2017
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Popularne w tym miesiącu